Artykuł Logika Semiotyka

Krzysztof A. Wieczorek: Argumenty ad ignorantiam

Czy brak dowodu na prawdziwość jakiejś tezy może być dowodem na jej fałszywość? Czy broniąc swojego stanowiska przy pomocy słabych argumentów, można mu bardziej zaszkodzić niż pomóc? W odpowiedzi na te pytania pomocna jest analiza argumentów określanych tradycyjnie mianem ad ignorantiam.

Najnowszy numer: Filozofia czasu

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 23 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2017 nr 3 (15), s. 28–29.  W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Potrafisz udowodnić, że duchy nie istnieją? Nie? A zatem musisz przyjąć, że istnieją!” Taka wypowiedź to klasyczny przykład argumentum ad ignorantiam, czyli argumentu odwołującego się do niewiedzy. W argumentach tego typu z faktu, że nie dowiedziono pewnej tezy, wyciąga się wniosek, że teza ta jest fałszywa, z drugiej strony zaś na podstawie tego, że nie udowodniono fałszywości danego twierdzenia, dochodzi się do konkluzji, że jest ono prawdziwe.

Nietrudno zauważyć, że na argument ad ignorantiam można często odpowiedzieć podobnym do niego rozumowaniem, prowadzącym jednak do przeciwnego wniosku. Przykładowo, osoba, którą ktoś zaatakował zaprezentowanym wyżej argumentem na rzecz istnienia duchów, może odpowiedzieć: „A ty potrafisz udowodnić, że duchy istnieją? Jeśli nie, to musisz przyjąć, że ich nie ma!”.

Czy brak dowodu może być dowodem?

W większości podręczników do logiki argumenty ad ignorantiam traktowane są jako błąd logiczny czy też sofizmat – w myśl zasady: brak dowodu nie jest dowodem. Przykłady, za pomocą których ten typ argumentu jest zwykle ilustrowany (takie jak przytoczone na początku rozumowanie „dowodzące” istnienia duchów), faktycznie mogą skłaniać do przyjęcia takiego poglądu. Mimo to nie należy jednak argumentów ad ignorantiam całkowicie odrzucać. Choć nigdy nie będą one stanowić absolutnego dowodu na rzecz zawartej w ich konkluzji tezy, to jednak w wielu wypadkach całkiem dobrze tezę tę uzasadniają. Przykładowo, większość z nas zapewne za mocny uzna argument: „Skoro podejrzany nie przedstawił żadnego dobrego alibi, to znaczy, że go nie ma”. Domyślamy się bowiem, że gdyby podejrzany miał przekonujące alibi, to by je niezwłocznie podał. Skoro tego nie zrobił, to rozsądnie jest przypuszczać, że go nie ma. Argument taki jest więc mocny, choć oczywiście trzeba mieć świadomość, że jego konkluzja może w niektórych okolicznościach okazać się fałszywa. Nie można wykluczyć, że oskarżony miał jakieś ważne powody, aby nie przedstawić alibi, mimo że je posiada – na przykład chciał w ten sposób chronić jakąś bliską mu osobę.

Ogólnie rzecz biorąc, moc argumentu ad ignorantiam zależy w dużej mierze od tego, czy prawdziwość lub fałszywość tezy, która zawarta jest w jego konkluzji, w ogóle da się udowodnić, a jeśli tak, to czy próbowano to zrobić. Jeśli próby takie podejmowano i nie przyniosły one efektu, rozsądne jest przyjęcie konkluzji argumentu. Gdy na przykład służby wywiadowcze dokładnie sprawdziły, że osoba ubiegająca się o jakieś wysokie stanowisko nie miała w przeszłości podejrzanych kontaktów, nie złamała żadnej tajemnicy itp., to można uznać za dobry argument: „Skoro nie udowodniono, że osoba X jest szpiegiem obcego państwa, to zapewne X nie jest szpiegiem”. Choć oczywiście, podobnie jak w przypadku poprzedniego argumentu, nie możemy mieć absolutnej pewności, że jego konkluzja jest prawdziwa.

Jak wykorzystać niewiedzę przeciwnika?

Na przeciwległym biegunie do opisanych wyżej mocnych argumentów ad ignorantiam znajdują się takie, które zaliczyć trzeba niewątpliwie do grona nielojalnych chwytów erystycznych. Ich przykłady łatwo znaleźć w toczonych publicznie dyskusjach na tematy polityczne lub społeczne budzące silne emocje – prawo do aborcji, kary za posiadanie narkotyków, przyjmowanie imigrantów itp. W czasie takich sporów zwolennicy każdej ze stron przytaczają zwykle wiele argumentów na rzecz bronionej przez siebie tezy. Nieuniknione jest, że argumenty takie mają różną wartość – są wśród nich lepsze i gorsze. Trick stosowany przez niektórych nieuczciwych dyskutantów polega na tym, że spośród wielu argumentów przedstawianych przez przeciwników wybierają najsłabsze, bez trudu je obalają, po czym triumfalnie obwieszczają, że w ten sposób dowiedli również fałszywości tezy, którą argumenty te miały wspierać. „Nie potrafiliście dowieść słuszności waszego stanowiska – zdają się mówić – a zatem musi być ono błędne”. Udają, że nie widzą tego, że istnieją również inne, lepsze argumenty na rzecz bronionych przez ich przeciwników twierdzeń.

Chwyt taki, choć niewątpliwie nieuczciwy, może jednak okazać się skuteczny, o czym przekonuje w Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów Artur Schopenhauer. Przedstawiając „sposób 37”, pisze on:

Jeśli sprawa przeciwnika jest słuszna, ale na nasze szczęście obrał on dla niej dowód niedobry, to łatwo nam przychodzi dowód ten odeprzeć, po czym udajemy, że odparliśmy tym samym całą tezę. […] Jeżeli ani jemu, ani słuchaczom żaden lepszy dowód nie przychodzi do głowy, tośmy zwyciężyli. […] W taki właśnie sposób zły adwokat może przegrać dobrą sprawę: chce on usprawiedliwić ją paragrafem, który nie jest dla niej odpowiedni, właściwy zaś nie przychodzi mu do głowy.

O słowach Schopenhauera powinniśmy pamiętać, zanim pochopnie przyznamy rację komuś, kto twierdzi, że obalił jakąś tezę, podczas gdy w rzeczywistości znalazł on tylko błąd w jednym ze słabszych wspierających ją argumentów. Jeszcze bardziej powinniśmy je mieć na uwadze, gdy zamierzamy bronić jakiegoś poglądu przy pomocy naiwnego, łatwego do odparcia argumentu. Może się bowiem okazać, że postępując w ten sposób, wyświadczamy niedźwiedzią przysługę sprawie, której chcieliśmy się przysłużyć. Gdy nasz argument zostanie obalony, wiele osób może uznać, że w ten sposób dowiedziono niesłuszności stanowiska, które miał on wspierać.


Krzysztof A. Wieczorek – Adiunkt w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Śląskiego. Interesuje go przede wszystkim tzw. logika nieformalna, teoria argumentacji i perswazji, związki między logiką a psychologią. Prywatnie jest miłośnikiem zwierząt (ale tylko żywych, nie na talerzu). Amatorsko uprawia biegi długodystansowe.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Fot.: Some rights reserved byDesertrose7, CCo

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy