Artykuł Ontologia

Wojciech Żełaniec: Lem a ontologia

Czasem ma się wrażenie, że erudycja filozoficzna Lema jest bardzo niesystematyczna (i że lubi on też trochę tym nieporządkiem kokietować). Ale nie szkodzi, bo formułuje on celnie (jak na filozofa nieakademickiego), a przy tym w sposób zabawny trudne problemy filozoficzne, w tym i ontologiczne.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2021 nr 5 (41), s. 62–63. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Zakładam, że Czytelnik (w sensie inkluzywnym, tj. obejmującym również i Czytelniczki) wie, co to ontologia. Jeśli zaś chodzi o Lema, to mam tu na myśli nie jego twórczość czysto powieściową (np. Astronauci, Powrót z gwiazd czy Solaris), lecz powiastki filozoficzne, jakich zbiorami są Dzienniki gwiazdowe Ijona Tichego, Bajki robotów czy Cyberiada.

Powiastka filozoficzna

Gatunek powiastka filozoficzna (conte philosophique) został stworzony we Francji epoki Oświecenia, głównie przez Woltera (1694–1778). Przed wojną przetłumaczył powiastki Woltera Boy, po dziś dzień ukazują się ich wznowienia. Najbardziej znaną z nich jest Kandyd, czyli optymizm; Leonard Bernstein zrobił z niej operę.

Powiastki Woltera są zabawne, jak mówi Amerykanin: amusing and entertaining (zabawne i rozrywkowe); stało się to wymogiem gatunku, łączącego powieść podróżniczą, łotrzykowską i farsę, posługującego się persyflażem i parodią. Gatunek ten przyjmuje zasadę: nie można nudzić czytelnika pracowitymi opisami realiów, świadczącymi o pilności autora, ale pedantycznymi, ani zrażać go skomplikowaną psychologią postaci, zaczerpniętą z obserwacji „prawdziwego życia” (real life) i poważnych przemyśleń autora. Dotyczy to powiastek Woltera, a z pewnymi zastrzeżeniami również utworów innych klasyków tego gatunku, jak np. Francuza Denisa Diderota (Kubuś fatalista i jego pan, Kuzynek mistrza Rameau) czy Anglika Jonathana Swifta (Podróże Guliwera). Z tego (również) powodu można polecić Wolterowe powiastki, a kto je przeczyta, zauważy, że w/w utwory Lema dobrze naśladują ich konwencję, a przy tym są równie amusing and entertaining.

Filozof bez sztandaru

Woltera uważa się słusznie za postać czołową kierunku filozoficznego zwanego „Oświeceniem”, przynajmniej w literaturze pięknej; zaliczyć Lema do jakiegoś kierunku filozofii współczesnej byłoby dużo trudniejsze lub wręcz niemożliwe. Nie chce on chyba też raczej być filozofem „kardynowanym” czy zaciągniętym pod określony sztandar.

Ijon Tichy pisze o sobie, że w czasie swej XIII podróży gwiezdnej zgłębiał (!) Anaksagorasa, Platona, Plotyna, Orygenesa, Tertuliana, Eriugenę, Hrabana Maura, Hinkmara z Reims, Ratramnusa z Corbie i Servatusa Lupusa, „a także” Augustyna (w zestawieniu z Ratramnem i Serwatem zabawne jest to „a także”), dalej Tomasza (z Akwinu?), Dionizego Areopagitę, Hartmanna (E. von czy N.?), Gentilego, Spinozę, Wundta i Herbarta. Czasem ma się wrażenie, że erudycja filozoficzna Lema jest równie niesystematyczna (i że lubi on też trochę tym nieporządkiem kokietować). Ale nie szkodzi, bo formułuje on celnie (jak na filozofa nieakademickiego), a przy tym w sposób zabawny trudne problemy filozoficzne, w tym i ontologiczne.

Szarawy proszek

Rozważmy taki oto przykład (z XXIII podróży gwiezdnej Ijona Tichego). Wiemy, że komórki naszego ciała, a tym bardziej atomy, z których się one składają, ulegają nieustannej wymianie, przez oddychanie, jedzenie, dotykanie innych przedmiotów. Nie przeszkadza nam to jednak czuć się ciągle tą samą osobą; może dlatego, że są to zmiany stopniowe, na każdym stopniu nieznaczne, na ogół dla nas niezauważalne.

Gdy np. jako myśliwi podkradamy się do upatrzonej sarny, odczuwamy zetknięcie z florą, poprzez którą zbliżamy się do naszego przyszłego łupu, i gdy po zjedzeniu (części) sarny cierpimy na niestrawność, odczuwamy konflikt naszego ciała (dokładniej: pewnej jego części, np. brzucha czy żołądka) z innym, obcym ciałem. Mimo to nie odczuwamy naszego wymieniania się atomami z mchem czy z kawałkiem mięśnia sarny tkwiącym w naszych wnętrznościach.

Załóżmy jednak, że takie wymienianie się z otoczeniem niewielkimi porcjami tego tworzywa, z którego jesteśmy „zrobieni”, ustąpiłoby miejsca całkowitej i błyskawicznej naszej dezintegracji. Nastąpiłoby rozpylenie naszej osoby na atomy, w najdosłowniejszym sensie tego wyrażenia, i sprowadzenie nas do chaotycznej kupki atomów, wyglądających (dla Ijona Tichego) jak szarawy proszek. Następnie miałaby miejsce nasza reintegracja, równie błyskawiczna i gruntowna, polegająca na umieszczeniu każdego atomu składającego się na ten szarawy proszek dokładnie tam, gdzie znajdował się w momencie naszego „roz­atomienia”. Przyjmijmy przy tym, że przedtem zostałby sporządzony nasz dokładny „rysopis atomowy”, katalog składających się na nas (i moment później również i na „szarawy proszek”) atomów i dokładny opis zachodzących między nimi relacji. Czy wtedy także bez wahania powiedzielibyśmy, że jesteśmy tą samą osobą przed tymi dwoma zdarzeniami (dezintegracji i reintegracji), jak i po nich? ( samą, nie tylko taką samą?) Jeśli tak – to kim właściwie byśmy byli, my, ciągle ci sami, mimo tak radykalnych zmian (ale na szczęście po nich wszystkich powracający do punktu wyjścia), jakich doznała nasza cielesność, najpierw rozbijana „w drobny mak”, tj. na poszczególne atomy, a następnie scalana w opisany powyżej sposób jakby nigdy nic?

Bżutowie i naiwny materializm

Z powyższymi procesami, które wydają się bardzo śmiałą fantazją (a Ijon Tichy daje do zrozumienia, całkiem w duchu oświeceniowej conte philosophique, że być może są tylko jego fantazją), bohater XXIII podróży gwiezdnej spotkał się na bezimiennej planecie zamieszkałej przez lud Bżutów (sic). (Z taką samą nonszalancją, z jaką Lem „zapomina” wymyślić jakąś nazwę owej planecie, nie wdaje się on w opisy wyglądu i trybu życia Bżutów, sugerując wyraźnie, że nie różnią się one istotnie od ludzkich; jest to też typowe dla gatunku conte philosophique: po cóż nudzić czytelnika zbędnymi szczegółowymi opisami, utrudniającymi dotarcie do tego, co w danym conte jest philosophique?)

Może więc jesteśmy (Ziemianie i Bżutowie) niczym więcej niż tymi atomami właśnie, zachowującymi swoją grupową tożsamość „kupkami szarawego proszku” niezależnie od swojej tożsamości i swych chwilowych względem siebie nawzajem relacji?

Byłoby to stanowisko, które filozof akademicki nazwałby naiwno-materialistycznym. Przeniesiony np. w świat bankowości taki naiwny materializm mógłby wyglądać tak: pan Parsimony Oszczędny idzie z walizką odjętych sobie od ust biletów NBP do banku i wpłaca je na konto. Po jakimś czasie podejmuje część tej kwoty. Po sprawdzeniu numerów seryjnych otrzymanych banknotów i porównaniu ich z numerami banknotów zdeponowanych (a przedtem pracowicie przez siebie spisanych) p. Oszczędny stwierdza jednak, że został oszukany, bo żaden z banknotów, które otrzymał, nie jest jednym z tych, które przyniósł do banku.

Jest to oczywisty nonsens: zachowanie tożsamości banknotów nie jest wcale potrzebne do zachowania tożsamości depozytu, wystarczy struktura tej grupy banknotów, które p. Oszczędny przyniósł do banku, a jest to struktura bardzo prosta – mianowicie suma nominałów wszystkich banknotów, które otrzymał.

W świecie Bżutów nie jest inaczej: „szarawy proszek” jest, jako sposób istnienia Bżuta między dez- a reintegracją, ciągle tym samym szarawym proszkiem, bez względu na to, ile atomów w nim podmieniono, jeśli tylko były to atomy tego samego izotopu tego samego pierwiastka. Co więcej: podmienić w ten sposób można nawet wszystkie atomy, ale i tak po ich reintegracji zgodnej z określonym „rysopisem atomowym” otrzyma się tego samego Bżuta co ten, dla kogo ten rysopis sporządzono, a ponieważ pierwiastki, z jakich zrobieni są Bżutowie (np. węgiel, wodór, tlen), nie są rzadkie, operację tę można powtarzać, otrzymując potencjalnie dowolną liczbę „tego samego” Bżuta.

Rysopis atomowy” jako idea indywidualna

Co zatem jest gwarantem tożsamości tego oto konkretnego, indywidualnego Bżuta (jeśli nie te atomy, które raz są nim, raz jakimś szarawym proszkiem)? Właśnie ów wspomniany wyżej rysopis. Można go porównać do idei indywidualnej (koncept rzadki w filozofii tradycyjnej, gdzie idee bywały raczej ogólne, ale można go zrozumieć), tj. idei tegoż oto właśnie bżuckiego indywiduum. Idea ta raz organizuje atomy tak, że stają się one tym oto Bżutem, a raz nie. Ale i wtedy, gdy nie stają się tą konkretną istotą, sama idea w jakiś sposób jednak istnieje, w taki sposób, że nikt nie wątpi, że również odnośny Bżut istnieje, tylko jakoś słabiej, i czeka tylko na swe, by tak rzec, z‑proszku-wstanie, a nie tylko stworzenie jego wiernej kopii, która zacznie swe życie tam, gdzie on je skończył, w złudnym mniemaniu, iż jest z nim identyczna.

Wszystko to staje się coraz bardziej skomplikowane i zaczyna brzmieć jak najdojrzalsza metafizyka klasycznego średniowiecza, raczej w stylu Tomasza z Akwinu niż Piotra Abelarda… ale w tym momencie forma literacka oświeceniowej conte philosophique przestaje służyć, bo… właśnie sprawy stają się zbyt subtelne i złożone, by je wyrazić w tej konwencji. Czasem wygląda np. na to, że i ów „rysopis atomowy” jest z chwili na chwilę inny, a wtedy powstaje pytanie, co gwarantuje z kolei jego jedność. Poza tym: gdzie właściwie przebywają te rysopisy? Odpowiedź tradycyjnej filozofii chrześcijańskiej: „w umyśle Boga” jakoś tu nie pasuje; Lem mówi natomiast o jakichś „urzędach” lub przemilcza ten problem. A ten urząd, czymkolwiek jest – czy może np. stwarzać nowe rysopisy albo wycofywać z obiegu już użyte? Albo zgoła unicestwiać, raz na zawsze? Zaczynamy w tym momencie odczuwać klimat Zamku Kafki, też zresztą opowieści filozoficznej, ale już raczej nie w stylu Woltera i Diderota.


Wojciech Żełaniec – filozof generalista i filozof społeczny, stypendysta Humboldta (Würzburg 1995–1997), kierownik Zakładu Etyki i Filozofii Społecznej w Instytucie Filozofii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego (ifsid.ug.edu.pl). Redaktor numeru specjalnego włoskiego czasopisma „Argumenta” poświęconego tłu reguł konstytutywnych (https://www.argumenta.org). Hobby: czytanie i recytowanie poezji.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

 

Najnowszy numer można nabyć od 1 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy