Antropologia Artykuł Etyka

Piotr Grzegorz Nowak: Czym jest śmierć?

Słynne i mocno zakorzenione w popkulturze powiedzenie głosi, że na tym świecie nie ma nic pewnego oprócz śmierci i podatków. Ale czy za pewnością co do nieuchronności śmierci idzie również pewność co do jej natury oraz kryteriów pozwalających ją rozpoznać?

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2019 nr 6 (30), s. 6–8. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Zapew­ne nie, bio­rąc pod uwa­gę, że strach przed błęd­nym stwier­dze­niem zgo­nu przez leka­rzy jesz­cze w XIX wie­ku był powszech­ny, a wystar­cza­ją­co majęt­ne oso­by decy­do­wa­ły się czę­sto na zakup spe­cjal­nych gro­bow­ców, któ­re umoż­li­wia­ły w razie przed­wcze­sne­go pochów­ku wydo­sta­nie się nie­do­szłe­mu nie­bosz­czy­ko­wi na zewnątrz. Błę­dy w roz­po­zna­wa­niu śmier­ci, któ­re pomi­mo postę­pu medy­cy­ny zda­rza­ją się i dziś, świad­czą o tym, że sądy, w któ­rych stwier­dza­na jest czy­jaś śmierć, są tak samo nie­pew­ne jak wszel­kie inne sądy o sta­nie świa­ta. Jeśli więc nie potra­fi­my ze stu­pro­cen­to­wą pew­no­ścią stwier­dzić śmier­ci, to być może mamy przy­naj­mniej pew­ność co do natu­ry tego zja­wi­ska? Inny­mi sło­wy, może przy­naj­mniej wie­my, czym jest śmierć?

Śmierć organizmu

Pod koniec ubie­głe­go wie­ku prze­świad­cze­nie, że tak wła­śnie jest, było chy­ba naj­sil­niej­sze w histo­rii, a w bio­ety­ce ukształ­to­wał się „prak­tycz­ny” sta­tus quo doty­czą­cy defi­ni­cji śmier­ci. Było to osią­gnię­cie przy­pie­czę­to­wa­ne w 1981 roku przez trój­kę bada­czy: Jame­sa Ber­na­ta (neu­ro­lo­ga), Char­le­sa Culve­ra (bio­ety­ka i psy­chia­trę) i Ber­nar­da Ger­ta (ety­ka). Tych trzech auto­rów w swo­im słyn­nym arty­ku­le On the Defi­ni­tion and Cri­te­rion of Death, opie­ra­jąc się na ana­li­zie języ­ka potocz­ne­go i tra­dy­cji, stwier­dzi­ło, że „śmierć jest zda­rze­niem bio­lo­gicz­nym, wła­ści­wym nie tyl­ko dla czło­wie­ka”. Auto­rzy ci zapro­po­no­wa­li, aby śmierć uznać za „trwa­łe usta­nie funk­cjo­no­wa­nia orga­ni­zmu jako cało­ści”, a ich defi­ni­cja prze­siąk­nę­ła do nie­zwy­kle wpły­wo­we­go rapor­tu Defi­ning Death, wyda­ne­go w tym samym roku przez spe­cjal­ną komi­sję bio­etycz­ną powo­ła­ną przez pre­zy­den­ta George’a Busha. Na pod­sta­wie tej wła­śnie defi­ni­cji w rapor­cie pre­zy­denc­kiej komi­sji zapro­po­no­wa­no pra­wo­daw­stwo regu­lu­ją­ce w Sta­nach Zjed­no­czo­nych stwier­dza­nie śmier­ci, któ­re dopusz­cza­ło dwa kry­te­ria: krą­że­nio­we lub neu­ro­lo­gicz­ne. Były to dwa „okna” słu­żą­ce dostrze­że­niu tego same­go feno­me­nu – roz­pa­du czy też dez­in­te­gra­cji orga­ni­zmu. Okno neu­ro­lo­gicz­ne uzna­ne zosta­ło za trud­niej dostęp­ne, ale „umiej­sco­wio­ne” bli­żej samej isto­ty feno­me­nu śmier­ci. Twier­dzo­no, że to mózg jest nad­rzęd­nym inte­gra­to­rem orga­ni­zmu, a bez tego orga­nu cia­ło czło­wie­ka sta­no­wi tyl­ko zbiór orga­nów, któ­re nie two­rzą orga­nicz­nej cało­ści. Nato­miast okno zwią­za­ne z oce­ną krą­że­nia pacjen­ta było łatwiej dostęp­ne, lecz pozwa­la­ją­ce wnio­sko­wać o śmier­ci tyl­ko dla­te­go, że zatrzy­ma­nie krą­że­nia z koniecz­no­ści pro­wa­dzi do śmier­ci mózgu. Wedle kry­te­rium krą­że­nio­we­go – tak jak zosta­ło ono sfor­mu­ło­wa­ne w pra­wie – śmierć moż­na było stwier­dzić, usta­la­jąc, że u pacjen­ta doszło do nie­od­wra­cal­ne­go zatrzy­ma­nia krą­że­nia, nato­miast wedle kry­te­rium neu­ro­lo­gicz­ne­go – że u pacjen­ta doszło do nie­od­wra­cal­ne­go usta­nia wszyst­kich funk­cji całe­go mózgu. Wkrót­ce wła­śnie te praw­ne kry­te­ria, a wraz z nimi bio­lo­gicz­na defi­ni­cja śmier­ci, prze­nik­nę­ły do pra­wo­daw­stwa więk­szo­ści państw na świe­cie, w tym do pra­wo­daw­stwa pol­skie­go.

Śmierć w sensie moralnym

Sta­tus quo, o któ­rym była mowa w poprzed­nim aka­pi­cie, okre­śli­łem jako „prak­tycz­ny” z dwóch powo­dów. Po pierw­sze, ze wzglę­du na wpływ, jaki deba­ta w śro­do­wi­sku ety­ków mia­ła na pra­wo­daw­stwo na świe­cie: próż­no szu­kać inne­go zagad­nie­nia w obrę­bie bio­ety­ki, gdzie moż­na by zaob­ser­wo­wać tak sil­ny i jed­no­li­ty wpływ usta­leń poczy­nio­nych przez filo­zo­fów i filo­zo­fu­ją­cych leka­rzy czy praw­ni­ków na świa­to­we pra­wo­daw­stwo. Po dru­gie, cho­ciaż zwo­len­ni­cy utoż­sa­mie­nia śmier­ci z nie­od­wra­cal­ną utra­tą sta­tu­su orga­ni­zmu mie­li nie­zwy­kłą siłę prze­bi­cia i to wła­śnie im zawdzię­cza­my powszech­ne uzna­nie w pra­wie śmier­ci mózgu jako waż­ne­go kry­te­rium śmier­ci czło­wie­ka, to jed­nak od same­go począt­ku zwo­len­ni­cy tego „bio­lo­gicz­ne­go para­dyg­ma­tu” w defi­nio­wa­niu śmier­ci mie­li opo­zy­cję. Robert Veatch, filo­zof, z któ­rym kon­sul­to­wa­li się człon­ko­wie pre­zy­denc­kiej komi­sji z lat osiem­dzie­sią­tych, już wów­czas for­mu­ło­wał odręb­ne sta­no­wi­sko filo­zo­ficz­ne i odręb­ne uza­sad­nie­nie dla uzna­nia śmier­ci mózgu za śmierć czło­wie­ka. Wedle Veat­cha i gru­py innych filo­zo­fów śmierć czło­wie­ka jest zja­wi­skiem o cha­rak­te­rze etycz­nym: jest to moment, w któ­rym dopusz­czal­ne sta­ją się pew­ne zacho­wa­nia, któ­re nie były­by dozwo­lo­ne w sto­sun­ku do żywych. Gdy ktoś umrze, człon­ko­wie jego rodzi­ny roz­po­czy­na­ją żało­bę, mał­żeń­stwa ule­ga­ją roz­wią­za­niu, doko­nu­je się podzia­łu spad­ku. Ponad­to wła­śnie po śmier­ci moż­na pobrać narzą­dy do prze­szcze­pu, np. ser­ce. Krót­ko mówiąc, śmierć to nie­od­wra­cal­na utra­ta sta­tu­su moral­ne­go czło­wie­ka lub świa­do­mo­ści.

Słabe fundamenty

Pre­zy­denc­ka komi­sja z lat osiem­dzie­sią­tych odrzu­ci­ła sta­no­wi­sko Veta­cha, uzna­jąc, że filo­zo­ficz­ne dywa­ga­cje na temat sta­tu­su moral­ne­go lub sta­tu­su oso­by są przed­mio­tem nie­roz­strzy­gnię­tych od tysiąc­le­ci spo­rów i jako takie sta­no­wią zbyt płyn­ną pod­sta­wę dla for­mu­ło­wa­nia pra­wa regu­lu­ją­ce­go stwier­dza­nie śmier­ci, a w szcze­gól­no­ści zbyt sła­bą, aby prze­ko­nać nie­zde­cy­do­wa­nych, że śmierć mózgu jest fak­tycz­nie śmier­cią czło­wie­ka. Dało się wyczuć, że za nie­chę­cią w sto­sun­ku do sta­no­wi­ska repre­zen­to­wa­ne­go przez Veat­cha sta­ła wia­ra w to, że teo­ria lub filo­zo­fia bio­lo­gii sta­no­wią solid­niej­szy grunt nauko­wy niż ety­ka i filo­zo­fia umy­słu. Co cie­ka­we, człon­ko­wie komi­sji, czy­li przede wszyst­kim leka­rze, praw­ni­cy i filo­zo­fo­wie, prze­oczy­li, że w tym samym cza­sie, gdy pra­co­wa­no nad rapor­tem komi­sji tak moc­no opie­ra­ją­cym poję­cie śmier­ci na poję­ciu orga­ni­zmu, ten dru­gi ter­min, któ­ry miał być fun­da­men­tem dla pierw­sze­go, zaczął powo­li zni­kać z bio­lo­gii, do tego stop­nia, że nie­któ­rzy teo­re­ty­cy zaczę­li kwe­stio­no­wać, czy w ogó­le coś takie­go jak orga­nizm ist­nie­je.

Głów­ny cios, jaki spadł na tzw. bio­lo­gicz­ny para­dyg­mat w defi­nio­wa­niu śmier­ci, a w zasa­dzie na nić łączą­cą kon­cep­cję śmier­ci jako utra­ty sta­tu­su orga­ni­zmu oraz neu­ro­lo­gicz­ne kry­te­rium śmier­ci, któ­rym jest śmierć mózgu, miał miej­sce na prze­ło­mie obec­ne­go i zeszłe­go tysiąc­le­cia za spra­wą Ala­na Shew­mo­na. Ten ame­ry­kań­ski neu­ro­log w serii arty­ku­łów wyka­zał, że pacjen­tów w sta­nie śmier­ci mózgu trud­no uznać jedy­nie za zbiór orga­nów i tka­nek nie­sta­no­wią­cych cało­ści, bio­rąc pod uwa­gę sze­reg funk­cji, któ­re mogą być wyko­ny­wa­ne przez ich cia­ła, a któ­re wyma­ga­ją sko­or­dy­no­wa­nej pra­cy róż­nych sys­te­mów i pod­sys­te­mów w cie­le czło­wie­ka. Shew­mon zwró­cił uwa­gę, że pacjen­ci w sta­nie śmier­ci mózgu mogą m.in. utrzy­my­wać stan home­osta­zy, ich rany goją się, w przy­pad­ku pacjen­tów pedia­trycz­nych moż­na obser­wo­wać pro­por­cjo­nal­ny wzrost cia­ła, doj­rze­wa­nie płcio­we itd.

Rodzinne pokrewieństwo śmierci

Oce­nia­jąc histo­rię deba­ty na temat śmier­ci mózgu z per­spek­ty­wy nie­mal czter­dzie­stu lat, któ­re minę­ły od publi­ka­cji rapor­tu Defi­ning Death, wyda­je się, że dużym błę­dem, któ­ry w owym cza­sie popeł­nio­no, było opar­cie się na stwier­dze­niu, że śmierć jest zda­rze­niem bio­lo­gicz­nym, a umie­ra­ją we wła­ści­wym sen­sie jedy­nie orga­ni­zmy. Dys­ku­sje w obrę­bie filo­zo­fii i teo­rii bio­lo­gii poucza­ją nas, że w tej dzie­dzi­nie nie ma kon­sen­su­su co do defi­ni­cji orga­ni­zmu, a co za tym idzie, nie może być też kon­sen­su­su doty­czą­ce­go tego, kie­dy mamy do czy­nie­nia ze śmier­cią orga­ni­zmu. Być może na manow­ce uczest­ni­ków deba­ty zwio­dła w owym cza­sie anglo­sa­ska per­spek­ty­wa.

Ponad dzie­sięć lat po publi­ka­cji Defi­ning Death Peter Sin­ger przy­kla­snął zawar­tym w nim tezom doty­czą­cym kon­cep­cji śmier­ci, zada­jąc reto­rycz­ne w zamie­rze­niu pyta­nie: „czyż róż­ni­ca mię­dzy życiem a śmier­cią nie jest tak fun­da­men­tal­na, że to, co uwa­ża się za śmierć isto­ty ludz­kiej, jest tak­że śmier­cią psa, papu­gi, kre­wet­ki, ostry­gi czy kapu­sty?”. Pyta­nie, któ­re mia­ło być reto­rycz­ne w inten­cji for­mu­łu­ją­ce­go je w języ­ku angiel­skim auto­ra, zupeł­nie zmie­nia zabar­wie­nie, gdy prze­ło­żyć je na język pol­ski. Podej­rze­wam, że czy­tel­ni­ka czy­ta­ją­ce­go kolej­ne przy­daw­ki, któ­re mogą dopeł­niać zda­niem Sin­ge­ra sło­wo „śmierć”, ogar­nia w mia­rę lek­tu­ry coraz więk­sze zdzi­wie­nie, któ­re osią­ga apo­geum, gdy przed jego ocza­mi sta­je zupeł­nie dzi­wacz­ne wyra­że­nie „śmierć kapu­sty”. Choć w języ­ku angiel­skim moż­na powie­dzieć bez pro­ble­mu o zwie­rzę­ciu czy rośli­nie, że umar­li, to w języ­ku pol­skim w pew­nych kon­tek­stach nie jest to dopusz­czal­ne. O zwie­rzę­tach, w szcze­gól­no­ści gdy nie są to nasi „sper­so­ni­fi­ko­wa­ni”, ulu­bie­ni domo­wi pupi­le, mówi­my raczej, że zdy­cha­ją, a o rośli­nach, że więd­ną, usy­cha­ją lub gni­ją. Róż­ni­ce pomię­dzy języ­kiem pol­skim a angiel­skim doty­czą­ce zna­cze­nia sło­wa „śmierć” i jemu pochod­nych uświa­da­mia­ją nam, że w isto­cie może być wie­le róż­nych, choć pod pew­ny­mi wzglę­da­mi podob­nych zja­wisk, któ­re nazy­wa­my jed­nym ter­mi­nem „death” w języ­ku angiel­skim, lecz nie­któ­re inne języ­ki, w tym język pol­ski, są pod tym wzglę­dem bogat­sze. Co cie­ka­we, spo­strze­że­nie to poczy­ni­ła para ame­ry­kań­skich bada­czy: wspo­mnia­ny już Alan Shew­mon wraz ze swo­ją żoną – Eli­sa­beth Shew­mon.

Konkluzja

Na pyta­nie, jaka jest defi­ni­cja śmier­ci, nie ma dobrej odpo­wie­dzi, dopó­ki nie okre­śli­my kon­tek­stu, w jakim śmierć ma być zde­fi­nio­wa­na. Z tej per­spek­ty­wy bio­lo­gia i roz­wa­ża­nia doty­czą­ce tego, czy dany X jest w ciąż orga­ni­zmem, sta­no­wią oczy­wi­ście dopusz­czal­ny kon­tekst. Bez wąt­pie­nia jed­nak nie jest on jedy­ny. Zupeł­nie odmien­nym kon­tek­stem jest sfe­ra obo­wiąz­ków wobec innych ludzi i dba­nia o ich dobro. Ze sfe­rą tą mamy do czy­nie­nia, gdy kwe­stię śmier­ci ana­li­zu­je­my w związ­ku z dys­ku­sja­mi doty­czą­cy­mi opie­ki zdro­wot­nej. Dla takie­go kon­tek­stu bar­dziej ade­kwat­na wyda­je się defi­ni­cja śmier­ci jako nie­od­wra­cal­nej utra­ty sta­tu­su moral­ne­go
czło­wie­ka.


Piotr Grze­gorz Nowak – Adiunkt w Zakła­dzie Badań nad Ety­ką Zawo­do­wą UJ, autor książ­ki Ety­ka, śmierć i trans­plan­ta­cje (2018) oraz sze­re­gu innych publi­ka­cji doty­czą­cych ety­ki sto­so­wa­nej, a w szcze­gól­no­ści ety­ki trans­plan­ta­cji i śmier­ci mózgu. Ama­tor body­bo­ar­din­gu.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

lustra­cja: Mał­go­rza­ta Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy