Artykuł Filozofia religii

Dariusz Łukasiewicz: Czy możliwy jest świat bez Boga?

Czy pojęcie świata możliwego może być użyteczne dla ateisty w dyskusjach nad tezą o istnieniu Boga? Moim zdaniem może być użyteczne w precyzowaniu pojęcia ateizmu i rozróżnianiu jego odmian.

Najnowszy numer: Filozofia czasu

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 23 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2016 nr 6 (12), s. 17–19. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Bóg jako byt sprzeczny

Ateista może twierdzić, że ponieważ pojęcie Boga jest wewnętrznie sprzeczne (np. przypisuje Mu się jednocześnie niezmienność i działanie, dobroć i sprawiedliwość, prostotę i nieskończoność atrybutów), nie istnieje On w żadnym ze światów możliwych. Ateista musi jednak wykazać, że Bóg jest rzeczywiście bytem sprzecznym, a to nie jest proste. Do tego nawet i to może nie wystarczyć, ponieważ Bóg może być bytem sprzecznym jedynie dla naszego umysłu. Bóg jest niedającą się zamknąć w pojęciu czy definicji nieskończonością, a nasze pojęcia, definicje i teorie są z natury ograniczone. Wiedział to wielki metafizyk Plotyn, gdy głosił, że Absolut jest niepoznawalny i jest ponad wszelkimi ideami i pojęciami. Możliwe jest także, że Bóg transcenduje, czyli przekracza naszą logikę niesprzeczności, a wnioskowanie ze sprzeczności Boga, a przez to Jego niemożliwości, jest zwyczajnym antropomorfizmem.

Czy Bóg może istnieć i nie istnieć zarazem?

Przyjmując pewien bardzo mocny pogląd metafizyczny, zgodnie z którym rzeczywiste są wszystkie możliwości, ktoś mógłby pokusić się o twierdzenie, że istnieją światy możliwe, w których Bóg istnieje, i istnieją światy możliwe, w których Bóg nie istnieje. Z tego wynikałoby, że Bóg istnieje i Bóg nie istnieje zarazem. Nie jest to pogląd (przynajmniej jawnie) niedorzeczny, bo przecież w tych światach możliwych, w których Bóg istnieje, Bóg istnieje, a w tych światach możliwych, w których Bóg nie istnieje, Bóg nie istnieje. Teizm i ateizm byłyby więc poglądami lokalnymi: w niektórych światach rację ma ateizm, a w innych teizm. Niewielu jednak twierdzi, że wszystkie możliwości są rzeczywiste.

Poza tym dla teistów Bóg – jako że jest bytem koniecznym – istnieje w każdym możliwym świecie. Ale czy musi tak być? Można bowiem dalej spekulować. Czy np. Bóg, który przecież jest wszechmogący, mógłby stworzyć świat, w którym sam by nie istniał? Klasyczna odpowiedź teisty na to pytanie jest taka, że nie mógłby stworzyć takiego świata, w którym by nie istniał, ponieważ byłoby to sprzeczne z Jego naturą, do której przecież należy istnienie. Bóg nie czyni nonsensów, zatem nie istnieje możliwy świat, w którym Bóg nie istnieje.

Jednak istnieje – co prawda nieliczna – grupa spekulatywnych teologów, zdaniem których wszechmoc Boga nie zna granic i mógłby On stworzyć świat, w którym nie istnieje, lecz po prostu tego nie uczynił. Owszem, można by wówczas powiedzieć, że skoro Bóg mógłby taki świat stworzyć, to istnieje możliwy świat, w którym Boga nie ma. Wszelako teista głoszący taki pogląd, chce jedynie wyrazić ideę nieograniczonej wszechmocy Boga: Bóg może wszystko, ale Boża mądrość i wola sprawiają, że nie czyni wszystkiego, co by mógł uczynić.

Świat najlepszy z możliwych

Jeszcze ciekawszy problem związany ze światami możliwymi i dyskusją teizmu z ateizmem dotyczy czegoś innego. Jeśli wśród światów możliwych istnieje najlepszy z nich, to Bóg jako doskonale dobry, musi go stworzyć. Na tym bowiem polega doskonała dobroć Boga, że czyni rzeczy najlepsze. Nie jest to jednak pewne, bo jeśli Bóg „musiałby” coś zrobić, to nie byłby wolny, podlegałby ograniczającym go koniecznościom i – co gorsza – nie byłby wówczas wszechmocny. Jeśli więc wśród światów możliwych nie ma najlepszego, to zawsze Bóg może stworzyć świat minimalnie choćby lepszy od danego świata. Nie ulega wątpliwości, że nasz świat mógłby być lepszy, niż jest. Dlaczego więc Bóg nie stworzył lepszego?

Niektórzy wnioskują, że to dlatego, że albo Bóg nie jest istotą doskonale dobrą, albo nie jest wolny. Wówczas jednak nie zasługuje na miano Boga, więc Boga nie ma. To niewątpliwie jeden z ciekawszych argumentów ateistycznych sformułowanych za pomocą idei światów możliwych. Można go jednak odeprzeć, mówiąc, że jest logicznie niemożliwe stworzenie świata, od którego nie byłoby choćby minimalnie lepszego świata możliwego. Nie należy oczekiwać od Boga, żeby czynił rzeczy niemożliwe logicznie, tj. żeby czynił nonsensy.

Możliwa jednak jest jeszcze inna odpowiedź. Wszechmoc Boga sprawia, że nawet tworząc świat gorszy, pozostaje On doskonale dobrą osobą. Można wreszcie zająć stanowisko modalnego sceptycyzmu, czyli twierdzić, że nie potrafimy orzec, które światy możliwe są lepsze, a które gorsze. Nie możemy więc z naszych spekulacji wyciągać żadnych wniosków o doskonałości Boga.

Dwie możliwości możliwości

Jednakże najciekawszy chyba problem związany ze światami możliwymi, przynajmniej w kontekście sporu teizmu z ateizmem, jest inny. Otóż są dwie możliwości: albo jest wiele możliwości (w tym nieskończenie wiele światów możliwych), albo istnieje tylko jedna możliwość (tylko jeden świat możliwy).

Jeśli jest wiele możliwości, to możliwe jest też, że nic nie istnieje. Ale oczywiście coś istnieje: istnieje nasz świat i istnieją niezliczone możliwości. I tu nasuwa się słynne pytanie Leib­niza: dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Różne są ateistyczne odpowiedzi na powyższe pytanie. Jedna z nich (ateizm aracjonalny) głosi, że coś (świat i możliwości) istnieją przypadkiem. Wedle innej odpowiedzi (ateizm prosty) istnienie świata jest „nagim faktem” (od ang. brute fact), który nie podlega żadnemu dalszemu wyjaśnieniu – świat po prostu istnieje i już. Jest też ateizm sceptyczny, wedle którego faktem jest, że coś jest, ale nie wiemy dlaczego; mogłoby wszakże nic nie istnieć, ale w sumie nie wiadomo, dlaczego nie jest tak, że nic nie ma.

Można by ten pogląd rozwinąć i doprowadzić do ateizmu irracjonalnego: istnienie wszystkiego, co istnieje, jest niezgłębialną dla rozumu ludzkiego tajemnicą. Tajemnicą nie jest jedynie to, że Bóg nie istnieje. To bowiem, że Bóg nie istnieje, jest albo pewne, albo w najwyższym stopniu prawdopodobne (np. około 99,9%). Jest jeszcze ateizm, który nazwę logicznym: coś istnieje, ponieważ istnienie jest prostsze od nieistnienia (byt jest prostszy od nicości/niebytu, asercja od negacji). Idea jest tu taka, że negacja jest logicznie wtórna i pochodna i dlatego bardziej skomplikowana od asercji/twierdzenia. Żeby bowiem coś zanegować, coś musi już być. Nie można negować niczego. Ateizm logiczny musi jednak założyć jeszcze coś innego: że z dwóch stanów rzeczy zawsze zachodzi ten prostszy. Ale czy jest to powszechnie ważna zasada? Żeby to wiedzieć, musielibyśmy wiedzieć, że zawsze z dwóch stanów rzeczy zachodzi prostszy stan rzeczy. Ale skąd mamy to wiedzieć? Musielibyśmy znać wszystkie stany rzeczy i wiedzieć, które z nich są prostsze od pozostałych niezachodzących.

Ateista mógłby argumentować, że negacja lub negatywny stan rzeczy zawsze są bardziej złożone od asercji lub pozytywnego stanu rzeczy. Ale z tego nic nie wynika, ponieważ chodzi nie o to, czy asercja jest prostsza od negacji, ale o to, czy zawsze zachodzi prostszy stan rzeczy, a tego właśnie nie wiemy. Poza tym nie tylko negacja (zaprzeczenie) zakłada coś, co neguje, ale też asercja (twierdzenie) zakłada coś, co stwierdza, czyli uznaje. Z tego punktu widzenia nie widać różnicy między twierdzeniem i zaprzeczeniem.

Można jeszcze pomyśleć w ramach pierwszej możliwości i w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie Leibniza, że coś jest, ponieważ jest to bardziej prawdopodobne niż to, że nic nie ma (ateizm probabilistyczny). Istnieje niezliczona (nieskończona) ilość możliwych światów, a wśród nich tylko jeden, w którym nic nie ma. Prawdopodobieństwo, że właśnie ten jeden (pusty) będzie rzeczywisty, jest w przybliżeniu zerowe, a prawdopodobieństwo, że coś istnieje, wyniesie jeden (choć w przybliżeniu). Jak jednak zauważył Michał Heller, rozumowanie ateizmu probabilistycznego opiera się jednak na bardzo mocnych i w gruncie rzeczy arbitralnych założeniach. Po pierwsze, należy założyć, że może istnieć nieskończenie wiele światów. Po drugie, że stosuje się do nich nasz rachunek prawdopodobieństwa i że ten rachunek istnieje niezależnie od tych wszystkich światów i jest niejako z konieczności ważny. I po trzecie, że obowiązuje zasada, że z wielu stanów rzeczy zawsze zachodzi ten najbardziej prawdopodobny. Można wątpić jednak, czy zasada ta jest prawdziwa.

Czas na drugą możliwość

Jest jeszcze druga możliwość, ta mianowicie, że istnieje tylko jedna możliwość (jeden świat jest możliwy i on tylko istnieje). Na pytanie Leibniza jest tu odpowiedź taka: coś istnieje, ponieważ musi coś być – nie może być bowiem tak, żeby nic nie było. Wydaje się, że tak rozumował Baruch Spinoza. Skoro tylko jeden świat jest możliwy, to musi być światem najlepszym. Jeśli ten (nasz) świat istnieje koniecznie, nie może być inny. Inaczej ten świat nie byłby konieczny, nie istniałby z konieczności i nie byłby jedynym możliwym światem.

Ateizm Spinozy (necesarystyczny) wydaje się najciekawszym z ateizmów. Na pytanie Leibniza odpowiada zdecydowanie: coś jest, bo coś musi być. Nasz świat nie mógłby nie istnieć i nie mógłby być inny. Wszystko, co było, co jest i co będzie, nie mogłoby być inne, niż było, jest i będzie. Nie było nigdy możliwe, aby np. ten numer „Filozofuj!” o światach możliwych się nie ukazał. Gdyby bowiem to było możliwe, możliwe byłoby zapewne również wiele innych rzeczy. A jeśli tak, to mogłoby również być tak, że nic nie ma. W tym wypadku wrócilibyśmy do pierwszej możliwości, że jest wiele możliwości, i do problemów z nią związanych.

Jednak i z ateizmem Spinozy są problemy – przynajmniej dwa. Po pierwsze, jest sprzeczny z naszym poczuciem, że mogłoby być inaczej, niż jest: mogłoby być lepiej, mogłoby być gorzej bądź inaczej po prostu. Po drugie, jest także sprzeczny z naszym poczuciem wartości. Zgodnie z nim ten świat (i wszystko w nim) jest z konieczności (skoro innych nie ma) światem najlepszym z możliwych, w tym takim, w którym wszystko jest takie, jakie być powinno (bo przecież innych możliwości nie ma). Mamy jednak słuszne poczucie, że mnóstwo okru­cieństwa, nienawiści i wszelkiego zła nie powinno być, a jest. Teista ma tu inną odpowiedź: człowiek posiada dar wolności i – korzystając z tego daru – może uczynić wiele dobrych rzeczy, ale też wiele rzeczy złych, a wręcz potwornych. Istnieje bowiem wiele możliwości.

Pozostaje teizm

Jeśli jednak istnieje wiele możliwości (być może nieskończenie wiele możliwych światów), trzeba się zmierzyć z pytaniem Leibniza. Ateistyczne odpowiedzi na to pytanie stanowią podstawę różnych odmian ateizmów, ale czy są to najlepsze i najbardziej racjonalne stanowiska w kwestii postawionej przez Leibniza? Moim zdaniem nie, a ponieważ nie widzę innych wiarygodnych form ateizmu, nie wierzę w żadną z nich. Teista odpowiada na pytanie Leibniza inaczej niż różne wymienione wyżej ateizmy: coś istnieje, ponieważ dobrze jest, żeby coś było. Mówi on więcej: lepiej jest, że coś jest, niż że nic nie ma, i gorzej byłoby, gdyby nic nie było. A jest dobrze, ponieważ istnieje Bóg, który jest dobrem i chce dobra.


Dariusz Łukasiewicz – Prof. dr hab., dyrektor Instytutu Filozofii UKW. Obecnie zajmuje się głównie analityczną filozofią religii i badaniami nad historią szkoły lwowsko-warszawskiej. Jego hobby to kolarstwo i wędrówki po górach.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

3 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Cały tekst sprawia, że łapię się za głowę.

    Zacznijmy od tego, że nie poświęcono drobnej chwili kluczowym pojęciom, które trudniej wsunąć na Facebooka, gdzie celowo lepiej teksty skracać, ale artykuł tego problemu mieć nie będzie. Zdefiniowanie Boga, który ma być tu rozpatrywany, nakreśla nam granice analizy. Bez niej nakreślenia dla czytelnika czytelnik jest wiedziony przez autora za nos, o ile sam w jakiś sposób nie domyśli się definicji z kontekstu. Jeśli nad problemem definicji nie pochyla się autor sam przed sobą, dochodzi jeszcze ryzyko, że zacznie się nieopatrznie sam siebie gonić we własnej mgle. W samym artykule są dwa sposoby definiowania Boga. Pierwszy polega na wytypowaniu paru atrybutów, które ktoś inny je zaczął przypisywać tej istocie (np. przypisuje Mu się jednocześnie niezmienność i działanie, dobroć i sprawiedliwość, prostotę i nieskończoność atrybutów). Drugi rozumie się przez stwierdzenie, że Boga nie da się zamknąć w znanych nam pojęciach, bo jego domniemane istnienie wykracza daleko poza nasze możliwości poznawcze i zdolność do posługiwania się abstrakcyjnymi pojęciami. Pomija się natomiast istotną możliwość, że Bóg albo bogowie (A czemuż w liczbie pojedynczej?) nie posiadają danych atrybutów, ale ich jakiś tam zakres pozwalający odróżnić nam go od np. firanki, której wszystkich atrybutów rzecz jasna nie posiada, bo w przeciwnym razie przedmiot kultu wisiałby nam na karniszu. Wszak Zeus wszechmocny nie był. Jego dzieci również niespecjalnie. Niekonieczne jest również, żeby jego pojęcie obejmowało cokolwiek, włącznie ze stworzeniem świata. Dlatego tak ważne jest określenie, o czym się właściwie pisze. 2. Sytuacja, w której istnienie bóstw łamie prawa logiki, w której są rzeczy, które nie mogą jednocześnie istnieć (na tym poniekąd polega sprzeczność), nie powinna być rozpatrywana. To po prostu rozumowanie przyjmujące, że nie możemy na ten temat rozumować w jakikolwiek sposób. Jeśli nie wolno nam rozumować na temat Boga w ramach naszych ograniczonych pojęć, negujemy po prostu nasze możliwości poznawcze i obracamy je przeciw nim samym. Nie można myśleć, że nie można myśleć. To jest a priori niemożliwe. 3. W prostszych kategoriach mogę ująć, że przynajmniej wszechmogący, a przez to wszechwiedzący Bóg nie chciał dla nas istnieć. Musi być rzecz jasna wszechwiedzący, bo nie można celowo wykonywać jakiś stanów rzeczy bez powiązania przyczyny danych stanów rzeczy ze skutkiem, a wiedza na temat wszystkich skutków, jakie można wywołać, może być użyteczna jedynie w zestawieniu z przyczyną. Wobec powyższych dwóch praw muszę tylko zauważyć, iż wszechwiedzący nie może się uczyć. Nie będę próbował w takim przypadku dochodzić, dlaczego nie chciał, dla nas istnieć i dlaczego z naszej perspektywy nie może się uczyć. Wiem, że jako wszechmogący nie chce i w swojej wszechwiedzy może mieć jakieś dla nas niepoznawalne powody, które jako wszechmogący mógł obejść. zaś w naszej perspektywie nie istnieje. 4. Istnienie istnieje, bo przyczyna istnienia nie może być nieistniejąca, bo inaczej nie stałaby za istnieniem. Bóg takim bytem koniecznym do istnienia wcale nie jest. Istnienie Boga po pierwsze nie jest pewne, a istnienie istnienia jest. Jeśli Bóg istnieje, jest dowodem na to, że coś istnieje. Jeśli coś innego istnieje, mamy dowód na to, że coś istnieje. Nie może być prawdziwe natomiast rozumowanie, że, o ile coś istnieje, musi istnieć Bóg. 5. Skupiłbym się na mierze, wg której mielibyśmy ocenić, czy może istnieć świat lepszy. Pierwsze założenie, jakie musimy przyjąć na potrzeby takiego rozumowania, jest takie, że Bóg ma jakieś preferencje dotyczące świata albo my mamy jakąś intersubiektywne pojęcie dobra, które determinuje, jaka będzie ocena świata. W każdym z tych przypadków jasne jest, że w jakiś sposób preferujemy. My, ludzie nie mamy dostępu do innych światów, więc nie możemy preferować jednego nad drugi. Możemy jedynie preferować coś nad coś w naszym świecie. Wszechmogący Bóg jest na innej pozycji. Jako istota wszechmogąca zna inne światy, które dzięki temu są dla niego możliwe. Jako istota wszechmogąca panuje także nad naszymi preferencjami, więc musi się naprawdę nieźle bawić, kiedy miałby tworzyć złe preferencje. 6. Pańskim problemem ewidentnie jest to, że przyjął pan, że świat nie może być najlepszy z możliwych, ponieważ to, co jest, się panu nie podoba. Od kiedy rzeczywistość jest od tego, żeby coś się nam w niej podobało? Poza tym pan nie wybiera rzeczywistości, w której żyje. Pan tylko wybiera, co zrobi w swojej. Nie wiem, czy to dobrze, że coś istnieje. Jeśli kwestia dobra i zła ma być kwestią naszego kaprysu, niech się przynajmniej obraca wokół tego, co możemy zrobić, a nie służy do żalenia się niebiosom, że istnieje tylko jedna osoba mająca co do niej wybór. Wówczas jednak nie byłby to już kaprys, ale kierowanie się jakimiś kryteriami. Moralność jest dla tych, co mają wybór i możemy być dobrzy i źli tylko w ramach tej rzeczywistości, bo co do innej nie mamy już wyboru. 7. Dla moralności i teorii praw jest tylko jedna sytuacja, jaką możemy rozważać. Dana jednostka ma jakikolwiek wybór. W innym przypadku nie ma ani praw, ani moralności. 8. Tak na dodatek małe spostrzeżenie w ramach przebijania się przez to wszystko, które może rozwiązać problem światopoglądu. To, że zbiór ma nieskończenie wiele elementów, nie znaczy, że musi zawierać wszystkie. Może zawierać wszystkie z wyjątkiem jednego, dwóch, trzech. Analogicznie, jeśli jest więc w naszym świecie możliwa część zdarzeń, jasne jest, iż część może być także niemożliwa.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy