Wywiady

Globalne ocieplenie powoduje całą kaskadę skutków – Wywiad z prof. Philipem Kitcherem

Wywiad z prof. Philipem Kitcherem, wybitnym specjalistą w dziedzinie badań z pogranicza nauk przyrodniczych i filozofii

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2021 nr 5 (41), s. 21–23. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Naukowcy ogłosili, że skutki działalności człowieka sięgają aż do poziomu procesów geologicznych. Pojawiła się idea wprowadzenia nowej jednostki historii geologicznej Ziemi – antropocenu, która stała się także symbolem kluczowych problemów ludzkości w XXI wieku. Które problemy „ery człowieka” są najważniejsze?

Moim zdaniem główne problemy wynikają z globalnego ocieplenia i zwiększonej częstotliwości występowania pandemii spowodowanych zmieniającymi się stosunkami ekologicznymi. Problemy te są ze sobą powiązane, ponieważ wzrost średniej temperatury na Ziemi modyfikuje środowiska, do których przystosowane są zwierzęta i rośliny, łącząc w ten sposób gatunki, które wcześniej nie miały ze sobą wielkiego kontaktu. Zmienione wzorce migracji i osiedlania się w nowych odmiennych siedliskach stwarzają możliwość ewolucji przenosicieli chorób, jak również rozprzestrzeniania się na ludzi chorób występujących wcześniej u zwierząt.

Musimy zdać sobie sprawę, że globalne ocieplenie nie powoduje tylko pojedynczych zmian – na przykład podniesienia się poziomu mórz – ale też całą kaskadę skutków. Burze, fale upałów, powodzie, susze i pożary będą występować częściej i z większą intensywnością. Wtórnymi konsekwencjami tych zdarzeń i epizodów będą wymuszone migracje ludzkich populacji, często odbywające się w niekorzystnych warunkach. Głupotą jest myślenie o tychże migracjach w kategoriach systematycznego wycofywania się z wybrzeży, na których morze łagodnie i stopniowo się podnosi. O wiele bardziej prawdo­podobne są kryzysy, kiedy duża liczba ludzi, już teraz borykających się z niedoborem żywności, wody i brakiem możliwości zachowania higieny, musi masowo przemieszczać się do regionów, w których lokalni mieszkańcy sami walczą o przetrwanie. Takie okoliczności stwarzają szerokie pole do rozprzestrzeniania się znanych chorób, jak również do powstawania nowych.

Jaka jest rola naukowców w rozwiązywaniu tych problemów?

Naukowcy mogą próbować dociekać, jaki będzie najbardziej prawdo-
­podobny wpływ wspomnianych zmian na sytuację światową przy założeniu, że albo globalna populacja ludzka nie podejmie żadnych działań (utrzymując podejście, iż „wszystko jest w porządku”), albo zostanie podjęta decyzja o realizacji określonego spektrum działań na poziomie krajowym. Należy jednak przyznać, że uzyskanie wiarygodnych prognoz w tej dziedzinie jest niezwykle trudne. Przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości niemożliwe będzie określenie prawdopodobieństwa wystąpienia różnych łańcuchów zdarzeń i oszacowanie ich kosztów. Chociaż ludzie często angażują się w dyskusje, w których zakłada się, że jeden sposób działania (kontynuacja emisji gazów cieplarnianych) okaże się katastrofalny, a inny (utrzymanie temperatury powyżej poziomu z czasów przedprzemysłowych poniżej 1,5°C) „uratuje planetę”, to tego rodzaju zerojedynkowe myślenie jest błędne. Znany jest jeden dość banalny fakt: im bardziej ludzie ograniczają emisje, tym większe jest prawdopodobieństwo, że nasi potomkowie będą w stanie funkcjonować w swoim środowisku. Wyjście poza ten fakt w kierunku konkretnych twierdzeń na temat stopnia, w jakim planowana polityka zwiększy prawdo­podobieństwo możliwej do opanowania ludzkiej przyszłości, przekracza możliwości obecnej nauki i prawdopodobnie przekracza możliwości jakiejkolwiek nauki dostępnej w ciągu najbliższych dziesięcioleci.

Moim zdaniem główny wkład nauki w najbliższej przyszłości będzie polegał na próbie pomocy w technologicznych rozwiązaniach problemów bezpiecznego wychwytywania i składowania dwutlenku węgla. Nasza sytuacja byłaby łatwiejsza, gdybyśmy mogli odkryć sposoby usuwania węgla z atmosfery i jego bezpiecznego składowania. Ważne jest, aby oprzeć się propozycjom modyfikowania atmosfery (np. poprzez „zasiewanie” jej cząsteczkami siarki) w celu „zrównoważenia” skutków spowodowanych naszą dotychczasową emisją. Mamy tylko jedną atmosferę i nierozważne jest majstrowanie przy niej w sposób historycznie bezprecedensowy. Wychwytywanie węgla jest zaś formą „negatywnej geoinżynierii”, która przywróciłaby atmosferę do stanu, w którym ludzkość prosperowała w przeszłości. Wiemy, jak wyglądałaby atmosfera, gdyby stężenie gazów cieplarnianych było takie, jak, powiedzmy, w połowie XX wieku – i wiemy, że jest to atmosfera, która nie stwarza poważnych problemów dla naszego gatunku (jak również dla innych gatunków, z którymi dzielimy tę planetę).

Kto w skali globalnej powinien prowadzić naradę nad kwestią zmian klimatycznych?

Debata w tej sprawie (i w podobnych globalnych kwestiach) powinna być w pełni demokratyczna. Obawy wszystkich grup społecznych powinny zostać zauważone, zbadane i rozpatrzone. Odrzucam więc pomysł, by dyskusję prowadziła jedna klasa osób. Niektórzy ludzie, ci wykwalifikowani w mediacji, badaniu opcji, analizowaniu argumentów i promowaniu otwartej i wzajemnie zaangażowanej dyskusji, mogą odegrać ważną rolę w ułatwianiu prowadzenia takiej debaty. Ale nigdy nie powinni oni wykraczać poza swoją właściwą rolę wspierania demokratycznej dyskusji.

Każda taka dyskusja powinna być tak dobrze przygotowana merytorycznie, jak to tylko możliwe. To właśnie tutaj naukowcy mają ważną rolę do odegrania. Powinni pomagać dyskutantom unikać przywoływania idei, które zostały gruntownie obalone, lub opierania się na przypuszczeniach, na które nie ma wystarczających dowodów.

Jakie są najsłabsze punkty takiej globalnej narady? Udział w debacie polityków, naukowców, społeczeństwa, korporacji?

Debata może być daleka od ideału na wiele sposobów. Punkty widzenia niektórych ludzi mogą zostać wykluczone (jak wtedy, gdy aktywiści klimatyczni nie dostrzegają pilnych potrzeb krajów rozwijających się). Uczestnicy mogą nadal utrzymywać twierdzenia, które są całkowicie sprzeczne z wynikami badań naukowych, lub mogą oddawać się nieuzasadnionym spekulacjom. Mogą nie słuchać siebie nawzajem lub nie współpracować z tymi, którzy reprezentują określony krąg wyborców. (Najczęstszym tego przykładem jest ignorowanie przez przeciwników działań na rzecz klimatu przewidywanej trudnej sytuacji przyszłych pokoleń). Do tych niedociągnięć mogą przyczynić się różnego rodzaju podmioty. Politycy często patrzą na te kwestie przez pryzmat tego, co odpowiada interesom ich własnego narodu – lub nawet małej grupy wyborców w ich kraju. Korporacje zwykle myślą krótkowzrocznie, pozwalając, by względy natychmiastowego zysku zdominowały globalne konsekwencje. Dzisiejsze społeczeństwa są często zbyt spolaryzowane, by osiągnąć taki rodzaj zaangażowania, przy którym dyskutanci słuchają siebie nawzajem z sympatią, dążąc zawsze do wyniku, który wszyscy mogą zaakceptować. Nawet naukowcy czasami ograniczają swoją perspektywę do tego, co mieści się w horyzontach wąskiej specjalizacji.

Czy dysponujemy narzędziami do rozwiązywania globalnych problemów ekologicznych?

Jak wskazałem w odpowiedzi na wcześniej zadane pytanie, nasze najmocniejsze narzędzia mogą pomóc zdiagnozować źródło problemu (kiedy nauka o klimacie pokazuje, jak emisje gazów cieplarnianych napędzają globalne ocieplenie) i sformułować strategie ich rozwiązania (na przykład próby usuwania węgla atmosferycznego). Ostatnio podejmowane przedsięwzięcia pokazały sukces tej technologii w małej skali. Wyzwaniem jest teraz znalezienie sposobu na zwiększenie skali.

Który typ politycznej organizacji społeczeństwa – z punktu widzenia nauki – tworzy najlepsze środowisko dla postępu naukowego?

Przypuszczam, że wielu naukowców chciałoby, aby świat miał jednego zarządcę, który mógłby podyktować „właściwe rozwiązanie” problemów globalnego ocieplenia czy pandemii. Ale znalezienie właściwego rozwiązania zależy, moim zdaniem, od zrozumienia wszystkich ludzkich perspektyw i reagowania na nie. Dobrze jest mieć urzędników (nawet tylko jednego), którzy wdrożą politykę, gdy już ją opracujemy. Jednakże demokratyczna debata jest potrzebna do określenia polityki, którą urzędnicy będą realizować.

Czy jest Pan optymistą czy pesymistą w sprawie przyszłości Ziemi i jej mieszkańców?

Ani jedno, ani drugie. Optymiści wyruszają w przyszłość pełni wiary w to, że im się uda. Pesymiści zmagają się z dokuczliwym przekonaniem, że są skazani na porażkę. Uważam, że nie mamy możliwości odpowiedzialnego oszacowania szans na zapewnienie godnej przyszłości naszym potomkom. Możemy rozpoznać cały wachlarz zagrożeń i trudności. Właściwą postawą jest zobowiązanie się do zrobienia wszystkiego, co w naszej mocy, aby zapewnić akceptowalny rezultat – taki, który zostałby zatwierdzony przez włączającą, w pełni świadomą i zaangażowaną grupę dyskutantów. I nadzieja. Nadzieja to nie to samo co optymizm. Pozwala ona to, byśmy rysujące się przed nami możliwości widzieli jako rzeczywiście nieokreślone. Ale powinna nas też zmobilizować do zrobienia wszystkiego, co w naszej mocy.

Tłumaczenie: Piotr Biłgorajski


Philip Kitcher – emerytowany profesor filozofii Uniwersytetu Columbia (John Dewey Professor). Jego zainteresowania filozoficzne obejmują szeroki obszar: od filozofii nauki (szczególnie filozofii biologii i matematyki) poprzez etykę i filozofię polityczną aż po filozofię literatury i muzyki. W wolnym czasie uprawia wspinaczkę górską, pisze wiersze, śpiewa, gotuje, a przede wszystkim bawi się ze swoimi wnukami.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Anna Koryzma

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować