Artykuł Logika Semiotyka

Krzysztof A. Wieczorek: Argumenty ad ignorantiam

Czy brak dowodu na prawdziwość jakiejś tezy może być dowodem na jej fałszywość? Czy broniąc swojego stanowiska przy pomocy słabych argumentów, można mu bardziej zaszkodzić niż pomóc? W odpowiedzi na te pytania pomocna jest analiza argumentów określanych tradycyjnie mianem ad ignorantiam.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 28–29.  W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Potrafisz udowod­nić, że duchy nie ist­nieją? Nie? A zatem musisz przyjąć, że ist­nieją!” Taka wypowiedź to klasy­czny przykład argu­men­tum ad igno­ran­ti­am, czyli argu­men­tu odwołu­jącego się do niewiedzy. W argu­men­tach tego typu z fak­tu, że nie dowiedziono pewnej tezy, wycią­ga się wniosek, że teza ta jest fałszy­wa, z drugiej strony zaś na pod­staw­ie tego, że nie udowod­niono fałszy­woś­ci danego twierdzenia, dochodzi się do kon­kluzji, że jest ono prawdzi­we.

Nietrud­no zauważyć, że na argu­ment ad igno­ran­ti­am moż­na częs­to odpowiedzieć podob­nym do niego rozu­mowaniem, prowadzą­cym jed­nak do prze­ci­wnego wniosku. Przykład­owo, oso­ba, którą ktoś zaatakował zaprezen­towanym wyżej argu­mentem na rzecz ist­nienia duchów, może odpowiedzieć: „A ty potrafisz udowod­nić, że duchy ist­nieją? Jeśli nie, to musisz przyjąć, że ich nie ma!”.

Czy brak dowodu może być dowodem?

W więk­szoś­ci podręczników do logi­ki argu­men­ty ad igno­ran­ti­am trak­towane są jako błąd log­iczny czy też sofiz­mat – w myśl zasady: brak dowodu nie jest dowo­dem. Przykłady, za pomocą których ten typ argu­men­tu jest zwyk­le ilus­trowany (takie jak przy­toc­zone na początku rozu­mowanie „dowodzące” ist­nienia duchów), fak­ty­cznie mogą skła­ni­ać do przyję­cia takiego poglą­du. Mimo to nie należy jed­nak argu­men­tów ad igno­ran­ti­am całkowicie odrzu­cać. Choć nigdy nie będą one stanow­ić abso­lut­nego dowodu na rzecz zawartej w ich kon­kluzji tezy, to jed­nak w wielu wypad­kach całkiem dobrze tezę tę uza­sad­ni­a­ją. Przykład­owo, więk­szość z nas zapewne za moc­ny uzna argu­ment: „Sko­ro pode­jrzany nie przed­staw­ił żad­nego dobrego ali­bi, to znaczy, że go nie ma”. Domyślamy się bowiem, że gdy­by pode­jrzany miał przekonu­jące ali­bi, to by je niezwłocznie podał. Sko­ro tego nie zro­bił, to rozsąd­nie jest przy­puszczać, że go nie ma. Argu­ment taki jest więc moc­ny, choć oczy­wiś­cie trze­ba mieć świado­mość, że jego kon­kluz­ja może w niek­tórych okolicznoś­ci­ach okazać się fałszy­wa. Nie moż­na wyk­luczyć, że oskarżony miał jakieś ważne powody, aby nie przed­staw­ić ali­bi, mimo że je posi­a­da – na przykład chci­ał w ten sposób chronić jakąś bliską mu osobę.

Ogól­nie rzecz biorąc, moc argu­men­tu ad igno­ran­ti­am zależy w dużej mierze od tego, czy prawdzi­wość lub fałszy­wość tezy, która zawarta jest w jego kon­kluzji, w ogóle da się udowod­nić, a jeśli tak, to czy próbowano to zro­bić. Jeśli pró­by takie pode­j­mowano i nie przyniosły one efek­tu, rozsądne jest przyję­cie kon­kluzji argu­men­tu. Gdy na przykład służ­by wywiad­ow­cze dokład­nie sprawdz­iły, że oso­ba ubie­ga­ją­ca się o jakieś wysok­ie stanowisko nie miała w przeszłoś­ci pode­jrzanych kon­tak­tów, nie zła­mała żad­nej tajem­ni­cy itp., to moż­na uznać za dobry argu­ment: „Sko­ro nie udowod­niono, że oso­ba X jest szpiegiem obcego państ­wa, to zapewne X nie jest szpiegiem”. Choć oczy­wiś­cie, podob­nie jak w przy­pad­ku poprzed­niego argu­men­tu, nie może­my mieć abso­lut­nej pewnoś­ci, że jego kon­kluz­ja jest prawdzi­wa.

Jak wykorzystać niewiedzę przeciwnika?

Na prze­ci­wległym biegu­nie do opisanych wyżej moc­nych argu­men­tów ad igno­ran­ti­am zna­j­du­ją się takie, które zal­iczyć trze­ba niewąt­pli­wie do grona nielo­jal­nych chwytów erysty­cznych. Ich przykłady łat­wo znaleźć w toc­zonych pub­licznie dyskus­jach na tem­aty poli­ty­czne lub społeczne budzące silne emoc­je – pra­wo do abor­cji, kary za posi­adanie narko­tyków, przyj­mowanie imi­grantów itp. W cza­sie takich sporów zwolen­ni­cy każdej ze stron przy­tacza­ją zwyk­le wiele argu­men­tów na rzecz bro­nionej przez siebie tezy. Nie­u­niknione jest, że argu­men­ty takie mają różną wartość – są wśród nich lep­sze i gorsze. Trick stosowany przez niek­tórych nieucz­ci­wych dysku­tan­tów pole­ga na tym, że spośród wielu argu­men­tów przed­staw­ianych przez prze­ci­wników wybier­a­ją najsłab­sze, bez trudu je obal­a­ją, po czym tri­um­fal­nie obwieszcza­ją, że w ten sposób dowiedli również fałszy­woś­ci tezy, którą argu­men­ty te miały wspier­ać. „Nie potrafil­iś­cie dowieść słusznoś­ci waszego stanowiska – zda­ją się mówić – a zatem musi być ono błędne”. Uda­ją, że nie widzą tego, że ist­nieją również inne, lep­sze argu­men­ty na rzecz bro­nionych przez ich prze­ci­wników twierdzeń.

Chwyt taki, choć niewąt­pli­wie nieucz­ci­wy, może jed­nak okazać się skuteczny, o czym przekonu­je w Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów Artur Schopen­hauer. Przed­staw­ia­jąc „sposób 37”, pisze on:

Jeśli sprawa prze­ci­wni­ka jest słusz­na, ale na nasze szczęś­cie obrał on dla niej dowód niedo­bry, to łat­wo nam przy­chodzi dowód ten ode­przeć, po czym uda­je­my, że odpar­liśmy tym samym całą tezę. […] Jeżeli ani jemu, ani słuchac­zom żaden lep­szy dowód nie przy­chodzi do głowy, tośmy zwyciężyli. […] W taki właśnie sposób zły adwokat może prze­grać dobrą sprawę: chce on uspraw­iedli­wić ją para­grafem, który nie jest dla niej odpowied­ni, właś­ci­wy zaś nie przy­chodzi mu do głowy.

O słowach Schopen­hauera powin­niśmy pamię­tać, zan­im pochop­nie przyz­namy rację komuś, kto twierdzi, że obal­ił jakąś tezę, pod­czas gdy w rzeczy­wis­toś­ci znalazł on tylko błąd w jed­nym ze słab­szych wspier­a­ją­cych ją argu­men­tów. Jeszcze bardziej powin­niśmy je mieć na uwadze, gdy zamierza­my bronić jakiegoś poglą­du przy pomo­cy nai­wnego, łatwego do odpar­cia argu­men­tu. Może się bowiem okazać, że postępu­jąc w ten sposób, wyświad­cza­my niedźwiedz­ią przysługę spraw­ie, której chcieliśmy się przysłużyć. Gdy nasz argu­ment zostanie obalony, wiele osób może uznać, że w ten sposób dowiedziono niesłusznoś­ci stanowiska, które miał on wspier­ać.


Krzysztof A. Wiec­zorek – Adi­unkt w Insty­tu­cie Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Śląskiego. Intere­su­je go przede wszys­tkim tzw. logi­ka niefor­mal­na, teo­ria argu­men­tacji i per­swazji, związ­ki między logiką a psy­chologią. Pry­wat­nie jest miłośnikiem zwierząt (ale tylko żywych, nie na talerzu). Ama­torsko upraw­ia bie­gi dłu­godys­tan­sowe.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Fot.: Some rights reserved byDesertrose7, CCo

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Ten argu­ment służ temu, aby uza­sad­nić i wzmoc­nić swój subiek­ty­wizm, i dokon­ać uniku w sto­sunku do poz­na­nia obiek­ty­wnego, czym poz­na­ją­cy pod­miot i autor tego argu­men­tu szkodzi sobie.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy