Antropologia Etyka Felieton Filozofia społeczna Filozofia współczesna Potęga niesmaku

Justyna Melonowska: A nie mówiłam?

Tekst niniejszy nie jest próbą osądzania, ale sądzenia – czyli wysiłkiem myślenia, jaki jeden autor podejmuje na kanwie wywodów drugiego. Fakt, że autor komentowany był papieżem nie zmienia zasadniczo praw i powinności autora komentującego. Nie jest to jednak „sąd nad…”. Podkreślam to dobitnie, jako że dziś coraz częściej mamy do czynienia z jakimś nowym „synodem trupim”, rodzajem pośmiertnego procesu wytaczanego Janowi Pawłowi II, w którym oskarżony nie ma praw ani obrońców. Jak dalece zjawisko to penetruje również świat akademicki przekonałam się w zeszłym roku, gdy na zaproszenie New York University brałam udział w konferencji poświęconej spuściźnie Jana Pawła II. Był to bowiem bez wątpienia sąd. Sąd niekompetentny, a zatem niepoważny. Był również zwyczajnie niegodziwy.

Down­lo­ad (PDF262KB)


«Gdy skoń­czysz czy­tać tę księ­gę, przy­mo­cu­jesz do niej kamień i wrzu­cisz ją do Eufratu (…)».
Dotąd sło­wa Jeremiasza.

      Jr 51, 63–64

Wie­le gory­czy zazna­łam wów­czas, gdy pisa­łam książ­kę o swo­istej deper­so­na­li­za­cji kobiet (Osob(n)a: kobie­ta a per­so­na­lizm Karo­la Woj­ty­ły – Jana Paw­ła II. Dok­try­na i rewi­zja), jakiej w swej wyra­fi­no­wa­nej „teo­lo­gii cia­ła” i swych kate­che­zach doko­nał Jan Paweł II (tro­py te są jed­nak widocz­ne już w jego wcze­śniej­szych, przed­pon­ty­fi­kal­nych pra­cach, włącz­nie z Miło­ścią i odpo­wie­dzial­no­ścią). W jaki spo­sób doko­nał? Otóż uczy­nił to na róż­nych płasz­czy­znach, ­odma­wia­jąc kobie­cie (zawsze zresz­tą ope­ro­wał typem, mówił nawet „kobie­ta chrze­ści­jań­ska” miast „chrze­ści­jan­ka”) tych cech, któ­re uzna­je się za kon­sty­tu­tyw­ne dla ludz­kiej oso­by. Uzgod­nił on bowiem wol­ność i jej „pod­sys­te­my”, takie jak samo­po­sia­da­nie, samo­sta­no­wie­nie, inde­ter­mi­na­cję-auto­de­ter­mi­na­cję, pro­sty i zło­żo­ny akt woli, „mogę-nie muszę”, a tak­że sui iurisalte­ri incom­mu­ni­ca­bi­lis z płcią w taki spo­sób, że przy­słu­gu­ją one tyl­ko oso­bom, lecz nie ma pew­no­ści, że oso­bom-kobie­tom. „Kobie­ta” jest bytem, by tak rzec, w peł­ni natu­ral­nym, przy czym przez „natu­rę” rozu­mie się tu cie­le­sność, a dokład­niej pierw­szo- i dru­go­rzę­do­we cechy płcio­we. Sta­no­wią one nie tyle pewien mate­riał, któ­ry oso­ba-kobie­ta nosi i inte­gru­je, ile coś ­fak­tycz­nie i zupeł­nie ją okre­śla­ją­ce­go. Kobie­ta nie ma róż­nych moż­li­wo­ści w gra­ni­cach swej natu­ry bio­lo­gicz­nej, ale ma natu­rę bio­lo­gicz­ną cał­ko­wi­cie wypeł­nia­ją­cą pole jej moż­li­wo­ści. (Po praw­dzie, nie ma rów­nież żad­nej wła­snej histo­rii…). Przy czym „moż­li­wość” jest jed­na: macie­rzyń­stwo. Czy­ta­my więc u Woj­ty­ły, iż kobie­ta jest deter­mi­no­wa­na do macie­rzyń­stwa i do nie­go tyl­ko – po pro­stu „fak­ty bio­lo­gicz­ne” jej to „ponie­kąd narzu­ca­ją”. Woj­ty­ła nie miał do powie­dze­nia o kobie­cie nic nad to, że ist­nie­je ona zawsze i tyl­ko jako mat­ka (uogól­nia­jąc i zadzi­wia­ją­co roz­dzie­la­jąc macie­rzyń­stwo fizycz­ne i „ducho­we”, przy czym w wymia­rze rodzi­ciel­stwa ducho­we­go jasny i cał­ko­wi­ty pry­mat – jak w całej jego filo­zo­ficz­nej i teo­lo­gicz­nej antro­po­lo­gii – wiódł męż­czy­zna, a zatem „ojco­stwo duchowe”).

Piśmien­nic­two Woj­ty­ły ma przy tym tę nie­po­ko­ją­cą cechę, że poda­je komu­ni­ka­ty o cha­rak­te­rze nor­ma­tyw­nym i sil­nie per­swa­zyj­nym w pozor­nie opi­so­wych twier­dze­niach. Spię­trze­nie nie­kon­se­kwen­cji i ste­reo­ty­pów płci w papie­skim opi­sie jest nie tyl­ko zadzi­wia­ją­ce i momen­ta­mi, jak sądzę, słusz­nie gor­szą­ce. Jest ono przede wszyst­kim groź­ne. Dla kogo? Po pierw­sze, dla ludzi oraz dla ludz­kiej wspól­no­ty. Po dru­gie, pośrod­ku tej wspól­no­ty, dla Kościo­ła. Po trze­cie, dla samych kobiet. Po czwar­te, dla ich dzieci.

*

Jan Paweł II w zasa­dzie (zapew­ne nie­świa­do­mie i z innych powo­dów) podzie­la pogląd Kan­ta, zgod­nie z któ­rym kobie­cość „trud­no pogo­dzić z cha­rak­te­rem w sen­sie ści­słym”. Czym­kol­wiek cha­rak­ter miał­by być i jak­kol­wiek byśmy go defi­nio­wa­li, ma on zwią­zek z wol­no­ścią i sto­sun­kiem wła­snym pod­mio­tu do niej. Moż­na, rzecz jasna, twier­dzić, że cha­rak­ter to tyle, co spo­sób bycia dane­go ist­nie­nia. Wów­czas może­my mówić nie tyl­ko o cha­rak­te­rze dane­go czło­wie­ka, ale i każ­de­go z osob­na zwie­rzę­cia. Tak ludzie, jak ani­ma­lia wcho­dzą w inte­rak­cje ze świa­tem w jakiś cha­rak­te­ry­stycz­ny (nomen omen) dla sie­bie spo­sób. Zwy­kle jed­nak uży­wa się nie tyle opi­so­we­go, ile wyraź­nie nor­ma­tyw­ne­go uję­cia cha­rak­te­ru, zgod­nie z któ­rym jest on czymś tak pożą­da­nym w jed­no­st­ce i o niej „infor­mu­ją­cym”, że choć nie zawie­ra jasnej tre­ści i nie wska­zu­je na okre­ślo­ną bio­gra­fię, mówi o czło­wie­ku „wszyst­ko”. Nie ozna­cza to jed­nak, że cha­rak­ter sam w sobie zawsze jest dobry i sil­ny. O nie­któ­rych ludziach twier­dzi się zresz­tą, że cha­rak­te­ru nie mają. Po pro­stu zda­ją się zbyt sła­bi i moral­nie nie­krzep­cy, by im go przy­pi­sać. W grun­cie rze­czy jest tym samym stwier­dzić „on nie ma cha­rak­te­ru” i „on ma sła­by cha­rak­ter”. Jeśli cha­rak­ter jest sła­by to tak, jak­by go nie było. Cha­rak­ter się zatem ma lub nie ma. Wią­że się z nim cecha zde­cy­do­wa­nia, okre­śle­nia celu, dąże­nia, wier­no­ści, wytrwa­ło­ści, siły, odpor­no­ści, goto­wo­ści pono­sze­nia ryzy­ka, a dalej zno­sze­nia cier­pie­nia, ale też napie­ra­nia i woli ustanawiania.

Sil­ny cha­rak­ter może jed­nak być dobry lub zły. O dobrym będzie­my mówić wów­czas, gdy zmie­rza w dobrym kie­run­ku, ku dobre­mu celo­wi. Zły jest cie­kaw­szy, jako że powie­dzieć tyle, że ozna­cza on wyko­rzy­sty­wać wymie­nio­ne przy­mio­ty do reali­za­cji zła lub celu złe­go, to powie­dzieć nie dość. Czy jest bowiem ów zły cel reali­zo­wa­ny wła­śnie dla­te­go, że jest jakąś upra­gnio­ną posta­cią zła, czy też mamy tu do czy­nie­nia z pomył­ką w okre­śle­niu dobra, a do zła dąży się jedy­nie dla­te­go, że się je myl­nie roz­po­zna­je jako dobro? Nad­to „zły cha­rak­ter” może być skut­kiem nie­dba­ło­ści, nie­kon­se­kwen­cji, bra­ku upo­ru, ale sama dąż­ność może być ukie­run­ko­wa­na na rze­czy­wi­ste dobro. Roz­wa­że­nie tej kwe­stii wyma­ga osob­ne­go stu­dium. Jej pod­ję­cie zakła­da też wpro­wa­dze­nia kate­go­rii ofia­ry: mia­rą siły i dobra cha­rak­te­ru jest to, jakie miej­sce w struk­tu­rze jego celów zaj­mu­je ofia­ra z sie­bie. Wyda­je się, że mieć cha­rak­ter sła­by i zły, to sie­bie przede wszyst­kim chro­nić i o sie­bie zabie­gać, być nie­zdol­nym do nada­nia wła­sne­mu życiu wymia­ru ofiarniczego.

Bio­rąc pod uwa­gę powyż­sze, wypa­da też posta­wić tezę, że cha­rak­ter moż­na przy­pi­sy­wać i oce­niać wła­ści­wie tyl­ko w spo­łecz­no­ściach zjed­no­czo­nych wokół jakie­goś rozu­mie­nia dobra bądź zła. W innych – jego rozu­mie­nie musi ulec wypa­cze­niu, zwłasz­cza zaś gro­zi mu reduk­cja do poję­cia „siły”. Nie roz­wi­jam tu jed­nak tego wątku.

*

W opi­sie papie­skim cha­rak­ter kobie­cie nie przy­słu­gu­je, gdyż, po praw­dzie, nie może ona zająć sta­no­wi­ska wobec samej sie­bie, zwłasz­cza zaś nie okre­śla celu swych dążeń w akcie wybo­ru. Gdy bowiem „pyta­łam” papie­ża pod­czas upo­rczy­wych stu­diów nad jego piśmien­nic­twem, tra­we­stu­jąc zna­ną wymia­nę zdań mię­dzy Napo­le­onem I a Laplace’em: Mais où est la liber­té dans tout cela? („Gdzież w tym wszyst­kim jest wol­ność?”), papież odpo­wia­dał mi zawsze to samo: Je n’ai pas eu beso­in de cet­te hypo­thèse („Ta hipo­te­za nie była mi potrzebna”).

Pro­blem jed­nak w tym, że kobie­ta jest – a wła­ści­wie kobie­ty są – fak­tycz­nie oso­ba­mi i jako takie są fak­tycz­nie wol­ne i jako takie sta­ją fak­tycz­nie w polu inde­ter­mi­na­cji, w któ­rym doko­nu­ją auto­de­ter­mi­na­cji do reali­za­cji okre­ślo­nych celów i fak­tycz­nie celów tych jest zwy­kle wię­cej niż jeden, i fak­tycz­nie ich wol­ność pod­le­ga tym wszyst­kim nie­bez­pie­czeń­stwom i temu ryzy­ku dewia­cji, jakie­mu pod­le­ga wol­ność każ­dej oso­by. Każ­dy, kto rozu­mie, co to zna­czy „być oso­bą” musi przy­stać na to, że „oso­by są i pozo­sta­ną nie­bez­piecz­ne” (R. Spa­emann, Oso­by. O róż­ni­cy mię­dzy kimś a czymś, War­sza­wa 2001, s. 234). A zatem jeśli kobie­ty są oso­ba­mi, to i one „są i pozo­sta­ną nie­bez­piecz­ne”. Dopie­ro na to pole moż­na wcho­dzić z dydak­ty­ką, któ­ra zawsze musi akcen­to­wać pro­blem wol­no­ści. Tym­cza­sem Jan Paweł II opi­sy­wał kobie­cość ergo macie­rzyń­stwo w taki spo­sób, jak­by w pra­cy pro­kre­acyj­nej, a dalej wycho­waw­czej i dydak­tycz­nej nie odgry­wa­ły żad­nej roli wol­ność mat­ki i jej rozum. To zadzi­wia­ją­ce, jak dale­ce opis macie­rzyń­stwa u Jana Paw­ła II abs­tra­hu­je od Woj­ty­ło­we­go opi­su czy­nu zawar­te­go w Oso­bie i czy­nie. Zauwa­żyw­szy to, pisa­łam w roku 2018, że:

pro­blem nie ist­nie­je jedy­nie w świe­cie samic, tj. istot, któ­re posia­da­ją cia­ła, ale nie posia­da­ją zawia­du­ją­cej woli, a zatem pod­le­ga­ją dzia­ła­niu gene­ro­wa­ne­mu przez zako­twi­czo­ne w cie­le popę­dy. (…) Opis macie­rzyń­stwa igno­ru­ją­cy tę róż­ni­cę mię­dzy kobie­tą a zwie­rzę­ciem, jaką jest rozum­ność i wol­ność, jest opi­sem co naj­mniej nie­peł­nym i – uży­wa­jąc języ­ka Marii Rodzie­wi­czów­ny – zoo­lo­gicz­nym. I nawet jeśli jest powszech­ny, to w tym i tyl­ko w tym sen­sie jest on też katolicki.

Dwa lata wcze­śniej zaś:

Jeśli Kościół jest prze­ko­na­ny, że płód to czło­wiek i winien pod­le­gać ochro­nie praw­nej zbli­żo­nej do tej, jaką się cie­szy każ­dy uro­dzo­ny oby­wa­tel… Jeśli jest prze­ko­na­ny, że abor­cja jest zabój­stwem i chciał­by, aby pogląd ten podzie­la­ły rów­nież kobie­ty i aby nie sta­wa­ły się zabój­czy­nia­mi… Jeśli istot­nie uwa­ża, że czło­wiek ma rozum i że to jest wła­śnie ta ludz­ka natu­ra… To niech­że ape­lu­je i do rozu­mu kobiet. Niech zre­zy­gnu­je z owej bio­lo­gicz­nej, deter­mi­ni­stycz­nej egze­ge­zy kobie­co­ści, w któ­rej akcent pada aku­rat nie na te orga­ny, któ­re słu­żą do myślenia;

oraz:

wewnętrz­nie sprzecz­ne naucza­nia Jana Paw­ła II o kobie­tach czy­ni Kościół bez­rad­nym wobec ide­olo­gii emancypacyjnych.

I znów zwra­ca­łam uwa­gę na ten pro­blem pisząc:

Waż­nym argu­men­tem prze­ciw kato­lic­kiej antro­po­lo­gii płci w odsło­nie papie­skiej jest odej­ście wie­lu kobiet od macie­rzyń­stwa i zakwe­stio­no­wa­nie tej «jed­no­znacz­nej pro­po­zy­cji nor­ma­tyw­nej» w licz­nych kra­jach euro­pej­skich (a więc tam, gdzie roze­rwa­nie takie jest tech­nicz­nie łatwe i dostęp­ne). Towa­rzy­szy temu powszech­ne przy­zwo­le­nie na abor­cję. Na pozio­mie teo­re­tycz­nym ozna­cza to, że owa opie­wa­na «natu­ra kobie­ca» wywie­dzio­na z fak­tów bio­lo­gicz­nych, któ­re rze­ko­mo «narzu­ca­ją kobie­cie» macie­rzyń­stwo, naj­wy­raź­niej nie deter­mi­nu­je kobiet tak, jak to wykła­da Papież. Jeśli zatem mamy do czy­nie­nia z zanie­dba­niem, winą czy grze­chem (odrzu­ce­nie macie­rzyń­stwa, abor­cja), to wska­zu­je to wła­śnie na ludz­ką natu­rę osób-kobiet, tj. na wol­ność. Ów błąd teo­re­tycz­ny (tj. nie­pra­wi­dło­wa wykład­nia czło­wie­czeń­stwa kobiet jako osób bez­po­śred­nio deter­mi­no­wa­nych płcią bio­lo­gicz­ną) ma zatem skut­ki praktyczne.

Jeśli jeden z tych tek­stów ogło­szo­no pod tytu­łem Nie lękaj­cie się. Kobiet, to dziś już widzi­my, że trze­ba było wie­ścić raczej Lękaj­cie się. Kobiet. Dziś to od nich zale­ży – zda się – prze­trwa­nie cze­goś fun­du­ją­ce­go nasze czło­wie­czeń­stwo, ale też jakie­goś „gwał­co­ne­go wszę­dzie, pod­sta­wo­we­go pra­wa” (F. Mau­riac). Skąd­inąd coraz bar­dziej powszech­na nie­chęć do płod­no­ści jest czymś, czym win­ni­śmy się zdu­mie­wać. Od kobiet zale­ży ponie­kąd los kato­li­cy­zmu – są one bowiem waż­nym pro­bie­rzem głę­bi i słusz­no­ści jeśli nie całej jego myśli o czło­wie­ku, w tym o jego upad­ku, to przy­naj­mniej kościel­nej dydak­ty­ki wol­no­ści. Od kobiet zale­ży ich wła­sny, kobie­cy los, a wła­ści­wie to, jak pomo­gą sobie nawza­jem w rozu­mie­niu wła­snej isto­ty i powo­ła­nia oraz czy zacho­wa­ją łącz­ność z minio­ny­mi poko­le­nia­mi kobiet, nad któ­ry­mi poprzez wie­ki nie­sie się ku nam krzyk biblij­nej Rache­li: „Spraw, żebym mia­ła dzie­ci, bo ina­czej umrę”. W koń­cu od nich zale­ży los naj­mniej­szych, naj­wraż­liw­szych, naj­bar­dziej bez­bron­nych istot, jakie moż­na sobie ­wyobra­zić… I któ­re trze­ba zde­cy­do­wać się wyobra­zić sobie. Sytu­acja zależ­no­ści zawsze jest polem szcze­gól­nej powin­no­ści jed­ne­go czło­wie­ka wobec dru­gie­go – nie ina­czej w przy­pad­ku zależ­no­ści czło­wie­ka w łonie. Reali­za­cja powin­no­ści zaś zakła­da dzia­ła­nie rozum­nej natu­ry usto­sun­ko­wu­ją­cej się do dane­go zada­nia oraz woli roz­strzy­ga­ją­cej, czy i w jaki spo­sób powin­ność ta zosta­nie zre­ali­zo­wa­na. Bądź nie.

Kobie­ty mają cha­rak­ter. Jak dziś widzi­my, nie­rzad­ko jest to cha­rak­ter zły, zepsu­ty, paskud­ny i dzi­ki jak zachwasz­czo­ny ogród. Obser­wu­je­my też „nie­ogro­dzo­ne” rozu­mie­nie wol­no­ści, w tym błę­dy i wypa­cze­nia w poj­mo­wa­niu wymie­nio­nych wyżej: samo­po­sia­da­nia, samo­sta­no­wie­nia, inde­ter­mi­na­cji-auto­de­ter­mi­na­cji, „mogę-nie muszę”, sui iurisalte­ri incom­mu­ni­ca­bi­lis, w koń­cu zaś – cia­ła i cie­le­sno­ści (wła­sne­go i nasci­tu­ru­sa). Jeśli pisa­łam daw­niej o obroń­cach antro­po­lo­gii papie­skiej, że

auto­rzy nie­umie­ją­cy przy­znać, że kobie­ta jest po pro­stu wol­nym, rozum­nym czło­wie­kiem, a nie szla­chet­nym «nie­męż­czy­zną», są dziś zagro­że­niem dla Kościoła

to dziś – po tylu wal­kach uczci­wych i nie­uczci­wych, tylu cio­sach zebra­nych zewsząd – moje racje nie jawią się jako słab­sze… A prze­cież los złe­go pro­ro­ka jest – dobrze o tym wie­my – losem strasz­nym. Nie, nie cho­dzi nawet o tę gwał­tow­ną śmierć, jaką odbie­ra on z rąk obu­rzo­nych słu­cha­czy. Gor­sze jest poczu­cie, że – sko­ro wszy­scy jeste­śmy wol­ni – mogli­śmy byli te spra­wy ina­czej uło­żyć. Mogli­śmy, wciąż mogli­by­śmy, wspie­rać się w nosze­niu tych dwóch strasz­nych brze­mion ludz­kich: wol­no­ści i upad­ku. Zda­wać by się mogło, że to ostat­nie przy­po­mnie­nie dzia­łać może koją­co. Sko­ro bowiem jeste­śmy – jak powie wie­lu – upa­dli, prze­to los nasz od zawsze jest prze­są­dzo­ny. Nie dla nas dobro. Nam wol­no jedy­nie, póki życia star­czy, pró­bo­wać uchy­lać się od czy­nie­nia zła… Lecz… jak to? Uchy­lać się od czy­nie­nia zła?


Justy­na Melo­now­ska – dok­tor filo­zo­fii, psy­cho­log. Adiunkt w Aka­de­mii Peda­go­gi­ki Spe­cjal­nej im. Marii Grze­go­rzew­skiej w War­sza­wie. Człon­ki­ni Euro­pe­an Socie­ty of Women in The­olo­gi­cal Rese­arch. Autor­ka mono­gra­fii Ordo amo­ris, amor ordi­nis. Eman­cy­pa­cja w kon­ser­wa­ty­zmie (2018) i Osob(n)a: kobie­ta a per­so­na­lizm Karo­la Woj­ty­ły – Jana Paw­ła II. Dok­try­na i rewi­zja (2016) oraz zbio­ru roz­praw, ese­jów i pole­mik poświę­co­nych pro­ble­mo­wi reli­gii i wal­ki, Pisma Macha­bej­skie (dru­gi zbiór, Pisma Jaku­bo­we, cze­ka na publi­ka­cję). Jej zain­te­re­so­wa­nia badaw­cze doty­czą filo­zo­fii oso­by, rozu­mie­nia orto­dok­sji reli­gij­nej w kato­li­cy­zmie XXXXI wie­ku, pro­ce­sów eman­cy­pa­cyj­nych, przy­szło­ści i zmierz­chu Zacho­du. Publi­ko­wa­ła w „Wię­zi”, „Gaze­cie Wybor­czej”, „New­swe­eku”, „Kul­tu­rze Libe­ral­nej”, „Tygo­dni­ku Powszech­nym” i in. Od 2017 roku autor­ka pisma na rzecz orto­dok­sji „Chri­stia­ni­tas”.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Ilu­stra­cja: Tim Oka­mu­ra, Rosie no. 1, wikimedia.org, CC0


Kolej­ny felie­ton za miesiąc.

Najnowszy numer można nabyć od 1 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Dokład­nie tak. Jako mło­da mężat­ka prze­ko­na­łam mego spo­wied­ni­ka, domi­ni­ka­ni­na, do swo­ich wąt­pli­wo­ści w kwe­stii “Miło­ści i odpo­wie­dzial­no­ści”. Powyż­szy tekst to pre­cy­zyj­na wer­ba­li­za­cja obiek­cji wie­lu kobiet.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy