Artykuł Filozofia religii

Dariusz Łukasiewicz: Czy możliwy jest świat bez Boga?

Czy pojęcie świata możliwego może być użyteczne dla ateisty w dyskusjach nad tezą o istnieniu Boga? Moim zdaniem może być użyteczne w precyzowaniu pojęcia ateizmu i rozróżnianiu jego odmian.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 6 (12), s. 17–19. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Bóg jako byt sprzeczny

Ateista może twierdz­ić, że ponieważ poję­cie Boga jest wewnętrznie sprzeczne (np. przyp­isu­je Mu się jed­nocześnie niezmi­en­ność i dzi­ałanie, dobroć i spraw­iedli­wość, pros­totę i nieskońc­zoność atry­butów), nie ist­nieje On w żad­nym ze światów możli­wych. Ateista musi jed­nak wykazać, że Bóg jest rzeczy­wiś­cie bytem sprzecznym, a to nie jest proste. Do tego nawet i to może nie wystar­czyć, ponieważ Bóg może być bytem sprzecznym jedynie dla naszego umysłu. Bóg jest nieda­jącą się zamknąć w poję­ciu czy definicji nieskońc­zonoś­cią, a nasze poję­cia, definic­je i teorie są z natu­ry ogranic­zone. Wiedzi­ał to wiel­ki metafizyk Plo­tyn, gdy głosił, że Abso­lut jest niepoz­nawal­ny i jest pon­ad wszelki­mi idea­mi i poję­ci­a­mi. Możli­we jest także, że Bóg tran­scen­du­je, czyli przekracza naszą logikę niesprzecznoś­ci, a wnioskowanie ze sprzecznoś­ci Boga, a przez to Jego niemożli­woś­ci, jest zwycza­jnym antropo­mor­fizmem.

Czy Bóg może istnieć i nie istnieć zarazem?

Przyj­mu­jąc pewien bard­zo moc­ny pogląd metafizy­czny, zgod­nie z którym rzeczy­wiste są wszys­tkie możli­woś­ci, ktoś mógł­by pokusić się o twierdze­nie, że ist­nieją światy możli­we, w których Bóg ist­nieje, i ist­nieją światy możli­we, w których Bóg nie ist­nieje. Z tego wynikało­by, że Bóg ist­nieje i Bóg nie ist­nieje zarazem. Nie jest to pogląd (przy­na­jm­niej jawnie) niedorzeczny, bo prze­cież w tych świat­ach możli­wych, w których Bóg ist­nieje, Bóg ist­nieje, a w tych świat­ach możli­wych, w których Bóg nie ist­nieje, Bóg nie ist­nieje. Teizm i ateizm były­by więc poglą­da­mi lokalny­mi: w niek­tórych świat­ach rację ma ateizm, a w innych teizm. Niewielu jed­nak twierdzi, że wszys­tkie możli­woś­ci są rzeczy­wiste.

Poza tym dla teistów Bóg – jako że jest bytem koniecznym – ist­nieje w każdym możli­wym świecie. Ale czy musi tak być? Moż­na bowiem dalej speku­lować. Czy np. Bóg, który prze­cież jest wszech­mogą­cy, mógł­by stworzyć świat, w którym sam by nie ist­ni­ał? Klasy­cz­na odpowiedź teisty na to pytanie jest taka, że nie mógł­by stworzyć takiego świa­ta, w którym by nie ist­ni­ał, ponieważ było­by to sprzeczne z Jego naturą, do której prze­cież należy ist­nie­nie. Bóg nie czyni non­sen­sów, zatem nie ist­nieje możli­wy świat, w którym Bóg nie ist­nieje.

Jed­nak ist­nieje – co praw­da nielicz­na – gru­pa speku­laty­wnych teologów, zdaniem których wszech­moc Boga nie zna granic i mógł­by On stworzyć świat, w którym nie ist­nieje, lecz po pros­tu tego nie uczynił. Owszem, moż­na by wów­czas powiedzieć, że sko­ro Bóg mógł­by taki świat stworzyć, to ist­nieje możli­wy świat, w którym Boga nie ma. Wsze­lako teista głoszą­cy taki pogląd, chce jedynie wyraz­ić ideę nieogranic­zonej wszech­mo­cy Boga: Bóg może wszys­tko, ale Boża mądrość i wola spraw­ia­ją, że nie czyni wszys­tkiego, co by mógł uczynić.

Świat najlepszy z możliwych

Jeszcze ciekawszy prob­lem związany ze świata­mi możli­wy­mi i dyskusją teiz­mu z ateizmem doty­czy czegoś innego. Jeśli wśród światów możli­wych ist­nieje najlep­szy z nich, to Bóg jako doskonale dobry, musi go stworzyć. Na tym bowiem pole­ga doskon­ała dobroć Boga, że czyni rzeczy najlep­sze. Nie jest to jed­nak pewne, bo jeśli Bóg „musi­ał­by” coś zro­bić, to nie był­by wol­ny, podle­gał­by ogranicza­ją­cym go koniecznoś­ciom i – co gorsza – nie był­by wów­czas wszech­moc­ny. Jeśli więc wśród światów możli­wych nie ma najlep­szego, to zawsze Bóg może stworzyć świat min­i­mal­nie choć­by lep­szy od danego świa­ta. Nie ule­ga wąt­pli­woś­ci, że nasz świat mógł­by być lep­szy, niż jest. Dlaczego więc Bóg nie stworzył lep­szego?

Niek­tórzy wniosku­ją, że to dlat­ego, że albo Bóg nie jest istotą doskonale dobrą, albo nie jest wol­ny. Wów­czas jed­nak nie zasługu­je na miano Boga, więc Boga nie ma. To niewąt­pli­wie jeden z ciekawszych argu­men­tów ateisty­cznych sfor­mułowanych za pomocą idei światów możli­wych. Moż­na go jed­nak ode­przeć, mówiąc, że jest log­icznie niemożli­we stworze­nie świa­ta, od którego nie było­by choć­by min­i­mal­nie lep­szego świa­ta możli­wego. Nie należy oczeki­wać od Boga, żeby czynił rzeczy niemożli­we log­icznie, tj. żeby czynił non­sen­sy.

Możli­wa jed­nak jest jeszcze inna odpowiedź. Wszech­moc Boga spraw­ia, że nawet tworząc świat gorszy, pozosta­je On doskonale dobrą osobą. Moż­na wresz­cie zająć stanowisko modal­nego scep­ty­cyz­mu, czyli twierdz­ić, że nie potrafimy orzec, które światy możli­we są lep­sze, a które gorsze. Nie może­my więc z naszych speku­lacji wycią­gać żad­nych wniosków o doskon­ałoś­ci Boga.

Dwie możliwości możliwości

Jed­nakże naj­ciekawszy chy­ba prob­lem związany ze świata­mi możli­wy­mi, przy­na­jm­niej w kon­tekś­cie sporu teiz­mu z ateizmem, jest inny. Otóż są dwie możli­woś­ci: albo jest wiele możli­woś­ci (w tym nieskończe­nie wiele światów możli­wych), albo ist­nieje tylko jed­na możli­wość (tylko jeden świat możli­wy).

Jeśli jest wiele możli­woś­ci, to możli­we jest też, że nic nie ist­nieje. Ale oczy­wiś­cie coś ist­nieje: ist­nieje nasz świat i ist­nieją nie­zlic­zone możli­woś­ci. I tu nasuwa się słynne pytanie Leib­niza: dlaczego ist­nieje raczej coś niż nic? Różne są ateisty­czne odpowiedzi na powyższe pytanie. Jed­na z nich (ateizm aracjon­al­ny) głosi, że coś (świat i możli­woś­ci) ist­nieją przy­pad­kiem. Wedle innej odpowiedzi (ateizm prosty) ist­nie­nie świa­ta jest „nag­im fak­tem” (od ang. brute fact), który nie podle­ga żad­ne­mu dal­sze­mu wyjaśnie­niu – świat po pros­tu ist­nieje i już. Jest też ateizm scep­ty­czny, wedle którego fak­tem jest, że coś jest, ale nie wiemy dlaczego; mogło­by wsza­kże nic nie ist­nieć, ale w sum­ie nie wiado­mo, dlaczego nie jest tak, że nic nie ma.

Moż­na by ten pogląd rozwinąć i doprowadz­ić do ateiz­mu irracjon­al­nego: ist­nie­nie wszys­tkiego, co ist­nieje, jest niezgłębial­ną dla rozu­mu ludzkiego tajem­nicą. Tajem­nicą nie jest jedynie to, że Bóg nie ist­nieje. To bowiem, że Bóg nie ist­nieje, jest albo pewne, albo w najwyższym stop­niu praw­dopodob­ne (np. około 99,9%). Jest jeszcze ateizm, który nazwę log­icznym: coś ist­nieje, ponieważ ist­nie­nie jest prost­sze od nieist­nienia (byt jest prost­szy od nicości/niebytu, aser­c­ja od negacji). Idea jest tu taka, że negac­ja jest log­icznie wtór­na i pochod­na i dlat­ego bardziej skom­p­likowana od asercji/twierdzenia. Żeby bowiem coś zane­gować, coś musi już być. Nie moż­na negować niczego. Ateizm log­iczny musi jed­nak założyć jeszcze coś innego: że z dwóch stanów rzeczy zawsze zachodzi ten prost­szy. Ale czy jest to powszech­nie waż­na zasa­da? Żeby to wiedzieć, musielibyśmy wiedzieć, że zawsze z dwóch stanów rzeczy zachodzi prost­szy stan rzeczy. Ale skąd mamy to wiedzieć? Musielibyśmy znać wszys­tkie stany rzeczy i wiedzieć, które z nich są prost­sze od pozostałych nieza­chodzą­cych.

Ateista mógł­by argu­men­tować, że negac­ja lub negaty­wny stan rzeczy zawsze są bardziej złożone od aser­cji lub pozy­ty­wnego stanu rzeczy. Ale z tego nic nie wyni­ka, ponieważ chodzi nie o to, czy aser­c­ja jest prost­sza od negacji, ale o to, czy zawsze zachodzi prost­szy stan rzeczy, a tego właśnie nie wiemy. Poza tym nie tylko negac­ja (zaprzecze­nie) zakła­da coś, co negu­je, ale też aser­c­ja (twierdze­nie) zakła­da coś, co stwierdza, czyli uzna­je. Z tego punk­tu widzenia nie widać różni­cy między twierdze­niem i zaprzecze­niem.

Moż­na jeszcze pomyśleć w ramach pier­wszej możli­woś­ci i w poszuki­wa­niu odpowiedzi na pytanie Leib­niza, że coś jest, ponieważ jest to bardziej praw­dopodob­ne niż to, że nic nie ma (ateizm prob­a­bilisty­czny). Ist­nieje nie­zlic­zona (nieskońc­zona) ilość możli­wych światów, a wśród nich tylko jeden, w którym nic nie ma. Praw­dopodobieńst­wo, że właśnie ten jeden (pusty) będzie rzeczy­wisty, jest w przy­bliże­niu zerowe, a praw­dopodobieńst­wo, że coś ist­nieje, wyniesie jeden (choć w przy­bliże­niu). Jak jed­nak zauważył Michał Heller, rozu­mowanie ateiz­mu prob­a­bilisty­cznego opiera się jed­nak na bard­zo moc­nych i w grun­cie rzeczy arbi­tral­nych założe­ni­ach. Po pier­wsze, należy założyć, że może ist­nieć nieskończe­nie wiele światów. Po drugie, że sto­su­je się do nich nasz rachunek praw­dopodobieńst­wa i że ten rachunek ist­nieje nieza­leżnie od tych wszys­t­kich światów i jest nie­jako z koniecznoś­ci ważny. I po trze­cie, że obow­iązu­je zasa­da, że z wielu stanów rzeczy zawsze zachodzi ten najbardziej praw­dopodob­ny. Moż­na wąt­pić jed­nak, czy zasa­da ta jest prawdzi­wa.

Czas na drugą możliwość

Jest jeszcze dru­ga możli­wość, ta mianowicie, że ist­nieje tylko jed­na możli­wość (jeden świat jest możli­wy i on tylko ist­nieje). Na pytanie Leib­niza jest tu odpowiedź taka: coś ist­nieje, ponieważ musi coś być – nie może być bowiem tak, żeby nic nie było. Wyda­je się, że tak rozu­mował Baruch Spin­oza. Sko­ro tylko jeden świat jest możli­wy, to musi być światem najlep­szym. Jeśli ten (nasz) świat ist­nieje koniecznie, nie może być inny. Inaczej ten świat nie był­by konieczny, nie ist­ni­ał­by z koniecznoś­ci i nie był­by jedynym możli­wym światem.

Ateizm Spin­ozy (nece­sarysty­czny) wyda­je się naj­ciekawszym z ateizmów. Na pytanie Leib­niza odpowia­da zde­cy­dowanie: coś jest, bo coś musi być. Nasz świat nie mógł­by nie ist­nieć i nie mógł­by być inny. Wszys­tko, co było, co jest i co będzie, nie mogło­by być inne, niż było, jest i będzie. Nie było nigdy możli­we, aby np. ten numer „Filo­zo­fuj!” o świat­ach możli­wych się nie ukazał. Gdy­by bowiem to było możli­we, możli­we było­by zapewne również wiele innych rzeczy. A jeśli tak, to mogło­by również być tak, że nic nie ma. W tym wypad­ku wró­cilibyśmy do pier­wszej możli­woś­ci, że jest wiele możli­woś­ci, i do prob­lemów z nią związanych.

Jed­nak i z ateizmem Spin­ozy są prob­le­my – przy­na­jm­niej dwa. Po pier­wsze, jest sprzeczny z naszym poczu­ciem, że mogło­by być inaczej, niż jest: mogło­by być lep­iej, mogło­by być gorzej bądź inaczej po pros­tu. Po drugie, jest także sprzeczny z naszym poczu­ciem wartoś­ci. Zgod­nie z nim ten świat (i wszys­tko w nim) jest z koniecznoś­ci (sko­ro innych nie ma) światem najlep­szym z możli­wych, w tym takim, w którym wszys­tko jest takie, jakie być powin­no (bo prze­cież innych możli­woś­ci nie ma). Mamy jed­nak słuszne poczu­cie, że mnóst­wo okru­cieństwa, nien­aw­iś­ci i wszelkiego zła nie powin­no być, a jest. Teista ma tu inną odpowiedź: człowiek posi­a­da dar wol­noś­ci i – korzys­ta­jąc z tego daru – może uczynić wiele dobrych rzeczy, ale też wiele rzeczy złych, a wręcz pot­wornych. Ist­nieje bowiem wiele możli­woś­ci.

Pozostaje teizm

Jeśli jed­nak ist­nieje wiele możli­woś­ci (być może nieskończe­nie wiele możli­wych światów), trze­ba się zmierzyć z pytaniem Leib­niza. Ateisty­czne odpowiedzi na to pytanie stanow­ią pod­stawę różnych odmi­an ateizmów, ale czy są to najlep­sze i najbardziej racjon­alne stanowiska w kwestii postaw­ionej przez Leib­niza? Moim zdaniem nie, a ponieważ nie widzę innych wiary­god­nych form ateiz­mu, nie wierzę w żad­ną z nich. Teista odpowia­da na pytanie Leib­niza inaczej niż różne wymienione wyżej ateizmy: coś ist­nieje, ponieważ dobrze jest, żeby coś było. Mówi on więcej: lep­iej jest, że coś jest, niż że nic nie ma, i gorzej było­by, gdy­by nic nie było. A jest dobrze, ponieważ ist­nieje Bóg, który jest dobrem i chce dobra.


Dar­iusz Łukasiewicz – Prof. dr hab., dyrek­tor Insty­tu­tu Filo­zofii UKW. Obec­nie zaj­mu­je się głównie anal­i­ty­czną filo­zofią religii i bada­ni­a­mi nad his­torią szkoły lwowsko-warsza­wskiej. Jego hob­by to kolarst­wo i wędrów­ki po górach.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

3 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Cały tekst spraw­ia, że łapię się za głowę.

    Zaczni­jmy od tego, że nie poświę­cono drob­nej chwili kluc­zowym poję­ciom, które trud­niej wsunąć na Face­booka, gdzie celowo lep­iej tek­sty skra­cać, ale artykuł tego prob­le­mu mieć nie będzie. Zdefin­iowanie Boga, który ma być tu roz­pa­try­wany, nakreśla nam granice anal­izy. Bez niej nakreśle­nia dla czytel­ni­ka czytel­nik jest wiedziony przez auto­ra za nos, o ile sam w jak­iś sposób nie domyśli się definicji z kon­tek­stu. Jeśli nad prob­le­mem definicji nie pochy­la się autor sam przed sobą, dochodzi jeszcze ryzyko, że zacznie się nieopa­trznie sam siebie gonić we włas­nej mgle. W samym artykule są dwa sposo­by defin­iowa­nia Boga. Pier­wszy pole­ga na wyty­powa­niu paru atry­butów, które ktoś inny je zaczął przyp­isy­wać tej isto­cie (np. przyp­isu­je Mu się jed­nocześnie niezmi­en­ność i dzi­ałanie, dobroć i spraw­iedli­wość, pros­totę i nieskońc­zoność atry­butów). Dru­gi rozu­mie się przez stwierdze­nie, że Boga nie da się zamknąć w znanych nam poję­ci­ach, bo jego dom­nie­mane ist­nie­nie wykracza daleko poza nasze możli­woś­ci poz­naw­cze i zdol­ność do posługi­wa­nia się abstrak­cyjny­mi poję­ci­a­mi. Pomi­ja się nato­mi­ast istot­ną możli­wość, że Bóg albo bogowie (A czemuż w licz­bie poje­dynczej?) nie posi­ada­ją danych atry­butów, ale ich jak­iś tam zakres pozwala­ją­cy odróżnić nam go od np. firan­ki, której wszys­t­kich atry­butów rzecz jas­na nie posi­a­da, bo w prze­ci­wnym razie przed­miot kul­tu wisi­ał­by nam na kar­niszu. Wszak Zeus wszech­moc­ny nie był. Jego dzieci również niespec­jal­nie. Niekonieczne jest również, żeby jego poję­cie obe­j­mowało cokol­wiek, włącznie ze stworze­niem świa­ta. Dlat­ego tak ważne jest określe­nie, o czym się właś­ci­wie pisze. 2. Sytu­ac­ja, w której ist­nie­nie bóstw łamie prawa logi­ki, w której są rzeczy, które nie mogą jed­nocześnie ist­nieć (na tym poniekąd pole­ga sprzeczność), nie powin­na być roz­pa­try­wana. To po pros­tu rozu­mowanie przyj­mu­jące, że nie może­my na ten tem­at rozu­mować w jakikol­wiek sposób. Jeśli nie wol­no nam rozu­mować na tem­at Boga w ramach naszych ogranic­zonych pojęć, negu­je­my po pros­tu nasze możli­woś­ci poz­naw­cze i obra­camy je prze­ciw nim samym. Nie moż­na myśleć, że nie moż­na myśleć. To jest a pri­ori niemożli­we. 3. W prost­szych kat­e­go­ri­ach mogę ująć, że przy­na­jm­niej wszech­mogą­cy, a przez to wszech­wiedzą­cy Bóg nie chci­ał dla nas ist­nieć. Musi być rzecz jas­na wszech­wiedzą­cy, bo nie moż­na celowo wykony­wać jak­iś stanów rzeczy bez pow­iąza­nia przy­czyny danych stanów rzeczy ze skutkiem, a wiedza na tem­at wszys­t­kich skutków, jakie moż­na wywołać, może być użytecz­na jedynie w zestaw­ie­niu z przy­czyną. Wobec powyższych dwóch praw muszę tylko zauważyć, iż wszech­wiedzą­cy nie może się uczyć. Nie będę próbował w takim przy­pad­ku dochodz­ić, dlaczego nie chci­ał, dla nas ist­nieć i dlaczego z naszej per­spek­ty­wy nie może się uczyć. Wiem, że jako wszech­mogą­cy nie chce i w swo­jej wszech­wiedzy może mieć jakieś dla nas niepoz­nawalne powody, które jako wszech­mogą­cy mógł obe­jść. zaś w naszej per­spek­ty­wie nie ist­nieje. 4. Ist­nie­nie ist­nieje, bo przy­czy­na ist­nienia nie może być nieist­nieją­ca, bo inaczej nie stała­by za ist­nie­niem. Bóg takim bytem koniecznym do ist­nienia wcale nie jest. Ist­nie­nie Boga po pier­wsze nie jest pewne, a ist­nie­nie ist­nienia jest. Jeśli Bóg ist­nieje, jest dowo­dem na to, że coś ist­nieje. Jeśli coś innego ist­nieje, mamy dowód na to, że coś ist­nieje. Nie może być prawdzi­we nato­mi­ast rozu­mowanie, że, o ile coś ist­nieje, musi ist­nieć Bóg. 5. Skupiłbym się na mierze, wg której mielibyśmy ocenić, czy może ist­nieć świat lep­szy. Pier­wsze założe­nie, jakie musimy przyjąć na potrze­by takiego rozu­mowa­nia, jest takie, że Bóg ma jakieś pref­er­enc­je doty­czące świa­ta albo my mamy jakąś inter­subiek­ty­wne poję­cie dobra, które deter­min­u­je, jaka będzie oce­na świa­ta. W każdym z tych przy­pad­ków jasne jest, że w jak­iś sposób prefer­u­je­my. My, ludzie nie mamy dostępu do innych światów, więc nie może­my prefer­ować jed­nego nad dru­gi. Może­my jedynie prefer­ować coś nad coś w naszym świecie. Wszech­mogą­cy Bóg jest na innej pozy­cji. Jako isto­ta wszech­mogą­ca zna inne światy, które dzię­ki temu są dla niego możli­we. Jako isto­ta wszech­mogą­ca panu­je także nad naszy­mi pref­er­enc­ja­mi, więc musi się naprawdę nieźle baw­ić, kiedy miał­by tworzyć złe pref­er­enc­je. 6. Pańskim prob­le­mem ewident­nie jest to, że przyjął pan, że świat nie może być najlep­szy z możli­wych, ponieważ to, co jest, się panu nie podo­ba. Od kiedy rzeczy­wis­tość jest od tego, żeby coś się nam w niej podobało? Poza tym pan nie wybiera rzeczy­wis­toś­ci, w której żyje. Pan tylko wybiera, co zro­bi w swo­jej. Nie wiem, czy to dobrze, że coś ist­nieje. Jeśli kwes­t­ia dobra i zła ma być kwest­ią naszego kapry­su, niech się przy­na­jm­niej obra­ca wokół tego, co może­my zro­bić, a nie służy do żale­nia się niebio­som, że ist­nieje tylko jed­na oso­ba mają­ca co do niej wybór. Wów­czas jed­nak nie był­by to już kaprys, ale kierowanie się jakim­iś kry­te­ri­a­mi. Moral­ność jest dla tych, co mają wybór i może­my być dobrzy i źli tylko w ramach tej rzeczy­wis­toś­ci, bo co do innej nie mamy już wyboru. 7. Dla moral­noś­ci i teorii praw jest tylko jed­na sytu­ac­ja, jaką może­my rozważać. Dana jed­nos­t­ka ma jakikol­wiek wybór. W innym przy­pad­ku nie ma ani praw, ani moral­noś­ci. 8. Tak na dodatek małe spostrzeże­nie w ramach prze­bi­ja­nia się przez to wszys­tko, które może rozwiązać prob­lem świato­poglą­du. To, że zbiór ma nieskończe­nie wiele ele­men­tów, nie znaczy, że musi zaw­ier­ać wszys­tkie. Może zaw­ier­ać wszys­tkie z wyjątkiem jed­nego, dwóch, trzech. Ana­log­icznie, jeśli jest więc w naszym świecie możli­wa część zdarzeń, jasne jest, iż część może być także niemożli­wa.