Artykuł

Magdalena Żardecka: Kontrowersyjny ideał autentyczności

Być może autentyczność to ślepa uliczka, w którą nie warto się zapę­dzać. Z całą pewnością nale­ży unikać bycia nieauten­tycznym, ale wydaje się, że należy również unikać nadmiernego zainteresowania własną autentycznością.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2023 nr 2 (50), s. 6–8. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Czy autentyczność jest czymś, o co warto się starać? Zastanówmy się, jakie problemy wiążą się z ideałem autentyczności oraz czy ideał ten ma dziś dla nas znaczenie.

Moralna dwuznaczność i idealistyczne założenie

Niektórzy współcześni autorzy (Allan Bloom, Christopher Lasch) uważają, że ideał autentyczności posiada swą ciemną stronę, ma dwuznaczny moralnie charakter i w związku z tym należy się do niego odnosić z rezerwą. Autentyczność powiązana jest bowiem nie tylko ze wspaniałymi zaletami takimi jak odwaga, szczerość, prawdomówność, ale też z przywarami takimi jak próżność, żądza sławy, wola dominowania nad innymi, nadmierne skupienie na sobie, przesadne podkreślanie własnej wyjątkowości, megalomania, afektowana ekscentryczność, wybujały indywidualizm, egocentryzm, narcyzm. Istnieje obawa, że społeczność narcystycznych indywidualistów nie mogłaby przetrwać, pozostawałaby nieuleczalnie zatomizowana i skonfliktowana. Destrukcyjny, anarchizujący potencjał ideału autentyczności jest nie do zlekceważenia.

Druga wątpliwość związana z ideałem autentyczności dotyczy tego, że ideał ten ma sens i godzien jest realizacji tylko przy założeniu, że wewnętrzna natura podmiotu jest dobra, piękna, bogata, ważna i interesująca. Założenie to ma charakter idealistyczny, romantyczny. Gdyby się okazało (a jest takie niebezpieczeństwo), że niektórzy mają naturę złą lub że ich wnętrze „świeci pustką”, lepiej byłoby, żeby trzymali się obowiązujacych w społeczeństwie zasad, nawet jeżeli zasady te przyjmowaliby w sposób czysto zewnętrzny. Szczere i niepohamowane wyrażanie złych uczuć, bezwstydne manifestowanie swej głupoty i prostactwa jest oburzającą bezczelnością, choć w pewnym sensie może być bardzo autentyczne.

Autentyczność mimochodem w „banalnym” życiu

Trzeci problem polega na tym, że realizacja ideału autentyczności jest możliwa tylko pod warunkiem całkowitego zapomnienia o nim. Trzeba porzucić egotyczną orientację, nie nastawiać się na samorealizację, nie dążyć do efektownej autoprezentacji, lecz wybrać cel inny, zewnętrzny w stosunku do siebie, trzeba odnaleźć się w horyzoncie zastanych sensów i hierarchii wartości, względnie wyartykułować wartości i sensy nowe. Autentyczność, podobnie jak szczęście, nie może stanowić celu samego w sobie, ponieważ to ją unicestwia. Egzaltowani poszukiwacze własnej wyjątkowości skazani są na pokraczne parodiowanie samych siebie. Autentyczność osiąga się mimochodem, przy okazji realizowania zupełnie innych celów.

Czwarta kontrowersja polega na tym, że ideał autentyczności przeciwstawiany jest życiu trywialnemu, tymczasem należałoby go traktować jako przedłużenie takiego życia. Autentyczność staje się możliwa (i dostrzegalna) tylko dzięki temu, co zwyczajne i banalne. Co więcej – to „banalne życie” musi być życiem stabilnym, spokojnym i względnie dostatnim. Ludzie walczący o przetrwanie (żołnierze w okopach, cywile w ostrzeliwanych miastach), wycieńczeni pracą ponad siły, przygnieceni chorobą lub innym nieszczęściem nie dbają o kwestię własnej ani cudzej autentyczności, ponieważ mają bardziej palące problemy. Autentyczność rozkwita w komfortowych warunkach, gdy zaspokojone są wszystkie bardziej podstawowe ludzkie potrzeby (szacunku, uznania, przynależności, miłości, bezpieczeństwa itd. – zob. piramida potrzeb Maslowa). Autentyczność (samorealizacja) znajduje się na szczycie hierarchii potrzeb, nie w opozycji do nich. Jedynie te jednostki, które dzięki przychylnym, pełnym akceptacji reakcjom otoczenia nauczyły się szanować siebie i funkcjonować w życiu publicznym jako pełnowartościowe podmioty, mogą swobodnie rozwijać potencjał swojej osobowości i wykazywać się autentycznością. Zawdzięczają to jednak innym, nie sobie, są dłużnikami społeczeństwa, które stworzyło im warunki do indywidualnego rozwoju.

Nieautentyczna autentyczność

Powyższe kwestie prowadzą nas do piątego problemu pojawiającego się w filo­zofii najnowszej. Autorzy tacy jak Michel Foucault (zob. na s. 17–18 tego numeru) i Roland Barthes głoszą tezę, że wszyscy jesteśmy odtwórczy i wtórni – nie ma kogoś takiego jak autor dzieła, bo każde dzieło jest efektem pracy wielu pokoleń, nie ma nawet kogoś takiego jak podmiot zdolny do samodzielnych działań i odpowiedzialnych decyzji. Pretensja do autentyczności jest wyrazem naiwności, niedostatku wiedzy i doświadczenia, samooszukiwania się lub zwyczajnej głupoty. Nie jest możliwe autentyczne filozofowanie, a co dopiero autentyczna egzystencja czy autentyczna osobowość, które Peter Sloterdijk, współczesny niemiecki filozof i kulturoznawca, zaliczyłby do pięknych, lecz bezużytecznych uniesień. W naszym wnętrzu (jeżeli upierać się przy tej metaforze) skrywa się to jedynie, co zostało tam wpisane przez innych (wychowawców, nauczycieli) i przez kulturę, która zewsząd na nas oddziałuje i nas kształtuje. Nie ma w nas niczego, co byłoby absolutnie wyjątkowe i tylko nasze.

Jeśli autentyczność zdefiniujemy jako zdolność do życia w zgodzie z własną „prawdą wewnętrzną”, to kto miałby wyrokować, czy żyję w zgodzie ze sobą? Bóg, inni ludzie, ja sama? W przypadku autentyczności różnica między „być” a „wydawać się” ulega zatarciu. Autentyczność to też cnota aktora, który z wyczuciem, wdziękiem i wirtuozerią odgrywa swoją rolę. Nie możemy zajrzeć do wnętrza jego duszy i porównać gry z mieszkającą tam ponoć prawdą. To, jak aktor zostanie oceniony, w dużej mierze zależy od odbiorców przedstawienia, ich gustu, wychowania, inteligencji, obycia, wykształcenia. Uznanie ze strony jednej publiczności nie gwarantuje automatycznie akceptacji innej – jeden i ten sam występ może zostać radykalnie odmiennie oceniony przez różne widownie. Autentyczność okazuje się zatem zrelatywizowana do tego, co zewnętrzne w stosunku do podmiotu – do charakteru publiczności i przyjętych przez nią hierarchii wartości. Jeżeli natomiast interesuje nas zgodność gry z „prawdą wewnętrzną”, to musimy przyznać, że jedyna prawda wewnętrzna, jaka może być nam dana (a i to jest wątpliwe), skrywa się w nas samych. Czyżbyśmy zatem byli jedynymi sędziami samych siebie? Tym gorzej dla nas, bo nikt nie może być dobrym sędzią w swojej własnej sprawie. Poza tym nadmierne zainteresowanie sobą rodzi niebezpieczeństwo zapatrzenia w siebie i narcyzmu, w którym nie ma niczego autentycznego.

Wątpliwość zamiast konkluzji

Być może autentyczność to ślepa uliczka, w którą nie warto się zapędzać. Z całą pewnością należy unikać bycia nieautentycznym, ale wydaje się, że należy również unikać nadmiernego zainteresowania własną autentycznością. Poza tym autentyczność to pojęcie, które ma swoje ograniczenia. Nie obejmuje ono całego możliwego spektrum zagadnień etycznych i estetycznych i w związku z tym nie powinno być stosowane „na ślepo” w odniesieniu do wszystkiego, co oceniamy pozytywnie. Są też inne pojęcia ważne w tym obszarze. Np. mądrość, dojrzałość, integralność, odporność psychiczna, zdolność znoszenia trudów i niepowodzeń, samodzielność, autonomia, zrównoważenie psychiczne, odpowiedzialność, szlachetność, wielkoduszność, skromność itd. są przymiotami charakteru co najmniej równie ważnymi dla dobrego życia jak autentyczność, jeśli nie ważniejszymi.

Zewsząd słychać narzekania, że żyjemy w kulturze udawania. Media społecznościowe ukazują wyidealizowane wizerunki osób i zdarzeń. Kłamiemy, by się przed innymi „popisać”, wzbudzić ich podziw i zazdrość. Taka postawa nie może jednak stanowić podstawy dla żadnych wartościowych relacji społecznych. W rezultacie stajemy się coraz bardziej samotni, rozgoryczeni, zrozpaczeni. Jednocześnie przyszło nam żyć w cieniu wielkich zagrożeń (wojna, pandemia, katastrofa klimatyczna, wymieranie gatunków, kryzys energetyczny, groźba użycia broni nuklearnej) i coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z ich skali. W czasach niestabilności i niepewności jednostka mobilizuje wszystkie siły, by przeciwstawić się procesom dezintegracji, pokonać obezwładniający lęk i przetrwać. Czy więc dbanie o własną autentyczność może być w tej sytuacji zadaniem pierwszoplanowym?


Warto doczytać

  • C. Lasch, Kultura narcyzmu, tłum. G. Ptaszek, A. Skrzypek, Warszawa 2015.
  • A. Maslow, Motywacja i osobowość, tłum. J. Radzicki, Warszawa 2006.
  • C. R. Rogers, O stawaniu się osobą, tłum. M. Karpiński, Poznań 2002.
  • C. Taylor, Etyka autentyczności, tłum. A. Pawelec, Kraków 1996.

Magdalena Żardecka – pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Rzeszowskiego; zajmuje się filozofią współczesną; ostatnio opublikowała pracę Pamięć i zapomnienie. Filozoficzny dyskurs o sile i słabości pamięci indywidualnej i zbiorowej (Rzeszów 2020); w wolnych chwilach lubi obejrzeć dobry film i posłuchać muzyki klasycznej.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Małgorzata Uglik

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2024 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Artykuł na tej stronie różni się kompletnie od tego, co zostało wydrukowane. Niemniej sens jest ten sam, a może nawet internetowa wersja jest mocniejsza.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy