Artykuł Etyka

Samuel Scheffler: Doniosłość życia po śmierci. Na poważnie

Nie, nie sądzę, że będę żyć jako świadoma istota nawet wówczas, gdy moja ziemska wędrówka dobiegnie kresu. Jestem mocno przekonany, że śmierć oznacza bezwarunkowy i nieodwracalny koniec życia.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Wierzę w życie po śmierci

Moja wiara w życie po śmier­ci jest bardziej proza­icz­na. Wierzę, że kiedy umrę, inni ludzie nadal pozostaną przy życiu. Zapewne każdy z was przyj­mu­je podob­ne założe­nie co do koń­ca włas­nego ist­nienia. Cho­ci­aż wiemy, że ludzkość nie będzie trwać wiecznie, więk­szość z nas sądzi, że ludz­ka rasa przetr­wa przy­na­jm­niej przez jak­iś czas po naszym ode­jś­ciu.

Ponieważ trak­tu­je­my to przeko­nanie jako pewnik, nie przykładamy do niego zbyt­niej wagi. Uważam jed­nak, że odgry­wa ono niezwyk­le ważną rolę w naszym życiu, wywier­a­jąc ogrom­ny, choć niewidoczny, wpływ na nasze wartoś­ci, zobow­iąza­nia i poczu­cie tego, co warto robić. Choć może się to wydać zaskaku­jące, dal­sze trwanie innych osób – nawet całkowicie niez­na­jomych – po naszej śmier­ci w pewnym sen­sie ma dla nas więk­sze znacze­nie niż przetr­wanie nas samych i naszych blis­kich.

U progu zagłady ludzkości

Rozważmy taką oto hipote­ty­czną sytu­ację. Przy­puśćmy, że wiecie, iż po długim życiu umrze­cie spoko­jnie w cza­sie snu, ale 30 dni później Ziemia i wszyscy jej mieszkań­cy zginą wskutek zderze­niu z gigan­ty­czną aster­oidą. Jaki wpływ miała­by na was taka wiedza?

Jeśli jesteś­cie podob­ni do mnie i do więk­szoś­ci osób, z który­mi omówiłem tę sprawę, to świado­mość takiego stanu rzeczy głęboko wami wstrząśnie. Może ona wywrzeć duży wpływ na wasze decyz­je doty­czące tego, jak żyć. Gdy­byś­cie zaj­mowali się bada­ni­a­mi nad rakiem, owa wiedza mogła­by pozbaw­ić was motywacji do dal­szej pra­cy. (Było­by prze­cież mało praw­dopodob­ne, że lekarst­wo zostanie odkryte za waszego życia, a nawet gdy­by, to na co by się przy­dało w krótkim cza­sie, jaki pozostał?). Podob­nie, gdy­byś­cie byli inżyniera­mi pracu­ją­cy­mi nad udoskonale­niem sejs­micznych zabez­pieczeń mostów lub akty­wis­ta­mi próbu­ją­cy­mi zre­for­mować nasze insty­tuc­je poli­ty­czne i społeczne, czy też sto­larza­mi, którzy dba­ją o trwałość wyko­nanych kon­strukcji. Jakie znacze­nie miały­by te dzi­ała­nia wobec bliskiej zagłady ludzkoś­ci?

Gdy­byś­cie byli pis­arza­mi, dra­maturga­mi czy kom­pozy­tora­mi, moglibyś­cie uznać, że wasza twór­c­zość to stra­ta cza­su – wszak moty­wem takiej dzi­ałal­noś­ci jest nier­az myśl o ­wyobrażonej przyszłej pub­licznoś­ci czy spuś­ciźnie. Czy wiedząc, że ludzkość przes­tanie ist­nieć wkrótce po waszej śmier­ci, nadał chcielibyś­cie mieć dzieci? Niekoniecznie.

Zauważ­cie, że ludzie rzad­ko tracą poczu­cie celu w obliczu per­spek­ty­wy włas­nej śmier­ci. Oczy­wiś­cie wid­mo włas­nej śmier­ci bywa prz­er­aża­jące. Ale nawet ci, którzy boją się śmier­ci (i nawet ci, którzy nie wierzą w osobowe życie pośmiertne) zachowu­ją poczu­cie, że to, co robią, ma wartość, mimo iż wiedzą, że pewnego dnia umrą. A zatem w pewien sposób ist­nie­nie innych ludzi po naszej śmier­ci ma dla nas więk­sze znacze­nie niż własne przetr­wanie.

Nie tylko bliscy

Może się wydawać, że wyjaśnie­nie jest proste: sko­ro Ziemia zostanie zniszc­zona 30 dni po naszej śmier­ci, to wszys­tkie bliskie nam oso­by żyjące w chwili zderzenia z aster­oidą spot­ka nagły i gwał­towny koniec. Współ­małżonkowie i part­nerzy, dzieci i wnu­ki, przy­ja­ciele i kochankowie – wszyscy podzielą ten sam los. Być może to tros­ka o blis­kich wyjaś­nia prz­er­aże­nie, jakie oga­r­nia nas na myśl o zbliża­jącej się katas­trofie.

Nie sądzę jed­nak, że to proste wyjaśnie­nie załatwia sprawę. Rozważmy inną hipote­ty­czną sytu­ację, zapoży­c­zoną z powieś­ci P. D. James Ludzkie dzieci. W książce tej ludzkość stała się bezpłod­na i od ćwierć wieku nie odno­towano żad­nych nar­o­dzin. Wyobraźmy sobie, że mieszkamy w takim świecie. Wszyscy żyją­cy obec­nie mają więcej niż 25 lat, a koniec rasy ludzkiej nad­chodzi wielki­mi kroka­mi, ponieważ starze­ją­ca się pop­u­lac­ja nieubła­ganie wymiera. Jak byś­cie na to zareagowali?

Podob­nie jak w wypad­ku zderzenia z aster­oidą, w opisanej sytu­acji wiele akty­wnoś­ci zaczęło­by wyglą­dać na bezcelowe: bada­nia nad rakiem, wysił­ki zmierza­jące do zapewnienia bez­pieczeńst­wa sejs­micznego, akty­wizm społeczny i poli­ty­czny itd. Co więcej, jak to doskonale obrazu­je powieść James, nade­jś­cie nieod­wracal­nej bezpłod­noś­ci na skalę glob­al­ną wywołało­by zapewne powszech­ną depresję, lęk i roz­pacz.

Niek­tórzy ludzie szukali­by pocieszenia w wierze religi­jnej – i niek­tórzy by je tam znaleźli. Inni poszuki­wal­i­by przy­jem­noś­ci w czyn­noś­ci­ach, które wyda­ją się wartoś­ciowe same w sobie: słucha­niu muzy­ki, poz­nawa­niu świa­ta przy­rody, spędza­niu cza­su z rodz­iną i przy­jaciół­mi, rozkos­zowa­niu się potrawa­mi i trunk­a­mi. Ale nawet te akty­wnoś­ci mogły­by się wydać mniej satys­fakcjonu­jące i zapraw­ione domieszką smutku czy bólu na myśl o umier­a­jącej ludzkoś­ci.

Zauważmy, że w opisanej sytu­acji, inaczej niż w przy­pad­ku zderzenia z aster­oidą, nikt nie umarł­by przed­w­cześnie. Powo­dem niepoko­ju związanego z per­spek­ty­wą życia w bezpłod­nym świecie nie może więc być to, że prz­er­aża nas zagła­da osób, które kochamy. (Oczy­wiś­cie w końcu one też by umarły, ale tak samo jest w naszej aktu­al­nej sytu­acji). Niepoko­jące jest już samo to, że na świecie nie pojaw­ili­by się nowi ludzie.

To powin­no dać nam do myśle­nia. Wiedza, że pewnego dnia umrze­my my oraz wszyscy, których znamy i kochamy, nie odbiera więk­szoś­ci z nas wiarę w sens codzi­en­nej krzą­taniny. Nato­mi­ast wiedza, że na świat nie przys­zli­by nowi ludzie spraw­iła­by, że wiele rutynowych czyn­noś­ci na pozór straciło­by cel.

Złudny egoizm?

Pokazu­je to, jak sądzę, że pewne rozpowszech­nione założe­nia doty­czące ludzkiego egoiz­mu są w najlep­szym razie uproszc­zone. Bez wzglę­du na to, jak bard­zo skupi­eni na sobie czy nar­cysty­czni byśmy nie byli, zdol­ność do znalezienia celu i wartoś­ci w życiu zależy od tego, co, zgod­nie z naszy­mi przewidy­wa­ni­a­mi, stanie się z inny­mi ludź­mi po naszej śmier­ci. Nawet ego­isty­czny mag­nat prze­mysłowy, opę­tany myślą o włas­nej chwale, może odkryć, że jego ambic­je są puste w obliczu zagłady ludzkoś­ci. Cho­ci­aż niek­tórych ludzi stać na to, aby unieza­leżnić się od życ­zli­woś­ci niez­na­jomych, niemal każdy zależy od ich przyszłego ist­nienia.

Za równie uproszc­zone uważam powszech­nie podzielane założe­nia na tem­at ludzkiego indy­wid­u­al­iz­mu. Mimo że jako jed­nos­t­ki mamy roz­maite wartoś­ci i cele, a także mimo że każdy z nas sam decy­du­je, co uważa za dobre czy wartoś­ciowe życie, więk­szość z nas real­izu­je swo­je zamierzenia oraz wartoś­ci w ramach schematu przekon­ań, który zakła­da trwanie ludzkoś­ci. Usuńmy ten schemat, a nasza wiara w wartoś­ci i cele zacznie się chwiać.

Płynie z tego również morał dla tych, którzy uważa­ją, że osobowe życie po śmier­ci stanowi konieczny warunek sen­su i celowoś­ci naszego życia. Warunk­iem doniosłoś­ci, jaką przyp­isu­je­my naszym dzi­ałan­iom, nie jest wiara w życie po śmier­ci, lecz wiara, że ludzkość będzie dalej trwać, przy­na­jm­niej przez dłu­gi czas.

Przyszłość celem teraźniejszości

Ale czy ludzkość rzeczy­wiś­cie będzie trwać przez dłu­gi czas? Cho­ci­aż na ogół zakładamy, że inni pozostaną przy życiu po naszej śmier­ci, wiemy również, że przetr­wa­niu ludzkoś­ci zagraża­ją poważnie niebez­pieczeńst­wa. Niek­tóre z najpoważniejszych (choć nie wszys­tkie) są dziełem ludzi np. zmi­ana kli­matu i upowszech­ni­an­ie się broni jądrowej. Oso­by, którym te zagroże­nia spędza­ją sen z powiek, przy­pom­i­na­ją nam nier­az o obow­iązkach wobec przyszłych pokoleń, których los w znacznej mierze zależy od tego, co zro­bimy dziś. Jak pod­kreśla­ją, mamy obow­iązek zachować Ziemię w stanie nada­ją­cym się do zamieszka­nia i nie zniszczyć środowiska, w którym przyjdzie żyć potom­noś­ci.

Zgo­da. Jest jed­nak również dru­ga strona medalu. To praw­da, że ist­nie­nie i pomyśl­ność naszych potomków zależy od nas. Ale my również zależymy od nich i ich ist­nienia, jeśli sami chce­my żyć pomyśl­nie. Dlat­ego ist­nieją powody, by wal­czyć z tym, co zagraża przetr­wa­niu ludzkoś­ci — i to powody nieza­leżne od naszych obow­iązków wobec potom­noś­ci. Jest jeszcze inna rac­ja, by dążyć do zapewnienia pomyśl­nej przyszłoś­ci tym, którzy przyjdą po nas: jest nią po pros­tu to, że, w stop­niu, który rzad­ko sobie uświadami­amy i uzna­je­my, już ter­az mają oni dla nas ogromne znacze­nie.

Przełożył Marcin Iwan­ic­ki

The Impor­tance of the After­life. Seri­ous­ly, “The New York Times” 21 wrześ­nia 2013. Przekład za zgodą Auto­ra.


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Fotografia: Hen­ri Carti­er-Bres­son

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy