Felieton Ontologia

Adam Grobler: Czy życie może być snem, niekoniecznie wariata?

grobler czarne
W „Filozofuj!” 2019 nr 2 dowodziłem, że „niestraszny nam Matrix”. A tu nagle przyszło mi napisać felieton do numeru, który nim właśnie nas straszy. Wtedy punktem wyjścia był argument Kartezjusza oparty na przypuszczeniu, że istnieje jakiś demon zwodziciel, który nieustannie nas łudzi. Teraz sięgnę do innego pomysłu tego filozofa, do argumentu ze snu. Sny bywają tak wyraziste, że często biorę je za jawę. Dopiero po przebudzeniu przekonuję się, że śniłem. Zatem i teraz możesz czytać ten felieton przez sen, o czym nie będziesz wiedzieć, dopóki się nie zbudzisz. Nigdy nie wiesz, czy jesteś we śnie, czy na jawie.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2020 nr 4 (34), s. 19–20. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Wbrew Kartezjuszowi obecnie większość filozofów uważa, że przeżycia we śnie radykalnie różnią się od tych na jawie. Na przykład Bertrand Russell (Nasza wiedza o świecie zewnętrznym, oryg. 1911) pisał, że snom brakuje spójności i konsekwencji właściwych przeżyciom na jawie. Doskonałą tego ilustracją są opisane przez Lewisa Carrolla (1865) przygody Alicji w Krainie Czarów. Dlatego współczesne hipotezy sceptyczne odwołują się raczej do metafor rodem z science fiction: mózgów na pożywce albo symulacji komputerowej. Szalony uczony, który ex hypothesi podsuwa naszym wypreparowanym z ciał mózgom zwodnicze wizje generowane przez komputer, jest na tyle trzeźwy, by przedstawiać nam pozory nieodróżnialne od rzeczywistości. Podobnie rzecz ma się z każdą inną wirtualną rzeczywistością, o której może być mowa w scenariuszu sceptycznym.

David Deutsch (The Fabric of Reality, 1996) sugeruje, że oszukańcze zamknięcie nas w wirtualnej, czyli symulowanej rzeczywistości nie jest na dłuższą metę możliwe. Najdoskonalsza maszyneria nie jest bowiem stuprocentowo niezawodna. Wcześniej czy później musi się w niej coś zepsuć i wtedy szalony uczony zostanie zdemaskowany. Nie jestem wcale tego pewien. Awaria symulacji poskutkuje naruszeniem spójności systemu, która z naszego punktu widzenia będzie anomalią przyrodniczą. Naukowo nastawiony umysł będzie poszukiwał jej wyjaśnienia za pomocą hipotez przyrodniczych, dotychczasowych lub nowo formułowanych. Zanim powstała nauka, zakłócenie znanych prawidłowości nazwano by cudem. Dziś wobec cudów nawet Kościół zachowuje daleko idącą powściągliwość.

Kiedy już o cudach mowa, to pragnę się podzielić spostrzeżeniem, które uchodzi uwadze czytelnikom Hilarego Putnama. Dowodząc, że nie jesteśmy mózgami na pożywce (Brains in a vat, 1981), w jednym miejscu wtrąca, że jednak nimi jesteśmy. Zdaje mi się, że choć w utworach autobiograficznych Putnam chętnie opowiada o swojej konwersji na judaizm, to jego in fact, we are jest w jego pismach filozoficznych jedyną aluzją do Boga. Z punktu widzenia Boskiej rzeczywistości stworzenie jest bowiem tym, czym dla programisty zaprojektowana przezeń symulacja komputerowa. Sceptyk jednak nie obawia się uwięzienia w Boskim dziele. Naprawdę przeraża go myśl, że w wirtualnej rzeczywistości jest zamknięty przez szalonego lub niecnego jej twórcę.

Zamknięty w domu przez korona­wirusa spędzam czas zaoszczędzony na podróżach między Krakowem a Opolem na oglądaniu w HBO GO serialu Westworld. Tam androidy zaludniające gigantyczny park rozrywki, dzięki różnym anomaliom, stopniowo odkrywają „naturę (własnej) rzeczywistości”. Maeve, jedna z bohaterek serialu, robi szybkie postępy w dochodzeniu, bo odrzuca pogłoski o bogach kierujących ich życiem i koncentruje się wyłącznie na poszukiwaniu związków przyczynowo-skutkowych. Jej sukcesy są możliwe dzięki interakcjom androidów z „gośćmi” parku i jego obsłudze technicznej, czyli przenikaniu się Westworld i ludzkiego świata oraz zamierzonym podobieństwom między mieszkańcami jednego i drugiego.

Inaczej zgoła przedstawia się relacja między symulacją a rzeczywistością w Non serviam Stanisława Lema (w: Bezsenność, 1971). Wirtualna rzeczywistość jest zasadniczo niepodobna do rzeczywistości badacza, przez co o żadnej interakcji nie może być mowy. Byłaby możliwa interwencja, gdyby nie to, że celem cyfrowego eksperymentu nie jest występna czy płocha rozrywka. Zamiast tego Dodd chce sprawdzić, czy wirtualni filozofowie samodzielnie wpadną na zakład Pascala. Ostatecznie Dodd, poniekąd ich stwórca, dochodzi do wniosku, że w ogóle mu nie zależy na tym, by wirtualne istoty w niego wierzyły. Wydaje mi się, że – choć u Lema to nie jest wcale jasne – wirtualnym istotom z podobnych powodów może być zupełnie obojętne, czy Dodd istnieje. W ten sposób można dojść do współczesnego odpowiednika rozumowania Epikura z Samos (341–270 p.n.e.). Jeżeli nie mamy kontaktu z adminem symulacji, to można nie dbać o to, czy jesteśmy wirtualnymi aktorami, czy ludźmi z krwi i kości.


Adam Grobler – profesor, pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Opolskiego i członek Prezydium Komitetu Nauk Filozoficznych PAN. Zajmuje się metodologią nauk, teorią poznania, filozofią analityczną i dydaktyką filozofii. W wolnym czasie gra w brydża sportowego. Wdowiec (2006), w powtórnym związku (od 2010), ojciec czworga dzieci (1980, 1983, 1984, 1989) i dziadek, jak na razie, ośmiorga wnucząt. Mieszka w Krakowie. grobler.artus.net.pl, e‑mail: adam_grobler@interia.pl

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Małgorzata Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • A jednak! (…) Trudno jest czasem oddzielić sen od jawy i odróżnić… w śnie również możemy doświadczać często bólu; zatem ta rzeczywistość jest także realna!
    Por. “Z chłopa król. Komedya dworska” P. Baryki /dramat, 1637 r./.
    Świetna lektura, zatem godna polecenia!