Filozofia przyrody Opracowania Przegląd prasy

Samotni we Wszechświecie?

Dziedzina nauki zajmująca się życiem pozaziemskim jest niestabilna, zawiera wiele pytań i mało odpowiedzi. Nawet jej nazwa nie jest do końca ustalona: egzobiologia, kosmobiologia, a może bioastronomia? Pozostaje jednak pewne, że zajmuje się ona jednym z najbardziej nurtujących ludzkość pytań: czy coś jeszcze żyje we Wszechświecie?

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Wyda­je się, że w Kosmo­sie ist­nie­je wię­cej spo­so­bów na bycie świa­tem mar­twym niż żywym. W dotych­cza­so­wych bada­niach astro­no­mo­wie odkry­wa­li pla­ne­ty gazo­we, lodo­we, mrocz­ne, cał­kiem małe i te gigan­tycz­ne; zaob­ser­wo­wa­li ogrom­ne chmu­ry i zba­da­li ruchy ciał nie­bie­skich i nanie­śli na mapę nie­ba milio­ny gwiazd. Nie zna­leź­li jed­nak jesz­cze ani jed­ne­go prze­ko­nu­ją­ce­go dowo­du na ist­nie­nie życia poza­ziem­skie­go. Dotych­cza­so­we bada­nia i wyobra­że­nia są budo­wa­ne na myśli o tym, jak być powin­no. Są to przy­pusz­cze­nia, opi­nie i ide­olo­gie, któ­re nigdy wcze­śniej nie wyda­wa­ły się być tak subiek­tyw­ne, jak w tym przypadku.

Brak dowodów nie jest dowodem braku

Joel Achen­bach, autor arty­ku­łu Dlacze­go jesz­cze tu nie przy­le­cie­li? A może jeste­śmy zupeł­nie sami?, pisze żartobliwie:

Nie mamy żad­nej solid­nej wie­dzy na temat choć­by jed­ne­go obce­go mikro­ba, samot­ne­go zarod­ni­ka, a tym bar­dziej zde­rza­ka z prze­la­tu­ją­ce­go stat­ku kosmicznego.

Jed­nak brak dowo­dów to nie dowód bra­ku. Wie­lu naukow­ców na pod­sta­wie rów­nań praw­do­po­do­bień­stwa spe­ku­lo­wa­ło o moż­li­wo­ści wystą­pie­nia życia poza naszą pla­ne­tą. Według obli­czeń Car­la Saga­na tyl­ko na może ist­nieć milion cywi­li­za­cji tech­nicz­nych. Bar­dziej powścią­gli­wy Frank Dra­ke zani­żał tę licz­bę do dzie­się­ciu tysię­cy. Z kolei scep­tyk, Ben Zuc­ker­man, nie miał w sobie cie­nia nadziei: we Wszech­świe­cie jeste­śmy sami.

Zostań­my jed­nak przy moż­li­wo­ści ist­nie­nia życia poza­ziem­skie­go. Jak mia­ło­by ono wyglą­dać? Gdzie go szu­kać? Cze­go się spodziewać?

Czło­wiek jest eks­tra­wa­ganc­ką, hała­śli­wą i towa­rzy­ską for­mą życia, jako­ścio­wo róż­nią­cą się od skał, gazu i pyłu, jak na iro­nię stwo­rzo­ną z tego same­go, wręcz banal­ne­go mate­ria­łu, jakim są pier­wiast­ki, któ­re wystę­pu­ją w całym Wszech­świe­cie. Myśląc o odna­le­zie­niu życia w Kosmo­sie, w ludz­kich umy­słach two­rzą się wizje istot rozum­nych, huma­no­idal­nych, podob­nych do nas. W dużej mie­rze te wyobra­że­nia pocho­dzą z lat czter­dzie­stych, kie­dy to w mia­stecz­ku Roswell wie­lo­krot­nie zaob­ser­wo­wa­no lata­ją­cy spodek, a w jego wra­ku zna­le­zio­no domnie­ma­ne cia­ło kosmi­ty. Ale czy isto­ty, któ­re potra­fią poko­ny­wać prze­strzeń kosmicz­ną, dały­by się tak łatwo zła­pać i wysta­wić w muzeum w Roswell?

Cie­ka­wym spo­strze­że­niem jest tak zwa­ny Para­doks Fer­mie­go. Teo­re­tycz­nie ludzie dys­po­nu­ją­cy odpo­wied­ni­mi zaso­ba­mi finan­so­wy­mi i cza­so­wy­mi mogli­by sko­lo­ni­zo­wać Dro­gę Mlecz­ną w cią­gu milio­na lat. Nasu­wa się więc pyta­nie: dla­cze­go star­sze cywi­li­za­cje jesz­cze tego nie zro­bi­ły? Odpo­wie­dzi jest wie­le. Nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że kosmi­ci są wśród nas, ale się nie ujaw­nia­ją; inni twier­dzą, że nas obser­wu­ją, ale nie inge­ru­ją w nasz świat. Są też zwo­len­ni­cy teo­rii sta­ro­żyt­nych astro­no­mów, któ­ra mówi, że isto­ty poza­ziem­skie ist­nia­ły kie­dyś na Zie­mi i zosta­wi­ły po sobie śla­dy, na przy­kład w posta­ci wiel­kich budow­li, ale z jakie­goś powo­du opu­ści­ły nas. Wytłu­ma­cze­nie podob­ne do naszych realiów jest bła­he: podró­że kosmicz­ne są zbyt kosz­tow­ne i cza­so­chłon­ne. Bio­rąc pod uwa­gę, że gwiaz­da poło­żo­na naj­bli­żej nas, któ­ra mogła­by być kan­dy­da­tem na cen­trum ukła­du pla­ne­tar­ne­go jest odda­lo­na o czter­dzie­ści try­lio­nów kilo­me­trów, to ostat­nie wytłu­ma­cze­nie wyda­je się być prawdopodobne.

Badania na Ziemi

Nie mając moż­li­wo­ści badań na innych pla­ne­tach, wie­lu naukow­ców robi to na Zie­mi w warun­kach, do któ­rych my, jako ludzie, nie jeste­śmy przy­sto­so­wa­ni. Pen­ny Boston, ame­ry­kań­ski nauko­wiec, spę­dza dużo cza­su w mek­sy­kań­skiej jaski­ni Vil­la Luz, do któ­rej wej­ście bez maski gazo­wej gro­zi śmiercią. 

Całe życie chcia­łam pole­cieć w kosmos, na inną pla­ne­tę. Bio­rąc pod uwa­gę mój wiek, bli­żej chy­ba nie trafię.

 mówi Boston. 

W ciem­nej, wil­got­nej i zala­nej wodą jaski­ni, gdzie ist­nie­je ryzy­ko zara­że­nia się mala­rią i den­gą albo natych­mia­sto­wej śmier­ci od podmu­chu tlen­ku węgla, Boston bada meta­bo­lizm wystę­pu­ją­cych tam mikro­or­ga­ni­zmów i ich wpływ na geo­lo­gię jaski­ni. W naj­więk­szej komo­rze jaski­ni, zwa­nej Wiel­ką Salą, z sufi­tu zwi­sa­ją gala­ret­ko­we struk­tu­ry robo­czo nazy­wa­ne “glut­ka­mi”. Są to odcho­dy drob­no­ustro­jów. Trud­ne dla nas warun­ki są dla nich nie­zbęd­ne do życia. “Glut­ki” są dobrym przy­kła­dem, że życie nie wyma­ga świa­tła sło­necz­ne­go, foto­syn­te­zy czy czy­ste­go powie­trza. Czy podob­ne for­my życia mogą więc wystę­po­wać pod powierzch­nią Mar­sa? Czy życie może ist­nieć “tyl­ko tro­chę” czy potrze­bu­je całe­go eko­sys­te­mu? Nie zapo­mi­naj­my, że jaski­nia Vil­la Luz jest czę­ścią całe­go eko­sys­te­mu Ziemi.

Przy­kła­dów życia w takich warun­kach na Zie­mi są dzie­siąt­ki. Dają one nadzie­ję na odna­le­zie­nie cze­goś podob­ne­go we Wszech­świe­cie. Aby otwo­rzyć nowy roz­dział w bada­niach nad życiem wystar­czył­by jeden dowód, jed­na nie­po­zo­sta­wia­ją­ca wąt­pli­wo­ści ska­mie­li­na. Ludz­kość musi jed­nak uzbro­ić się w cier­pli­wość ponie­waż, jak mawiał Carl Sagan, nad­zwy­czaj­ne twier­dze­nia wyma­ga­ją nad­zwy­czaj­nych dowodów.

Poszukiwania niewiadomego

Na przy­kła­dzie poszu­ki­wań kosmi­tów bar­dzo wie­le moż­na dowie­dzieć się o czło­wie­ku i o jego natu­rze. Jeste­śmy cie­kaw­ski­mi poszu­ki­wa­cza­mi, któ­rzy w swo­ich wyobra­że­niach szu­ka­ją w Kosmo­sie po pro­stu lep­szej wer­sji sie­bie. Nie­ja­sne jest, czy nasz mózg na dłuż­szą metę jest zale­tą. Prze­cież mamy wady i popeł­nia­my błę­dy. Nasza auto­de­struk­cyj­ność obja­wia się w budo­wa­niu bomb, zatru­wa­niu wody i zanie­czysz­cza­niu powie­trza, nie wspo­mi­na­jąc już o nisz­czą­cych rela­cjach w obrę­bie wła­sne­go gatunku. 

Czy koniecz­no­ścią jest, aby rozum­ne isto­ty poza­ziem­skie były takie jak my? Być może warun­ki, w któ­rych żyją, nie wyma­ga­ją posia­da­nia rąk, oczu czy mózgu; być może te isto­ty mają dia­me­tral­nie inne cele, inne postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści, inne spo­so­by prze­trwa­nia. Moż­li­we jest też, że przy spo­tka­niu z nimi nie będzie­my mogli odna­leźć odpo­wied­nie­go kana­łu komu­ni­ka­cyj­ne­go, jakim zasad­ni­czo powin­na być nasza “dusza”.

Może niewiele się od nich nauczymy. Wielki moment kontaktu może po prostu przypomni nam, że najbardziej chcemy znaleźć lepszą wersję siebie — istoty, którą prawdopodobnie będziemy musieli stworzyć sami, z naszych własnych pierwiastków, tu na Ziemi.

— pisze na koniec swo­je­go tek­stu Joel Achenbach.

Opra­co­wa­ła: Lena Parac­ka

Źró­dło: Natio­nal Geographic

Fot.: Greg Rako­zy. Labe­led for reu­se, https://unsplash.com/photos/oMpAz-DN-9I

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Jeśli dobro i zło (mówiąc oględ­nie) jest rów­nie praw­dop­do­ob­ne jak życie — a wyda­je się że jest jego nie­roz­łącz­ną czę­ścią — to żad­na cywi­li­za­cja nie może żyć tak dłu­go, żeby osią­gnac stan roz­wo­ju do podór­ży (anty­gra­wi­ta­cje czy inne na dziś dla nas nie­re­al­ne kwe­stie techn­lo­gicz­ne). na przy­kłą­dzie ludzi — ludz­kość dąży do samo­za­gła­dy: oszu­stwa na żyw­no­ści i medy­zy­nie będa pierw­sze przed zagro­że­niem nukle­ar­nym. Ludz­kie cia­ło (i mózg) ule­ga już stop­nio­wej degra­da­cji — na koniec będzie­my nie do użyt­ku bez ‘rurek; i che­mii i będzie­my umie­rać mło­do wyglą­da­jąc sta­ro. Nie mamy sznas bo jeste­śmy taaacy mali, jeśli cho­dzi o śred­nią inten­cji jaki­mi dys­po­nu­je. My nei jeste­śmy na żad­nym naj­wyż­szym ani nawet wyso­kim stop­niu rowo­ju — nie może­my sobie na dziś wyobra­zić dalej, tak jak kijan­ka nie wyobra­ża sobie trans­for­ma­cji do gadów i ssa­ków .. . Jeste­śmy żyją­cym EGo, i jest to nie­zmie­re­ni smut­ne, zwa­zyw­szy że udao nam się wyewo­lu­ować do jakiej­kol­wiek inteligencji.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy