Artykuł Filozofia religii

Dariusz Łukasiewicz: Czy możliwy jest świat bez Boga?

Czy pojęcie świata możliwego może być użyteczne dla ateisty w dyskusjach nad tezą o istnieniu Boga? Moim zdaniem może być użyteczne w precyzowaniu pojęcia ateizmu i rozróżnianiu jego odmian.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 6 (12), s. 17–19. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Bóg jako byt sprzeczny

Ate­ista może twier­dzić, że ponie­waż poję­cie Boga jest wewnętrz­nie sprzecz­ne (np. przy­pi­su­je Mu się jed­no­cze­śnie nie­zmien­ność i dzia­ła­nie, dobroć i spra­wie­dli­wość, pro­sto­tę i nie­skoń­czo­ność atry­bu­tów), nie ist­nie­je On w żad­nym ze świa­tów moż­li­wych. Ate­ista musi jed­nak wyka­zać, że Bóg jest rze­czy­wi­ście bytem sprzecz­nym, a to nie jest pro­ste. Do tego nawet i to może nie wystar­czyć, ponie­waż Bóg może być bytem sprzecz­nym jedy­nie dla nasze­go umy­słu. Bóg jest nie­da­ją­cą się zamknąć w poję­ciu czy defi­ni­cji nie­skoń­czo­no­ścią, a nasze poję­cia, defi­ni­cje i teo­rie są z natu­ry ogra­ni­czo­ne. Wie­dział to wiel­ki meta­fi­zyk Plo­tyn, gdy gło­sił, że Abso­lut jest nie­po­zna­wal­ny i jest ponad wszel­ki­mi ide­ami i poję­cia­mi. Moż­li­we jest tak­że, że Bóg trans­cen­du­je, czy­li prze­kra­cza naszą logi­kę nie­sprzecz­no­ści, a wnio­sko­wa­nie ze sprzecz­no­ści Boga, a przez to Jego nie­moż­li­wo­ści, jest zwy­czaj­nym antropomorfizmem.

Czy Bóg może istnieć i nie istnieć zarazem?

Przyj­mu­jąc pewien bar­dzo moc­ny pogląd meta­fi­zycz­ny, zgod­nie z któ­rym rze­czy­wi­ste są wszyst­kie moż­li­wo­ści, ktoś mógł­by poku­sić się o twier­dze­nie, że ist­nie­ją świa­ty moż­li­we, w któ­rych Bóg ist­nie­je, i ist­nie­ją świa­ty moż­li­we, w któ­rych Bóg nie ist­nie­je. Z tego wyni­ka­ło­by, że Bóg ist­nie­je i Bóg nie ist­nie­je zara­zem. Nie jest to pogląd (przy­naj­mniej jaw­nie) nie­do­rzecz­ny, bo prze­cież w tych świa­tach moż­li­wych, w któ­rych Bóg ist­nie­je, Bóg ist­nie­je, a w tych świa­tach moż­li­wych, w któ­rych Bóg nie ist­nie­je, Bóg nie ist­nie­je. Teizm i ate­izm były­by więc poglą­da­mi lokal­ny­mi: w nie­któ­rych świa­tach rację ma ate­izm, a w innych teizm. Nie­wie­lu jed­nak twier­dzi, że wszyst­kie moż­li­wo­ści są rzeczywiste.

Poza tym dla teistów Bóg – jako że jest bytem koniecz­nym – ist­nie­je w każ­dym moż­li­wym świe­cie. Ale czy musi tak być? Moż­na bowiem dalej spe­ku­lo­wać. Czy np. Bóg, któ­ry prze­cież jest wszech­mo­gą­cy, mógł­by stwo­rzyć świat, w któ­rym sam by nie ist­niał? Kla­sycz­na odpo­wiedź teisty na to pyta­nie jest taka, że nie mógł­by stwo­rzyć takie­go świa­ta, w któ­rym by nie ist­niał, ponie­waż było­by to sprzecz­ne z Jego natu­rą, do któ­rej prze­cież nale­ży ist­nie­nie. Bóg nie czy­ni non­sen­sów, zatem nie ist­nie­je moż­li­wy świat, w któ­rym Bóg nie istnieje.

Jed­nak ist­nie­je – co praw­da nie­licz­na – gru­pa spe­ku­la­tyw­nych teo­lo­gów, zda­niem któ­rych wszech­moc Boga nie zna gra­nic i mógł­by On stwo­rzyć świat, w któ­rym nie ist­nie­je, lecz po pro­stu tego nie uczy­nił. Owszem, moż­na by wów­czas powie­dzieć, że sko­ro Bóg mógł­by taki świat stwo­rzyć, to ist­nie­je moż­li­wy świat, w któ­rym Boga nie ma. Wsze­la­ko teista gło­szą­cy taki pogląd, chce jedy­nie wyra­zić ideę nie­ogra­ni­czo­nej wszech­mo­cy Boga: Bóg może wszyst­ko, ale Boża mądrość i wola spra­wia­ją, że nie czy­ni wszyst­kie­go, co by mógł uczynić.

Świat najlepszy z możliwych

Jesz­cze cie­kaw­szy pro­blem zwią­za­ny ze świa­ta­mi moż­li­wy­mi i dys­ku­sją teizmu z ate­izmem doty­czy cze­goś inne­go. Jeśli wśród świa­tów moż­li­wych ist­nie­je naj­lep­szy z nich, to Bóg jako dosko­na­le dobry, musi go stwo­rzyć. Na tym bowiem pole­ga dosko­na­ła dobroć Boga, że czy­ni rze­czy naj­lep­sze. Nie jest to jed­nak pew­ne, bo jeśli Bóg „musiał­by” coś zro­bić, to nie był­by wol­ny, pod­le­gał­by ogra­ni­cza­ją­cym go koniecz­no­ściom i – co gor­sza – nie był­by wów­czas wszech­moc­ny. Jeśli więc wśród świa­tów moż­li­wych nie ma naj­lep­sze­go, to zawsze Bóg może stwo­rzyć świat mini­mal­nie choć­by lep­szy od dane­go świa­ta. Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że nasz świat mógł­by być lep­szy, niż jest. Dla­cze­go więc Bóg nie stwo­rzył lepszego?

Nie­któ­rzy wnio­sku­ją, że to dla­te­go, że albo Bóg nie jest isto­tą dosko­na­le dobrą, albo nie jest wol­ny. Wów­czas jed­nak nie zasłu­gu­je na mia­no Boga, więc Boga nie ma. To nie­wąt­pli­wie jeden z cie­kaw­szych argu­men­tów ate­istycz­nych sfor­mu­ło­wa­nych za pomo­cą idei świa­tów moż­li­wych. Moż­na go jed­nak ode­przeć, mówiąc, że jest logicz­nie nie­moż­li­we stwo­rze­nie świa­ta, od któ­re­go nie było­by choć­by mini­mal­nie lep­sze­go świa­ta moż­li­we­go. Nie nale­ży ocze­ki­wać od Boga, żeby czy­nił rze­czy nie­moż­li­we logicz­nie, tj. żeby czy­nił nonsensy.

Moż­li­wa jed­nak jest jesz­cze inna odpo­wiedź. Wszech­moc Boga spra­wia, że nawet two­rząc świat gor­szy, pozo­sta­je On dosko­na­le dobrą oso­bą. Moż­na wresz­cie zająć sta­no­wi­sko modal­ne­go scep­ty­cy­zmu, czy­li twier­dzić, że nie potra­fi­my orzec, któ­re świa­ty moż­li­we są lep­sze, a któ­re gor­sze. Nie może­my więc z naszych spe­ku­la­cji wycią­gać żad­nych wnio­sków o dosko­na­ło­ści Boga.

Dwie możliwości możliwości

Jed­nak­że naj­cie­kaw­szy chy­ba pro­blem zwią­za­ny ze świa­ta­mi moż­li­wy­mi, przy­naj­mniej w kon­tek­ście spo­ru teizmu z ate­izmem, jest inny. Otóż są dwie moż­li­wo­ści: albo jest wie­le moż­li­wo­ści (w tym nie­skoń­cze­nie wie­le świa­tów moż­li­wych), albo ist­nie­je tyl­ko jed­na moż­li­wość (tyl­ko jeden świat możliwy).

Jeśli jest wie­le moż­li­wo­ści, to moż­li­we jest też, że nic nie ist­nie­je. Ale oczy­wi­ście coś ist­nie­je: ist­nie­je nasz świat i ist­nie­ją nie­zli­czo­ne moż­li­wo­ści. I tu nasu­wa się słyn­ne pyta­nie Leib­niza: dla­cze­go ist­nie­je raczej coś niż nic? Róż­ne są ate­istycz­ne odpo­wie­dzi na powyż­sze pyta­nie. Jed­na z nich (ate­izm ara­cjo­nal­ny) gło­si, że coś (świat i moż­li­wo­ści) ist­nie­ją przy­pad­kiem. Wedle innej odpo­wie­dzi (ate­izm pro­sty) ist­nie­nie świa­ta jest „nagim fak­tem” (od ang. bru­te fact), któ­ry nie pod­le­ga żad­ne­mu dal­sze­mu wyja­śnie­niu – świat po pro­stu ist­nie­je i już. Jest też ate­izm scep­tycz­ny, wedle któ­re­go fak­tem jest, że coś jest, ale nie wie­my dla­cze­go; mogło­by wszak­że nic nie ist­nieć, ale w sumie nie wia­do­mo, dla­cze­go nie jest tak, że nic nie ma.

Moż­na by ten pogląd roz­wi­nąć i dopro­wa­dzić do ate­izmu irra­cjo­nal­ne­go: ist­nie­nie wszyst­kie­go, co ist­nie­je, jest nie­zgłę­bial­ną dla rozu­mu ludz­kie­go tajem­ni­cą. Tajem­ni­cą nie jest jedy­nie to, że Bóg nie ist­nie­je. To bowiem, że Bóg nie ist­nie­je, jest albo pew­ne, albo w naj­wyż­szym stop­niu praw­do­po­dob­ne (np. oko­ło 99,9%). Jest jesz­cze ate­izm, któ­ry nazwę logicz­nym: coś ist­nie­je, ponie­waż ist­nie­nie jest prost­sze od nie­ist­nie­nia (byt jest prost­szy od nicości/niebytu, aser­cja od nega­cji). Idea jest tu taka, że nega­cja jest logicz­nie wtór­na i pochod­na i dla­te­go bar­dziej skom­pli­ko­wa­na od asercji/twierdzenia. Żeby bowiem coś zane­go­wać, coś musi już być. Nie moż­na nego­wać nicze­go. Ate­izm logicz­ny musi jed­nak zało­żyć jesz­cze coś inne­go: że z dwóch sta­nów rze­czy zawsze zacho­dzi ten prost­szy. Ale czy jest to powszech­nie waż­na zasa­da? Żeby to wie­dzieć, musie­li­by­śmy wie­dzieć, że zawsze z dwóch sta­nów rze­czy zacho­dzi prost­szy stan rze­czy. Ale skąd mamy to wie­dzieć? Musie­li­by­śmy znać wszyst­kie sta­ny rze­czy i wie­dzieć, któ­re z nich są prost­sze od pozo­sta­łych niezachodzących.

Ate­ista mógł­by argu­men­to­wać, że nega­cja lub nega­tyw­ny stan rze­czy zawsze są bar­dziej zło­żo­ne od aser­cji lub pozy­tyw­ne­go sta­nu rze­czy. Ale z tego nic nie wyni­ka, ponie­waż cho­dzi nie o to, czy aser­cja jest prost­sza od nega­cji, ale o to, czy zawsze zacho­dzi prost­szy stan rze­czy, a tego wła­śnie nie wie­my. Poza tym nie tyl­ko nega­cja (zaprze­cze­nie) zakła­da coś, co negu­je, ale też aser­cja (twier­dze­nie) zakła­da coś, co stwier­dza, czy­li uzna­je. Z tego punk­tu widze­nia nie widać róż­ni­cy mię­dzy twier­dze­niem i zaprzeczeniem.

Moż­na jesz­cze pomy­śleć w ramach pierw­szej moż­li­wo­ści i w poszu­ki­wa­niu odpo­wie­dzi na pyta­nie Leib­ni­za, że coś jest, ponie­waż jest to bar­dziej praw­do­po­dob­ne niż to, że nic nie ma (ate­izm pro­ba­bi­li­stycz­ny). Ist­nie­je nie­zli­czo­na (nie­skoń­czo­na) ilość moż­li­wych świa­tów, a wśród nich tyl­ko jeden, w któ­rym nic nie ma. Praw­do­po­do­bień­stwo, że wła­śnie ten jeden (pusty) będzie rze­czy­wi­sty, jest w przy­bli­że­niu zero­we, a praw­do­po­do­bień­stwo, że coś ist­nie­je, wynie­sie jeden (choć w przy­bli­że­niu). Jak jed­nak zauwa­żył Michał Hel­ler, rozu­mo­wa­nie ate­izmu pro­ba­bi­li­stycz­ne­go opie­ra się jed­nak na bar­dzo moc­nych i w grun­cie rze­czy arbi­tral­nych zało­że­niach. Po pierw­sze, nale­ży zało­żyć, że może ist­nieć nie­skoń­cze­nie wie­le świa­tów. Po dru­gie, że sto­su­je się do nich nasz rachu­nek praw­do­po­do­bień­stwa i że ten rachu­nek ist­nie­je nie­za­leż­nie od tych wszyst­kich świa­tów i jest nie­ja­ko z koniecz­no­ści waż­ny. I po trze­cie, że obo­wią­zu­je zasa­da, że z wie­lu sta­nów rze­czy zawsze zacho­dzi ten naj­bar­dziej praw­do­po­dob­ny. Moż­na wąt­pić jed­nak, czy zasa­da ta jest prawdziwa.

Czas na drugą możliwość

Jest jesz­cze dru­ga moż­li­wość, ta mia­no­wi­cie, że ist­nie­je tyl­ko jed­na moż­li­wość (jeden świat jest moż­li­wy i on tyl­ko ist­nie­je). Na pyta­nie Leib­ni­za jest tu odpo­wiedź taka: coś ist­nie­je, ponie­waż musi coś być – nie może być bowiem tak, żeby nic nie było. Wyda­je się, że tak rozu­mo­wał Baruch Spi­no­za. Sko­ro tyl­ko jeden świat jest moż­li­wy, to musi być świa­tem naj­lep­szym. Jeśli ten (nasz) świat ist­nie­je koniecz­nie, nie może być inny. Ina­czej ten świat nie był­by koniecz­ny, nie ist­niał­by z koniecz­no­ści i nie był­by jedy­nym moż­li­wym światem.

Ate­izm Spi­no­zy (nece­sa­ry­stycz­ny) wyda­je się naj­cie­kaw­szym z ate­izmów. Na pyta­nie Leib­ni­za odpo­wia­da zde­cy­do­wa­nie: coś jest, bo coś musi być. Nasz świat nie mógł­by nie ist­nieć i nie mógł­by być inny. Wszyst­ko, co było, co jest i co będzie, nie mogło­by być inne, niż było, jest i będzie. Nie było nigdy moż­li­we, aby np. ten numer „Filo­zo­fuj!” o świa­tach moż­li­wych się nie uka­zał. Gdy­by bowiem to było moż­li­we, moż­li­we było­by zapew­ne rów­nież wie­le innych rze­czy. A jeśli tak, to mogło­by rów­nież być tak, że nic nie ma. W tym wypad­ku wró­ci­li­by­śmy do pierw­szej moż­li­wo­ści, że jest wie­le moż­li­wo­ści, i do pro­ble­mów z nią związanych.

Jed­nak i z ate­izmem Spi­no­zy są pro­ble­my – przy­naj­mniej dwa. Po pierw­sze, jest sprzecz­ny z naszym poczu­ciem, że mogło­by być ina­czej, niż jest: mogło­by być lepiej, mogło­by być gorzej bądź ina­czej po pro­stu. Po dru­gie, jest tak­że sprzecz­ny z naszym poczu­ciem war­to­ści. Zgod­nie z nim ten świat (i wszyst­ko w nim) jest z koniecz­no­ści (sko­ro innych nie ma) świa­tem naj­lep­szym z moż­li­wych, w tym takim, w któ­rym wszyst­ko jest takie, jakie być powin­no (bo prze­cież innych moż­li­wo­ści nie ma). Mamy jed­nak słusz­ne poczu­cie, że mnó­stwo okru­cieństwa, nie­na­wi­ści i wszel­kie­go zła nie powin­no być, a jest. Teista ma tu inną odpo­wiedź: czło­wiek posia­da dar wol­no­ści i – korzy­sta­jąc z tego daru – może uczy­nić wie­le dobrych rze­czy, ale też wie­le rze­czy złych, a wręcz potwor­nych. Ist­nie­je bowiem wie­le możliwości.

Pozostaje teizm

Jeśli jed­nak ist­nie­je wie­le moż­li­wo­ści (być może nie­skoń­cze­nie wie­le moż­li­wych świa­tów), trze­ba się zmie­rzyć z pyta­niem Leib­ni­za. Ate­istycz­ne odpo­wie­dzi na to pyta­nie sta­no­wią pod­sta­wę róż­nych odmian ate­izmów, ale czy są to naj­lep­sze i naj­bar­dziej racjo­nal­ne sta­no­wi­ska w kwe­stii posta­wio­nej przez Leib­ni­za? Moim zda­niem nie, a ponie­waż nie widzę innych wia­ry­god­nych form ate­izmu, nie wie­rzę w żad­ną z nich. Teista odpo­wia­da na pyta­nie Leib­ni­za ina­czej niż róż­ne wymie­nio­ne wyżej ate­izmy: coś ist­nie­je, ponie­waż dobrze jest, żeby coś było. Mówi on wię­cej: lepiej jest, że coś jest, niż że nic nie ma, i gorzej było­by, gdy­by nic nie było. A jest dobrze, ponie­waż ist­nie­je Bóg, któ­ry jest dobrem i chce dobra.


Dariusz Łuka­sie­wicz – Prof. dr hab., dyrek­tor Insty­tu­tu Filo­zo­fii UKW. Obec­nie zaj­mu­je się głów­nie ana­li­tycz­ną filo­zo­fią reli­gii i bada­nia­mi nad histo­rią szko­ły lwow­sko-war­szaw­skiej. Jego hob­by to kolar­stwo i wędrów­ki po górach.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

3 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Cały tekst spra­wia, że łapię się za głowę.

    Zacznij­my od tego, że nie poświę­co­no drob­nej chwi­li klu­czo­wym poję­ciom, któ­re trud­niej wsu­nąć na Face­bo­oka, gdzie celo­wo lepiej tek­sty skra­cać, ale arty­kuł tego pro­ble­mu mieć nie będzie. Zde­fi­nio­wa­nie Boga, któ­ry ma być tu roz­pa­try­wa­ny, nakre­śla nam gra­ni­ce ana­li­zy. Bez niej nakre­śle­nia dla czy­tel­ni­ka czy­tel­nik jest wie­dzio­ny przez auto­ra za nos, o ile sam w jakiś spo­sób nie domy­śli się defi­ni­cji z kon­tek­stu. Jeśli nad pro­ble­mem defi­ni­cji nie pochy­la się autor sam przed sobą, docho­dzi jesz­cze ryzy­ko, że zacznie się nie­opatrz­nie sam sie­bie gonić we wła­snej mgle. W samym arty­ku­le są dwa spo­so­by defi­nio­wa­nia Boga. Pierw­szy pole­ga na wyty­po­wa­niu paru atry­bu­tów, któ­re ktoś inny je zaczął przy­pi­sy­wać tej isto­cie (np. przy­pi­su­je Mu się jed­no­cze­śnie nie­zmien­ność i dzia­ła­nie, dobroć i spra­wie­dli­wość, pro­sto­tę i nie­skoń­czo­ność atry­bu­tów). Dru­gi rozu­mie się przez stwier­dze­nie, że Boga nie da się zamknąć w zna­nych nam poję­ciach, bo jego domnie­ma­ne ist­nie­nie wykra­cza dale­ko poza nasze moż­li­wo­ści poznaw­cze i zdol­ność do posłu­gi­wa­nia się abs­trak­cyj­ny­mi poję­cia­mi. Pomi­ja się nato­miast istot­ną moż­li­wość, że Bóg albo bogo­wie (A cze­muż w licz­bie poje­dyn­czej?) nie posia­da­ją danych atry­bu­tów, ale ich jakiś tam zakres pozwa­la­ją­cy odróż­nić nam go od np. firan­ki, któ­rej wszyst­kich atry­bu­tów rzecz jasna nie posia­da, bo w prze­ciw­nym razie przed­miot kul­tu wisiał­by nam na kar­ni­szu. Wszak Zeus wszech­moc­ny nie był. Jego dzie­ci rów­nież nie­spe­cjal­nie. Nie­ko­niecz­ne jest rów­nież, żeby jego poję­cie obej­mo­wa­ło cokol­wiek, włącz­nie ze stwo­rze­niem świa­ta. Dla­te­go tak waż­ne jest okre­śle­nie, o czym się wła­ści­wie pisze. 2. Sytu­acja, w któ­rej ist­nie­nie bóstw łamie pra­wa logi­ki, w któ­rej są rze­czy, któ­re nie mogą jed­no­cze­śnie ist­nieć (na tym ponie­kąd pole­ga sprzecz­ność), nie powin­na być roz­pa­try­wa­na. To po pro­stu rozu­mo­wa­nie przyj­mu­ją­ce, że nie może­my na ten temat rozu­mo­wać w jaki­kol­wiek spo­sób. Jeśli nie wol­no nam rozu­mo­wać na temat Boga w ramach naszych ogra­ni­czo­nych pojęć, negu­je­my po pro­stu nasze moż­li­wo­ści poznaw­cze i obra­ca­my je prze­ciw nim samym. Nie moż­na myśleć, że nie moż­na myśleć. To jest a prio­ri nie­moż­li­we. 3. W prost­szych kate­go­riach mogę ująć, że przy­naj­mniej wszech­mo­gą­cy, a przez to wszech­wie­dzą­cy Bóg nie chciał dla nas ist­nieć. Musi być rzecz jasna wszech­wie­dzą­cy, bo nie moż­na celo­wo wyko­ny­wać jakiś sta­nów rze­czy bez powią­za­nia przy­czy­ny danych sta­nów rze­czy ze skut­kiem, a wie­dza na temat wszyst­kich skut­ków, jakie moż­na wywo­łać, może być uży­tecz­na jedy­nie w zesta­wie­niu z przy­czy­ną. Wobec powyż­szych dwóch praw muszę tyl­ko zauwa­żyć, iż wszech­wie­dzą­cy nie może się uczyć. Nie będę pró­bo­wał w takim przy­pad­ku docho­dzić, dla­cze­go nie chciał, dla nas ist­nieć i dla­cze­go z naszej per­spek­ty­wy nie może się uczyć. Wiem, że jako wszech­mo­gą­cy nie chce i w swo­jej wszech­wie­dzy może mieć jakieś dla nas nie­po­zna­wal­ne powo­dy, któ­re jako wszech­mo­gą­cy mógł obejść. zaś w naszej per­spek­ty­wie nie ist­nie­je. 4. Ist­nie­nie ist­nie­je, bo przy­czy­na ist­nie­nia nie może być nie­ist­nie­ją­ca, bo ina­czej nie sta­ła­by za ist­nie­niem. Bóg takim bytem koniecz­nym do ist­nie­nia wca­le nie jest. Ist­nie­nie Boga po pierw­sze nie jest pew­ne, a ist­nie­nie ist­nie­nia jest. Jeśli Bóg ist­nie­je, jest dowo­dem na to, że coś ist­nie­je. Jeśli coś inne­go ist­nie­je, mamy dowód na to, że coś ist­nie­je. Nie może być praw­dzi­we nato­miast rozu­mo­wa­nie, że, o ile coś ist­nie­je, musi ist­nieć Bóg. 5. Sku­pił­bym się na mie­rze, wg któ­rej mie­li­by­śmy oce­nić, czy może ist­nieć świat lep­szy. Pierw­sze zało­że­nie, jakie musi­my przy­jąć na potrze­by takie­go rozu­mo­wa­nia, jest takie, że Bóg ma jakieś pre­fe­ren­cje doty­czą­ce świa­ta albo my mamy jakąś inter­su­biek­tyw­ne poję­cie dobra, któ­re deter­mi­nu­je, jaka będzie oce­na świa­ta. W każ­dym z tych przy­pad­ków jasne jest, że w jakiś spo­sób pre­fe­ru­je­my. My, ludzie nie mamy dostę­pu do innych świa­tów, więc nie może­my pre­fe­ro­wać jed­ne­go nad dru­gi. Może­my jedy­nie pre­fe­ro­wać coś nad coś w naszym świe­cie. Wszech­mo­gą­cy Bóg jest na innej pozy­cji. Jako isto­ta wszech­mo­gą­ca zna inne świa­ty, któ­re dzię­ki temu są dla nie­go moż­li­we. Jako isto­ta wszech­mo­gą­ca panu­je tak­że nad naszy­mi pre­fe­ren­cja­mi, więc musi się napraw­dę nie­źle bawić, kie­dy miał­by two­rzyć złe pre­fe­ren­cje. 6. Pań­skim pro­ble­mem ewi­dent­nie jest to, że przy­jął pan, że świat nie może być naj­lep­szy z moż­li­wych, ponie­waż to, co jest, się panu nie podo­ba. Od kie­dy rze­czy­wi­stość jest od tego, żeby coś się nam w niej podo­ba­ło? Poza tym pan nie wybie­ra rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej żyje. Pan tyl­ko wybie­ra, co zro­bi w swo­jej. Nie wiem, czy to dobrze, że coś ist­nie­je. Jeśli kwe­stia dobra i zła ma być kwe­stią nasze­go kapry­su, niech się przy­naj­mniej obra­ca wokół tego, co może­my zro­bić, a nie słu­ży do żale­nia się nie­bio­som, że ist­nie­je tyl­ko jed­na oso­ba mają­ca co do niej wybór. Wów­czas jed­nak nie był­by to już kaprys, ale kie­ro­wa­nie się jaki­miś kry­te­ria­mi. Moral­ność jest dla tych, co mają wybór i może­my być dobrzy i źli tyl­ko w ramach tej rze­czy­wi­sto­ści, bo co do innej nie mamy już wybo­ru. 7. Dla moral­no­ści i teo­rii praw jest tyl­ko jed­na sytu­acja, jaką może­my roz­wa­żać. Dana jed­nost­ka ma jaki­kol­wiek wybór. W innym przy­pad­ku nie ma ani praw, ani moral­no­ści. 8. Tak na doda­tek małe spo­strze­że­nie w ramach prze­bi­ja­nia się przez to wszyst­ko, któ­re może roz­wią­zać pro­blem świa­to­po­glą­du. To, że zbiór ma nie­skoń­cze­nie wie­le ele­men­tów, nie zna­czy, że musi zawie­rać wszyst­kie. Może zawie­rać wszyst­kie z wyjąt­kiem jed­ne­go, dwóch, trzech. Ana­lo­gicz­nie, jeśli jest więc w naszym świe­cie moż­li­wa część zda­rzeń, jasne jest, iż część może być tak­że niemożliwa.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy