Artykuł

Wojciech Żełaniec: #20. Pożegnanie z „wilkami”

Tą gawędą pożegnamy się z tematem rodzaju gramatycznego (po angielsku gender), przekonani (autor ma taką nadzieję), że jest to zjawisko czysto gramatyczne, nie przesądzające o płci istot, do których odnoszą się rzeczowniki mające ten czy inny rodzaj.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2021 nr 5 (41), s. 26–27. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Jeśli np. człowiek jest rodzaju męskiego w j. polskim, francuskim (homme) czy włoskim (uomo), to w duńskim jest on rodzaju nijakiego (menneske), a w szwedzkim (människa) – żeńskiego. Nawet w angielskim, gdzie podobno istnieje tylko rodzaj „naturalny”, istoty z natury męskie są he, żeńskie – she, cała reszta – it, istnieją liczne wyjątki, np. statek, Anglia czy filozofia są she, a małe dziecko (baby) jest it.

Co do przyrostków „feminizujących” jak -ka, warto może zauważyć, że w najstarszych zaświadczonych językach indoeuropejskich, np. w sanskrycie, starogreckim czy łacinie, wyrazy takie jak ojciec, matka, brat, siostra, a więc wyrazy najstarsze i najbardziej podstawowe, a przy tym takie, że to, co oznaczają, odróżnia się od reszty właśnie płcią swego desygnatu – żadnych przyrostków nie mają i odmieniają się dokładnie tak samo. Wystarczy rzucić okiem na tabele odmian w jakiejś gramatyce łacińskiej (jeśli nie mamy pod ręką greckiej czy sanskryckiej, ale takie są dostępne w internecie) dla słów pater, mater, fratersoror. Ale i w języku polskim matka to przecież nie „ojczka” czy „ojczyni”, a siostra to nie „bratka”.

Oczywiście nieekonomiczne byłoby wymyślanie osobnych słów dla mężczyzn i kobiet spełniających podobną funkcję czy wykonujących ten sam zawód, i stąd dobrze jest, że mamy na podorędziu takie ze wszech miar użyteczne słowa jak strażaczka (kobieta strażak), katka (kobieta kat) czy niedołężka (kobieta niedołęga), ale nasuwa się pytanie, czy wobec równouprawnienia kobiet i ich całkowitej integracji w dotąd „męskim” świecie określonych zajęć, zawodów i stanowisk istotnie jest takie ważne podkreś­lanie płci, jak np. w zdaniu „wielce okazałego żubra [żubrówkę?] położyła trupem myśliwka Joanna K. celnym strzałem z dwururki”?

Co do „Wilków”, to nasze rozwiązanie polegało na tym, by nazwę tę traktować jako rzeczownik w liczbie pojedynczej, mimo liczby mnogiej wyrazu „wilki”, i mówić/pisać „wystąpił(a) Wilki”, co brzmi wprawdzie rażąco niegramatycznie, bardziej nawet niż „Wilki kupili wilka”, ale staje się całkiem właściwe, jeśli przypomnieć sobie, że „wystąpił(a)” jest tutaj skrótem od „wystąpił zespół Wilki” lub „wystąpiła grupa muzyczna Wilki”. Główną racją tego rozwiązania jest to, że zespół „Wilki” nie składa się z wilków, w związku z czym występująca tu liczba mnoga jest myląca, podobnie jak np. w nazwie krajów Niemcy, Włochy czy Niderlandy, bo kraje te nie składają się z kraików, z których każdy nazywałby się Niemiec, Włoch czy Niderland. Z tymi nazwami krajów nie mamy takich problemów, jak z „Wilki”, bo wyraz wilk istnieje w polskim w liczbie pojedynczej rodzaju męskiego żywotnego, a w liczbie mnogiej – niemęskoosobowego, w związku z czym, jeżeli istnieje taka grupa wilków, jeśli są one przez przypadek również mężczyznami, zasługuje w liczbie mnogiej na rodzaj męskoosobowy („kupili”), co jednak brzmi dziwnie. Nie ma natomiast wyrazów Niemiec, Włoch czy Niderland jako nazw krajów, z których składałyby się Niemcy, Włochy czy Niderlandy.

Ciekawe, że podobne rozwiązanie (choć innego problemu) zastosowano także w języku niemieckim. W języku tym są również trzy rodzaje (i cztery przypadki gramatyczne). Zjawiskiem, które zadziwia uczącego się niemieckiego, jest występowanie pewnych rzeczowników w innym rodzaju gramatycznym niż ten, który normalnie mają, a mianowicie wtedy, gdy są nazwą czegoś innego niż to, do czego się normalnie odnoszą. Na przykład rzeczownik Bild (obraz) jest normalnie rodzaju nijakiego, ale wtedy, gdy funkcjonuje jako tytuł popularnej popołudniówki, jest rodzaju żeńskiego. Dlaczego? Dlatego, że jest wtedy skrótem wyrażenia „gazeta Bild”, przy czym słowo Zeitung (gazeta) jest w niemieckim, jak w polskim, rodzaju żeńskiego.

Podobne zabiegi nie są zresztą tak bardzo obce językowi polskiemu. Cudzoziemiec uczący się naszego języka dowiaduje się prędzej czy później, że po przyimku na kładziemy rzeczownik w VI przypadku, tj. miejscowniku: na podłodze, na czatach, na przystanku itp. Ale dlaczego wszyscy Polacy mówią np. „wsiadłem do tramwaju na Zamenhofa”, „kupiłam to na Piłsudskiego”, „mieszka na Dąbrowskiego”. Czy nie powinno się raczej mówić „wsiadłem do tramwaju na Zamenhofie”, „kupiłam to na Piłsudskim”, „mieszka na Dąbrowskim”? Nie – bo są to wyrażenia skrócone. Ich pełna postać musiałaby, gdyby się komu chciało im ją nadawać, brzmieć „wsiadłem do przystanku na/znajdującego się blisko ulicy Zamenhofa”, „kupiłam to w sklepie na/przy ulicy Piłsudskiego”, „mieszka na/przy ulicy Dąbrowskiego”. „Mieszka na Dąbrowskim” można zresztą też powiedzieć, gdy ma być to skrót od czegoś w rodzaju „mieszka na osiedlu Dąbrowskim”.


Wojciech Żełaniec – filozof generalista i filozof społeczny, stypendysta Humboldta (Würzburg 1995–1997), kierownik Zakładu Etyki i Filozofii Społecznej w Instytucie Filozofii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego (ifsid.ug.edu.pl). Redaktor numeru specjalnego włoskiego czasopisma „Argumenta” poświęconego tłu reguł konstytutywnych (https://www.argumenta.org). Hobby: czytanie i recytowanie poezji.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Anna Koryzma

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować