Antropologia Etyka Fragment z klasyka

Erazm z Rotterdamu: Alcybiadesowe Syleny

Erazm z Rotterdamu o Sylenach Alcybiadesowych, czyli o czymś, co na pierwszy rzut oka wydaje się śmieszne i bez wartości, ale przy bliższym i dokładniejszym poznaniu budzi podziw.

Zapisz się do naszego newslettera

Źródło: Ada­gia (Wybór), przeł. M. Cytows­ka, Wrocław: Zakład Nar­o­dowy im. Ossolińs­kich, s. 204–211.


Syle­ny Alcy­bi­ade­sa” cytu­ją częs­to to wyraże­nie uczeni, a także jako zwrot przysłowiowy fig­u­ru­je ono w greckim zbiorze przysłów. Uży­wa się go dla określe­nia rzeczy, która, jak to się mówi, na pier­wszy rzut oka wyda­je się śmiesz­na i bez wartoś­ci, ale przy bliższym i dokład­niejszym budzi podziw. Moż­na to powiedze­nie stosować i do ludzi, których zewnętrzny wygląd jest dużo mniej korzyst­ny aniżeli ich wartoś­ci duchowe. Naw­iązu­je się w tym zwro­cie do posążków Syle­na, posi­ada­ją­cych otwier­a­jące się drzwicz­ki. Gdy drzwicz­ki zamknięte, widz­imy posążek śmiesznego, pot­wornego flet­nisty, gdy je otworzysz, ukazu­je się niespodziewanie posąg Boga. Przez ten zaskaku­ją­cy chwyt bardziej jeszcze uwy­puk­la się kon­trast postaci i tal­ent artysty. Sama rzeź­ba przed­staw­iała owego śmiesznego Syle­na, nauczy­ciela Bakchusa, błaz­na wśród bóstw mito­log­icznych. […]

Także w Ucz­cie Pla­tona Alcy­bi­ades, chcąc wygłosić pochwałę Sokrate­sa, porównu­je go do Syle­na. Gdy­by się bowiem oce­ni­ało Sokrate­sa tak, jak to mówią, „na pod­staw­ie skóry”, niewart nawet jed­nego grosza. […] Moż­na sądz­ić, że to jak­iś tępy, głupi błazen […]. Gdy­byś jed­nak zajrzał do wnętrza tego śmiesznego Syle­na, zobaczyłbyś bóst­wo, nie człowieka: umysł wiel­ki, wzniosły, prawdzi­wie god­ny filo­zo­fa, wzgardza­ją­cy wszys­tkim, o co inni ubie­ga­ją się z wielkim mozołem na lądzie i na morzu, o co toczą zaciekłe boje. Człowiek ten wzniósł się pon­ad wszelką niespraw­iedli­wość, żad­nych praw nie miała do niego kapryś­na for­tu­na. W swej niezwykłej odwadze czuł pog­a­rdę nawet do budzącej we wszys­t­kich lęk śmier­ci: wyp­ił cykutę z takim wyrazem twarzy, jak­by wychy­lał kielich zwykłego wina. […]

Tego typu Sylen­em był też Antystenes, swoim kijem, tor­bą i ubogą opończą przewyższa­ją­cy bogact­wa najpotężniejszych królów. Takim Sylen­em był też Dio­genes, zwany pospoli­cie psem. Lecz właśnie w tym psie dojrzał coś boskiego Alek­sander Wiel­ki, koryfeusz i przy­wód­ca, jak uważano, wszys­t­kich wład­ców. W podzi­wie dla wielkoś­ci filo­zo­fa wyz­nał, że gdy­by nie był Alek­san­drem, prag­nął­by zostać Dio­gene­sem (aczkol­wiek powinien życzyć sobie umysłu właśnie będąc Alek­san­drem). Podob­nym Sylen­em był również Epik­tet, niewol­nik, nędzarz, kale­ka, jak to poświad­cza epitafi­um, ale co jest najwięk­szym szczęś­ciem, człowiek miły bogom, wyróż­ni­a­ją­cy się mądroś­cią i nieskazitel­noś­cią.

Natu­ry rzeczy­wiś­cie szla­chetne to, co w nich godne podzi­wu, ukry­wa­ją głęboko, ukazu­ją zaś rzeczy bez wartoś­ci, chowa­ją skarb pod marną łupiną chroniąc go przed wejrze­niem niec­nych. U marnego pospólst­wa panu­je zupełnie inna zasa­da: nęcą złud­ny­mi pozo­ra­mi wielkoś­ci, wszys­tko, co najlep­sze, wys­taw­ia­ją na widok ogól­ny. Kiedy się jed­nak lep­iej przy­pa­trzysz, okazu­je się, że są zgoła kimś innym, niż chcieli­by się wydawać.

Czy i Chrys­tus nie był jakimś przedzi­wnym Sylen­em? […] Jeśli spo­jrzysz na tę jaśniejącą postać Syle­na, co według oce­ny pospólst­wa może bardziej być godne najwięk­szej pog­a­rdy? Bied­ni, proś­ci rodz­ice, nis­ki ród. Sam nauczy­ciel ubo­gi, ubożuch­nych miał uczniów. Zna­j­dował ich nie w pała­cach magnac­kich, nie w gronie faryzeuszów, ale w komorach cel­ników i przy rybac­kich sieci­ach. Pędz­ił życie pozbaw­ione wszel­kich przy­jem­noś­ci, znosił głód, zmęcze­nie, groź­by i szy­der­st­wa, aż doszedł do krzyża. […] Ale gdy spo­jrzy się we wnętrze tego Satyra, to jest, jeśli dostąpimy oczyszczenia naszego duchowego wzroku i ujrzymy jego prawdzi­we oblicze, Boże miłosierny, jakie przeogromne zobaczymy skar­by! Jak wielkie perły w tej pozornej małoś­ci, jakie dos­to­jeńst­wo w tej pozornej nicoś­ci, jakie bogact­wa w tej pozornej nędzy, jaka nie dają­ca się wprost pojąć dziel­ność w tej pozornej bezsil­noś­ci, jak wiel­ka chwała w tej pozornej hań­bie, jak­iż abso­lut­ny spokój w tym wielkim trudzie, a na koniec jaka okrop­na śmierć – źródło wiecznej nieśmiertel­noś­ci […]. Prze­cież ten poniżony Chrys­tus mógł objąć królewskie panowanie nad całym światem, posi­adać ziemie, o które ubie­gali się niegdyś nadarem­nie wład­cy rzym­scy, Kserk­sesów zaćmić wspani­ałoś­cią dworu, bogactwem przewyższyć Krezusów, zmusić do mil­czenia wszys­t­kich filo­zofów, powś­ciągnąć próżnych sofistów. On przy­brał jed­nak postać inną, postaw­ił ją przed oczy uczniom i przy­ja­ciołom, a więc chrześ­ci­janom. Upodobał sobie nade wszys­tko filo­zofię różniącą się od zasad naszych filo­zofów, odmi­en­ną całkowicie od przekon­ań świa­ta, wybrał sobie filo­zofię, która wszys­tkie inne przewyższa – jest jedyną i wyłączną drogą do zdoby­cia szczęśli­woś­ci. W dawnych cza­sach tego typu Syle­na­mi byli też pro­ro­cy. Błądzili po pustkowiach, pędzili życie wśród dzi­kich zwierząt, żywili się nędzny­mi kor­zonka­mi, owcze i koźle skóry były im odzie­niem. Spo­jrzał jed­nak na tych Sylenów Jezus i mówił o nich: „których nie był godzien świat”. Takim Sylen­em był też Jan Chrz­ci­ciel. Odziany w płaszcz z wiel­błądziej sierś­ci, przepasany rzemie­niem, zaćmiewał swym dos­to­jeńst­wem pur­purę i kle­jno­ty królewskie. Spoży­wa­jąc szarańczę wzniósł się pon­ad wszys­tkie przy­jem­noś­ci królewskiego dworu. Lecz Chrys­tus dojrzał, co ukry­wa się pod ubogą wieś­ni­aczą suknią, i taką oto pochwałą uświet­nił jego imię: „Nie pow­stał między nar­o­d­zony­mi z niewiast więk­szy niż Jan Chrz­ci­ciel”. Taki­mi Syle­na­mi byli apos­tołowie: nieokrze­sani bieda­cy bez wyk­sz­tałce­nia, z niskiego rodu, słabi, poniewierani, wys­taw­ieni na zniewa­gi ze wszys­t­kich stron, wyśmiewani, znien­aw­idzeni, przek­li­nani, powszech­ny obiekt szy­der­st­wa i nien­aw­iś­ci.

Kiedy jed­nak otworzysz drzwicz­ki w tym posążku Syle­na, potę­ga jakiego z tyranów może się rów­nać z władzą tych, którzy jed­nym słowem poskrami­ali demo­ny, a skinie­niem uspoka­jali wzbur­zone fale, na których wezwanie powracali do życia umar­li? Czy nawet Krezus nie będzie wydawał się nędzarzem w porów­na­niu z apos­toła­mi uzdraw­ia­ją­cy­mi chorych tylko swym cie­niem, dotknię­ciem rąk udziela­ją­cy­mi boskiego tch­nienia? Czy w porów­na­niu z nimi sam Arys­tote­les nie okaże się bezrozum­nym, pozbaw­ionym wiedzy gadułą? Wszak z samego źródła czer­pią apos­tołowie ową boską mądrość, przy której wszel­ka wiedza ludz­ka jest oczy­wistą głupotą. Niechaj zniosą te słowa spoko­jnie i ci, dla których pod­ważanie auto­ry­te­tu Arys­tote­le­sa jest świę­tokradztwem i bezbożnoś­cią. Przyz­na­ję, że filo­zof ten był człowiekiem wyjątkowo uczonym, lecz czy może ist­nieć tak jasne światło, że zdołało­by zaćmić jas­ność Chrys­tusa? Królest­wo boże porównu­je się do ziarn­ka gor­czy­cy. Liche ono i bez wartoś­ci na pozór, ale zaiste ma w sobie moc wielką, diame­tral­nie, jak to mówią, różni się od praw tego świa­ta.


Pobierz tekst w PDF.

Najnowszy numer można nabyć od 10 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy