Artykuł

Damian Leszczyński: Wiem czy nie wiem, że nic nie wiem?

Obok zdziwienia wątpienie jest drugim ze źródeł filozofii. Czy możemy cokolwiek wiedzieć? Czy możemy wiedzieć o tym, czy możemy cokolwiek wiedzieć? Czy jesteśmy w stanie w ogóle sensownie o to pytać? Oto kwestie podstawowe, przed którymi nie może uciec żadna poważna filozofia.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 3 (9), s. 12–14. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Gdy­by zapy­tać prze­cięt­nego człowieka, czy kiedykol­wiek cokol­wiek wie, zaskoc­zony odparł­by, że oczy­wiś­cie – wie sporo rzeczy, a niek­tórych jest całkowicie pewien, co znaczy, że jego wiedza wyda­je mu się w tych wypad­kach niepod­ważal­na. Praw­dopodob­nie wszyscy sądz­imy, że coś wiemy, a więc, że mamy prawdzi­we przeko­na­nia, które moglibyśmy uza­sad­nić, a przy­na­jm­niej podać ich źródło. Wyda­je nam się na przykład, że wiemy wiele na tem­at świa­ta: że jest ogrom­ny, być może bezkres­ny, bard­zo stary, niesły­chanie skom­p­likowany itd. Wiemy, a przy­na­jm­niej tak sądz­imy, że nasza plan­e­ta posi­a­da jeden księżyc i jest trze­cia od Słoń­ca, że Mada­gaskar to wiel­ka wys­pa niedaleko Afry­ki, że woda wrze w tem­per­aturze 100 stop­ni Cel­sjusza, że 2 + 2 = 4, że kawaler to nieżonaty mężczyz­na, że życie kończy się śmier­cią, że urodzil­iśmy się w dniu podanym w doku­men­tach i nazy­wamy się tak a tak. Wszys­tko to wiemy – ale czy na pewno? Filo­zoficznie istotne są dwa pyta­nia: po pier­wsze, czy fak­ty­cznie wiemy to, co w naszym mnie­ma­niu wiemy? Po drugie, czy może­my wiedzieć o tym, czy wiemy bądź nie, a więc – czy ist­nieje sposób, aby wskazać solidne, nie pry­watne, lecz powszechne kry­teri­um odróż­ni­a­nia wiedzy od tego, co nią nie jest?

Podstawowe wątpliwości

Chcąc zbadać wiedzę i jej warun­ki, najlepiej zacząć od anal­izy możli­wych wąt­pli­woś­ci. Skąd wiemy to, co wiemy?

Zbadanie źródeł naszej wiedzy dość szy­bko pokazu­je, że potoczne przeko­nanie o zasad­nic­zo zmysłowym pochodze­niu naszej wiedzy jest błędne.

Więk­szość tego, co wiemy – zwłaszcza o naturze nieoży­wionej i oży­wionej, o geografii, his­torii, ale też aktu­al­nych wydarzeni­ach poli­ty­cznych – ma charak­ter wiedzy opartej na auto­ry­te­cie i zau­fa­niu do książek, nauczy­cieli oraz licznych źródeł infor­ma­cji, z których na co dzień korzys­tamy. Tego rodza­ju wiedza nie jest pow­iązana z żad­ny­mi naszy­mi bezpośred­ni­mi doświad­czeni­a­mi jej przed­miotów – po pros­tu zakładamy, że ci, od których ją czer­piemy, nie oszuku­ją nas i sami nie są oszuki­wani przez swoich infor­ma­torów.

Jak widać, w tym wypad­ku nasza wiedza ma bard­zo wątłe pod­stawy i ist­nieje możli­wość, że mylimy się, uzna­jąc ją za pewną czy nawet praw­dopodob­ną. Nie tylko dlat­ego, że może­my być celowo wprowadzani w błąd, np. przez podręczni­ki – najnowsza his­to­ria zna prze­cież takie przy­pad­ki – bądź manip­u­lowani przez media, co wyda­je się oczy­wiste z uwa­gi na ich rolę we współczes­nych sys­temach poli­ty­cznych.

Nawet wiedza, którą uważamy za „naukową”, a przez to bardziej solid­ną, okazu­je się pozbaw­iona potocznie wiązanej z nią abso­lut­nej pewnoś­ci.

His­to­ria nau­ki pokazu­je nam, że w zasadzie wszys­tkie teorie naukowe prędzej czy później były odrzu­cane bądź istot­nie mody­fikowane i nie ma nic szy­b­ciej deza­k­tu­al­izu­jącego się niż tzw. naukowy obraz świa­ta. W takiej sytu­acji rozsądek pod­powia­da, aby nie trak­tować wiedzy czer­panej z nauk w sposób abso­lut­ny, lecz jako zestaw hipotez, których możli­wość odrzuce­nia zawsze ist­nieje. Z tej per­spek­ty­wy dużo pewniejsza niż aktu­al­na wiedza naukowa wyda­je się wiedza o niepewnoś­ci nau­ki.

Świat urojony

Co jed­nak zro­bić z tą wiedzą, którą opier­amy na włas­nym bezpośred­nim doświad­cze­niu? Czy i w tym wypad­ku może­my popełnić błąd? Oto, dla przykładu, widzę kota przechadza­jącego się po para­pecie. Wiem, że on tam jest – wiem, że to kot, wiem, że przechadza się. Czy może mi się to tylko wydawać? Cóż – odpowie ktoś – są sytu­acje, w których mogę ule­gać złudze­niu, to znaczy widzieć rzeczy inaczej, niż wyglą­da­ją w rzeczy­wis­toś­ci: łyżecz­ka w szk­lance wody, która wyda­je się zła­mana, jest najbardziej oklepa­nym przykła­dem, inny­mi są liczne złudzenia opty­czne, wskutek których rzeczy wyglą­da­ją na inne, niż są. Sko­ro więc niek­tóre z moich doz­nań mogą być złudzeni­a­mi, to niewyk­luc­zone, że i wszys­tkie są. A nawet jeśli nie wszys­tkie, to pojaw­ia się pytanie o kry­teri­um odróż­ni­a­nia tego, co jest złudze­niem, od tego, co ukazu­je real­nie ist­niejące przed­mio­ty. W tej sytu­acji bowiem nie tylko mogę nie wiedzieć tego, o czym jestem przeko­nany, że wiem, ale na dodatek mogę nie wiedzieć, jak odróż­ni­ać to, co fak­ty­cznie wiem, od tego, czego nie wiem.

Takie wąt­pli­woś­ci pod­waża­jące przeko­nanie o tym, że może­my mieć wiedzę opartą na bezpośred­nim doświad­cze­niu, moż­na radykali­zować. Zdarza­ją się prze­cież nie tylko zwykłe złudzenia per­cep­cyjne, wskutek których rzeczy wyglą­da­ją na inne niż są w rzeczy­wis­toś­ci. Pewne zaburzenia spraw­ia­ją, że może­my doz­nawać wyszukanych i złożonych omamów, a więc widzieć całe rzeczy bądź zdarzenia czy sek­wenc­je zdarzeń, które real­nie nie ist­nieją. Nieist­nieją­cy ludzie mogą z nami roz­maw­iać, nieist­niejące przed­mio­ty mogą zna­j­dować się w naszym polu widzenia – omamy potrafią oszuki­wać wszys­tkie zmysły. Jak zatem odróżnić solid­ny omam od zwykłego doświad­czenia real­nie ist­nieją­cych przed­miotów? Jeśli zaś ist­nieje możli­wość obłę­du, to czy jestem w stanie wykazać, że aktu­al­nie nie jestem obłąkany? Argu­ment ten zazwyczaj radykalizu­je się i uogól­nia, się­ga­jąc po zjawisko snu, który moż­na potrak­tować jako rodzaj glob­al­nego oma­mu. We śnie bowiem tkwię w świecie, który nie ist­nieje real­nie, a jedynie zna­j­du­je się, mówiąc kolok­wial­nie, „w mojej głowie”, choć sam, śniąc, sądzę, że jest inaczej.

A sko­ro możli­we jest śnie­nie i sko­ro jest ono powszechne, to skąd wiem, że wtedy, kiedy sądzę, że postrzegam nieza­leżny ode mnie świat, nie doświad­czam jedynie wyt­worów mojej wyobraźni? Czy mam dobre kry­teri­um odróż­ni­a­nia snu od jawy?

Czy w tym oto momen­cie jestem w stanie wykazać w sposób niepod­ważal­ny, że nie śnię – czy mogę ter­az o tym z całą pewnoś­cią wiedzieć? A jeśli śnię, jaką wartość ma takie wyśnione kry­teri­um?

Globalne oszustwo

Czy pod­waży­wszy w ten sposób wartość wiedzy opartej na moim bezpośred­nim doświad­cze­niu mogę jeszcze uważać, iż cokol­wiek wiem? Wyda­je się, że pozosta­je mi tego rodza­ju wiedza, która jest nieza­leż­na od doświad­czenia, jak wiedza matem­aty­cz­na. Dwa i dwa daje cztery nieza­leżnie od tego, czy śnię, czy nie. Na czym pole­ga pewność tej wiedzy? Opiera się ona na towarzyszącej jej szczegól­nego rodza­ju oczy­wis­toś­ci, odczu­ciu, że nie może być inaczej, niż jest. Czy tego typu wiedza może zostać pod­ważona?

Ist­nieje osobli­wy argu­ment, w świe­tle którego zak­wes­t­ionowanie tego rodza­ju oczy­wis­tej i apri­o­rycznej wiedzy jest możli­we.

Otóż być może pew­na siła albo nawet rodzaj wszech­moc­nej isto­ty jest w stanie mody­fikować me myśli i wywoły­wać we mnie sztucznie poczu­cie pewnoś­ci i oczy­wis­toś­ci.

W argu­men­cie tym nie chodzi o to, aby dowieść fak­ty­cznego ist­nienia takiej isto­ty, ale aby wykazać, że mogła­by ist­nieć, a gdy­by ist­ni­ała, to nie bylibyśmy w stanie rozpoz­nać jej oszust­wa, które obe­j­mować mogło­by również przeko­nanie nas, że takie oszust­wo nie zachodzi. Przyję­cie takiej hipotezy oznacza, że nie tylko wiedza matem­aty­cz­na, ale każ­da wiedza jest niepew­na, w tym również hipote­ty­cz­na wiedza o takiej zwod­niczej isto­cie. Pokazu­je to, że kon­sek­wentne i radykalne wąt­pi­e­nie ostate­cznie pod­waża samo siebie, nie tyle czyniąc się fałszy­wym, ale niemożli­wym do
wypowiedzenia.

Wybudzanie z dogmatycznej drzemki

Wszys­tko, co zostało opisane powyżej, a więc sys­tem­aty­czne i metody­czne uży­cie pewnych argu­men­tów kon­sek­went­nie pod­waża­ją­cych pewność naszej wiedzy, stanowi istotę filo­zoficznego scep­ty­cyz­mu. Tak rozu­mi­any scep­ty­cyzm obec­ny był w filo­zofii od początku, a moż­na nawet zaryzykować tezę, że obok zdzi­wienia stanowi główny impuls skła­ni­a­ją­cy do jej upraw­ia­nia. Nietrud­no wyobraz­ić sobie, że zdzi­wiony człowiek pro­ponu­je pewną teorię mającą usunąć poz­naw­czy niepokój, ktoś inny zaś nie tylko wąt­pi w jej pewność, ale również w to, czy jakąkol­wiek pewną teorię może­my podać. W tym sen­sie scep­tyk jest obrońcą pier­wot­nego zdzi­wienia i przy­wraca filo­zofię – wciąż wyna­j­du­jącą coraz lep­sze w jej mnie­ma­niu rozwiąza­nia osacza­ją­cych nas trud­noś­ci – do stanu początkowego. Filo­zofia, zwraca­jąc się prze­ci­wko nai­wnoś­ci zdroworozsąd­kowej wiz­ji świa­ta i poz­na­nia, sama musi zachować pewną dozę nai­wnoś­ci i świeżoś­ci.

Scep­ty­cyzm wskrzesza tę filo­zoficzną nai­wność, tkwiącą w fun­da­men­tal­nych pyta­ni­ach o to, co oczy­wiste. Jego rolą  jest więc budz­ić nas wciąż na nowo z „dog­maty­cznej drzem­ki”, w którą zapadamy, ilekroć wyda­je się nam, że za sprawą naszej nau­ki bądź filo­zofii wiemy coś w sposób niepod­ważal­ny, ostate­czny i kom­plet­ny.

Może być bowiem tak, że nic nie wiemy, być może wiemy jedynie, że nie wiemy, a możli­we też, iż nie wiemy, czy wiemy, czy też nie, i czy w ogóle może­my cokol­wiek wiedzieć.


Dami­an Leszczyńs­ki – Dr hab., prof. UWr, pra­cown­ik Zakładu Ontologii i Teorii Poz­na­nia Insty­tu­tu Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Wrocławskiego, redak­tor naczel­ny peri­odyku „Lec­tiones & Acroases Philo­soph­i­cae”, zaj­mu­je się epis­te­mologią i filo­zofią nau­ki. Ostat­nio opub­likował książ­ki: Demon zwodzi­ciel. Bada­nia filo­zoficzne (2015), Real­izm i scep­ty­cyzm. Stu­dia anal­i­ty­czne (2012).

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka. W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy