Artykuł Filozofia w filmie

Piotr Lipski: Ad Astra

Nasza galaktyka mieści kilkaset miliardów gwiazd, widzialny świat – kilka bilonów galaktyk. Wiele gwiazd stanowi centrum własnych układów planetarnych. Czy jest możliwe, abyśmy pośród tej niewyobrażalnie licznej mnogości światów byli jedynymi istotami mogącymi zadawać tego typu pytania?

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2020 nr 2 (32), s. 52–53. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


W nie­da­le­kiej przy­szło­ści na Zie­mi docho­dzi do kata­stro­fal­nych w skut­kach prze­pięć elek­trycz­nych na bez­pre­ce­den­so­wą ska­lę. Są one wyni­kiem mają­ce­go miej­sce w oko­li­cy Nep­tu­na roz­bły­sku pro­mie­nio­wa­nia kosmicz­ne­go. Jed­ną z osób, któ­re omal nie przy­pła­ci­ły życiem awa­rii wywo­ła­nej roz­bły­skiem, jest astro­nau­ta Roy McBri­de. Ojcem Roya jest inny, legen­dar­ny astro­nau­ta H. Clif­ford McBri­de. Ten ostat­ni sła­wę zdo­był, uczest­ni­cząc w pro­jek­cie kosmicz­nym o pseu­do­ni­mie Lima, w ramach któ­re­go 29 lat wcze­śniej wyru­szył w pierw­szą zało­go­wą misję na skraj Ukła­du Sło­necz­ne­go, wła­śnie w oko­li­ce Nep­tu­na. Po 16 latach od star­tu słuch o uczest­ni­kach pro­jek­tu zagi­nął. Oka­zu­je się jed­nak, że praw­do­po­dob­nie to wła­śnie Lima jest źró­dłem roz­bły­sków, któ­re oczy­wi­ście będą się nasi­lać i dopro­wa­dzą osta­tecz­nie do zagła­dy całe­go życia w Ukła­dzie Słonecznym.

Roy McBri­de zosta­je wysła­ny w taj­ną misję na Mar­sa. Ma się stam­tąd sko­mu­ni­ko­wać ze swo­im ojcem, któ­ry – jak sądzą prze­ło­że­ni Roya – wciąż żyje i jest jakoś powią­za­ny z tajem­ni­czy­mi roz­bły­ska­mi. Gdy­by Clif­ford McBri­de odpo­wie­dział, usta­lo­no by jego loka­li­za­cję, co umoż­li­wi­ło­by z kolei znisz­cze­nie źró­dła roz­bły­sków. Po wysła­niu wia­do­mo­ści w kie­run­ku Nep­tu­na Roy zosta­je odsu­nię­ty od misji. Pod­stę­pem dosta­je się jed­nak na pokład Cefe­usza lecą­ce­go ku źró­dłom roz­bły­sków, przej­mu­je sta­tek, uśmier­ca­jąc zało­gę, i samo­dziel­nie kon­ty­nu­uje misję. W oko­li­cach Nep­tu­na znaj­du­je sta­tek pro­jek­tu Lima, spo­ty­ka ojca, nisz­czy źró­dło roz­bły­sków i szczę­śli­wie wra­ca na Ziemię.

Tak w zary­sie przed­sta­wia się fabu­ła wyre­ży­se­ro­wa­ne­go przez Jame­sa Graya fil­mu Ad Astra. Choć opi­sa­na histo­ria wyglą­da jak intry­ga typo­we­go akcyj­nia­ka, film Graya jest raczej dra­ma­tem psy­cho­lo­gicz­nym poświę­co­nym trud­nym rela­cjom ojca z synem połą­czo­nym z filo­zo­ficz­ną medy­ta­cją na temat zna­cze­nia rela­cji mię­dzy­ludz­kich w ogó­le. Cała kosmicz­na otocz­ka jest jedy­nie pre­tek­stem i tłem. Mimo to twór­cy mie­li ambi­cje, aby stwo­rzyć „naj­bar­dziej reali­stycz­ne przed­sta­wie­nie podró­ży kosmicz­nej, jakie poja­wi­ło się w fil­mie”. Choć nie ma to więk­sze­go zna­cze­nia filo­zo­ficz­ne­go, nie mogę prze­mil­czeć fak­tu, iż w świe­tle tego, co moż­na zoba­czyć na ekra­nie, wspo­mnia­na dekla­ra­cja reży­se­ra brzmi jak prowokacja.

Nie będę oczy­wi­ście wyli­czać wszyst­kich nie­ści­sło­ści, któ­re prze­oczy­li twór­cy fil­mu. Aby nie pozba­wić Cię, Czy­tel­ni­ku, pro­stej roz­ryw­ki samo­dziel­ne­go ich odnaj­dy­wa­nia, zauwa­żę tyl­ko tytu­łem przy­kła­du, że w hamu­ją­cych i przy­spie­sza­ją­cych stat­kach kosmicz­nych nie panu­je stan nie­waż­ko­ści, a sygnał lase­ro­wy podró­żu­je z Mar­sa na Nep­tu­na co naj­mniej czte­ry godzi­ny w jed­ną stro­nę, a nie kil­ka czy kil­ka­na­ście minut. Poza tym jest jesz­cze start Cefe­usza. W fil­mie, któ­ry aspi­ru­je do mia­na „naj­bar­dziej reali­stycz­ne­go przed­sta­wie­nia podró­ży kosmicz­nej”, zoba­czyć możesz, Czy­tel­ni­ku, sce­nę, w któ­rej głów­ny boha­ter wcho­dzi do rakie­ty na kil­ka sekund przed jej star­tem. Wcho­dzi przez właz zlo­ka­li­zo­wa­ny bez­po­śred­nio za wła­śnie odpa­la­ją­cym silnikiem…

Fil­mu, jak sądzę, nie ratu­je też war­stwa psy­cho­lo­gicz­na. Przed­sta­wio­ny dra­mat jest w sumie dość banal­ny, a moty­wa­cja głów­ne­go boha­te­ra nie­prze­ko­nu­ją­ca. Film wypa­da dobrze tyl­ko w war­stwie wizu­al­nej i dźwię­ko­wej. (Zain­te­re­so­wa­nym rze­czy­wi­ście reali­stycz­nym przed­sta­wie­niem podró­ży kosmicz­nych pole­cam przy­kła­do­wo serial The Expan­se lub nie­za­po­mnia­ną 2001. Ody­se­ję kosmicz­ną Kubric­ka.) Dla­cze­go zatem w ogó­le piszę o Ad Astra? Ponie­waż mimo swo­jej prze­cięt­no­ści film pro­wo­ku­je do roz­wa­że­nia nie­ba­ga­tel­ne­go zagadnienia.

Celem dowo­dzo­ne­go przez Clif­for­da McBride’a pro­jek­tu Lima było poszu­ki­wa­nie inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej. W jed­nej ze scen Clif­ford wyra­ża swój opty­mizm w kwe­stii powo­dze­nia misji, powo­łu­jąc się na tzw. rów­na­nie Drake’a. Rów­na­nie to nie jest wytwo­rem wyobraź­ni twór­ców fil­mu. Jego roz­wią­za­nie ma dać sza­cun­ko­wą licz­bę roz­wi­nię­tych tech­no­lo­gicz­nie cywi­li­za­cji wystę­pu­ją­cych na danym obsza­rze (przy­kła­do­wo w naszej galak­ty­ce lub w całym widzial­nym wszech­świe­cie). Uprosz­cze­niem jest jed­nak suge­ro­wa­na przez Clif­for­da McBride’a wyso­ka war­tość tego roz­wią­za­nia. Mate­ma­tycz­nie rzecz ujmu­jąc, rów­na­nie jest bar­dzo pro­ste – jest zwy­kłym mno­że­niem kil­ku współ­czyn­ni­ków. Pro­blem pole­ga jed­nak na osza­co­wa­niu war­to­ści nie­któ­rych współ­czyn­ni­ków (przy­kła­do­wo, jakim odset­kiem wszyst­kich pla­net zamiesz­ka­nych przez jakie­kol­wiek isto­ty żywe są pla­ne­ty, na któ­rych wyewo­lu­owa­ło życie inte­li­gent­ne). W zależ­no­ści od tego osza­co­wa­nia osta­tecz­ny wynik może być bar­dzo róż­ny i wahać się od jedyn­ki (nasza cywi­li­za­cja jest jedy­ną ist­nie­ją­cą w Dro­dze Mlecz­nej) do tysię­cy, a nawet milio­nów. Rów­na­nie Drake’a samo w sobie nie jest zatem prze­sad­nie pomocne.

Wszech­świat jest jed­nak ogrom­nym miej­scem. Sza­cu­je się, że w samej Dro­dze Mlecz­nej znaj­du­je się nawet 400 mld gwiazd. Czyż nie jest zatem praw­do­po­dob­ne, że w tym ogro­mie ist­nie­je wie­le cywi­li­za­cji? Jeśli przyj­mie­my ten – nie­odo­sob­nio­ny prze­cież – pogląd, wów­czas musi­my jakoś roz­wią­zać pro­blem zna­ny jako para­doks Fer­mie­go. Otóż jeśli cywi­li­za­cji jest wie­le, to dla­cze­go wciąż nie odkry­li­śmy żad­nych śla­dów ich ist­nie­nia, mimo podej­mo­wa­nych prób? Co praw­da pomię­dzy obie­ma teza­mi (wie­le cywi­li­za­cji, żad­nych zaob­ser­wo­wa­nych śla­dów) nie ma sprzecz­no­ści logicz­nej, jest jed­nak mało praw­do­po­dob­ne, aby obie były zara­zem praw­dzi­we. Naj­prost­szym roz­wią­za­niem jest odrzu­ce­nie prze­ko­na­nia o ist­nie­niu wie­lu cywi­li­za­cji i uzna­nie, iż zapew­ne jeste­śmy jedy­ną inte­li­gent­ną for­mą życia w całej Dro­dze Mlecz­nej, a może nawet w całym obser­wo­wa­nym wszech­świe­cie. W wyda­nej kil­ka lat temu książ­ce Alo­ne in the Uni­ver­se John Grib­bin argu­men­tu­je, iż powsta­nie inte­li­gent­ne­go życia na Zie­mi było skut­kiem serii wie­lu bar­dzo mało praw­do­po­dob­nych zbie­gów oko­licz­no­ści (odpo­wied­ni moment, w któ­rym powsta­ło Słoń­ce, odpo­wied­nie umiej­sco­wie­nie Słoń­ca w galak­ty­ce, odpo­wied­nie umiej­sco­wie­nie Zie­mi w Ukła­dzie Sło­necz­nym, towa­rzy­stwo sto­sun­ko­wo duże­go sate­li­ty, fakt posia­da­nia przez Zie­mię pola magne­tycz­ne­go i rucho­mych płyt tek­to­nicz­nych, powsta­nie pry­mi­tyw­nych orga­ni­zmów pro­ka­rio­tycz­nych, wyewo­lu­owa­nie orga­ni­zmów euka­rio­tycz­nych, wyewo­lu­owa­nie i prze­trwa­nie orga­ni­zmów inte­li­gent­nych). Praw­do­po­do­bień­stwo powtó­rze­nia podob­nej serii gdzieś indziej w galak­ty­ce jest tak zni­ko­me, że prak­tycz­nie zerowe.

Auto­rzy fil­mu suge­ru­ją podob­ne roz­wią­za­nie. Uczest­ni­cy pro­jek­tu Lima nie znaj­du­ją żad­nych śla­dów poza­ziem­skiej inte­li­gen­cji, a zebra­ne dane wska­zu­ją, iż jeste­śmy w obser­wo­wal­nym wszech­świe­cie sami. (Na mar­gi­ne­sie wspo­mi­na­jąc, jest to powo­dem bun­tu uczest­ni­ków pro­jek­tu, w wyni­ku któ­re­go uszko­dze­niu ule­ga reak­tor, któ­ra to awa­ria skut­ku­je osta­tecz­nie roz­bły­ska­mi zagra­ża­ją­cy­mi całe­mu (!) Ukła­do­wi Słonecznemu.)

Co naj­mniej od cza­sów Koper­ni­ka jeste­śmy świad­ka­mi stop­nio­we­go umniej­sza­nia nasze­go miej­sca w kosmo­sie. Kie­dyś wie­rzy­li­śmy, iż znaj­du­je­my się w jego cen­trum. Póź­niej stwier­dzi­li­śmy co praw­da, iż żyje­my na jed­nej z kil­ku pla­net krą­żą­cych dooko­ła Słoń­ca, to ostat­nie jed­nak uzna­wa­li­śmy wciąż za cen­trum. Z cza­sem oka­za­ło się, iż Słoń­ce nie jest wyjąt­ko­wą gwiaz­dą i znaj­du­je się w miej­scu, któ­re w żaden spo­sób nie wyróż­nia się w naszej galak­ty­ce. Wresz­cie, nie­ca­łe sto lat temu, uświa­do­mi­li­śmy sobie, iż nawet nasza galak­ty­ka jest tyl­ko jed­ną z wie­lu podob­nych. Osta­tecz­nie pro­wa­dzi to nie­któ­rych do stwier­dze­nia, „że jeste­śmy nie­sta­bil­ny­mi emo­cjo­nal­nie, cho­ro­bli­wie naiw­ny­mi i bez­na­dziej­nie aro­ganc­ki­mi gospo­da­rza­mi nic nie­zna­czą­cej dro­bin­ki w kosmo­sie”, jak ujął to kie­dyś Neil deGras­se Tyson. Jeśli suge­ro­wa­na w Ad Astra samot­ność ludzi jest fak­tem, chy­ba jed­nak nasza dro­bin­ka w kosmo­sie nie jest tak nic nieznacząca.


Piotr Lip­ski – Adiunkt w Kate­drze Teo­rii Pozna­nia KUL, absol­went MISH UJ. Rodzin­ny czło­wiek (mąż Żony i ojciec gro­mad­ki dzie­ci), od daw­na cykli­sta, biblio­fil i miło­śnik SF, od nie­daw­na ogro­do­wy astro­ama­tor i introligator.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Kadr z fil­mu Ad Astra


tytuł: Ad Astra
czas: 2 godz. 4 min
reży­se­ria: James Gray
sce­na­riusz: James Gray / Ethan Gross
gatu­nek: Thril­ler / Sci-Fi
pro­duk­cja: Bra­zy­lia / Chi­ny / USA
pre­mie­ra: 29 sierp­nia 2019

Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

5 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Cza­sa­mi lepiej że nie jeste­śmy w kon­tak­cie, gdyż nie zna­my nasta­wie­nia obcej cywi­li­za­cji do naszej. Doświad­cze­nie poka­zu­je że i my pod tym wzglę­dem jako ludzie nie jeste­śmy w porząd­ku w sto­sun­ku do nas samych, a tak­że do natu­ry z któ­rą powin­ni­śmy współ­pra­co­wać a nie ją nisz­czyć. Faj­ne fil­my pole­cam (jeśli ktoś lubi taką tema­ty­kę) Bat­tle­ship ‑Bitwa o Zie­mię a tak­że Woj­na Świa­tów. Nic nam nie bra­ku­je, więc po co pro­sić się o kło­po­ty? Ciesz­my się tym co mamy, choć cza­sy są nie pew­ne. Sami sta­no­wi­my dla sie­bie nie­bez­pie­czeń­stwo, mamy broń, któ­ra może wszyst­ko uni­ce­stwić. Sam Ein­ste­in stwier­dził że jeśli będzie następ­na woj­na świa­to­wa, to po niej będą juz tyl­ko woj­ny na paty­ki i kamie­nie. A tak­że cytat: Jedy­nym dowo­dem na to że ist­nie­je inna oprócz naszej inte­li­gent­na cywi­li­za­cja jest to, że się z nami nie kon­tak­tu­ją. I to jest prawda.

    • Tak­że film, o któ­rym nie wspo­mnia­łem jest film: Dzień w któ­rym zatrzy­ma­ła się Zie­mia. Jest to podob­na tema­ty­ka, ale róż­na o tyle że Obcy chcą znisz­czyć ludzi, by oca­lić pla­ne­tę. Bo czło­wie­ka uwa­ża­ją, za głów­ne zagro­że­nie w Ukła­dzie Sło­necz­nym. Obraz jest poka­zy­wa­ny co kil­ka mie­się­cy w komer­cyj­nej tv. Jak dla mnie ten film wymia­ta. Polecam.

  • Bardz cie­ka­wy arty­kuł, dzię­ku­ję. Bra­ko­wa­ło mi tyl­ko informacji,że Brad Pitt jest bardz przy­stoj­nym akto­rem, byc moze jed­nym z naj­przy­stoj­niej­szych we wszechświecie.

  • Prze­tra­wi­łem film zosta­jąc ze znacz­nie lep­szym o nim mnie­ma­niem niż Autor. Być może dla­te­go, że nie zna­łem zawcza­su pro­mo­cyj­nych zapew­nień i dekla­ra­cji twórców.
    Są w nim też inne war­stwy do roz­wa­ża­nia — w tym ta, któ­ra upo­dab­nia „Ad Astra” do „Jądra Ciem­no­ści” i „Cza­su Apo­ka­lip­sy”: kwe­stia dróg pro­wa­dzą­cych do sza­leń­stwa (lub nie pro­wa­dzą­cych, zależ­nie od oso­bo­wo­ści), czy cien­kiej linii mię­dzy misją/geniuszem a sza­leń­stwem właśnie.
    Roz­cza­ro­wa­nie, pust­kę, z jakim zosta­wia się widza, poka­zu­jąc mu fia­sko badań na Limie, w któ­rych powo­dze­nie w głę­bi ducha nigdy nie dowie­rzał mło­dy McBri­de — znaj­du­ję satys­fak­cjo­nu­ją­cą i zna­czą­co róż­nią­cą ten film od typo­wych block­bu­ste­rów SF.
    A zupeł­nie na mar­gi­ne­sie i poza filo­zo­ficz­nym zakre­sem roz­wa­żań o tym fil­mie napo­mknę, że tak­że obsa­da sta­je na wyso­ko­ści zada­nia — Brad Pitt ogry­wa­ją­cy uczci­wie i mini­mum środ­ków wyra­zu swo­je 50-parę lat (real­ne i wyni­ka­ją­ce z fabu­ły) jest tu bar­dzo na miejscu.
    Pozdrawiam

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy