Felieton

Jan Woleński: Fatum i teologia

Obecność zła w świecie (to jest fakt) jest niewytłumaczalna w świetle Bożych atrybutów. Problem Epikura trapi teologów do dzisiaj.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2023 nr 5 (53), s. 44–45. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


W myśli greckiej, zwłaszcza wczesnej, los był nieodwracalny, nawet przez bogów. Zeus po cichu sprzyjał Trojańczykom, ale nie mógł zapobiec zagładzie ich miasta. Achilles musiał zginąć od trafienia strzałą w piętę – jego matka, Tetyda, nereida, a więc bliska bogom, „zapomniała” obmyć mu ten fragment ciała wodą ze Styksu, ponieważ przepowiednia wyroczni musiała się spełnić. Fatum rządziło też losami m.in. Antygony, Edypa i Orfeusza. Kombinacja sił nadprzyrodzonych i przeznaczenia nie jest do końca jasna, ponieważ z jednej strony bogowie olimpijscy funkcjonowali jako szafarze losu, ale z drugiej strony sami mu podlegali. Stosunek Greków do fatum nie był zbyt konsekwentny, bo składali ofiary, aby coś utargować od akceptowanej nieuchronności tego, co się dzieje. Nie byli w tym względzie ani pierwsi, ani ostatni.

Jak wyglądał przypadek w tej strukturze myślowej? Teoretycznie rzecz ujmując, nie było dla niego miejsca, ale się zdarzał. Orfeusz „przypadkowo” (przez zapomnienie?) odwrócił się, aby spojrzeć na ukochaną Eurydykę, i tym nieopatrznym gestem uruchomił tragedię. Edyp przez przypadek zabił swego ojca, aczkolwiek było to z góry ukartowane przez transcendencję. W tej konfiguracji mamy logiczny konflikt pomiędzy dwiema Mojrami, mianowicie Kloto, tkającą nici przeznaczenia, i Atropos, która je przecinała. Dwie kwestie są w tym kontekście interesujące. Pierwsza dotyczy Antygony i jej buntu przeciwko biegowi losu – pochowała swego brata Polinejkesa wbrew zakazowi Kreona. Twierdziła, że spełnia w ten sposób obowiązek poświadczony wolą bogów, czyli że działa zgodnie w prawem natury (w ówczesnym rozumieniu). Jest to jeden z pierwszych (o ile w ogóle nie pierwszy) opisanych konfliktów pomiędzy dwoma biegunami – tym, co rzeczywiste, i tym, co normatywne. Od tego czasu konflikt między losem (mniej lub bardziej nieuchronnym) a powinnością był częstym tematem literatury i filozofii. Druga kwestia wiąże się z tym, iż tak się złożyło, że na ogół mówi się o złym fatum, tj. prowadzącym do nieszczęścia. Nie ma dobrego fatum, natomiast bywa, że coś dzieje się szczęśliwym trafem, tj. raczej przypadkowo niż z konieczności. Ma to odzwierciedlenie w mówieniu o grach, np. gdy wylosujemy wygrywający numer loteryjny. Los w tym kontekście to nie fatum, ale wręcz przeciwnie – właśnie traf, czyli przypadek.

Archaiczna myśl grecka była fatalistyczna, ale potem, gdy wyraźnie oddzielono filozofię (porządek świecki) od teologii (porządku religijnego), bywało różnie. Korzystając z bardziej współczesnego języka, powiemy, że Demokryt i stoicy byli deterministami, Epikur – indeterministą, Arystoteles reprezentował zaś finalizm. Fatum zostało zastąpione przez porządek natury, który mógł tolerować przypadek (tak było u Epikura i Arystotelesa), ale nie zawsze – u Demokryta czy stoików nie było nawet najmniejszego marginesu na to, co niekonieczne. Sofiści i sceptycy uznali, że perspektywa ontologiczna jest mało istotna, i skupili się na praktycznych kwestiach dotyczących ludzkiego działania, np. w obliczu wyborów z punktu widzenia prawa pozytywnego (stanowionego) czy utylitarystycznie rozumianej etyki. Tak czy inaczej, dylemat fatum i wolności przestał być dominującym tematem antropologii filozoficznej.

Epikur sformułował kwestię, która kilkanaście wieków później stała się tematem tzw. teodycei, tj. rozważań na temat zła w świetle boskich atrybutów. Oto jego znane rozumowanie. Bóg (a) mógł zapobiec złu, ale nie chciał; (b) chciał, ale nie mógł; © nie chciał i nie mógł; (d) mógł i chciał. Jeśli (a), to jest przewrotny; jeśli (b), to nie jest wszechmocny; jeśli ©, to też jest przewrotny. Jeśli (d), to dlaczego tego nie zrobił? Tak czy inaczej, obecność zła w świecie (to jest fakt) jest niewytłumaczalna w świetle Bożych (piszę wielką literą, bo to jest imię własne; ta konwencja stosuje się do wszystkich tzw. wielkich religii monoteistycznych) atrybutów. Problem Epikura trapi teologów do dzisiaj. Przyjmijmy, że Bóg (i) stworzył świat z człowiekiem jako istotą wolną; (ii) jest wszechwiedzący, wszechdobry (benewolentny) i wszechmocny.

Jeśli (i) wraz ze wszechmocą, to świat mógłby być lepszy, niż jest, tj. z mniejszą ilością zła. Jeśli (i) wraz ze wszechwiedzą, to każdy czyn ludzki jest przedmiotem Bożej wiedzy, a więc Bóg, stwarzając świat z konkretnym złem, wiedział, że ono zaistnieje. Jeśli (i) wraz ze wszechdobrocią, to trudno zrozumieć, jak Bóg mógł dopuścić zło w takich rozmiarach, jak ono ujawniło się w jego naturalnej postaci, tj. czegoś niezależnego od czynów ludzkich. Jak rozwiązać ten problem?

Jedni – tak rzecz ujmował Józef Tischner w dyskusjach, w których uczestniczyłem – uważają, że jest to sprawa przekraczająca ludzki rozum, a skoro tak, to trzeba wierzyć, że Bóg wie, co robi. Gottfried Wilhelm Leibniz uznał, że Bóg, z uwagi na jego benewolencję, stworzył świat najlepszy z możliwych. To jednak jest trudne do przyjęcia ze względu na dystrybucję zła w świecie trudną do zrozumienia, np. z uwagi na niezliczone przypadki cierpienia ludzi niewinnych. Wyjaśnienie Leibniza musi być uzupełnione apelem do tajemnicy. Skoro zło, według teodycei, nie pochodzi od Boga, to jest efektem działań ludzkich, które z definicji są akcydentalne, czyli przypadkowe. W tym scenariuszu Bóg kreuje fatum (fatalizm teologiczny), ale zło stanowi efekt przypadku. Niewiele pomaga tutaj teza, że zło jest brakiem dobra, bo tak czy inaczej jest to indeterministyczna skaza na Bożym urządzeniu świata.

Pełny tytuł (po polsku) przedmiotowej rozprawy Leibniza jest taki: Teodycea o dobroci Boga, wolności człowieka i pochodzeniu zła. A może ktoś pokusi się o napisanie rzeczy Teodycea – rozważania o przymiotach Boga, wolności człowieka oraz pochodzeniu dobra i zła. Śladem Greków filozofowie koncentrują się na uzgodnieniu zła z Bożymi właściwościami, ale przeoczają, że również obecność dobra w ludzkim świecie wygląda podejrzanie, zważywszy, że wszystkie ludzkie uczynki są przypadkowe.


Jan Woleński – emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Członek PAN, PAU i Międzynarodowego Instytutu Filozofii. Interesuje się wszystkimi działami filozofii, jego hobby to opera i piłka nożna.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Lubomira Platta

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2024 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy