Artykuł Logika Semiotyka

Krzysztof A. Wieczorek: Argumenty ad ignorantiam

Czy brak dowodu na prawdziwość jakiejś tezy może być dowodem na jej fałszywość? Czy broniąc swojego stanowiska przy pomocy słabych argumentów, można mu bardziej zaszkodzić niż pomóc? W odpowiedzi na te pytania pomocna jest analiza argumentów określanych tradycyjnie mianem ad ignorantiam.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 28–29.  W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Potra­fisz udo­wod­nić, że duchy nie ist­nie­ją? Nie? A zatem musisz przy­jąć, że ist­nie­ją!” Taka wypo­wiedź to kla­sycz­ny przy­kład argu­men­tum ad igno­ran­tiam, czy­li argu­men­tu odwo­łu­ją­ce­go się do nie­wie­dzy. W argu­men­tach tego typu z fak­tu, że nie dowie­dzio­no pew­nej tezy, wycią­ga się wnio­sek, że teza ta jest fał­szy­wa, z dru­giej stro­ny zaś na pod­sta­wie tego, że nie udo­wod­nio­no fał­szy­wo­ści dane­go twier­dze­nia, docho­dzi się do kon­klu­zji, że jest ono prawdziwe.

Nie­trud­no zauwa­żyć, że na argu­ment ad igno­ran­tiam moż­na czę­sto odpo­wie­dzieć podob­nym do nie­go rozu­mo­wa­niem, pro­wa­dzą­cym jed­nak do prze­ciw­ne­go wnio­sku. Przy­kła­do­wo, oso­ba, któ­rą ktoś zaata­ko­wał zapre­zen­to­wa­nym wyżej argu­men­tem na rzecz ist­nie­nia duchów, może odpo­wie­dzieć: „A ty potra­fisz udo­wod­nić, że duchy ist­nie­ją? Jeśli nie, to musisz przy­jąć, że ich nie ma!”.

Czy brak dowodu może być dowodem?

W więk­szo­ści pod­ręcz­ni­ków do logi­ki argu­men­ty ad igno­ran­tiam trak­to­wa­ne są jako błąd logicz­ny czy też sofi­zmat – w myśl zasa­dy: brak dowo­du nie jest dowo­dem. Przy­kła­dy, za pomo­cą któ­rych ten typ argu­men­tu jest zwy­kle ilu­stro­wa­ny (takie jak przy­to­czo­ne na począt­ku rozu­mo­wa­nie „dowo­dzą­ce” ist­nie­nia duchów), fak­tycz­nie mogą skła­niać do przy­ję­cia takie­go poglą­du. Mimo to nie nale­ży jed­nak argu­men­tów ad igno­ran­tiam cał­ko­wi­cie odrzu­cać. Choć nigdy nie będą one sta­no­wić abso­lut­ne­go dowo­du na rzecz zawar­tej w ich kon­klu­zji tezy, to jed­nak w wie­lu wypad­kach cał­kiem dobrze tezę tę uza­sad­nia­ją. Przy­kła­do­wo, więk­szość z nas zapew­ne za moc­ny uzna argu­ment: „Sko­ro podej­rza­ny nie przed­sta­wił żad­ne­go dobre­go ali­bi, to zna­czy, że go nie ma”. Domy­śla­my się bowiem, że gdy­by podej­rza­ny miał prze­ko­nu­ją­ce ali­bi, to by je nie­zwłocz­nie podał. Sko­ro tego nie zro­bił, to roz­sąd­nie jest przy­pusz­czać, że go nie ma. Argu­ment taki jest więc moc­ny, choć oczy­wi­ście trze­ba mieć świa­do­mość, że jego kon­klu­zja może w nie­któ­rych oko­licz­no­ściach oka­zać się fał­szy­wa. Nie moż­na wyklu­czyć, że oskar­żo­ny miał jakieś waż­ne powo­dy, aby nie przed­sta­wić ali­bi, mimo że je posia­da – na przy­kład chciał w ten spo­sób chro­nić jakąś bli­ską mu osobę.

Ogól­nie rzecz bio­rąc, moc argu­men­tu ad igno­ran­tiam zale­ży w dużej mie­rze od tego, czy praw­dzi­wość lub fał­szy­wość tezy, któ­ra zawar­ta jest w jego kon­klu­zji, w ogó­le da się udo­wod­nić, a jeśli tak, to czy pró­bo­wa­no to zro­bić. Jeśli pró­by takie podej­mo­wa­no i nie przy­nio­sły one efek­tu, roz­sąd­ne jest przy­ję­cie kon­klu­zji argu­men­tu. Gdy na przy­kład służ­by wywia­dow­cze dokład­nie spraw­dzi­ły, że oso­ba ubie­ga­ją­ca się o jakieś wyso­kie sta­no­wi­sko nie mia­ła w prze­szło­ści podej­rza­nych kon­tak­tów, nie zła­ma­ła żad­nej tajem­ni­cy itp., to moż­na uznać za dobry argu­ment: „Sko­ro nie udo­wod­nio­no, że oso­ba X jest szpie­giem obce­go pań­stwa, to zapew­ne X nie jest szpie­giem”. Choć oczy­wi­ście, podob­nie jak w przy­pad­ku poprzed­nie­go argu­men­tu, nie może­my mieć abso­lut­nej pew­no­ści, że jego kon­klu­zja jest prawdziwa.

Jak wykorzystać niewiedzę przeciwnika?

Na prze­ciw­le­głym bie­gu­nie do opi­sa­nych wyżej moc­nych argu­men­tów ad igno­ran­tiam znaj­du­ją się takie, któ­re zali­czyć trze­ba nie­wąt­pli­wie do gro­na nie­lo­jal­nych chwy­tów ery­stycz­nych. Ich przy­kła­dy łatwo zna­leźć w toczo­nych publicz­nie dys­ku­sjach na tema­ty poli­tycz­ne lub spo­łecz­ne budzą­ce sil­ne emo­cje – pra­wo do abor­cji, kary za posia­da­nie nar­ko­ty­ków, przyj­mo­wa­nie imi­gran­tów itp. W cza­sie takich spo­rów zwo­len­ni­cy każ­dej ze stron przy­ta­cza­ją zwy­kle wie­le argu­men­tów na rzecz bro­nio­nej przez sie­bie tezy. Nie­unik­nio­ne jest, że argu­men­ty takie mają róż­ną war­tość – są wśród nich lep­sze i gor­sze. Trick sto­so­wa­ny przez nie­któ­rych nie­uczci­wych dys­ku­tan­tów pole­ga na tym, że spo­śród wie­lu argu­men­tów przed­sta­wia­nych przez prze­ciw­ni­ków wybie­ra­ją naj­słab­sze, bez tru­du je oba­la­ją, po czym trium­fal­nie obwiesz­cza­ją, że w ten spo­sób dowie­dli rów­nież fał­szy­wo­ści tezy, któ­rą argu­men­ty te mia­ły wspie­rać. „Nie potra­fi­li­ście dowieść słusz­no­ści wasze­go sta­no­wi­ska – zda­ją się mówić – a zatem musi być ono błęd­ne”. Uda­ją, że nie widzą tego, że ist­nie­ją rów­nież inne, lep­sze argu­men­ty na rzecz bro­nio­nych przez ich prze­ciw­ni­ków twierdzeń.

Chwyt taki, choć nie­wąt­pli­wie nie­uczci­wy, może jed­nak oka­zać się sku­tecz­ny, o czym prze­ko­nu­je w Ery­sty­ce, czy­li sztu­ce pro­wa­dze­nia spo­rów Artur Scho­pen­hau­er. Przed­sta­wia­jąc „spo­sób 37”, pisze on:

Jeśli spra­wa prze­ciw­ni­ka jest słusz­na, ale na nasze szczę­ście obrał on dla niej dowód nie­do­bry, to łatwo nam przy­cho­dzi dowód ten ode­przeć, po czym uda­je­my, że odpar­li­śmy tym samym całą tezę. […] Jeże­li ani jemu, ani słu­cha­czom żaden lep­szy dowód nie przy­cho­dzi do gło­wy, tośmy zwy­cię­ży­li. […] W taki wła­śnie spo­sób zły adwo­kat może prze­grać dobrą spra­wę: chce on uspra­wie­dli­wić ją para­gra­fem, któ­ry nie jest dla niej odpo­wied­ni, wła­ści­wy zaś nie przy­cho­dzi mu do głowy.

O sło­wach Scho­pen­hau­era powin­ni­śmy pamię­tać, zanim pochop­nie przy­zna­my rację komuś, kto twier­dzi, że oba­lił jakąś tezę, pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści zna­lazł on tyl­ko błąd w jed­nym ze słab­szych wspie­ra­ją­cych ją argu­men­tów. Jesz­cze bar­dziej powin­ni­śmy je mieć na uwa­dze, gdy zamie­rza­my bro­nić jakie­goś poglą­du przy pomo­cy naiw­ne­go, łatwe­go do odpar­cia argu­men­tu. Może się bowiem oka­zać, że postę­pu­jąc w ten spo­sób, wyświad­cza­my niedź­wie­dzią przy­słu­gę spra­wie, któ­rej chcie­li­śmy się przy­słu­żyć. Gdy nasz argu­ment zosta­nie oba­lo­ny, wie­le osób może uznać, że w ten spo­sób dowie­dzio­no nie­słusz­no­ści sta­no­wi­ska, któ­re miał on wspierać.


Krzysz­tof A. Wie­czo­rek – Adiunkt w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go. Inte­re­su­je go przede wszyst­kim tzw. logi­ka nie­for­mal­na, teo­ria argu­men­ta­cji i per­swa­zji, związ­ki mię­dzy logi­ką a psy­cho­lo­gią. Pry­wat­nie jest miło­śni­kiem zwie­rząt (ale tyl­ko żywych, nie na tale­rzu). Ama­tor­sko upra­wia bie­gi długodystansowe.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Fot.: Some rights rese­rved byDesertrose7, CCo

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Ten argu­ment służ temu, aby uza­sad­nić i wzmoc­nić swój subiek­ty­wizm, i doko­nać uni­ku w sto­sun­ku do pozna­nia obiek­tyw­ne­go, czym pozna­ją­cy pod­miot i autor tego argu­men­tu szko­dzi sobie.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy