Artykuł Gawędy o języku

Wojciech Żełaniec: #16. „Ono i ono”, płeć oraz rodzaj gramatyczny

Jakiż to chłopiec piękny i młody, Jaka to obok dziewica, … Ona mu z kosza daje maliny, A on jej kwiatki do wianka. (Ze starej pieśni cechowej gramatyków specjalizujących się w nauce o genere)

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2020 nr 4 (34), s. 44–46. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Jak powiedzieliśmy w poprzedniej gawędzie, rodzaj gramatyczny (w tych językach, w których występuje) jest konwencjonalny. „Podłoga” jest rodzaju żeńskiego w języku polskim, niemieckie Boden (podłoga) jest rodzaju męskiego. Łacińskie luna (księżyc) jest rodzaju żeńskiego w łacinie, ale „księżyc” – męskiego. To prawda, że rodzaj gramatyczny wyrazów oznaczający męskie istoty ludzkie jest zwykle rodzajem męskim, a żeńskie – żeńskim, ale i od tego są wyjątki, np. „dziewczę”, „chłopię”, samo słowo „człowiek” i jego odpowiedniki w innych językach mogą mieć różne rodzaje, choć w językach europejskich jest to przeważnie rodzaj męski.

A co z takimi wyrazami jak „niedojda”, „łazęga”, „niedołęga”, „poczwara”, „ofiara” (w sensie: ofiara losu)? Jakiego są one rodzaju gramatycznego? Autor spontanicznie odczuwa je jako wyrazy rodzaju żeńskiego, mimo że stosuje się je najczęściej w stosunku do mężczyzn. Być może są dwurodzajowe; słowniki podają, że dopełniacz liczby mnogiej „niedołęga” brzmi „niedołęg” lub „niedołęgów”, a ostatnie stosuje się do sytuacji, w której niedołęgi (niedołędzy? niedołęgowie?), o których chodzi, są wyłącznie płci męskiej. Wyrazem, który na podstawie swego znaczenia nie może oznaczać nie-kobiety, jest „babsztyl”, rzeczownik niezaprzeczenie rodzaju męskiego. Podobnie jak „chłopisko”, do istot nie-męskich raczej niedające się odnieść, jest nieusuwalnie rodzaju nijakiego…

Syntaktyczna funkcja wskazywania

Podsumowując zatem: wskazywanie płci lub bezpłciowości tego czegoś lub kogoś, do czego/kogo dany rzeczownik czy przymiotnik lub zaimek się odnosi, nie jest funkcją rodzaju gramatycznego danego wyrażenia, a przynajmniej nie główną. Wyjątkiem są słowa takie jak „nauczycielka”, „szefowa”, „dawczyni” itp., zaopatrzone w specjalny przyrostek (-ka, ‑owa, ‑yni) służący właśnie do wskazywania, że chodzi o osobę płci żeńskiej. Słowo „nauczyciel” jest wprawdzie „inkluzywne”, tj. może się odnosić do osób obu płci, ale w szczególnych okolicznościach przydatny jest środek zaznaczenia, że chodzi tylko o osoby jednej z nich.

Główną funkcją rodzajów gramatycznych jest niesemantyczna (tj. niedotycząca znaczenia), ale syntaktyczna (składniowa) funkcja wskazywania, które elementy wyrażenia złożonego – zdania lub grupy nominalnej – wiążą się z którymi innymi, o które „zahaczają”. Np. „to jest grządka w tym ogródku, którą uprawiam najchętniej”; w tym zdaniu rodzaj żeński słowa „grządka” harmonizuje z rodzajem żeńskim zaimka względnego „którą” i dzięki temu wiemy, że mówiący ma na myśli grządkę, a nie ogródek. „Kuzyn mojej żony, ponury jak zawsze”. „Kuzyn” i „ponury” – rodzaj męski, wiadomo więc, że to kuzyn jest ponury, nie żona, inaczej niż w „kuzyn mojej żony, ponurej jak zawsze”. Wprawdzie język polski zapobiega tu dwuznaczności również za pomocą końcówki przypadka (dopełniacza): „kuzyn mojej żonY, ponurEJ jak zawsze”, ale w językach znających rodzaje, lecz nie przypadki, tylko końcówka rodzaju odróżnia ponurego kuzyna od ponurej żony; np. włoskie „il cugino di mia moglie, come sempre imbronciatO” (kuzyn ponury), „il cugino di mia moglie, come sempre imbronciatA” (żona ponura).

Komu by się wydało „podejrzane”, że w tym przypadku rodzaj gramatyczny rzeczownika zgadza się z płcią (kuzyn – mężczyzna, żona – zapewne kobieta), temu taki przykład: „relacja świadka, wystarczająco wnikliwa/wnikliwego”, gdzie tylko rodzaj gramatyczny przymiotnika pozwala przyporządkować go do któregoś z dwu rzeczowników. (I końcówka dopełniacza, ale tej się można pozbyć tak, jak wskazano wyżej, tj. tłumacząc te zdania np. na włoski). A relacje płci nie mają, chociaż słowo „relacja” jest rodzaju żeńskiego, co do słowa „świadek” zaś, to jest ono rodzaju męskiego, ale odnosi się do osób obu płci, będąc jednym z nielicznych tego typu słów, dla których żeńskiego odpowiednika (jeszcze) nie wynaleziono – „świadka”? „świadczyni”? „świadkini”? „świadkowa”? „świadekessa”? Może jest ono skazane na „inkluzywność”?

Rodzaj czasowników

Ile jest w języku polskim rodzajów (gramatycznych)? Uczono nas, że trzy: męski, żeński i nijaki. Ale coś tam było jeszcze o rodzaju czasowników (rzecz zdumiewająca cudzoziemca, który myśli, że rodzaje mogą mieć tylko rzeczowniki, przymiotniki i zaimki; rodzaje czasowników istnieją również jednak i w językach semickich). Otóż i to: „kupiłam” jest rodzaju żeńskiego, „kupiłem” – męskiego. A „kupiłom”? Chociaż słowo „dziewczę” jest rodzaju żeńskiego, żadne dziewczę nie powie: „kupiłom wczoraj [to a to]”. Gdyby rodzaj gramatyczny słowa determinował płeć tego, co oznacza, takie dziewczę powinno się uważać za istotę płci nijakiej, jak nasz Mietek z leadu poprzedniej gawędy, i mówić „kupiłom”, podobnie też chłopię. Mówiąc o dziewczęciu czy chłopięciu w trzeciej osobie, nie przypisujemy odnośnym osobom „płci nijakiej”, nie dajemy się zwieść rodzajowi gramatycznemu odnośnych rzeczowników. Kto zatem może powiedzieć „kupiłom”? Jedynie postaci literackie, którym poeta przypisuje życie i mowę, a które oznaczane są rzeczownikiem rodzaju nijakiego. Jeśli obdarzasz życiem i mową np. słonko i wkładasz mu coś w „usta”, nie zapomnij użyć czasownika w rodzaju nijakim! „Świeciłom wam, dziatki…” itp. Wojsko było do niedawna kolektywem składającym się wyłącznie z mężczyzn, a mimo to nie mówiono „wojsko walczył/zwyciężył”, lecz „wojsko walczyło/zwyciężyło”. I kto głosu chciałby udzielić wojsku, musi mówić „walczyłom/zwyciężyłom”.

W liczbie pojedynczej czasu przeszłego czasownik ma te same trzy rodzaje, co rzeczownik, przymiotnik i zaimek: on biegł, ona biegła, ono biegło. Ale w liczbie mnogiej jest inaczej, bo pojawiają się nowe dwa rodzaje: męskoosobowy i niemęskoosobowy. „Mężczyźni przyjechali”, ale „kobiety przyjechały”, „dzieci przyjechały”, „pociągi przyjechały”, „drużyny przyjechały” (nawet gdy są to drużyny wojskowe i całkowicie męskie) itp. A wspomniani/ane wyżej niedołęgowie/dzy/gi? „Niedołęgi przyszli” brzmi jakoś dziwnie, lepiej już „niedołędzy/niedołęgowie przyszli”, ale czyż karcący swoich zawodników trener powie „wy niedołędzy, jak graliście??!” raczej niż „wy niedołęgi”? A jeśli „niedołęgi, graliście”, to czemu nie „niedołęgi grali”, „niedołęgi przyszli” itp.?

Problem z rodzajem męskoosobowym

To nie koniec problemów: „uczestnicy uchwalili, że…” nie znaczy, że wśród uczestników nie było pań. Ale „uchwalili” to rodzaj męskoosobowy, zatem, jeżeli przyjąć, że rodzaj gramatyczny ścisłe odzwierciedla płeć, choćby społeczną, czyli gender (ale nie w sensie gramatycznym), zdanie powyższe powinno się właśnie tak rozumieć, by uznać panie za wykluczone z owego uchwalania. Cóż więc począć? Czy mówić „uczestnicy uchwalili, że…, a uczestniczki uchwaliły, że…”? To nasuwa wątpliwość, czy uchwalono to samo; a może „uczestnicy uchwalili, że…, uczestniczki uchwaliły dokładnie to samo”, co już nie rodzi takich trudności, ale brzmi ciężko, a poza tym nasuwa sugestię, że były dwa różne procesy uchwalania. Jest jeszcze forma „uczestnicy/uczestniczki uchwalili/uchwaliły”, ale ona jest jeszcze cięższa, niezręczna w wypowiadaniu i też nasuwa myśl, że jedni i drugie uchwalali/uchwalały osobno.

Zaczyna się więc wydawać, że system rodzajów, funkcjonujący tak jak w języku polskim, jest raczej przeszkodą w artykułowaniu myśli niż pomocą. Ale… kiedyś (1963 r.) był taki japoński film, szeroko nagradzany, pod tytułem Kanojo to kare, po polsku: ona i on. Jest też powieść pewnej współczesnej szwedzkiej pisarki pod tytułem Hon & Han, znowu: ona i on. Spróbujcie powiedzieć coś takiego po fińsku, węgiersku czy turecku, gdzie nawet zaimki osobowe nie mają rodzajów! Po fińsku: hän ja hän; po węgiersku: ő és ő; po turecku: o ve o; po polsku byłoby to coś na kształt „ono i ono”. Mało zachęcające, bo nie można się domyślić, do czego odnosić się ma to pierwsze „ono”, a do czego to drugie, i czy w ogóle mają to być dwa różne „cosie”, czy tylko jedno.

Ale to nie wszystko. Najgorsze jeszcze przed nami.


Wojciech Żełaniec – filozof generalista i filozof społeczny, stypendysta Humboldta (Würzburg 1995–1997), kierownik Zakładu Etyki i Filozofii Społecznej w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego (wnswz.strony.ug.edu.pl). Redaktor numeru specjalnego włoskiego czasopisma „Argumenta” poświęconego tłu reguł konstytutywnych (https://www.argumenta.org/issue/issue‑7/). Hobby: czytanie i recytowanie poezji.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Ewa Czarnecka

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Vide historia języka polskiego, staropolszczyzna, dawne słowniki języka polskiego, poradniki, encyklopedie etc.
    Język polski jest trudny, stale się zmienia, ewoluuje (por. np. XIX stulecie a dziś) i w ten sposób staje się szczególnie trudny dla obcokrajowców z racji wariantywności na tle m.in. języka niemieckiego. Stąd właśnie jest “do — wolny”, zmienny składniowo, fleksyjnie, wyrażeniowo; do tego dochodzi tzw. UZUS itd. Posiada wiele nabytych z przeszłości wpływów, naleciałości, kalek językowych, ‑izmów; mód, zwyczajów.
    Jednak na tym polega jego piękno, wielkość i uniwersalizm wśród języków słowiańskich.
    Amen.