Próby filozoficzne

Eryk Zywert: Jak rozumieć w XXI wieku pojęcie „dobrego życia”?

Codzienność zmusza nas do podejmowania decyzji, niejednokrotnie stawiając nas w sytuacjach, kiedy wybór odpowiedniej opcji nie zupełnie jest taki prosty, jakby mógł się wydawać. Myślę, że moglibyśmy śmiało nazwać takie patowe sytuacje konfliktami sumienia. Przykładami takich konfliktów sumienia mogą być wybory między etyką a religią, obowiązkiem a sumieniem czy prawem a klauzulą sumienia.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w dzia­le „Pró­by filo­zo­ficz­ne”, poświę­co­ne­go pra­com adep­tów filozofii.


Te dyle­ma­ty poja­wia­ją się w wie­lu sfe­rach życia publicz­ne­go, takich jak poli­ty­ka czy media, ale doty­ka­ją przede wszyst­kim każ­de­go czło­wie­ka – jako indy­wi­du­um. Może­my pod­cho­dzić do nich na zasa­dzie skraj­no­ści, wybie­ra­jąc pierw­szą lub dru­gą moż­li­wość, ale sytu­acje, kie­dy takie podej­ście jest sku­tecz­ne, nie nale­żą do zbyt czę­stych. Zazwy­czaj powsta­je koniecz­ność łącze­nia prze­ci­wieństw w spój­ne, eklek­tycz­ne roz­wią­za­nia. W koń­cu sys­tem war­to­ści każ­de­go czło­wie­ka jest kom­pi­la­cją wie­lu kon­cep­cji etycz­nych w całość. Nie­roz­strzy­gnię­ta pozo­sta­je kwe­stia, jaka kom­pli­ka­cja war­to­ści, uczy­ni życie czło­wie­ka dobrym.

Zaj­mę się pro­ble­mem dobre­go życia, pró­bu­jąc zna­leźć odpo­wie­dzi na to drę­czą­ce ludz­kość od zara­nia dzie­jów pyta­nie. Zada­nie to nie­ła­twe i na tyle zło­żo­ne, że nie spo­sób ująć je holi­stycz­nie w tak nie­wiel­kiej obję­to­ścio­wo pra­cy, toteż ogra­ni­czę się jedy­nie do prze­kro­jo­we­go omó­wie­nia naj­cie­kaw­szych sta­no­wisk, jakie wytwo­rzy­ły się na prze­strze­ni wieków.

Nie­moż­li­we jest jed­no­znacz­ne wska­za­nie tego, co czy­ni życie czło­wie­ka dobrym, gdyż pro­blem leży w natu­rze czło­wie­czeń­stwa – jej wyjąt­ko­wo­ści. Czło­wie­ka wyróż­nia­ją dwie istot­ne cechy: rozum i wol­na wola. Zesta­wia­jąc porów­naw­czo war­to­ści moral­ne dowol­nej pary osób natra­fia­my na pewien dyso­nans, nasi­la­ją­cy się wraz ze zwięk­sza­niem się ilo­ści czyn­ni­ków róż­ni­cu­ją­cych ludz­ką egzy­sten­cję. Do takich czyn­ni­ków może­my zali­czyć przede wszyst­kim uwa­run­ko­wa­nia spo­łecz­ne i kul­tu­ro­we, takie jak wycho­wa­nie, tra­dy­cja i oby­cza­je czy reli­gia. Względ­ność uwa­run­ko­wań wpły­wa­ją­cych na postrze­ga­nie dobra wią­że się samo przez się ze względ­no­ścią same­go dobra.

War­to nad­mie­nić, że poję­cie dobra łączy się z poję­ciem moral­no­ści. I choć pierw­sze­go z ter­mi­nów nie zde­fi­niu­ję, ze wzglę­du na jego rela­ty­wizm, o czym już wspo­mnia­łem, to okre­ślę jak nale­ży postrze­gać moral­ność w odnie­sie­niu do tez tej pra­cy. Otóż pod poję­ciem moral­no­ści rozu­miem przede wszyst­kim swo­isty kata­log okre­ślo­nych zacho­wań i war­to­ści, któ­re po zesta­wie­niu z nor­ma­mi powszech­nie uzna­ny­mi za obo­wią­zu­ją­ce moż­na zakla­sy­fi­ko­wać, jako etycz­ne bądź nieetyczne.

Spo­glą­da­jąc na pod­mio­to­wy pro­blem z nie­co innej per­spek­ty­wy, bio­rąc za mate­riał badaw­czy wła­sne doświad­cze­nia, zwią­za­ne z obsza­rem komu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej, oce­ną słusz­no­ści podej­mo­wa­nych decy­zji i dzia­łań, czy też z kształ­to­wa­niem wła­snych opi­nii i prze­ko­nań, może­my dojść do innej zgo­ła kon­klu­zji, że moral­ność jest poję­ciem o wie­lu defi­ni­cjach i może zawie­rać w sobie regu­ły, czę­sto odmien­ne, a nawet prze­ciw­staw­ne sobie, gdy­by­śmy chcie­li porów­nać je z eto­sem inne­go czło­wie­ka. Pomi­ja­my oczy­wi­ście fakt róż­nic kul­tu­ro­wych i odno­si­my się do dwóch osób, któ­re egzy­stu­ją, w jeśli nie toż­sa­mych, to bar­dzo zbli­żo­nych do sie­bie warun­kach spo­łecz­nych i kul­tu­ro­wych. Wnio­sek z tego jest nastę­pu­ją­cy: moral­ność jest subiek­tyw­na i przy­pi­sa­na do jed­nost­ki, a kon­sty­tu­ują ją pew­ne ele­men­ty. Są to: nor­my postę­po­wa­nia, nor­my etycz­ne i nor­my spo­łecz­no­ścio­we. Jak­kol­wiek podob­ne być mogą w obrę­bie dane­go regio­nu, zawsze obar­czo­ne są pew­nym stop­niem rela­ty­wi­zmu, przez co mode­lo­wa­ne są przez same­go czło­wie­ka, któ­ry mody­fi­ku­je postu­la­ty wywo­łu­ją­ce jego dezaprobatę.

Prze­strze­ga­nie norm postę­po­wa­nia, wywo­dzą­cych się z pra­wa, jest powszech­nym obo­wiąz­kiem każ­de­go oby­wa­te­la. Nie mniej jed­nak nikt nie kwe­stio­nu­je zasad­no­ści kar­dy­nal­nych praw, któ­re wymu­szo­ne są przez róż­ne insty­tu­cje, a zawar­te są cho­ciaż­by w Powszech­nej Dekla­ra­cji Praw Czło­wie­ka i Oby­wa­te­la. Żad­na. Każ­da współ­cze­sna ide­olo­gia, któ­ra nie jest wypa­czo­na przez błęd­ną inter­pre­ta­cję, nie ma na celu zabi­ja­nia ludzi, tor­tu­ro­wa­nia ich i przy­mu­sza­nia do dzia­ła­nia wbrew ich woli czy podej­mo­wa­nia innych moral­nie nagan­nych dzia­łań. Są to naj­bar­dziej pod­sta­wo­we i oczy­wi­ste (chodź nawi­nie uzna­wa­ne przez nie­któ­rych za obo­wią­zu­ją­ce od zawsze) war­to­ści, któ­rych nikt nie negu­je i nie pró­bu­je (świa­do­mie) dzia­łać prze­ciw­ko nim. Pra­wo­daw­stwo jed­nak regu­lu­je spo­sób postę­po­wa­nia w posta­ci naka­zów i zaka­zów, nie uza­sad­nia­jąc ich słusz­no­ści (co czy­ni ety­ka), ale okre­śla­jąc jedy­nie sam ich fakt. Ponad­to, nor­my moral­ne, kształ­to­wa­ne przez pra­wo nie doty­czą (w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści) spo­so­bu życia, nie ana­li­zu­ją każ­dej poje­dyn­czej sytu­acji, w któ­rej uczest­ni­czy czło­wiek. Wysu­nąć, zatem moż­na wnio­sek, że z wykład­ni pra­wa powszech­ne­go ludzie mogą wycią­gnąć naj­ogól­niej­sze wska­zów­ki, doty­czą­ce życia, któ­re nie prze­czą żad­nym sys­te­mom etycz­nym, ani wie­rze­niom i reli­giom. Co wię­cej, są z nimi zgod­ne. Dla­cze­go? Otóż, zna­ko­mi­ta więk­szość państw (przy­naj­mniej w teo­rii) jest świec­ka i nie pro­pa­gu­je żad­nych kon­kret­nych war­to­ści życio­wych, a jedy­nie regu­lu­je to, co musi regu­lo­wać powin­no cywi­li­zo­wa­ne pań­stwo. Zapew­nia mię­dzy inny­mi ochro­nę życia, pra­wo do rów­ne­go trak­to­wa­nia, pra­wo do nauki i ochro­ny zdro­wia. Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej zawie­ra jesz­cze jeden prze­pis, jasno potwier­dza­ją­cy posta­wio­ną tezę, a jed­no­cze­śnie moc­no oddzia­ły­wu­ją­cy na mery­to­rycz­ny sens pra­cy. Ów prze­pis to arty­kuł 53., zawie­ra­ją­cy w sied­miu punk­tach, gwa­ran­cję wol­no­ści sumie­nia i reli­gii każ­de­go, pra­wo do uczest­nic­twa (oraz nie uczest­nic­twa) w prak­ty­kach reli­gij­nych, oraz zapew­nie­nie, że nikt nie może zostać zmu­szo­ny do ujaw­nie­nia swo­ich poglą­dów. Niniej­sze posta­no­wie­nia, zawar­te w usta­wie zasad­ni­czej, jasno wska­zu­ją na to, że pra­wo­daw­ca ocze­ku­je, aby każ­dy same­mu zde­cy­do­wał o swo­im świa­to­po­glą­dzie i uze­wnętrz­niał go w dowol­ny, zgod­ny z wła­sny­mi prze­ko­na­nia­mi, sposób.

Wie­dząc już, że pra­wo świe­cie, któ­re wie­lu ludzi uwa­ża za osto­ję spra­wie­dli­wo­ści i czę­sto odwo­łu­je się do nie­go z myślą legi­ty­mi­za­cji swo­je­go zacho­wa­nia, dopa­tru­jąc się w nim poczu­cia bez­pie­czeń­stwa, nie wykształ­ci peł­ne­go zbio­ru moral­nych norm w życiu, a jedy­nie nakre­śli fun­da­men­tal­ne jego zasa­dy, opar­te na zaka­zach i naka­zach, nie­po­par­te żad­ny­mi uza­sad­nie­nia­mi, nale­ży pójść krok dalej i zna­leźć coś, co pomo­że czło­wie­ko­wi same­mu wykształ­cić sys­tem moral­ny, lub będzie taka kom­pi­la­cją, któ­rą czło­wiek przyj­mie w cało­ści, bez jego grun­tow­nej zmiany.

Zanim przej­dzie­my do kolej­ne­go punk­tu, nale­ży przyj­rzeć się budo­wie moral­ne­go (a w tym przy­pad­ku tak­że praw­ne­go) naka­zu. Czy ist­nie­je moż­li­wość logicz­ne­go uza­sad­nie­nia prze­sła­nia, któ­re nie­sie? To cie­ka­wy pro­blem. Ogrom­na gru­pa ludzi czę­sto odwo­łu­je się do zasad moral­nych, czy to wypro­wa­dza­nych od wie­rzeń reli­gij­nych, czy wpro­wa­dza­nych od grec­kich filo­zo­fów, ale mało, kto zasta­na­wia się nad tym skąd wła­ści­wie wziął się rze­czo­ny nakaz. Nor­my moral­ne — jak wszyst­ko — są czy­imś dzie­łem, zosta­ły stwo­rzo­ne, czy­li w tym wypad­ku wypro­wa­dzo­ne z kon­kret­ne­go poglą­du. Nie moż­na two­rzyć cze­goś z nicze­go. Wszyst­ko musi mieć swo­ją pod­sta­wę, na któ­rej się opie­ra. Zasa­dy moral­ne są jed­nak wyjąt­kiem od tej regu­ły, gdyż są wytwo­rem wyż­sze­go pozio­mu abs­trak­cji. Trak­tu­ją, bowiem o cen­nych dla czło­wie­ka war­to­ściach. Są prze­ja­wem ludz­kie­go dąże­nia do szla­chet­nych idei dobra i pięk­na. Zwa­żyw­szy, że rze­czo­ne nor­my (a przy­naj­mniej te fun­da­men­tal­ne) są two­rzo­ne w posta­ci roz­ka­zu, jak np.: nie zabi­jaj, nie krad­nij, nie cudzo­łóż, a – jak powszech­nie wia­do­mo – roz­kaz jest nie­ja­ko przed­sta­wie­niem jakie­goś fak­tu, więc nie mogą być nośni­ka­mi logicz­nie spój­ne­go prze­ka­zu, któ­ry wywo­dzi się z kon­kret­ne­go źró­dła. Roz­kaz sam w sobie nie może być logicz­nie uza­sad­nio­ny. Jest jedy­nie okre­śle­niem, sta­now­czym pole­ce­niem dzia­ła­nia (lub nie­dzia­ła­nia) w okre­ślo­ny sposób.

Kolej­nym spo­so­bem for­mo­wa­nia się świa­to­po­glą­du czło­wie­ka – i jed­nym z naj­bar­dziej popu­lar­nych metod, sto­so­wa­nych przez więk­szość spo­łe­czeń­stwa – są nor­my spo­łecz­ne. Naj­pro­ściej mówiąc, są to zasa­dy moral­ne, któ­rych pod­sta­wę sta­no­wią reli­gie i wie­rze­nia. Naj­ja­skraw­sze przy­kła­dy będzie moż­na oddać, ana­li­zu­jąc pro­cen­to­wy udział wyznaw­ców reli­gii w Pol­sce. Na potrze­by pra­cy, uży­te zosta­ną dane GUS z 2011 roku. Według nich, oko­ło 90% spo­łe­czeń­stwa dekla­ru­je się, jako chrze­ści­ja­nie (z prze­wa­gą kato­li­cy­zmu – 87%), bud­dy­ści sta­no­wią w przy­bli­że­niu 0,04% spo­łe­czeń­stwa. Za nimi pla­su­ją się muzuł­ma­nie – 0,013% i żydzi – 0,004%. Odse­tek ate­istów wyniósł oko­ło 3,5% (prze­kła­da­jąc na licz­bę lud­no­ści to ponad milion trzy­sta tysię­cy osób). War­to nad­mie­nić, że Pol­ska jest kra­jem z dłu­gą, ponad tysiąc­let­nią histo­rią, nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ną z chrze­ści­jań­stwem; jego zało­że­nia­mi i dorob­kiem. Wypro­wa­dze­nie moral­nych praw przez oso­bę wie­rzą­cą, jest zdu­mie­wa­ją­co pro­ste, dzię­ki sche­ma­tycz­nej budo­wie reli­gii (czy­tel­nie obra­zu­je to porów­na­nie trzech juda­izmu, chrze­ści­jań­stwa i isla­mu). Więk­szość wyznań posia­da swo­ją świę­te pisma (nie­któ­re, zazwy­czaj te orien­tal­ne, mają wyłącz­nie zbiór komen­ta­rzy, nie­kla­sy­fi­ko­wa­nych, jako świę­te księ­gi, choć peł­nią­cych podob­ną funk­cję), w któ­rej znaj­du­ją się war­to­ści moral­ne, cno­ty i wszyst­kie wska­zów­ki doty­czą­ce­go tego, jak żyć, aby osią­gnąć naj­wyż­sze sta­dium roz­wo­ju, np. chrze­ści­jań­skie zba­wie­nie, bud­dyj­skie usta­nie cier­pie­nia, czy kon­fu­cjań­skie złą­cze­nie się z Abso­lu­tem – Nie­bem (bez­oso­bo­wym bytem skła­da­ją­cym się z dusz przod­ków, ste­ru­ją­cy losa­mi świa­ta). Tłu­ma­cząc całość, na przy­kła­dzie nam wszyst­kim naj­bliż­szym – na przy­kła­dzie kato­li­ka, docho­dzi­my do nastę­pu­ją­cych wnio­sków. Nad­rzęd­nym celem w życiu chrze­ści­ja­ni­na jest osią­gnie­cie zba­wie­nia (wyba­wie­nia przez Boga), czy­li sta­nu, w któ­rym czło­wiek łączy się z męką Jezu­sa Chry­stu­sa i dostę­pu­je życia wiecz­ne­go. Wszyst­kie infor­ma­cje, jak osią­gnąć zba­wie­nie zawie­ra­ją się w Biblii (świę­tej księ­dze), na któ­rą skła­da się Sta­ry Testa­ment (sta­re przy­mie­rze Boga z Naro­dem Wybra­nym; okres przed naro­dze­niem Jezu­sa) i Nowy Testa­ment (życie i naucza­nie Jezu­sa). Rze­tel­nie wypeł­nia­jąc obo­wiąz­ki i pro­wa­dząc wzo­ro­we życie chrze­ści­ja­ni­na osią­ga się naj­wyż­szy stan roz­wo­ju. Do naka­zów moral­nych chrze­ści­jań­stwa zali­czyć moż­na: sza­cu­nek dla czło­wie­ka (bliź­nie­go), miło­sier­dzie, pomoc ubo­gim (ubo­gim zarów­no w kwe­stiach mate­rial­nych, jak i ubo­gich w duchu). Wie­rzą­cy (i prak­ty­ku­ją­cy) kato­lik opie­ra swój sys­tem etycz­ny na nauce Chry­stu­sa i na jej pod­sta­wie roz­róż­nia dobro od zła.

Co praw­da ilość wie­rzeń jest tak ogrom­na, że róż­nić się mogą wie­lo­ma ele­men­ta­mi, począw­szy od spraw zasad­ni­czych – głów­nych zało­żeń, przez rodza­je prak­tyk czy spo­sób kul­tu, a skoń­czyw­szy na zależ­no­ści mię­dzy życiem świec­kim a ducho­wym (czy­li jak żyć, aby nie żyć wbrew woli boskiej).

Życie oso­by wie­rzą­cej, któ­ra sto­su­je się do powyż­szych wska­zó­wek, nie wią­że się z żad­ną wyma­ga­ją­cą ana­li­zą poszcze­gól­nych twier­dzeń. Ich praw­dzi­wość gwa­ran­tu­je auto­ry­tet epi­ste­micz­ny twór­cy reli­gii. Pro­blem zaczy­na się w momen­cie, gdy mamy do czy­nie­nia z ate­izmem, agno­sty­cy­zmem, lub – mod­nym w ostat­nich latach okre­śla­niu się, jako czło­wiek „wie­rzą­cy, ale nie­prak­ty­ku­ją­cy”, lub też „wie­rzą­cy w Boga, ale nie w Kościół”. Dwa ostat­nie przy­kła­dy, ilu­stru­ją inte­re­su­ją­cy spo­sób podej­ścia do tema­tu reli­gii i jej założeń.

Praw­dzi­wość zasad moral­nych zale­ży, bowiem, nie od licz­by ich wyznaw­ców, a od indy­wi­du­al­nej inter­pre­ta­cji czło­wie­ka, któ­ry sam o tym roz­są­dza. Prze­waż­nie wyznaw­cy reli­gii wywo­dzą pra­wa moral­ne ze swo­ich świę­tych ksiąg. Coraz czę­ściej jed­nak mamy do czy­nie­nia ze zja­wi­skiem człon­ko­stwa w związ­ku wyzna­nio­wym i jed­no­cze­snym nie­prak­ty­ko­wa­niem zasad wyzna­wa­nej wia­ry. W wie­lu przy­pad­kach, są to posta­wy ludzi, głów­nie w wie­ku śred­nim, któ­rzy w pew­nym momen­cie prze­ana­li­zo­wa­li swo­je dotych­cza­so­we życie i uzna­li, że kie­ro­wa­li się zupeł­nie odmien­ny­mi war­to­ścia­mi, niż te, któ­ry­mi odzna­cza się ich wyzna­nie. Budzi się w nich myśl, że mogą być odręb­ny­mi jed­nost­ka­mi, nie­bę­dą­cy­mi człon­ka­mi żad­nej gru­py wyzna­nio­wej, do któ­rej nota bene – nie nale­że­li świa­do­mie, czy też z peł­nym prze­ko­na­niem. Odważ­niej­si, któ­rzy nie lubią żyć według ste­reo­ty­pów (jak cho­ciaż­by ten, że każ­dy Polak musi być kato­li­kiem) i utar­tych, nie­pi­sa­nych praw, decy­du­ją się na for­mal­ne opusz­cze­nie związ­ków wyznaniowych.

Nasu­wa się jesz­cze inna teo­ria doty­czą­ca powsta­nia reli­gii – być może nie­co kon­tro­wer­syj­na czy obra­zo­bur­cza, ale przede wszyst­kim alter­na­tyw­na w sto­sun­ku do tych gło­szo­nych przez ich twór­ców. Wią­że się to z natu­rą czło­wie­ka, któ­ry ocze­ku­je uzy­skać urze­czy­wist­nie­nie swo­ich prze­ko­nań w spo­sób, któ­ry będzie go dosta­tecz­nie satys­fak­cjo­no­wał. Spo­sób budo­wy reli­gii, na któ­ry skła­da się bóstwo (poje­dyn­czy bóg, lub wie­lu bogów), świę­ta księ­ga, jako zbiór histo­rii i wska­zó­wek, dzię­ki któ­rym moż­na osią­gnąć sta­dium naj­wyż­sze­go roz­wo­ju, okre­ślo­ne prak­ty­ki, dzię­ki któ­rym czło­wiek samo­do­sko­na­li się i przy­bli­ża do okre­ślo­ne­go przez ide­olo­gię zało­że­nia, jest łagod­niej­szą wer­sją sta­no­wisk filo­zo­ficz­nych. Moż­na rzec, że są one na swój spo­sób sys­te­ma­mi etycz­ny­mi spryt­nie oble­czo­ny­mi w swo­iste maski, któ­re gwa­ran­tu­ją łatwiej­sze przy­swo­je­nie zało­żeń danej dok­try­ny, tre­ści są apro­bo­wa­ne dzię­ki łagod­nej pro­gre­sji, za pomo­cą akcep­to­wal­nych i przy­stęp­nych form, jak cho­ciaż­by przy­po­wie­ści (para­bo­le), w któ­rych ponad­cza­so­wy sens i uni­wer­sa­lizm jest jed­no­cze­śnie ucie­le­śnie­niem wyjąt­ko­wych, szla­chet­nych war­to­ści, cnót, idei. Nauki gło­szo­ne przez filo­zo­fów nie obie­ra­ją, aż tak przy­ziem­nych form, gdyż są czy­ste, pozba­wio­ne zbęd­nej tre­ści, któ­ra nie­pra­wi­dło­wo odczy­ta­na mogła­by gene­ro­wać fana­tycz­nych wyznaw­ców. Wszyst­kie zasa­dy moral­ne i szla­chet­ne war­to­ści są ide­al­ne, gdyż są wytwo­ra­mi abs­trak­cji. Naj­wyż­szy­mi wytwo­ra­mi abs­trak­cji, któ­re to zro­zu­mieć mogą wyłącz­nie obda­rze­ni bystrym umy­słem i docie­kli­wo­ścią. Odbiór takich tre­ści, w ich natu­ral­nej for­mie przez czło­wie­ka jest nie­kie­dy moc­no utrud­nio­ny, a sens, któ­ry się z nich wywo­dzi jest znie­kształ­co­ny i nie­peł­ny; moż­li­we, iż błęd­ny i cał­ko­wi­cie sprzecz­ny. Reli­gij­ne odpo­wied­ni­ki wszel­kich cnót mogą być okre­śla­ne mia­nem Naj­wyż­sze­go, guru, nauczy­cie­la, jak cho­ciaż­by Guru Nanak (sikhizm), czy Bud­da (bud­dyzm). Taka per­so­ni­fi­ka­cja głów­nych zasad ide­olo­gii jest akcep­to­wal­na przez ludzi i łatwiej przy­swa­jal­na (dzię­ki meto­dzie sko­ja­rzeń: cno­ta – oso­ba, tudzież zacho­wa­nie albo kon­kret­na histo­ria), niże­li zagłę­bia­nie się w roz­le­głe spo­so­by ana­li­zo­wa­nia typo­wych filo­zo­ficz­nych defi­ni­cji i spe­cja­li­stycz­nej ter­mi­no­lo­gii. Reasu­mu­jąc niniej­szy kon­tro­wer­syj­ny wywód, poświad­cza­ją­cy w eks­cen­trycz­ny spo­sób o kształ­to­wa­niu reli­gii i jej isto­ty, wysnuć nale­ży nastę­pu­ją­ce wnio­ski. Przed­sta­wie­nie filo­zo­ficz­ne­go, czy­ste­go nur­tu pod posta­cią zor­ga­ni­zo­wa­ne­go ruchu, jest przy­stęp­nym spo­so­bem na zdo­by­cie rze­szy zwo­len­ni­ków, a w przy­pad­ku reli­gii (zor­ga­ni­zo­wa­ne­go sys­te­mu ide­olo­gicz­ne­go) wła­ściw­szym okre­śle­niem było­by – rze­szy wyznaw­ców. Quasi logicz­ne i quasi racjo­nal­ne uza­sad­nie­nie, nie­któ­rych nie­wy­tłu­ma­czal­nych przez naukę kwe­stii wyda­je się być łako­mym kąskiem dla ludzi, poszu­ku­ją­cych odpo­wie­dzi na pyta­nia, na któ­re jak na razie nauka nie jest w sta­nie udzie­lić jed­no­znacz­nych i spre­cy­zo­wa­nych odpowiedzi.

Naprze­ciw ocze­ki­wa­niom takich ludzi wycho­dzi filo­zo­fia, uści­śla­jąc, jed­na z jej gałę­zi – ety­ka. Ist­nie­je napraw­dę dużo sta­no­wisk moral­nych, a tak­że ich wewnętrz­nych rodza­jów, two­rzo­nych zazwy­czaj z powo­dów waśni mię­dzy ucznia­mi, powsta­łych wsku­tek spo­rów o prym w kon­kret­nym nur­cie, po śmier­ci jego zało­ży­cie­la (względ­nie aktu­al­ne­go mistrza). Poni­żej zapre­zen­to­wa­łem wybra­ne kie­run­ki filo­zo­ficz­ne, wraz z ich zało­że­nia­mi i suge­stia­mi doty­czą­cy­mi wła­ści­we­go, dobre­go, a zara­zem szczę­śli­we­go życia.

Cynizm powsta­ły oko­ło V w. p. n. e. w Gre­cji gło­si, że zna­cze­nie ma jedy­nie roz­róż­nie­nie praw­dzi­wych i fał­szy­wych war­to­ści. Sama świa­do­mość, tego, co jest praw­dą, a co fał­szem pozwa­la czło­wie­ko­wi wybrać korzyst­ną dla nie­go posta­wę, dopro­wa­dza­jąc tym samym do wewnętrz­ne­go speł­nie­nia; ogól­ne­go zado­wo­le­nia i prze­ko­na­nia o słusz­no­ści swo­ich decy­zji. Decy­zje te, mogą ewi­dent­nie łamać oby­cza­je danej gru­py spo­łecz­nej, co w opi­nii cyni­ków jest cał­ko­wi­cie bez zna­cze­nia. Klu­czem, do osią­gnie­cia naj­wyż­sze­go sta­dium roz­wo­ju jest reali­za­cja swo­ich wła­snych, ego­istycz­nych celów, cał­ko­wi­cie odrzu­ca­jąc altru­istycz­ne czy filan­tro­pij­ne zacho­wa­nia, uzna­jąc je za burzą­ce fun­da­men­tal­ny cha­rak­ter ist­nie­nia, cał­ko­wi­cie koli­du­ją­ce z ideą samo­do­sko­na­le­nia się, nie bacząc na innych. Zało­że­nia tego nur­tu, wska­zu­ją, że nie ist­nie­ją jakie­kol­wiek szla­chet­ne idee jak: Bóg, Honor, Ojczy­zna. Uwa­ża się, że jest to wyłącz­nie prze­jaw uza­sad­nie­nia kon­kret­nych dzia­łań, lub zanie­cha­nia ich. War­to­ści te nie ist­nie­ją i są jedy­nie wymy­słem ludzi. Jed­nym z bar­dziej zasłu­żo­nych pro­pa­ga­to­rów tej idei był Anty­ste­nes z Aten.

Jeden z trzech głów­nych, antycz­nych szkół etycz­nych – epi­ku­re­izm, gło­si, że sen­sem ludz­kie­go życia jest szczę­ście, jego poszu­ki­wa­nie i odczu­wa­nie. Klu­czo­wą rolę w odbie­ra­niu szczę­ścia za pomo­cą róż­nych bodź­ców sta­no­wią przy­jem­no­ści, któ­re Epi­kur podzie­lił m.in. na czyn­ne i bier­ne, a czyn­ne roz­róż­nił na fizycz­ne (i tu mamy do czy­nie­nia z kolej­nym podzia­łem, na te, któ­rych doświad­cze­nie wyma­ga wkła­du fizycz­ne­go i na te, któ­re tako­we­go nie potrze­bu­ją) oraz ducho­we. Naj­waż­niej­szą jed­nak przy­jem­no­ścią, jest radość same­go życia, któ­rą moż­na utoż­sa­mić z reli­gij­ną kon­cep­cją daru życia. Epi­kur, w prze­ci­wień­stwie do Ary­sto­te­le­sa twier­dził, że cno­ta, sama w sobie nie nie­sie żad­nej głęb­szej war­to­ści, jest pusta i jedy­nie wyko­rzy­sta­nie jej, jako swo­iste­go narzę­dzia do uzy­ska­nia naj­więk­sze­go stop­nia szczę­ścia nada­je jej odpo­wied­nie zna­cze­nie i loku­je ją w sys­te­mie moral­nym czło­wie­ka. A war­to zauwa­żyć, że więk­szość spo­łe­czeń­stwa (jeśli by nie użyć okre­śle­nia całe spo­łe­czeń­stwo) uzna­je cno­ty, za szcze­gól­nie istot­ne w ich życiu, trak­tu­jąc je, ponie­kąd, jako bez­oso­bo­we auto­ry­te­ty, mimo wyraź­nych róż­nic w dekla­ra­cji wyzna­wa­nych przez nich poglą­dów. Nauka Epi­ku­ra zazna­cza­ła tak­że, że hamo­wa­nie odczu­wa­nia przy­jem­no­ści przez ludzi jest spo­wo­do­wa­ne przez lęki, któ­re, według nie­go może napra­wić jedy­nie filo­zo­fia, rozu­mia­na, jako pokarm dla umy­słu i duszy. Wyróż­nił on czte­ry lęki: strach przed gnie­wem bóstw, strach przed śmier­cią, oba­wa przed cier­pie­niem i oba­wa przed nie­po­wo­dze­niem w zdo­by­wa­niu szczęścia.

Kolej­nym kie­run­kiem filo­zo­ficz­nym jest sto­icyzm (III w. p. n. e.), któ­re­go zasięg obej­mo­wał ówcze­sne gra­ni­ce Gre­cji i Rzy­mu. Ide­olo­gia ta, kła­dła szcze­gól­ny nacisk na życie w zgo­dzie z natu­rą. Uwa­ża­no, bowiem, że świa­tem rzą­dzą pra­wa natu­ry, a czło­wiek nie ma na nie żad­ne­go wpły­wu i nie pozo­sta­je mu nic inne­go jak tyl­ko pogo­dzić się z losem. Naj­wyż­szy sto­pień roz­wo­ju czło­wiek może osią­gnąć wyłącz­nie dzię­ki samo­dy­scy­pli­nie w kwe­stiach życia doty­ka­ją­cych spraw moral­nych, a tak­że poprzez rze­tel­ne wyko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków, zarów­no tych wyni­ka­ją­cych z czyn­ni­ków kul­tu­ro­wych, jak i tych powsta­łych w sku­tek zaj­mo­wa­nej pozy­cji w hie­rar­chii spo­łecz­nej. Według sto­ików, klu­czem do zacho­wa­nia szczę­śli­we­go życia, jest bez­względ­ne utrzy­ma­nie wewnętrz­ne­go spo­ko­ju ducha i cał­ko­wi­te wyci­sze­nie się od wszyst­kich czyn­ni­ków zewnętrz­nych, mimo, że nie­któ­re mogą doty­czyć nas, lub koli­do­wać, a wręcz prze­ciw­dzia­łać naszym zamia­rom, co mogło­by wzbu­dzić gniew, lub nie­po­kój. Mimo wszyst­ko, naj­cen­niej­szy jest spokój.

Empi­ryzm. Dok­try­na sze­rzej roz­po­wszech­nio­na w osiem­na­sto­wiecz­nej Euro­pie przez John’a Locke’a, trak­tu­ją­ca o tym, że wszel­kie idee nie są wro­dzo­ne, a przy­swa­ja­ne poprzez zmy­sły i doświad­cze­nie. Mak­sy­mal­ny roz­wój jest moż­li­wy wyłącz­nie dzię­ki indy­wi­du­al­nej kla­sy­fi­ka­cji tre­ści odbie­ra­nych poprzez róż­ne bodź­ce (w tym głów­nie poprzez wzrok i słuch), bio­rąc pod uwa­gę wyłącz­nie sam efekt, uzy­ska­ny na pod­sta­wie okre­śle­nia dane­go zja­wi­ska, jedy­nie na pod­sta­wie moż­li­wo­ści, któ­re ofe­ru­ją zmy­sły. Według empi­ry­ków, czło­wiek nie powi­nien ana­li­zo­wać odbie­ra­nych doznań, tak jak gdy­by ana­li­zo­wał fak­ty, roz­są­dza­jąc o nich przy uży­ciu rozu­mu, ale powi­nien ogra­ni­czyć się wyłącz­nie do zakre­su opi­nii uzy­ska­nej na posta­wie bodź­ców zare­je­stro­wa­nych przez zmy­sły. Tyl­ko takie postę­po­wa­nie jest naj­wła­ściw­sze i pro­wa­dzi do szczę­śli­we­go i dosko­na­łe­go życia.

Rów­nież w XVIII wie­ku i tak­że w Euro­pie roz­wi­jał się racjo­na­lizm, sto­ją­cy w sil­nej opo­zy­cji do empi­ry­zmu. Naj­waż­niej­sze zało­że­nie mówi o tym, że wia­ry­god­ne są tyl­ko praw­dy, któ­re moż­na uza­sad­nić w logicz­ny (racjo­nal­ny) spo­sób. Racjo­na­li­ści w spo­sób szcze­gól­ny cenią rozum – i to nie bez koze­ry – uzna­jąc go za naj­waż­niej­szy czyn­nik i pod­miot two­rzą­cy sys­tem moral­no­ści czło­wie­ka. Waż­ne miej­sce przy­pi­su­je się rów­nież nauce, dla­te­go, że wszyst­kie jej twier­dze­nia są z logicz­ne­go toku rozu­mo­wa­nia popraw­ne i moż­li­we do uza­sad­nie­nia w racjo­nal­ny spo­sób. Taki, któ­ry pozwa­la na wykształ­ce­nie wła­snych opi­nii, na pod­sta­wie dorob­ku nauko­we­go. Racjo­na­li­ści nie­przy­chyl­nie patrzą na wia­rę reli­gij­ną, fana­tyzm czy róż­no­rod­ne uprze­dze­nia (w tym sze­ro­ką gamę utar­tych ste­reo­ty­pów, czy sche­ma­tów myśle­nia). Okre­śla­ją je mia­nem czyn­ni­ków gene­ru­ją­cych otę­pie­nie, powo­du­ją­ce w skut­kach wewnętrz­ną kon­ster­na­cję mię­dzy sen­ty­men­tem a racjo­nal­nym myśle­niem, przez co wyda­nie, czy­ste­go, niczym nie­przy­sło­nię­te­go sądu sta­je się moc­no ogra­ni­czo­ne, jeśli by uznać, że jest cał­ko­wi­cie niemożliwe.

Nie­co podob­ną do racjo­na­li­zmu jest dok­try­na prag­ma­ty­zmu – dzie­ło XIX wiecz­ne­go ame­ry­kań­skie­go filo­zo­fa, Char­le­sa Peirce’a. Prag­ma­tyzm jest sys­te­mem opar­tym na prze­ko­na­niu, że praw­dzi­wość gło­szo­ne­go poglą­du zale­ży od przy­dat­no­ści jego zasto­so­wa­nia. Im teo­ria jest bar­dziej prak­tycz­na, tym jest słusz­niej­sza, a jeśli twier­dze­nie nie ma stric­te tech­nicz­ne­go wyko­rzy­sta­nia, w roz­pa­try­wa­nym zagad­nie­niu, jest uzna­wa­ne za ana­chro­nicz­ne i błęd­ne. Szczę­śli­we życie jest nie­ro­ze­rwal­nie złą­czo­ne z meto­da­mi, któ­re doty­czą sku­tecz­ne­go postę­po­wa­nia. Inte­re­su­ją­cą kon­cep­cję doty­czą­cą wia­ry, wysu­wa jeden z pierw­szych przed­sta­wi­cie­li prag­ma­ty­zmu – Wil­liam James (1842–1910). Mówi on, że wia­ra jest dozna­niem, każ­de­go czło­wie­ka, nie bio­rąc tutaj tyl­ko wia­ry, jako poję­cia rów­no­znacz­ne­mu ter­mi­no­wi reli­gii, ale jako ogól­ne prze­świad­cze­nie o kon­kret­nych aspek­tach (np. o ich słusz­no­ści). War­to tak­że zauwa­żyć, że nie­wia­ra jest rów­nież spe­cy­ficz­ną for­mą wia­ry, gdyż zakła­da ona wia­rę w nie­ist­nie­nie czegoś.

God­nym wska­za­nia jest rów­nież bry­tyj­ski uty­li­ta­ryzm, któ­ry moż­na okre­ślić mia­nem zbio­ro­we­go epi­ku­re­izmu. Powo­dem takiej tezy jest isto­ta tej ide­olo­gii, mówią­ca, że dzia­ła­nie jest moral­nie słusz­ne, gdy pro­wa­dzą do szczę­ścia wie­lu osób (zasa­da uży­tecz­no­ści). Filo­zo­fia zdro­we­go roz­sąd­ku (bo tak bywa nazy­wa­ny ten kie­ru­nek filo­zo­ficz­ny) przy­ku­wa uwa­gę fak­tu, że inten­cja czy­nu nie jest istot­na, jeśli jego sku­tek jest od niej odmien­ny. Liczą się efek­ty, któ­re nie­sie postę­po­wa­nie ludzi, a nie ich fak­tycz­ne zamia­ry. Poję­cie „glo­bal­ne­go, względ­nie lokal­ne­go, szczę­ścia” może być dowol­nie inter­pre­to­wa­ne, dla­te­go też, czę­sto, idea ta może być błęd­nie (cho­ciaż w myśl nur­tu, popraw­nie, ale błęd­nie w sto­sun­ku do roz­sąd­ne­go opi­nio­wa­nia zna­cze­nia kon­kret­nych defi­ni­cji) rozu­mia­na i może być przy­czy­ną legi­ty­mi­zo­wa­nia nie­wła­ści­wych przed­się­wzięć z tytu­łu „więk­sze­go dobra”. Czę­sto jed­nak zda­rza się, że uty­li­tar­ne postę­po­wa­nie jest cał­ko­wi­cie odrzu­ca­ne w sytu­acjach, gdzie uczu­cia mają prze­wa­ża­ją­ce zna­cze­nie, nad dobrem ogó­łu. Uty­li­ta­ry­ści roz­gra­ni­cza­ją jed­nak dobro moral­ne od dobra zamie­rzo­ne­go, a wyni­ka to z sumy korzy­ści, czy­li zło­żo­ne­go spo­so­bu sza­co­wa­nia czy korzyść moral­na prze­wyż­sza, rów­no­wa­ży lub umniej­sza korzyść ocze­ki­wa­ną w sku­tek podej­mo­wa­nia kon­kret­nej decyzji.

Przed­sta­wi­łem w krót­ki i myślę przy­stęp­ny spo­sób jedy­nie wybra­ne, wyróż­nia­ją­ce się spo­śród resz­ty kie­run­ki etycz­ne, będą­ce zarów­no spe­cy­ficz­ny­mi spo­so­ba­mi wypro­wa­dza­nia norm moral­nych. Moral­ność jak już w tej pra­cy omó­wio­no jest poję­ciem nie­ro­ze­rwal­nym z isto­tą dobre­go życia. War­to ponow­nie posta­wić sobie tytu­ło­we i pokrew­ne mu pyta­nia. Jak rozu­miem poję­cie dobre­go życia? Czym tak wła­ści­wie jest dobre życie? Jak je osią­gnąć? Jak czuć się wewnętrz­nie zaspo­ko­jo­nym, speł­nio­nym? Moż­na zada­wać jesz­cze wie­le pokrew­nych pytań, na któ­re nigdy nie będzie moż­na udzie­lić peł­nej, wyczer­pu­ją­cej i jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi. Żaden nurt filo­zo­ficz­ny i żad­na reli­gia nie będą w peł­ni odda­wać prze­ko­nań wszyst­kich ich wyznaw­ców, z jed­ne­go pro­za­icz­ne­go powo­du. Zazwy­czaj takie ruchy, jeśli chcą być bra­ne pod uwa­gę na glo­bal­nej are­nie muszą mieć zna­czą­cą licz­bę wyznaw­ców. Powo­du­je to glo­ba­li­za­cję dekla­ro­wa­nych idei i poglą­dów, mie­rze­nie każ­de­go wyznaw­cy jed­na­ko­wą mia­rą. Dla­te­go też, pró­ba mie­rze­nia wszyst­kich jed­ną mia­rą jest nie­wła­ści­wą meto­dą wpły­wa­nia na kształ­to­wa­nie się poglą­dów ludzi.

Jest jed­nak pew­na recep­ta na dobre życie. Oto ona. Przyj­mij­my, że moral­ność to indy­wi­du­al­na spra­wa każ­de­go czło­wie­ka i że żad­na insty­tu­cja, ani żaden inny pod­miot nie jest samo­ist­nie w nią inge­ro­wać. Każ­dy powi­nien żyć i postę­po­wać w spo­sób zgod­ny z wła­sny­mi prze­ko­na­nia­mi, z wła­snym sumie­niem i nigdy nie powi­nien dzia­łać wbrew swo­im zasa­dom z jakie­go­kol­wiek powo­du. Wypro­wa­dze­nie norm moral­nych powin­no odby­wać się w spo­sób słusz­ny i wła­ści­wy dla każ­de­go czło­wie­ka, a nie w spo­sób sche­ma­tycz­ny, czy też poprzez bez­re­flek­syj­ne naśla­dow­nic­two innych. Takie zacho­wa­nie gene­ru­je wewnętrz­ne zmie­sza­nie i uniesz­czę­śli­wia. Kształ­tu­jąc wła­sny pogląd powin­ni­śmy wziąć pod uwa­gę swo­je doświad­cze­nia, błę­dy i suge­stie osób, któ­rych zda­nie jest dla nas waż­ne. Może­my tak­że wes­przeć się histo­rią innych ludzi, któ­rzy tak­że szu­ka­li swo­jej dro­gi w życiu. Pamię­tać nale­ży, że moral­ność i war­to­ści, któ­re sze­re­gu­je­my według ich zna­cze­nia, mogą się zmie­niać wraz z bie­giem cza­su i hie­rar­chią naszych ocze­ki­wań, co jest nor­mal­nym sta­nem życia. Naj­waż­niej­sze jest jed­nak, by żyć tak, aby nie żało­wać żad­nej pod­ję­tej (lub zanie­cha­nej) decyzji.


Eryk Zywert – uczeń III Liceum Ogól­no­kształ­cą­ce­go im. Juliu­sza Sło­wac­kie­go w Piotr­ko­wie Try­bu­nal­skim. Zain­te­re­so­wa­ny szcze­gól­nie myślą F. Nie­tz­sche­go i F. Zna­niec­kie­go, a tak­że wybra­ny­mi zagad­nie­nia­mi z filo­zo­fii poli­ty­ki. Pasjo­nu­je się filo­lo­gią kla­sycz­ną, reli­gio­znaw­stwem i lite­ra­tu­rą (szcze­gól­nie histo­rycz­ną i społeczno-obyczajową).

Ilu­stra­cja: Some rights rese­rved by iva­no­vgo­od, CC0.

< Powrót do dzia­łu „Pró­by filozoficzne”

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

4 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Prze­pra­szam, ale nale­ża­ło­by może poru­szyć pro­blem rela­ty­wi­zmu , któ­rym obar­czo­ne są świę­te zasa­dy reli­gij­ne lub etycz­ne, a któ­re pró­bu­je wyja­śnić od zawsze pra­wo. Czy Chrze­ści­ja­nin wyzna­jąc pro­sta zasa­dę ‘nie zabi­jaj’ potra­fi ja bez łama­nia zasto­so­wać w każ­dej życio­wej sytu­acji? W obro­nie wła­snej, w obro­nie rodzi­ny lub tery­to­rium, czy cho­ciaż­by w pro­fi­lak­tycz­nej eli­mi­na­cji groź­ne­go recy­dy­wi­sty ze spo­łe­czeń­stwa? Czy rze­czy­wi­ście nor­my reli­gij­ne są takie pro­ste, wyklu­cza­ją potrze­bę każ­do­ra­zo­we­go namy­słu i oce­ny sytu­acji, dają jed­no­znacz­ną odpo­wiedź na każ­dy moral­ny dyle­mat, czy tyl­ko spra­wia­ją takie wra­ze­nie gubiąc wyznaw­ców jesz­cze bar­dziej w mean­drach rze­czy­wi­sto­sci i wpę­dza­jąc bez­wa­run­ko­wo w poczu­cie wiecz­nej winy? Co mówi Panu dogmat o świę­to­ści życia, gdy trze­ba wybrać mie­dzy zyciem mat­ki a dziec­ka, albo w przy­pad­ku O. Kol­be­go? A poru­sza­my tu tyl­ko obszar ludz­ki, nie doty­ka­my śro­do­wi­ska i innych ist­nień. Czym jest dobre życie współ­cze­sne­go czło­wie­ka? Powiem prze­wrot­nie; nie­świa­do­mo­ścią i śle­po­tą, bo w innym przy­pad­ku moż­na zwariować.

    • Dzię­ku­ję Pani/Panu za czas poświę­co­ny lek­tu­rze tek­stu i tak obszer­ny komen­tarz. Poru­sza Pani/Pan w nim bar­dzo waż­ne i zło­żo­ne zagad­nie­nia, zasłu­gu­ją­ce w peł­ni na osob­ny arty­kuł i to pió­ra znacz­nie lep­sze­go pole­mi­sty, niż ja. Zwa­żyw­szy jed­nak, że powyż­szy tekst był pró­bą, mogę, nomen omen, spró­bo­wać odnieść się do posta­wio­nych mi pytań. Mam nadzie­ję, że choć w czę­ści spro­stam Pani/Pana oczekiwaniom.

      Deka­lo­go­we „nie zabi­jaj”, to nie tyle zakaz zabi­ja­nia, co zakaz mor­du. Język hebraj­ski zna trzy cza­sow­ni­ki odno­szą­ce się do uśmier­ca­nia, są to: harag (zabi­jać), racah (mor­do­wać) oraz hemit (ginąć w wyni­ku kary śmier­ci). W Księ­dze Wyj­ścia uży­ty został dru­gi z nich. Wobec tego chrze­ści­ja­nin może zabić czło­wie­ka, np. w cza­sie woj­ny, albo wyko­nać karę śmier­ci (spra­wie­dli­wie zasą­dzo­ną), nie łamiąc przy tym pią­te­go przy­ka­za­nia. Jeśli rozu­mie­my obro­nę koniecz­ną tak, jak pol­ski usta­wo­daw­ca, dzia­ła­my moty­wo­wa­ni chę­cią odpar­cia napast­ni­ka, nie krzyw­dzi­my inten­cjo­nal­nie. Upra­wio­nym było­by w tej sytu­acji pyta­nie, jak ma się sta­ro­te­sta­men­to­we pra­wo do nowo­te­sta­men­to­we­go przy­ka­za­nia miło­wa­nia bliź­nie­go (isto­ty chrze­ści­jań­stwa). Czy da się nie­sprzecz­nie połą­czyć oba? Moż­na miło­wać bliź­nie­go i krzyw­dzić zara­zem? Przy­znam, że odpo­wiedź na to pyta­nie wyma­ga solid­nej kwe­ren­dy i komen­ta­rza biblij­ne­go. Na ten moment nie jestem w sta­nie udzie­lić na nie satys­fak­cjo­nu­ją­cej odpo­wie­dzi, sam jej bowiem nie znam.

      Pyta Pani/Pan o to, czy nor­my reli­gij­ne zawsze imple­men­tu­je się nie­ja­ko mecha­nicz­nie, czy wyma­ga­ją one choć­by śla­do­we­go namy­słu. Zno­wu – pro­blem jest sza­le­nie cie­ka­wy, god­ny osob­ne­go tek­stu. Tym­cza­sem muszą wystar­czyć moje luź­ne uwa­gi; zastrzec muszę, iż nie­któ­re z napi­sa­nych tu tez są wyni­kiem moje­go dłu­gie­go namy­słu, któ­ry prze­bie­gał w mia­rę her­me­tycz­nej izo­la­cji od lite­ra­tu­ry przed­mio­tu. Roz­pra­wiać będę ana­li­zu­jąc spra­wę na przy­kła­dzie może nie tyle naj­bar­dziej repre­zen­ta­tyw­nym, co naj­bliż­szym nasze­mu krę­go­wi kul­tu­ro­we­mu – na chrze­ści­jań­stwie (czy­nię przy tym enty­me­ma­tycz­ne zało­że­nie, że akcep­tu­je­my choć­by na potrze­by niniej­szych roz­wa­żań w ten, czy inny spo­sób dok­try­nę kato­lic­ką). Obja­wie­nie jest kom­plet­ne, skoń­czy­ło się ono wraz ze śmier­cią ostat­nie­go z Apo­sto­łów (kato­li­cy pozo­sta­ją­cy w łącz­no­ści z papie­żem nie mają obo­wiąz­ku uzna­wać żad­nych innych obja­wień za praw­dzi­we, w tym obja­wień fatim­skich, czy wizji św. Fau­sty­ny Kowal­skiej; one mogą być co naj­wy­żej nie­sprzecz­ne) i jako takie jest wystar­cza­ją­ce, aż do momen­tu paru­zji, tj. powtór­ne­go Jezu­sa Chry­stu­sa na Zie­mię. Sko­ro Obja­wie­nie jest kom­plet­nie i regu­lu­je wszyst­ko to, co powin­no regu­lo­wać (jest wyczer­pu­ją­ce), a akcep­tu­ję przy tym jego praw­dzi­wość, to z koniecz­no­ści mogę ufać w to, że postę­pu­jąc zgod­nie z Pismem podą­żam naj­lep­szą moż­li­wą ścież­ką. Nie potrze­bu­ję przy tym dodat­ko­wej reflek­sji. Poja­wia się zatem tytu­ło­we pyta­nie, czy powi­nie­nem zawsze odrzu­cać wszel­ki namysł, pre­miu­jąc w każ­dym razie roz­wią­za­nie biblij­ne (nawet, gdy rozum pod­po­wia­da mi, że war­to postą­pić zgod­nie z wła­sny­mi prze­my­śle­nia­mi). Jest ono powią­za­ne z tym, jak waż­ną pozy­cję w życiu zaj­mu­je reli­gia i jak duże jej wpły­wy akcep­tu­je­my. Jeśli bar­dzo moc­no wie­rzę, nie powi­nie­nem mieć obaw (chcia­ło­by się powie­dzieć fana­tycz­nie, ale było­by to nie­upra­wio­ne ukrzyw­dze­nie ludzi pew­nych, co do praw­dzi­wo­ści swo­jej reli­gii, stro­nią­cych zara­zem od wszel­kie­go eks­tre­mi­zmu). Przy­wo­łać tutaj nale­ży skraj­nie ser­wi­li­stycz­ne w sto­sun­ku do Kościo­ła kato­lic­kie­go stwier­dze­nie Loy­oli „Trze­ba być zawsze goto­wym wie­rzyć, że to, co ja widzę jako bia­łe, jest czar­ne, jeśli tak to okre­śli Kościół hie­rar­chicz­ny”. To tyl­ko jed­no z moż­li­wych roz­wią­zań. Omó­wi­łem je, ponie­waż myślę, że Szanownej/mu Autorce/owi cho­dzi­ło o przed­sta­wie­nie pro­ble­mu zasad­no­ści norm reli­gij­nych z per­spek­ty­wy, jaką może przy­jąć czło­wiek reli­gij­ny. Są jed­nak inne spo­so­by postrze­ga­nia reli­gii, od skraj­nie ate­istycz­nych, aż po skraj­nie teistycz­ne. Może­my mówić o reli­gii, jako uży­tecz­nej tera­pii spo­łecz­nej, tak jak widział to Wit­t­gen­ste­in, albo za Jame­sem kore­lo­wać reli­gię z psy­cho­lo­gią i tam doszu­ki­wać się całe­go spi­ri­tus movens. Każ­de uję­cie (w domy­śle aspi­ru­ją­ce do wygło­sze­nia sądu gene­ral­ne­go o natu­rze reli­gii) wią­że się z róż­nym podej­ściem do norm reli­gij­nych i ich ist­nie­nia. Widzi­my to zresz­tą nie tyl­ko w filo­zo­fii, ale rów­nież w teo­lo­giach poszcze­gól­nych reli­gii. Ina­czej rozu­mie­ją je pra­wo­sław­ni, jesz­cze ina­czej pro­te­stan­ci roz­ma­itych deno­mi­na­cji. Cie­ka­wie postrze­ga­ją je tak­że waha­bi­ci (ser­wi­li­stycz­nie pod­cho­dzą­cy do Kora­nu), żydzi mesja­ni­stycz­ny (twór­czo kom­pi­lu­jąc sta­re pra­wo z naucza­niem Jezu­sa), czy nawet wyznaw­cy juda­izmu huma­ni­stycz­ne­go, któ­rzy, w uprosz­cze­niu, trak­tu­ją kanon ksiąg juda­izmu jedy­nie jako pewien mit zało­ży­ciel­ski i spo­iwo kul­tu­ro­we. Ory­gi­nal­ną kon­cep­cję wypra­co­wa­li rów­nież baha­ici. Oni z kolei uwa­ża­ją, że każ­dy kolej­ny Obja­wi­ciel Boga uak­tu­al­nia Obja­wie­nie (w tym pra­wo moral­ne), dla­te­go zawsze odpo­wia­da ono ducho­wi cza­sów. Kie­dy świat wznie­sie się na wyż­szy poziom roz­wo­ju, kolej­ny Obja­wi­ciel Boga dosto­su­je ponow­nie nor­my (doda, zmie­ni, usu­nie). Wyda­je mi się, że tego doty­czy­ło pyta­nie. Gdy­bym był w błę­dzie, bar­dzo pro­szę mnie upo­mnieć, abym odniósł się do sen­su sprawy.
      Podej­mu­je Pani/Pan tak­że zagad­nie­nie abor­cji (w dok­try­nie kato­lic­kiej rze­kli­by­śmy – świę­to­ści życia). Wobec tak wiel­kie­go pro­ble­mu czu­ję swą małość, mam tak­że ten pro­blem, że jako męż­czy­zny kwe­stia abor­cji nie doty­ka mnie w tak bez­po­śred­ni spo­sób, jak kobie­ty. Zno­wu – róż­ne reli­gie róż­nie pod­cho­dzą do tej kwe­stii. Per­so­na­lizm chrze­ści­jań­ski ope­ru­je tu dwo­ma poję­cia­mi: isto­ty ludz­kiej i czło­wie­ka. Poję­cie isto­ty ludz­kiej jest tre­ścio­wo szer­sze, niż poję­cie czło­wie­ka, dla­te­go może­my mówić o ochro­nie życia poczę­te­go (isto­ty z któ­rej wykształ­ci się czło­wiek). Jesz­cze moc­niej zorien­to­wa­ni są tu Świad­ko­wie Jeho­wy, któ­rzy twier­dzą nie tyle, że czło­wiek ma duszę, co to, że czło­wiek jest duszą. Sta­ro­za­kon­ni zaś uzna­ją, że dusza wstę­pu­je w czło­wie­ka dopie­ro z momen­tem, gdy płód zaczy­na opusz­czać łono mat­ki. Hin­du­iści prze­waż­nie przyj­mu­ją pogląd, że życie zaczy­na się w 7 tygo­dniu od poczę­cia. W spo­rze o abor­cję może­my uży­wać argu­men­tów zarów­no uty­li­tar­nych, jak i deon­tycz­nych. Trud­no każ­de­mu z nich odmó­wić dozy racjo­nal­no­ści. Czę­sto prze­są­dza­ją indy­wi­du­al­ne oko­licz­no­ści i pogłę­bio­ny namysł. Nie umiem dać tutaj jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi, nie chcę też podej­mo­wać tak poważ­nej dys­ku­sji w komen­ta­rzu (raz, że zwy­czaj­nie uwła­cza­ło­by to powa­dze zagad­nie­nia; dwa, że nie wyda­je mi się, bym był kom­pe­tent­ny w tej materii).

      Z puen­tą Pani/Pana komen­ta­rza pole­mi­zo­wał­bym. Zro­bi­łem to na łamach arty­ku­łu, moc­no już co praw­da zdez­ak­tu­ali­zo­wa­ne­go. Moje oso­bi­ste prze­ko­na­nia ule­gły na tyle poważ­nym zmia­nom, że w zasa­dzie powi­nien napi­sać co naj­mniej komen­tarz kry­tycz­ny, jeśli nie zupeł­nie nowy tekst. Nie nastą­pi to jed­nak szyb­ko, więc musi wystar­czyć to, co się rzekło.

      Prze­pra­szam, że kaza­łem na sie­bie aż tyle cze­kać. Mam nadzie­ję, że moje uwa­gi w jakimś stop­niu zre­kom­pen­su­ją ten czas. W razie dal­szych pytań, pro­szę pytać – odda­ję się do dys­po­zy­cji i z nie­ukry­wa­ną przy­jem­no­ścią na nie odpowiem.

  • Cały arty­kuł jak naj­bar­dziej do pochwa­ły jeśli cho­dzi o treść (podzi­wiam wywód o natu­rze reli­gii), jed­nak napraw­dę zasta­na­wiam się, jak on mógł w ogó­le przejść przez korek­tę (o ile do tako­wej doszło). Nie­ste­ty, tekst jest naje­żo­ny błę­da­mi inter­punk­cyj­ny­mi, orto­gra­ficz­ny­mi i gra­ma­tycz­ny­mi. Czy­ta­ło­by się to o wie­le milej, gdy­by błę­dy nie kłu­ły w oczy.

    • Dzię­ku­ję za Pani komen­tarz i prze­pra­szam, że kaza­łem na swój (za)długo cze­kać. Nie zaglą­da­łem tu i nie mia­łem świa­do­mo­ści o jego ist­nie­niu. Błę­dów wsze­la­kiej maści rze­czy­wi­ście jest spo­ro i nic mnie w tym wzglę­dzie nie uspra­wie­dli­wia. Szcze­rze za nie prze­pra­szam. Mogę dodać, że pier­wot­na wer­sja arty­ku­łu była dłuż­sza, odzna­cza­ła się inną struk­tu­rą i tokiem myśli. Dosto­so­wu­jąc ją do wyma­gań redak­cyj­nych prze­szła ona kil­ka mniej lub bar­dziej uda­nych zmian, cze­go efekt widać powy­żej. Miło mi, że wywód o natu­rze reli­gii zyskał Pani uzna­nie (dziś, nawia­sem mówiąc, chęt­nie bym go uzu­peł­nił i roz­wi­nął, nie zmie­nia­jąc przy tym zasad­ni­czej tezy).

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy