Artykuł Epistemologia Etyka

Artur Szutta: Spór o emocje moralne

Trudno sobie wyobrazić nasze moralne doświadczenie, a nawet wydawanie sądów moralnych, bez wpływu emocji moralnych. Pytanie brzmi jednak, czy wpływ ten polega na zakłócaniu poznania moralnego, czy też może na pomocy w odkrywaniu realnych wartości, dobra i zła moralnego?

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 4 (16), s. 20–22. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.


Trzy przykłady

Zacznij­my od pre­zen­ta­cji kil­ku sytu­acji o moral­nym zna­cze­niu. Sytu­acja pierw­sza. Wro­dzy żoł­nie­rze wpa­da­ją do wio­ski, któ­rą w pośpie­chu opu­ści­li jej miesz­kań­cy, zosta­wia­jąc za sobą nie­mow­lę. Odkryw­szy je, żoł­nie­rze for­mu­ją krąg i dla roz­ryw­ki rzu­ca­ją dziec­kiem jak pił­ką. Dziec­ko pła­cze; pła­cze tak gło­śno, że w koń­cu jeden z żoł­nie­rzy, poiry­to­wa­ny, zamiast zła­pać rzu­co­ne do nie­go dziec­ko, nadzie­wa je na bagnet. Sytu­acja dru­ga. Tro­je stu­den­tów jedzie tak­sów­ką (dwóch chło­pa­ków, jed­na dziew­czy­na). W pew­nym momen­cie jeden z chłop­ców pro­si tak­sów­ka­rza o zatrzy­ma­nie samo­cho­du. Pła­ci za sie­bie, po czym wybie­ga z tak­sów­ki. Jego zna­jo­mi oglą­da­ją się za nim i widzą, jak pod­bie­ga do pew­nej star­szej kobie­ty, ofe­ru­jąc pomoc w nie­sie­niu cięż­kiej tor­by z zaku­pa­mi. Sytu­acja trze­cia. Bitwa pod Minas Tirith w ­fil­mo­wej adap­ta­cji powie­ści J.R.R. Tol­kie­na, Wład­ca pier­ście­ni (być może ją pamię­ta­cie; jeśli nie, pro­po­nu­ję obej­rzeć ją przed dal­szą lek­tu­rą arty­ku­łu: tiny.pl/g1cj4) – moment, w któ­rym Jeźdź­cy Roha­nu, świa­do­mi, że cze­ka ich pew­na śmierć, nacie­ra­ją na prze­wa­ża­ją­ce liczeb­nie siły Saurona.

W każ­dym z tych przy­pad­ków, gdy­by­śmy byli naocz­ny­mi ich świad­ka­mi, naszej oce­nie moral­nej towa­rzy­szy­ły­by zapew­ne emo­cje: odra­za, obu­rze­nie, smu­tek, podziw, nadzie­ja, radość itd. To one wła­śnie wyda­ją się wpły­wać na to, jak oce­ni­my moral­ne zacho­wa­nie i posta­wy osób uczest­ni­czą­cych w tych sytu­acjach. Pyta­nie, jakie chcę tutaj posta­wić, brzmi: czy obec­ność tych emo­cji poma­ga nam doj­rzeć dobro lub zło moral­ne, czy też raczej ma efekt zakłó­ca­ją­cy nasze pozna­nie moralne?

Krytycy

Nie­któ­rzy auto­rzy (np. Peter Sin­ger) uwa­ża­ją, że nasze emo­cjo­nal­ne oce­ny nie mają cha­rak­te­ru ści­śle moral­ne­go. Bli­żej im do ocen este­tycz­nych, kie­ru­je­my się w nich bowiem fascy­na­cją, podzi­wem lub obrzy­dze­niem, szcze­gól­nie tym ostat­nim, a nie uchwy­ce­niem spe­cy­ficz­nie moral­nych cech sytu­acji. Zda­ją się to potwier­dzać pew­ne eks­pe­ry­men­ty psy­cho­lo­gicz­ne. Np. czy­ta­jąc histo­ryj­kę o rodzi­nie, któ­ra zja­dła na obiad wła­sne­go psa, prze­je­cha­ne­go wcze­śniej przez samo­chód, bada­ni oce­nia­ją takie zacho­wa­nie jako moral­nie złe, pod­czas gdy według auto­rów eks­pe­ry­men­tu nie ma w tym nic moral­nie złego.

Zda­niem innych auto­rów (np. Wal­te­ra Sin­not­ta-Arm­stron­ga) licz­ne eks­pe­ry­men­ty poka­zu­ją, że emo­cje nie tyl­ko nie poma­ga­ją nam odkry­wać dobra i zła moral­ne­go, ale wręcz zakłó­ca­ją ich pozna­nie. Oto jeden z takich eks­pe­ry­men­tów. Za pomo­cą hip­no­zy suge­ro­wa­no bada­nym, by czy­ta­jąc sło­wo „zawsze”, poczu­li sil­ne uczu­cie gnie­wu. Następ­nie bada­ni czy­ta­li histo­ryj­ki, któ­re nie zawie­ra­ły żad­nych moral­nie zna­czą­cych opi­sów, nato­miast zawie­ra­ły takie zda­nia jak: „Jan jest prze­wod­ni­czą­cym sto­wa­rzy­sze­nia stu­den­tów, któ­ry zawsze zapra­sza na spo­tka­nia cie­ka­we oso­by”. Pod­czas gdy gru­pa kon­tro­l­na (czy­li gru­pa bada­nych nie­pod­da­nych hip­no­tycz­nej suge­stii) nie dostrze­ga­ła w tej histo­rii nicze­go war­te­go moral­nej oce­ny, bada­ni pod­da­ni takiej suge­stii oce­nia­li Jana jako oso­bę moral­nie złą.

Ewolucyjne zapóźnienie

Być może, twier­dzą kry­ty­cy, tysią­ce lat temu nasze emo­cje jako efekt ewo­lu­cyj­ne­go dopa­so­wa­nia dość sku­tecz­nie poma­ga­ły nam prze­trwać jako gatun­ko­wi, moty­wo­wa­ły nas do wła­ści­wych z punk­tu widze­nia prze­trwa­nia grup dzia­łań. Dziś jed­nak, w dobie gwał­tow­ne­go roz­wo­ju spo­łecz­ne­go, kul­tu­ro­we­go, a nade wszyst­ko tech­no­lo­gicz­ne­go, te emo­cjo­nal­ne stra­te­gie prze­trwa­nia nie zasłu­gu­ją na wia­ry­god­ność. Z pomo­cą takim tezom zno­wu przy­cho­dzą eks­pe­ry­men­ty. W jed­nym z nich, tzw. eks­pe­ry­men­cie z wago­ni­kiem (wła­ści­wie to ist­nie­je już wie­le jego wer­sji), poka­za­no, że bada­ni doko­nu­ją dia­me­tral­nie odmien­nych ocen moral­nych sytu­acji, któ­re – przy­naj­mniej zda­niem nie­któ­rych filo­zo­fów (jak np. Joshuy Greene’a i Pete­ra Sin­ge­ra) – zasłu­gu­ją na taką samą
ocenę.

W tym przy­pad­ku histo­ria prze­bie­ga­ła mniej wię­cej tak: po torach w kopal­ni jedzie roz­pę­dzo­ny wago­nik. Za chwi­lę ude­rzy w gru­pę pię­ciu osób. Jeśli jed­nak prze­chy­li­my pew­ną waj­chę, to wago­nik skrę­ci na bocz­ny tor, gdzie zabi­je tyl­ko jed­ną oso­bę. Więk­szość bada­nych była skłon­na uznać, że zmia­na kie­run­ku na bocz­ny tor jest moral­nie powin­na (lub przy­naj­mniej dopusz­czal­na). Nato­miast inne odpo­wie­dzi pada­ły w wer­sji, gdzie rów­nież zamiast pię­ciu osób ginie tyl­ko jed­na, z tą jed­nak róż­ni­cą, że tym razem nale­ży ją wła­sno­ręcz­nie zepchnąć z most­ka nad tora­mi, aby swo­im cia­łem zatrzy­ma­ła wago­nik. Więk­szość osób oce­nia­ła, że takie dzia­ła­nie było­by nie­mo­ral­ne. Kry­ty­cy wia­ry­god­no­ści emo­cji wyja­śnia­ją tę róż­ni­cę tym, że w dru­gim przy­pad­ku rato­wa­nie pię­ciu zagro­żo­nych wyma­ga bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu (kon­takt ten ewo­lu­cja prze­wi­dzia­ła i w imię prze­trwa­nia gatun­ku znie­chę­ca nas emo­cjo­nal­nie do powo­do­wa­nia śmier­ci ludzi); w pierw­szym zaś przy­pad­ku takie­go bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu brak. A sko­ro go brak, to nasze emo­cjo­nal­ne „czer­wo­ne świa­teł­ko” się nie zapa­la. Wnio­sek: nie ufaj­my emo­cjom, ufaj­my rozumowi.

Czy jed­nak postę­pu­jąc w ten spo­sób, wycią­ga­jąc taki wnio­sek, nie wyle­wa­my dziec­ka z kąpielą?

Marysia naukowiec jako psychopata

Wróć­my na chwi­lę do przy­to­czo­nych na począt­ku arty­ku­łu przy­kła­dów i spró­buj­my uważ­niej przyj­rzeć się temu, co dzie­je się w naszych umy­słach pod­czas wyda­wa­nia sądu moral­ne­go. Czy nie jest tak, że okru­cień­stwo żoł­nie­rzy i cier­pie­nie dziec­ka w pierw­szej sytu­acji, szla­chet­ność dzia­ła­nia stu­den­ta w dru­giej czy wiel­kość moral­na poświę­ce­nia Jeźdź­ców Roha­nu w trze­ciej ujaw­nia­ją się w naszej świa­do­mo­ści dopie­ro za pośred­nic­twem emo­cji? Spró­buj­my dla kon­tra­stu wyobra­zić sobie, w jaki spo­sób sce­ny te postrze­ga­ła­by oso­ba pozba­wio­na emo­cji. Zapew­ne była­by w sta­nie podać fizycz­ny opis wymie­nio­nych scen, może tak­że potra­fi­ła­by (ale już nie tak dokład­nie) podać opis nie­któ­rych sta­nów psy­chicz­nych lub postaw. Czy jed­nak była­by w sta­nie doko­nać oce­ny moral­nej tych dzia­łań? Być może taka oce­na na pozio­mie czy­sto inte­lek­tu­al­ne­go zro­zu­mie­nia była­by moż­li­wa. Pyta­nie tyl­ko, czy były­by to auten­tycz­ne akty sądze­nia moral­ne­go, czy też jedy­nie pew­ne ­pośred­nie ­rekon­stru­owa­nie tego, jak wypa­da­ła­by auten­tycz­na oce­na moralna.

Praw­do­po­dob­nie oso­ba taka znaj­do­wa­ła­by się w ana­lo­gicz­nej sytu­acji do Mary­si naukow­ca z pew­ne­go eks­pe­ry­men­tu myślo­we­go z dzie­dzi­ny filo­zo­fii umy­słu. Mary­sia wie wszyst­ko o kolo­rach, poza jed­nym: nie doświad­cza barw zmy­sło­wo. Potra­fi jed­nak, na pod­sta­wie dzia­ła­nia pew­nych urzą­dzeń oraz swo­jej wie­dzy z zakre­su fizy­ki, bez­błęd­nie okre­ślać, jakie­go kolo­ru jest dany obiekt. Czy może­my jed­nak powie­dzieć, że w peł­ni pozna­ła natu­rę tej czy innej bar­wy, np. żół­to­ści? Dopie­ro ujrzaw­szy kolo­ry kwia­tów na łące na wła­sne oczy, boha­ter­ka eks­pe­ry­men­tu stwier­dzi­ła, że ist­niał pewien fakt doty­czą­cy barw, o któ­rym nie mia­ła poję­cia. Podob­nie jest w sytu­acji pozna­wa­nia dobra i zła. Dopó­ki nie doświad­czy­my natu­ry zła za pośred­nic­twem nasą­czo­ne­go emo­cją prze­ży­cia, dopó­ty zło albo dobro moral­ne jest dla nas jedy­nie czymś abs­trak­cyj­nym i nie do koń­ca zro­zu­mia­łym. Może­my sądzić, że to oto dzia­ła­nie jest moral­nie dobre lub złe, ale nie dzię­ki temu, że doświad­czy­li­śmy tego zła, a jedy­nie dzię­ki temu, że nauczo­no nas, że takie a takie dzia­ła­nie jest moral­nie dobre lub złe.

Czy bez pośred­nic­twa emo­cji mogli­by­śmy w ogó­le for­mu­ło­wać jakie­kol­wiek zasa­dy moral­ne? Czy mogli­by­śmy bro­nić tezy, że zarów­no w jed­nym, jak i dru­gim sce­na­riu­szu eks­pe­ry­men­tu z wago­ni­kiem nale­ży rato­wać raczej pięć osób i pozwo­lić umrzeć jed­nej, nie zaś na odwrót? Sąd taki opie­ra się na stwier­dze­niu rów­nej war­to­ści życia każ­dej oso­by; war­tość tę jeste­śmy w sta­nie pojąć dzię­ki moral­nym emo­cjom. To, że bez emo­cji jeste­śmy pozba­wie­ni zdol­no­ści pozna­nia i sza­cun­ku dla innych osób, zda­ją się poka­zy­wać przy­pad­ki psy­cho­pa­tów, o któ­rych wspo­mi­na w swo­jej słyn­nej książ­ce Błąd Kar­te­zju­sza. Emo­cje, rozum i ludz­ki mózg Anto­nio Dama­sio. Psy­cho­pa­ci są kimś w rodza­ju emo­cjo­nal­nej wer­sji Mary­si naukow­ca. Są śle­pi na moral­ne war­to­ści, cho­ciaż cza­sa­mi potra­fią roz­pra­wiać o tym, co moral­nie dobre lub złe. Ich język moral­ny jed­nak bar­dziej przy­po­mi­na cyto­wa­nie innych niż auten­tycz­ne wypo­wie­dzi opar­te na wła­snych moral­nych doświadczeniach.

Emocje pod kontrolą

Czy wobec tego powin­ni­śmy odrzu­cić war­tość badań suge­ru­ją­cych nega­tyw­ny wpływ emo­cji na moral­ne pozna­nie? Oczy­wi­ście nie. Bada­nia te poka­zu­ją, że emo­cje bez wspar­cia kry­tycz­nej reflek­sji mogą nas zwo­dzić. Czę­sto ich źró­dłem nie jest auten­tycz­ne pozna­nie real­ne­go dobra lub zła, lecz nasz ego­izm, stron­ni­czość, zawę­żo­na per­spek­ty­wa, któ­rą cza­sa­mi zawę­ża­ją same emo­cje. Z tego nie wyni­ka jed­nak, że emo­cje nie odgry­wa­ją pozy­tyw­nej i istot­nej roli w pozna­niu moral­nym, że nie są źró­dłem pozna­nia moral­ne­go. Wyni­ka jedy­nie to, że musi­my owo źró­dło trak­to­wać ostroż­nie, pod­da­wać je reflek­sji i osą­do­wi nasze­go rozu­mu, a tak­że kształ­cić w sobie odpo­wied­nie cno­ty. Ale to już inna historia.


Artur Szut­ta – Filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go i chiń­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę nożną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

 < Powrót do spi­su tre­ści nume­ru

Ilu­stra­cja: Lubo­mi­ra Przybylska

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Psy­cho­log spo­łecz­ny Jona­than Haidt, jak przy­po­mnia­ła w tym nume­rze (str.35) Nata­sza Szut­ta, posił­ku­je się meta­fo­rą wiel­kie­go sło­nia, któ­re­go dosia­da mały, nie­po­rad­ny jeź­dziec. Ten słoń to nasze uczucia,
    a jeź­dziec to nasz rozum. Słoń według Haid­ta (i wie­lu innych) łazi, gdzie chce, a jeź­dziec uzasadnia
    ex post, że tam wła­śnie nale­ża­ło się udać. Jest a d w o k a t e m swo­je­go słonia.
    Wszy­scy dzie­li­my się na tych, w któ­rych jest wię­cej adwo­ka­ta i takich, zapew­ne mniej licz­nych, u któ­rych domi­nu­je posta­wa sędziego.
    Zarów­no sędzia jak i adwo­kat uży­wa­ją rozu­mu, ale czy­nią to w róż­nych celach. Sędzia od począt­ku pyta sie­bie: „Ale jak jest napraw­dę?, czy na pew­no się nie mylę?, czy ten sąd jest spra­wie­dli­wy?”. Oczy­wi­ście musi odwo­ły­wać się do wła­snych emo­cji, tych naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych, któ­re nie­któ­rzy nazy­wa­ją głę­bo­kim prze­świad­cze­niem o słusz­no­ści (nie o praw­dzi­wo­ści!) pew­nych postaw. Bez tego prze­świad­cze­nia nie był­by moż­li­wy żaden moral­ny sąd. Rów­no­cze­śnie sędzia, jak wszy­scy, pod­le­ga roz­ma­itym emo­cjom zwią­za­nym z wpły­wem śro­do­wi­ska, wła­sny­mi uprze­dze­nia­mi itd., itp., ale sta­ra się być tego świa­do­mym i czę­sto w myśle­niu sto­su­je ujem­ne sprzę­że­nie zwrot­ne w posta­ci pyta­nia „czy na pew­no się nie mylę?”.
    Czło­wiek, w któ­rym jest wię­cej adwo­ka­ta, myśli głów­nie o tym, jak udo­wod­nić innym to, o czym jest
    z góry prze­ko­na­ny. Sta­ra się nie dopu­ścić do sie­bie wąt­pli­wo­ści. Jona­than Haidt w książ­ce „Pra­wy umysł” powta­rza za T. Gilo­vi­chem: „Kie­dy c h c e m y w coś wie­rzyć, zada­je­my sobie pyta­nie „czy m o g ę w to uwie­rzyć?”, kie­dy nato­miast n i e c h c e m y w coś wie­rzyć, zada­je­my sobie pyta­nie „czy m u s z ę w to uwierzyć?””.
    Wszy­scy mamy tego typu poku­sy, ale przede wszyst­kim jest to kon­ter­fekt czło­wie­ka o domi­nu­ją­cej posta­wie adwo­ka­ta wła­snych uprze­dzeń, osób, któ­re kocha, ojczy­zny i rodzi­ny, któ­rych szla­chet­nie chce bro­nić, ide­olo­gii, w któ­re wie­rzy, śro­do­wi­ska, w któ­rym tkwi, uko­cha­nej dru­ży­ny spor­to­wej itd.
    A moty­wy uprze­dzeń bywa­ją naj­róż­niej­sze: zna­łem czło­wie­ka, któ­ry nie cier­piał Napo­le­ona tyl­ko dla­te­go, że zachwy­cał się nim sąsiad, któ­re­go on ser­decz­nie nie lubił.
    Cza­sem „adwo­kat” przy­zna­je się wprost do swo­jej posta­wy pyta­jąc „kogo ty bro­nisz?”, „po czy­jej stro­nie jesteś?” zamiast zadać jedy­ne sen­sow­ne pyta­nie „jak to jest naprawdę?”.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy