Artykuł Estetyka

Piotr Kozak: Jak opowiedzieć taniec?

Jest coś niepokojącego w tym, że z jednej strony przypisujemy duże znaczenie obcowaniu ze sztuką, a z drugiej nie umiemy opisać swojego doświadczenia odbioru sztuki. Doświadczenia sztuki nie da się przekazać, a jeżeli się daje, to tylko za cenę jego banalizacji – chcąc przekazać treść opowiadania Stary człowiek i morze, możemy je streścić jako ponadstustronicowy opis łowienia ryb. Kuriozalne? Być może. Opis jest jednak poprawny. Pytanie brzmi więc, co nam umyka w tym opisie, czego nie potrafimy przekazać.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2018 nr 1 (19), s. 15–17. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.


Na pierw­szy rzut oka wyda­je się, że pro­blem komu­ni­ko­wal­no­ści nie musi sta­no­wić wyzwa­nia, jeże­li doty­czyć ma tyl­ko słow­ne­go opi­su pew­ne­go doświad­cze­nia sztu­ki. Wpraw­dzie nie wszyst­ko da się ująć w sło­wa (np. nie da się opo­wie­dzieć pięk­na tań­ca), lecz odpo­wied­nie aspek­ty doświad­cze­nia zawsze moż­na pokazać.

Jest to jed­nak wciąż odpo­wiedź nie­za­do­wa­la­ją­ca, ponie­waż pro­blem z komu­ni­ko­wal­no­ścią doświad­cze­nia sztu­ki doty­czy banal­no­ści samej tre­ści dzieł sztu­ki. Daje się on zilu­stro­wać nastę­pu­ją­co: choć wyso­ko ceni­my obco­wa­nie z pew­ny­mi dzie­ła­mi sztu­ki, to nie wyni­ka z tego, że podob­nie wyso­ko ceni­my obco­wa­nie z przed­sta­wia­ny­mi na nich przed­mio­ta­mi lub zda­rze­nia­mi. Buty Vin­cen­ta van Gogha to przy­kład genial­ne­go dzie­ła sztu­ki, choć same sta­re buty van Gogha, któ­re trzy­mał w sza­fie, nie wzbu­dza­ją naszej spe­cjal­nej uwa­gi. Na pyta­nie: „co przed­sta­wia­ją Buty van Gogha?”, popraw­na odpo­wiedź brzmi: „buty”. Tyle tyl­ko, że ta odpo­wiedź nie tłu­ma­czy, dla­cze­go ludzie są skłon­ni raczej odwie­dzać muzeum van Gogha niż oglą­dać sta­re buty w jego sza­fie. Błęd­ne jest rów­nież odwo­ła­nie się do przy­jem­no­ści pły­ną­cej z obco­wa­nia ze sztu­ką. Przy­jem­ne jest jedze­nie pącz­ków. Powo­ły­wa­nie się na jakiś rodzaj wyż­szej przy­jem­no­ści zakła­da z kolei to, co chce­my wyja­śnić, czy­li to, co spra­wia, że obco­wa­nie ze sztu­ką jest doświad­cze­niem szla­chet­niej­szym niż jedze­nie pącz­ków. Nale­ża­ło­by zatem zna­leźć takie wyja­śnie­nie, któ­re pozwo­li­ło­by wytłu­ma­czyć, dla­cze­go tak dużo wysił­ku wkła­da­my zarów­no w two­rze­nie, jak i obco­wa­nie z dzie­ła­mi sztu­ki, zamiast po pro­stu „zaj­rzeć do sza­fy”. Zaj­rze­nie do sza­fy jest prze­cież prost­sze i łatwiej­sze niż two­rze­nie wize­run­ku tego, co w sza­fie się znajduje.

Ukryte piękno

Ist­nie­ją co naj­mniej dwie stra­te­gie radze­nia sobie z pro­ble­mem nie­ko­mu­ni­ko­wal­no­ści doświad­cze­nia sztu­ki. Z jed­nej stro­ny może­my argu­men­to­wać, że sztu­ka wyra­ża pewien porzą­dek, któ­ry wpraw­dzie pozna­je­my, ale w spo­sób nie­ja­sny. W ten spo­sób myślał Leib­niz, któ­ry twier­dził, że sztu­ka wyra­ża pew­ną har­mo­nię lub dosko­na­łość wszech­świa­ta. Jed­nak gdy zapy­ta­my: „jaką har­mo­nię?”, może­my odpo­wie­dzieć wyłącz­nie: „je ne sais quoi” (nie wiem co). Podob­nie rozu­mo­wał Heideg­ger, gdy prze­ko­ny­wał, że dzię­ki sztu­ce mamy dostęp do pew­nej trans­cen­dent­nej i nie­try­wial­nej praw­dy o świe­cie, któ­rą jeste­śmy w sta­nie uzy­skać wyłącz­nie za pomo­cą środ­ków arty­stycz­nych. Ana­lo­gicz­nie może­my twier­dzić, że sztu­ka ma za zada­nie przed­sta­wić pew­ne nie­da­ją­ce się bli­żej opi­sać pięk­no lub wznio­słość, któ­re – choć nie moż­na ich ująć w sło­wa – wyra­ża­ją pew­ną głęb­szą praw­dę o świe­cie lub o człowieku.

Zwróć­my uwa­gę, że powyż­sza stra­te­gia argu­men­ta­cyj­na jest bli­ska tzw. pla­to­ni­zmo­wi w filo­zo­fii mate­ma­ty­ki, zgod­nie z któ­rym twier­dze­nia mate­ma­tycz­ne, takie jak twier­dze­nie Pita­go­ra­sa, repre­zen­tu­ją pewien wykra­cza­ją­cy poza dostęp­ny nam w doświad­cze­niu zmy­sło­wym świat idei. Stąd twier­dze­nie Pita­go­ra­sa jest praw­dzi­we, ponie­waż repre­zen­tu­je pewien trans­cen­dent­ny stan rze­czy, na przy­kład nie­do­stęp­ną gołym okiem ­struk­tu­rę wszech­świa­ta. Ana­lo­gicz­nie dane dzie­ło sztu­ki jest pięk­ne lub praw­dzi­we wte­dy i tyl­ko wte­dy, gdy wyra­ża – choć nie jeste­śmy w sta­nie go ade­kwat­nie opi­sać – pew­ną ukry­tą dosko­na­łość świa­ta, trans­cen­dent­ne pięk­no lub egzy­sten­cjal­ną praw­dę o czło­wie­ku. Oba sta­no­wi­ska, zarów­no w przy­pad­ku filo­zo­fii mate­ma­ty­ki, jak i filo­zo­fii sztu­ki, są opar­te na podob­nej moty­wa­cji. Mate­ma­ty­ka i sztu­ka mówią nam coś o świe­cie, a jeże­li tak, to muszą wska­zy­wać na pew­ne obiek­tyw­ne wła­sno­ści świata.

Zale­tą takiej stra­te­gii jest to, że pozwa­la odda­lić pro­blem banal­no­ści sztu­ki. Wpraw­dzie – zgod­nie z zasa­dą je ne sais quoi – nie jeste­śmy w sta­nie w peł­ni opi­sać bogac­twa nasze­go doświad­cze­nia sztu­ki lub wska­zać na jasne kry­te­ria, za pomo­cą któ­rych wnio­sku­je­my, że dane dzie­ło sztu­ki jest pięk­ne lub mówi nam coś o świe­cie; nie­mniej ist­nie­je pewien obiek­tyw­ny porzą­dek wyra­żo­ny w sztu­ce, któ­ry może­my poznać dzię­ki este­tycz­nej intu­icji. To, że nie ist­nie­je moż­li­wość jasne­go wyra­że­nia tej ostat­niej i uję­cia jej za pomo­cą pre­cy­zyj­nych kry­te­riów, mówi­ło­by w tym wypad­ku wię­cej o natu­rze nasze­go umy­słu niż o samej sztu­ce. Choć więc pewien obiek­tyw­ny porzą­dek nie daje się opi­sać, to daje się poznać za pomo­cą pew­ne­go rodza­ju doświad­cze­nia este­tycz­ne­go. Ozna­cza to, że nawet jeże­li nie jestem w sta­nie w peł­ni prze­ka­zać wła­sne­go doświad­cze­nia obco­wa­nia ze sztu­ką, to może­my podzie­lać to doświad­cze­nie, ponie­waż jest ono wyra­zem pew­ne­go obiek­tyw­ne­go porząd­ku rzeczy.

Czego nie możemy poznać?

Pro­blem z opi­sa­ną wyżej stra­te­gią jest jed­nak ana­lo­gicz­ny do tego, z któ­rym zma­ga­ją się zwo­len­ni­cy pla­to­ni­zmu w filo­zo­fii mate­ma­ty­ki. Głów­na kon­tro­wer­sja nie doty­czy tego, że nie zna­my jasne­go kry­te­rium pozwa­la­ją­ce­go roz­strzy­gać, czy coś jest pięk­ne, czy nie. W wie­lu przy­pad­kach posłu­gi­wa­nia się poję­cia­mi rów­nież nie posia­da­my takie­go kry­te­rium, na przy­kład trud­no nam nie­kie­dy wska­zać kry­te­rium róż­ni­cu­ją­ce błę­kit kró­lew­ski i błę­kit pary­ski, ale jeste­śmy je w sta­nie roz­róż­nić, mając je przed ocza­mi. Pro­blem ma jed­nak natu­rę nie poznaw­czą, ale meta­fi­zycz­ną. Choć nie musi­my znać kry­te­rium róż­ni­cu­ją­ce­go oba rodza­je błę­ki­tu, to waż­ne jest to, że może­my je poznać i na tej pod­sta­wie roz­strzy­gać, czy coś jest, czy nie jest błę­ki­tem kró­lew­skim. W przy­pad­ku pozna­nia obiek­tyw­ne­go pięk­na, tak jak w przy­pad­ku pozna­nia trans­cen­dent­ne­go porząd­ku mate­ma­tycz­ne­go, taka moż­li­wość nie ist­nie­je. Jeże­li nie mamy dostę­pu do świa­ta idei, to z defi­ni­cji nie może­my się do nie­go odwo­łać, roz­strzy­ga­jąc, czy popraw­ne jest twier­dze­nie Pita­go­ra­sa. Ana­lo­gicz­nie, jeże­li nie mamy innych środ­ków do pozna­nia obiek­tyw­ne­go pięk­na niż poza­in­tu­icyj­ne, to nie jeste­śmy w sta­nie roz­strzy­gnąć, czy nasze intu­icje nas nie zwodzą.

Subiektywność i prywatność doświadczenia sztuki

Dru­ga stra­te­gia jest odwró­ce­niem stra­te­gii pierw­szej i pole­ga na zaprze­cze­niu obiek­tyw­ne­go cha­rak­te­ru naszych sądów o sztu­ce. Inny­mi sło­wy, nasze doświad­cze­nie sztu­ki jest subiek­tyw­ne i pry­wat­ne i nie daje się opi­sać przez obiek­tyw­ne kry­te­ria. Jest subiek­tyw­ne, ponie­waż każ­dy z nas ina­czej odbie­ra sztu­kę. Jest rów­nież pry­wat­ne, ponie­waż nie mamy bez­po­śred­nie­go dostę­pu do doświad­cza­nia sztu­ki przez inne­go. Roz­wią­zu­je to pro­blem komu­ni­ko­wal­no­ści doświad­cze­nia sztu­ki, ponie­waż z samej natu­ry rze­czy nie jeste­śmy w sta­nie prze­ka­zać naszych indy­wi­du­al­nych i pry­wat­nych doświad­czeń. Takie roz­wią­za­nie opar­te jest rów­nież na traf­nym prze­ko­na­niu, że róż­ni­my się w naszym doświad­cza­niu sztu­ki, tak jak róż­ni­my się co do tre­ści naszych sta­nów umysłowych.

Czego nie możemy przekazać?

Z co naj­mniej dwóch wzglę­dów jest to jed­nak stra­te­gia mało prze­ko­nu­ją­ca. Po pierw­sze, nie jest praw­dą, że nie rozu­mie­my się w kwe­stii naszych sądów o sztu­ce. Sąd „Mona Lisa jest pięk­na” sta­no­wi popraw­ny i cał­ko­wi­cie zro­zu­mia­ły sąd. Nie musi­my się z nim zga­dzać, ale rozu­mie­my jego treść. Nato­miast nie mogli­by­śmy tak twier­dzić przy jed­no­cze­snym zało­że­niu, że nasze doświad­cze­nie sztu­ki jest subiek­tyw­ne i pry­wat­ne i z samej swej natu­ry nie­ko­mu­ni­ko­wal­ne. Musie­li­by­śmy wte­dy zało­żyć rów­nież, że każ­do­ra­zo­wy sąd „Mona Lisa jest pięk­na” posia­da róż­ną treść nie tyl­ko w zależ­no­ści od tego, kto go wyra­ża, ale rów­nież od tego, kie­dy jest wyra­żo­ny. Przy­kła­do­wo sąd „Mona Lisa jest pięk­na” wyra­żo­ny przez Tade­usza wczo­raj i ten sam sąd wyra­żo­ny przez Tade­usza dzi­siaj były­by cał­ko­wi­cie róż­ne, ponie­waż odno­si­ły­by się do jako­ścio­wo odręb­nych subiek­tyw­nych sta­nów upodo­ba­nia, co wyda­je się mało prze­ko­nu­ją­ce. Jeże­li chcie­li­by­śmy okre­ślić, czy oba sądy wyra­ża­ją tę samą myśl, musie­li­by­śmy odwo­łać się z kolei do innych niż subiek­tyw­ne kry­te­ria, ale to wła­śnie subiek­ty­wizm wyklucza.

Po dru­gie, czę­sto pra­gnie­my, żeby nasze sądy były uzna­wa­ne za powszech­nie obo­wią­zu­ją­ce. Jeże­li kra­wiec wyda­je sąd: „to dobrze skro­jo­ny gar­ni­tur”, to nie wyra­ża wyłącz­nie swo­jej subiek­tyw­nej opi­nii na temat gar­ni­tu­ru, ale wyra­ża rosz­cze­nie, żeby­śmy uzna­li jego sąd za popraw­ny. Nie było­by to jed­nak moż­li­we, gdy­by­śmy zało­ży­li, że jedy­ne, co wyra­ża kra­wiec, to jego subiek­tyw­ny osąd bez żad­ne­go zna­cze­nia dla osą­dów innych. Chcie­li­by­śmy zacho­wać intu­icję, że sąd: „to dobrze skro­jo­ny gar­ni­tur” mówi coś o gar­ni­tu­rze, a nie wyłącz­nie o tym, czy podo­ba się krawcowi.

Nie­wie­le poma­ga w tym wypad­ku rów­nież pogląd odwo­łu­ją­cy się do psy­cho­lo­gii odbior­ców sztu­ki, wedle któ­re­go może­my zga­dzać się w naszych sądach doty­czą­cych sztu­ki, ponie­waż nasze mecha­ni­zmy umy­sło­we odpo­wie­dzial­ne za per­cep­cję sztu­ki dzia­ła­ją co do zasa­dy podob­nie. Jest to rela­tyw­nie dobra odpo­wiedź na pyta­nie o to, jak może­my komu­ni­ko­wać i dzie­lić prze­ko­na­nia o sztu­ce. Nie jest to jed­nak ta odpo­wiedź, któ­rą chcie­li­by­śmy uzy­skać na pyta­nie o to, co nam umy­ka w pró­bie opi­su doświad­cze­nia sztu­ki. Jeże­li twier­dzi­my, że dzię­ki sztu­ce dowia­du­je­my się cze­goś nie­try­wial­ne­go o sobie samym lub o świe­cie, to nie zado­wo­li nas odpo­wiedź, że tym, co pozna­je­my, jest budo­wa siat­ków­ki oka.

Nowe horyzonty

Choć opi­sa­ne prze­ze mnie stra­te­gie wyda­ją się mało prze­ko­nu­ją­ce, to przy­naj­mniej wie­my, cze­go nale­ży uni­kać. Czy to mało? Zazna­czy­li­śmy na mapie mie­li­zny i ska­ły. Każ­dy żeglarz wie, że bez tego trud­no było­by nawi­go­wać po morzu. Może­my zatem szu­kać pośred­nich dróg wyj­ścia, uni­ka­jąc skał obiek­ty­wi­zmu i subiek­ty­wi­zmu w sztu­ce. Być może wska­za­na była­by też cał­ko­wi­ta zmia­na kie­run­ku, wyty­cze­nie nowe­go szla­ku i porzu­ce­nie tra­dy­cyj­ne­go podzia­łu na subiek­ty­wizm i obiek­ty­wizm. Gdy zacznie­my spo­glą­dać w inną stro­nę, doj­rzy­my nowe hory­zon­ty. Jed­nak w tę podróż, Czy­tel­ni­ku, musisz już wyru­szyć sam.


Piotr Kozak – Dok­tor filo­zo­fii, adiunkt w Insty­tu­cie Socjo­lo­gii i Kogni­ty­wi­sty­ki na Uni­wer­sy­te­cie w Bia­łym­sto­ku. Spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii umy­słu, epi­ste­mo­lo­gii i este­ty­ce. Autor m.in. ksią­żek Sztu­ka i myśl (War­sza­wa 2015) oraz Co to jest myśle­nie? (War­sza­wa 2015).

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: okalinichenko

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy