Artykuł Etyka

Jan Woleński: Kontekst edukacji moralnej

Mam spore opory przed zabieraniem głosu w sprawie edukacji moralnej, ponieważ obawiam się, że łatwo tu popaść w moralizatorstwo.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 5 (17), s. 43–44. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Wprawdzie jestem współau­torem (razem z Janem Hart­manem) książ­ki Wiedza o etyce, zamier­zonej jako podręcznik dla liceów, ale jest ona napisana bardziej z teo­re­ty­cznego niż prak­ty­cznego punk­tu widzenia. Edukac­ja moral­na, czyli, by tak rzec, ksz­tałce­nie postaw moral­nych, doty­czy zaś właśnie tej drugiej, prak­ty­cznej strony. Nie ma wąt­pli­woś­ci, że edukac­ja moral­na ma miejsce i jest niezbęd­nym skład­nikiem pro­ce­su soc­jal­iza­cyjnego, tj. przys­poso­bi­enia do życia w społeczeńst­wie. Pow­sta­je tedy pytanie, czego uczyć i jak to czynić. Rzecz jas­na pier­wsza część pyta­nia jest for­mal­nie prost­sza, gdyż moż­na po pros­tu powiedzieć, że należy propagować pożą­dane wartoś­ci. Od razu jed­nak pojaw­ia się prob­lem, jakie wartoś­ci są, a jakie nie są godne tego, aby je pro­mować w pro­ce­sie edukacji moral­nej. Idąc dalej, czy opowiadać się za jakimś min­i­mal­izmem zakre­sowym w spraw­ie wykazu owych wartoś­ci, czy raczej maksy­mal­i­zować kodeksy ety­czne, hoł­du­jąc zasadzie, że od przy­bytku głowa nie boli. Ponieważ, jak już zaz­naczyłem, nie chcę zaj­mować się mor­al­iza­torstwem, nie będę rozwi­jał tej kwestii, może poza nieco przeko­rną uwagą, że niekiedy co za dużo, to niezdrowo. Mam na myśli, że nad­mierne kazn­odziejst­wo mor­al­iza­torskie częs­to przynosi nie najlep­sze skut­ki. Moje dal­sze uwa­gi doty­czą edukacji moral­nej ludzi młodych, powiedzmy: do cza­su ukończenia szkoły śred­niej. Oczy­wiś­cie jest prawdą, że ludzie uczą się, także postaw moral­nych, przez całe życie, ale seg­ment post­szkol­ny (czy nawet seg­men­ty) to odręb­na sprawa.

Jeśli rzecz tyczy się pyta­nia, jak uczyć, nie jest obo­jętne, jakie przyjmiemy zap­a­try­wanie na sto­sunek między nie­jako nat­u­ral­nym sposobem ako­modacji wartoś­ci moral­nych a ich ksz­tał­towaniem za pomocą świadomych pro­ce­dur eduka­cyjnych. Pier­wsze stanowisko ma związek z kon­cepcją człowieka, który z natu­ry, a więc w stanie nieskażonym cywiliza­cją, jest dobry. Ma ona swe źródła w oświece­niu (przy­na­jm­niej u częś­ci jego przed­staw­icieli), ale moż­na chy­ba uznać, że dzisi­aj jest już nieak­tu­al­na. Jeśli tak, to trze­ba przyjąć, że nawet jeśli pewne pożą­dane dys­pozy­c­je moralne (czyli po pros­tu ori­en­tac­ja w tym, co dobre, a co złe) są wrod­zone, nie wystar­cza­ją one do wygen­erowa­nia należytego ksz­tał­tu soc­jal­iza­cji. W kon­sek­wencji musi zrodz­ić się pytanie, kto – zakłada­jąc, że wiado­mo czego – ma uczyć w ramach edukacji moral­nej.

Trady­cyj­na odpowiedź jest taka, że pod­mio­ta­mi edukacji moral­nej są (kole­jność wyliczenia może być róż­na) dom, insty­tuc­je religi­jne i szkoła. Ta kole­jność bierze się stąd, że najpierw żyje­my w rodzinie, potem pojaw­ia się wychowanie religi­jne, a następ­ny etap, szy­bko następu­ją­cy po poprzed­nim, to przed­szkole i szkoła. Oczy­wiś­cie te trzy dro­gi edukacji moral­nej funkcjonu­ją równole­gle i deter­min­u­ją to, co dzieje się np. w gru­pach rówieśniczych. Nie jest też tak, że wys­tępu­ją w każdym indy­wid­u­al­nym przy­pad­ku. Niek­tórzy prze­chodzą kryzys wiary religi­jnej (tzw. Niebo w płomieni­ach, by użyć tytułu jed­nej z książek Jana Parandowskiego), inni tracą rodziny, jeszcze inni nie kończą szkół. Wsze­lako ze statysty­cznego punk­tu widzenia trady­cyjny obraz edukacji moral­nej może być uznany za zasad­nic­zo trafny.

Chci­ałbym pod­kreślić, że statysty­cz­na natu­ra wszel­kich form ksz­tałce­nia i ich rezul­tatów win­na być trak­towana bard­zo poważnie. Inaczej mówiąc i odnosząc się już tylko do kwestii moral­nych, edukac­ja w tym zakre­sie win­na respek­tować założe­nie, że jej zadaniem jest uksz­tał­towanie pożą­danych postaw u więk­szoś­ci ludzi, bo i tak zna­jdzie się (niewiel­ki, miejmy nadzieję) mar­gin­es odstępców. Nota bene, jeśli rozkład statysty­czny w tym zakre­sie jest zbliżony do nor­mal­nego, trze­ba brać pod uwagę dwa mar­gin­esy, mianowicie tych wybit­nie moral­nych i tych złych. Z tego wniosek, że edukac­ja moral­na win­na być nastaw­iona na uksz­tał­towanie jed­nos­t­ki prze­cięt­nej, w tym wypad­ku wystar­cza­ją­co dobrej pod wzglę­dem ety­cznym. (Pewnym nieszczęś­ciem dyskur­su potocznego jest trak­towanie prze­cięt­noś­ci jako czegoś negaty­wnego). I jeszcze jed­na uwa­ga w tym duchu. Trze­ba rozróżnić zachowa­nia moralne lub im prze­ci­wne w sytu­ac­jach stan­dar­d­owych i ekstremal­nych. Miejmy nadzieję, że te drugie, zwyk­le wyma­ga­jące postaw hero­icznych lub generu­jące wyjątkowe łotrost­wa, nie pojaw­ią się w skali pon­ad­prze­cięt­nej. Przy tym założe­niu edukac­ja moral­na win­na być skierowana ku rozwiązy­wa­niu przy­pad­ków typowych.

Czy trady­cyjny obraz edukacji moral­nej jest obec­nie trafny? Odpowiedź wyma­ga pod­ję­cia stosownych badań empirycznych. Jeden czyn­nik jest na pewno nowy, mianowicie to, że żyje­my w społeczeńst­wach znacznie bardziej masowych niż dawniej. Znaczy to m.in., że edukac­ja moral­na zależy (na razie trud­no powiedzieć w jakim stop­niu) od treś­ci przekazy­wanych środ­ka­mi społecznego przekazu, coraz bardziej anon­i­mowych. Pytanie, czy powodu­je to standaryza­cję postaw moral­nych, czy też ich rozwarst­wie­nie jest otwarte. Na pier­wszy rzut oka masowość jest czyn­nikiem standaryzu­ją­cym, ale to nie znaczy, że w kierunku, który uważa się za moral­nie pożą­dany. Filo­zo­fowie mają w tych kwes­t­i­ach niewiele do powiedzenia, niezbęd­na jest nato­mi­ast poważ­na diag­noza socjo­log­icz­na.


Jan Woleńs­ki – Emery­towany pro­fe­sor Uni­w­er­syte­tu Jagiel­lońskiego, pro­fe­sor Wyższej Szkoły Infor­maty­ki i Zarządza­nia w Rzes­zowie. Członek PAN, PAU i Między­nar­o­dowego Insty­tu­tu Filo­zofii. Intere­su­je się wszys­tki­mi dzi­ała­mi filo­zofii, jego hob­by to opera i pił­ka noż­na.

 

 

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: © okalinichenko

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy