Kognitywistyka Próby filozoficzne

Filip Bieńkowski: Czy obserwujemy własne stany psychiczne? Spór o introspekcję we współczesnej filozofii umysłu i kognitywistyce

Introspekcja, od łacińskiego słowa „introspectio” oznaczającego dosłownie spoglądanie wewnątrz, jest terminem nazywającym domniemaną zdolność ludzkiego umysłu do obserwacji swoich własnych stanów (tak więc może być dokonana tylko w pierwszej osobie). Jest to bardzo fascynujące zagadnienie, ponieważ jest ono bezpośrednio bliskie każdej istocie ludzkiej. Mimo to jednak większość ludzi nie poddaje go żadnej dogłębnej analizie, lecz przyjmuje ją za coś oczywistego, czemu nie warto poświęcać cennego czasu.

W poniższej pra­cy postaram się przy­bliżyć to zagad­nie­nie, a także pod­dać je anal­izie oraz odpowied­niej kry­tyce. Ma to na celu ustal­e­nie granic naszej zdol­noś­ci do obserwacji włas­nych stanów psy­chicznych, stworze­nie swois­tego jej mod­elu. W pier­wszej częś­ci przy­bliżę doty­chcza­sowe ustal­e­nia wybit­nych badaczy intro­spekcji, co ma na celu stworze­nie swois­tej pod­stawy teo­re­ty­cznej dla moich prze­myśleń, punk­tu wyjś­cia dla rozważań. Na początku przed­staw­ię ustal­e­nia Davi­da M Arm­stron­ga, który to w swo­jej pra­cy przed­staw­ia argu­men­ty skła­ni­a­jące czytel­ni­ka ku zaak­cep­towa­niu poglą­du o ist­nie­niu intro­spekcji, zdol­noś­ci umysłu do obserwacji samego siebie.

Następ­nie przy­bliżę prace zadeklarowanych prze­ci­wników intro­spekcji: Gilber­ta Ryle‘a oraz Richard E. Nis­bet­ta i Tim DeCamp Wilsona. Należy jed­nak zwró­cić uwagę, że przyj­mu­ją oni dwa różne pode­jś­cia do jej kry­ty­ki. Ryle zarzu­ca jej błęd­ność na poziomie kon­cep­tu­al­nym, zaś Nis­bett i Wil­son opier­a­ją się o wyni­ki roz­maitych badań ukazu­ją­cych roz­bieżność między spra­woz­da­ni­a­mi słowny­mi o naszych proce­sach psy­chicznych, a ich fak­ty­cznym prze­biegiem.

W częś­ci drugiej pokuszę się o subiek­ty­wną anal­izę zagad­nienia intro­spekcji, wskażę jakie wiążą się z nią trud­noś­ci oraz przeszkody, stara­jąc się zarazem wyz­naczyć  jej swoiste granice, by dotrzeć w rozdziale trzec­im do konkret­nych ustaleń umożli­wia­ją­cych opar­cie doty­chcza­sowych ustaleń na solid­nych fun­da­men­tach i wyraźne określe­nie charak­teru obserwacji intro­spekcyjnej.

David M. Armstrong

Definic­ja intro­spekcji według Arm­stron­ga wyglą­da bard­zo podob­nie do tej przed­staw­ionej nam przez Gilber­ta Ryle‘a. Również uważa on intro­spekcję za swoisty „szósty zmysł” stanow­iącą zdol­ność umysłu do spostrze­ga­nia swoich włas­nych stanów.

Istot­ną cechą mod­elu intro­spekcji Arm­stron­ga jest jego nieza­leżność od zdol­noś­ci do korzys­ta­nia z mowy. Moż­na tej nieza­leżnoś­ci dom­niemy­wać na pod­staw­ie obserwacji małych dzieci, oraz zwierząt. Wiedząc, że posi­ada­ją one „prag­nienia, postrzeże­nia i obrazy umysłowe”, staw­iamy hipotezę o ich świado­moś­ci posi­ada­nia takowych.

Arm­strong zaz­nacza tutaj, że należy rozróżnić tutaj jeden stan umysłowy (myśle­nie o jabłku) od drugiego, intro­spekcyjnego (myśle­nie o myśle­niu o jabłku): „Stan umysłowy nie może być świadomy sam siebie, podob­nie jak człowiek nie może zjeść sam siebie”. Moż­na rzecz jas­na dysku­tować o zasad­noś­ci porów­na­nia użytego przez Arm­stron­ga (opier­a­jąc się na spostrzeże­niu zasad­niczej różni­cy pomiędzy proce­sa­mi jedzenia oraz myśle­nia) nadal jed­nak pozosta­je w mocy argu­ment opar­ty o spostrzeże­nie niemożnoś­ci wyko­na­nia przez umysł nieskońc­zonoś­ci kole­jnych, coraz to bardziej nawarst­wionych, zag­nieżdżonych w sobie oper­acji intro­spekcyjnych ze wzglę­du na ogranic­zone możli­woś­ci naszego umysłu (przy­wołany zosta­je on również przez Ryle’a), który skła­nia nas do uzna­nia potrze­by ist­nienia oper­acji intro­spekcyjnej, która to sama nie zosta­je jej pod­dana.

Dal­sze porów­na­nia intro­spekcji do spostrzeżeń cielesnych oparte są na dwóch zasad­niczych jej cechach. Po pier­wsze, jest to brak odpowied­niego, stosowanego w przy­pad­ku intro­spekcji, narzą­du. Po drugie, jest to indy­wid­u­al­izm, unika­towość, możność stosowa­nia jej tylko przy anal­izie naszych włas­nych stanów umysłowych.

Pier­wszym podobieńst­wem wskazanym przez Arm­stron­ga jest wys­tępowanie „smu­gi cienia”. Nie postrzegamy abso­lut­nie wszys­t­kich cech naszego otoczenia, wiele z nich jest przez nas ignorowanych tudzież led­wo zauważal­nych. Iden­ty­cz­na sytu­ac­ja zachodzi w spostrzeże­ni­ach intro­spekcyjnych.

W opozy­cji do trady­cji racjon­al­isty­cznej, kartez­jańskiej, Arm­strong wyraźnie zaz­nacza, że spostrzeże­nia umysłowe również mogą być zwod­nicze, to jest – mogą doprowadz­ić do naby­cia dez­in­for­ma­cji (błęd­nego przeko­na­nia) o przed­mio­cie naszej obserwacji.

Arm­strong zwraca również uwagę na konieczność intro­spekcji jako czyn­ni­ka umożli­wia­jącego dopa­sowanie dzi­ałań naszego umysłu do obec­nej umysłowej sytu­acji. Jako przykład takiego dzi­ała­nia podane zosta­je licze­nie w pamię­ci, wyma­ga­jące od nas wiedzy o obec­nym stanie obliczeń. Moż­na też wyobraz­ić sobie człowieka pro­jek­tu­jącego w swoich myślach posąg i potrze­bu­jącego infor­ma­cji o obec­nym „pro­jek­cie men­tal­nym”, aby móc dokony­wać w nim zmi­an.

Rzecz jas­na, nie każdy badacz jest skłon­ny do uzna­nia intro­spekcji za „zmysł wewnętrzny”. Pier­wszym zarzutem przy­wołanym przez Arm­stron­ga jest zarzut C. B. Mar­ti­na, który to wys­nuwa wniosek o niemożnoś­ci posi­ada­nia intro­spekcyjnych postrzeżeń bez naby­wa­nia przekon­ań, co wyni­ka z niemożnoś­ci udostęp­nienia obiek­tu podanego przez nas obserwacji innym obser­wa­torom. Przykła­dem spostrzeże­nia bez naby­wa­nia przeko­na­nia może być sytu­ac­ja, w której obser­wowane lin­ie wyda­ją nam się krzy­we, zaś my, chronieni przez swoisty pancerz wiedzy o fak­ty­cznym ich ksz­tał­cie, nie naby­wamy nowego przeko­na­nia doty­czącego ich ksz­tał­tu. Arm­strong uważa jed­nak tę niemożność za coś przy­pad­kowego, pozbaw­ionego fak­ty­cznego wpły­wu na zasad­ność porów­na­nia intro­spekcji do spostrzeżeń zmysłowych. „Mogę się sobie samemu wydawać roz­złoszc­zony, ale wiem, że jestem prz­er­ażony”.

Dru­gi zarzut, sfor­mułowany przez Petera Geacha, opiera się na dom­nie­manej niemożnoś­ci utworzenia „intro­spekcyjnych obrazów”. Arm­strong zwraca jed­nak uwagę na zjawisko z życia umysłowego człowieka mogące być uznane za zaw­ier­a­jące owe obrazy. Mają to być swoiste „kopie” uczuć, będące ściśle pow­iązany­mi ze zdol­noś­ci­a­mi empaty­czny­mi człowieka. Kiedy widz­imy, że ktoś sta­je bosą nogą na porzu­cony przez dziecko klo­cek lego, mamy ochotę odru­chowo zła­pać się za nogę. Towarzyszące nam jed­nak w tej chwili uczu­cie trud­no uznać  jed­nak za man­i­fes­tację aut­en­ty­cznego bólu, zwłaszcza jeżeli obser­wu­je­my właśnie reakcję „ofi­ary” rzec­zonego kloc­ka. Ta towarzyszą­ca nam wtedy „kopia” bólu może być, zdaniem Arm­stron­ga, uznana za swoisty „obraz intro­spekcyjny”.

Warto wspom­nieć również o argu­men­cie Shoe­mak­era. Uważa on,  że w prze­ci­wieńst­wie do postrzeżeń zmysłowych, niemożli­wym jest postrze­ganie, że nie postrzegamy stanu umysłowego, ponieważ doko­nanie takiej obserwacji wymusza na nas nie­jako spostrzeże­nie owego stanu. Arm­strong spry­t­nie omi­ja ten zarzut rein­ter­pre­tu­jąc ową sytu­ację z per­spek­ty­wy trze­ciej oso­by.

Na koniec należy przy­wołać zarzut postaw­iony przez Wittgen­steina. Uważa on, że nie jesteśmy w stanie obser­wować włas­nych stanów psy­chicznych, sam fakt obserwacji zmienia bowiem nasz stan umysłowy: „Jestem skłon­ny potrak­tować sprawę tak, jak Hume” – odpowia­da Arm­strong – „to zwykła empirycz­na trud­ność dla intro­spekcyjnej obserwacji”.

Kole­jnym ele­mentem istot­nym dla utrzy­ma­nia para­leli pomiędzy spostrzeże­ni­a­mi zmysłowy­mi a intro­spekcją jest udowod­nie­nie, że jest ona zdol­noś­cią do pewnego selek­ty­wnego zachowa­nia w sto­sunku do nas samych, świado­moś­ci różni­cy pomiędzy byciem na przykład smut­nym, a nieby­ciem smut­nym. Więk­szość z nas ma różne sprawd­zone sposo­by  na poprawę humoru: jedze­nie czeko­la­dy, pale­nie tyto­niu czy też pisanie tek­stów filo­zoficznych. Rzecz jas­na, nie musimy być smut­ni żeby robić te rzeczy, jeżeli jed­nak robimy je celowo, aby przes­tać być smut­nym, może­my na tej pod­staw­ie mówić o intro­spekcji jako o naby­wa­niu zdol­noś­ci do pewnego selek­ty­wnego zachowa­nia.

Intro­spekc­ja daje nam dane doty­czące zajś­cia pewnych zdarzeń myślowych zdol­nych do wywoła­nia konkret­nych zdarzeń w ciele. Isto­ty obdar­zone mową dochodzą na tej pod­staw­ie do wniosku, że wszys­tkie te stany są stana­mi jed­nego konkret­nego, obiek­tu, bytu, sub­stancji. Zdaniem Arm­stron­ga sub­stanc­ja ta jest niczym innym, jak właśnie umysłem. Znacze­nie intro­spekcji w trak­cie ksz­tał­towa­nia się samoświado­moś­ci jest więc fun­da­men­talne.

GILBERT RYLE

Gilbert Ryle, bry­tyjs­ki filo­zof umysłu, nie pozostaw­ia nam złudzeń co do swo­jego stricte negaty­wnego pode­jś­cia do zagad­nienia intro­spekcji. Już prze­cież w pier­wszym zda­niu rozdzi­ału swo­jej książ­ki „Czym jest umysł?” określa ją jako sztuczny, tech­niczny ter­min mają­cy oznaczać pewien szczegól­ny rodzaj spostrze­ga­nia, ana­log­iczny do zmysłów węchu, smaku. Przed­miotem tego postrze­ga­nia miały­by być jed­nak nie rzeczy będące ele­men­ta­mi namacal­nego świa­ta mate­ri­al­nego, lecz nasze własne stany psy­chiczne. Wys­tępu­ją jed­nak pomiędzy tymi dwoma rodza­ja­mi spostrzeżeń istotne różnice.

Należy zwró­cić tutaj uwagę na swoistą „ekskluzy­wność” spostrzeżeń intro­spekcyjnych. Pod­czas gdy ciężko nam uwierzyć w ist­nie­nie drze­wa, które było­by widoczne dla pewnych osób, zaś skryte przed wzrok­iem innych, indy­wid­u­al­ność przeżyć umysłowych jest czymś powszech­nie uznawanym.

Pon­ad­to, zdaniem Gilber­ta, intro­spekc­ja miała­by nie wyma­gać od nas posi­ada­nia żad­nych specy­ficznych organów w bio­log­icznym rozu­mie­niu tego słowa. Co za tym idzie, człowiek ma być „zabez­piec­zony” przed różny­mi zaburzeni­a­mi spostrze­ga­nia, które mogły­by wyniknąć z ich niesprawnoś­ci, taki­mi jak ageuz­ja (niez­dol­ność do odczuwa­nia smaku).

Nie moż­na jed­nak mylić poję­cia intro­spekcji z poję­ciem świado­moś­ci w ogóle. Ta pier­wsza zachodzi mianowicie tylko w wyniku świadomego aktu woli, zaś brak tej drugiej może budz­ić uza­sad­nione obawy co do stanu naszego zdrowia. Moż­na zilus­trować tę różnicę na prostym przykładzie: za prze­jaw świado­moś­ci moż­na uznać myśle­nie o jabłku. Intro­spekc­ja będzie w tym przy­pad­ku myśle­niem o myśle­niu o jabłku.

Nietrud­no zauważyć tutaj pewien prob­lem, na który zresztą zwraca nam uwagę  Ryle. Zachodzi tutaj bowiem zjawisko stop­niowego „spiętrza­nia” się kole­jnych warstw intro­spekcji. Jeżeli bowiem zachodzi:

  1. myśle­nie o jabłku,
  2. myśle­nie o myśle­niu o jabłku, to musi zajść także,
  3. myśle­nie o myśle­niu o myśle­niu o jabłku, i tak dalej, ad infini­tum.

Przy­wodzi nam to na myśl frag­ment piosen­ki pop­u­larnego kiedyś kabare­tu OTTO, zaty­tułowanej „Stir­litz i Kloss”: „On wie, że wiem. Ja wiem, że on wie. On wie, że ja wiem, że on wie.”

Codzi­en­na prak­ty­ka pokazu­je nam, jak trud­no jest nam dzielić uwagę między dwie rzeczy naraz. Nie bez powodu roz­maw­ian­ie przez tele­fon w trak­cie prowadzenia samo­chodu karane jest man­datem. Niek­tórzy uważa­ją nawet, że to, co określamy jako „podziel­ność uwa­gi”, jest w rzeczy­wis­toś­ci błyskaw­icznym prz­erzu­caniem jej z przed­mio­tu (obserwacji) na przed­miot. Trud­no w takim wypad­ku obronić tezę, jako­by człowiek był­by w stanie dzielić swo­ją uwagę pomiędzy dosłown­ie nieskońc­zoność kole­jnych stop­ni intro­spekcji. Musi więc ist­nieć obok intro­spekcji dru­gi, bezpośred­ni sposób dostępu do zasobów naszego umysłu. Jeżeli jed­nak nasza wiedza nie zawsze bierze się z intro­spekcji, czy może­my być pewni, że ten pro­ces zachodzi w ogóle?

Przy­toc­zony zosta­je również argu­ment szkock­iego oświece­niowego filo­zo­fa Davi­da Hume‘a. Ist­nieją bowiem skra­jne stany emocjon­alne, którym z definicji nie moż­na się spoko­jnie, obiek­ty­wnie przyglą­dać. Przykła­dem takiego stanu może być roz­pacz tudzież groza. Jedynym sposobem bada­nia takich odczuć może być ret­ro­spekc­ja.

Jeżeli więc ret­ro­spekc­ja może być skutecznym sposobem na anal­izę częś­ci naszych stanów, czemu nie zas­tosować jej do wszys­t­kich? Tym właśnie tok­iem myśle­nia podąża Ryle:

Ret­ro­spekc­ja potrafi udźwignąć nieje­den z tych ciężarów, do których niesienia powołano intro­spekcję.”. Czy moż­na więc uznać ją za swoisty jej „sub­sty­tut”?  Poważnym prob­le­mem ret­ro­spekcji, jako odd­alonej w cza­sie, jest jej niedokład­ność, jest ona podat­na na „wyparowanie i rozpłynię­cie się”. Mimo to jed­nak stanowi ona dla nas źródło wielu cen­nych infor­ma­cji nie tyle o stanach psy­chicznych, co o oso­bie,  która ich doświad­cza.

Richard E. Nisbett, Tim DeCamp Wilson

W opozy­cji  do obozu „intro­spekcjon­istów” staw­ia­ją się Richard Nis­bett oraz Tim Wil­son. W swoim artykule pod tytułem Powiedzieć więcej niż się wie. Spra­woz­da­nia słowne o proce­sach psy­chicznych dokonu­ją przeglą­du mate­ri­ału dowodowego wskazu­jącego na nieist­nie­nie, tudzież mar­gin­al­ność intro­spekcji.

Rozpoczy­na­ją oni swój wywód od przed­staw­ienia stwierd­zonego badaw­c­zo fak­tu, że ludzie częs­to opier­a­ją swo­je spra­woz­da­nia z pro­cesów umysłowych nie na dokony­wanej ad hoc intro­spekcji, lecz na z góry przyję­tych teo­ri­ach. Wiemy, że roz­złoś­ciło nas opóźnie­nie pociągu nie dlat­ego, że dokon­al­iśmy dogłęb­nej anal­izy naszych zjawisk umysłowych w konkret­nej chwili, lecz dlat­ego że domyślamy się, że opóźnienia pociągów mogą powodować złość.

Zwraca­ją oni również uwagę na inny fakt, mianowicie niemożność pod­da­nia anal­izie intro­spekcyjnej pro­cesów per­cep­cyjnych oraz pamię­ciowych. Jeżeli zapy­tamy Emmę, jak ma na imię jej mąż, odpowie nam ona po chwili, że Karol. Nie będzie ona jed­nak w stanie wyjaśnić, w jaki sposób doszła do takiej odpowiedzi, po pros­tu „pojaw­iła się” w jej umyśle. Kwes­t­ia intro­spekcyjnej anal­izy wyższych pro­cesów myślowych pozosta­je jed­nak nadal otwarta.

Richard Nis­bett oraz Tim Wil­son przy­tacza­ją następ­nie wyni­ki roz­maitych badań doty­czą­cych świado­moś­ci badanych ist­nienia reakcji na bodźce. Ich wyni­ki wskazu­ją na brak korelacji pomiędzy stop­niem zmi­an w spra­woz­da­niu słownym, a stop­niem zmi­an w zachowa­niu. Moż­na wys­nuć z tego wniosek, że reakc­ja na bodźce jest nieza­leż­na od świadomych pro­cesów myślowych.

Następ­nie omówione zosta­ją ekspery­men­ty sprawdza­jące świado­mość zmi­any naszych poglądów. Okazu­je się, że oso­by, których opinie na pewne tem­aty zmieniły się w toku badań, nie były świadome tego fak­tu. Pro­ces ten częs­to obser­wu­je­my w życiu codzi­en­nym, należy jed­nak zwró­cić uwagę na to, że nie mówimy tu o całkow­itych zmi­anach świato­poglą­du o przysłowiowe sto osiemdziesiąt stop­ni, lecz takich, które dzieją się sukcesy­wnie.

Anal­izie zosta­ją pod­dane również spra­woz­da­nia o proce­sach poz­naw­czych. Okazu­je się, że badani nie są zdol­ni do praw­idłowego rozpoz­na­nia przy­czyn swoich zachowań odmi­en­nych od tych prze­jaw­ianych przez grupę kon­trol­ną. Podany zosta­je tutaj między inny­mi przykład ekspery­men­tu Nis­bet­ta i Schachtera z 1966 roku. Wykazał on, że badani, którym podawano pigułkę place­bo, opisaną jako wywołu­jącą takie same objawy jak elek­trow­strząsy, byli skłon­ni przyp­isy­wać objawy właśnie pigułce, nie zaś elek­trow­strzą­som, a co za tym idzie, byli zdol­ni znieść czterokrot­nie więk­sze natęże­nie prą­du od badanych z grupy kon­trol­nej. Pod kątem bada­nia możli­woś­ci intro­spekcji szczegól­nie intere­su­je nas reakc­ja badanych: „ Badani najczęś­ciej odpowiadali (…) że u wielu ludzi praw­dopodob­nie wys­tąpi pro­ces opisany przez ekspery­men­ta­to­ra, lecz, o ile się ori­en­tu­ją, u nich samych pro­ces taki nie wys­tąpił”. Tak więc mimo że posi­adali oni pewną wiedzę o dzi­ała­niu ludzkiego umysłu, nie byli w stanie zas­tosować jej w prak­tyce.

Istotne jest także zjawisko spostrze­ga­nia pod­pro­gowego. Nat­u­ral­ną kon­sek­wencją nieświado­moś­ci wys­tąpi­enia pewnych bodźców, jest niemożność zda­nia relacji z ich roli w naszym pro­ce­sie myślowym.

Ważne są też spra­woz­da­nia badanych doty­czące pro­cesów rozwiązy­wa­nia prob­lemów. Okazu­je się, że część z nich, po zaprezen­towa­niu im wskazów­ki „fałszy­wej” przed wskazówką która była fak­ty­cznie pomoc­na, uznawało tę pier­wszą za wyjaśnie­nie swo­jego rozwiąza­nia. Znowu mamy więc tu przykład błęd­nych anal­iz naszych włas­nych pro­cesów myślowych.

Nis­bett i Wil­son zwraca­ją też uwagę na fakt, że ludzie okazu­ją się nieświado­mi wpły­wu obec­noś­ci innych świad­ków na swo­ją chęć pomo­cy innym osobom. (Po co mam udzielać komuś pomo­cy, jeżeli w koło jest tyle innych gapiów? Ktoś na pewno mu/jej pomoże).

Ukazane zosta­ją również przykłady sytu­acji, w których badani nie złożyli spra­woz­dań o wpły­wie efek­ty­wnych czyn­ników zewnętrznych na ich zachowa­nia. Następu­ją odwoła­nia do badań wskazu­ją­cych na ignorowanie przez badanych: wpły­wu sko­jarzeń ze słyszany­mi wcześniej słowa­mi, miejs­ca w szeregu oce­ni­anych pońc­zoch, udzielonych wcześniej infor­ma­cji o jed­nej z osób z grupy, której zachowanie należało przewidzieć oraz „efek­tu aure­oli” (Przyp­isy­wanie pozy­ty­wnych cech fizy­cznych osobom o przys­tęp­nych osobowoś­ci­ach, które darzymy sym­pa­tią.)

Pokazane jest też odwrotne zjawisko, to jest składa­nia spra­woz­dań doty­czą­cych fak­ty­cznie nieefek­ty­wnych bodźców. Przy­wołane są tu przykłady błęd­nych relacji doty­czą­cych wpły­wu: usunię­cia bądź doda­nia drasty­cznych frag­men­tów do czy­tanego tek­stu na jego odd­zi­ały­wanie emocjon­alne, zewnętrznego hała­su na odbiór oglą­danego fil­mu, uspoka­ja­jącego frag­men­tu instrukcji ekspery­men­tal­nej na gotowość do pod­da­niu się elek­trow­strzą­som.

Wil­son i Nis­bett twierdzą zgod­nie, że źródłem spra­woz­dań słownych wszys­t­kich badanych osób nie była intro­spekc­ja, lecz przyjęte lub stwor­zone przez nas teorie doty­czące przy­czyn zjawisk umysłowych. Więk­szość z tych teorii naby­wamy z naszego otocz­nia, z naszej kul­tu­ry, sub­kul­tu­ry, na drodze empirycznych obserwacji lub po pros­tu wiąza­nia nowych reakcji z nowy­mi bodź­ca­mi (jestem strasznie smut­ny, od kiedy w mojej okol­i­cy zaczęły jeźdz­ić pocią­gi. Ergo, mój smutek jest powodowany przez pocią­gi), albo po pros­tu podobieńst­wa bodź­ca do reakcji. Stąd wyni­ka wiele z wymienionych powyżej błędów: „Splot, wzór i prze­jrzys­tość pońc­zoch nylonowych wyda­ją się reprezen­taty­wne dla powodów skła­ni­a­ją­cych do wybra­nia ich jako najlep­szych, pod­czas gdy ich miejsce na stole nie wyda­je się reprezen­taty­wne dla tych powodów.”.

Stara­ją się oni również wyróżnić czyn­ni­ki mogące mieć wpływ na poprawność  naszych spra­woz­dań słownych. W błąd mają wprowadzać nas: brak zdarzeń (badani częs­to wolą wyróżnić jako czyn­nik zajś­cie zdarzenia niebędącego bodźcem, niż nieza­jś­cie zdarzenia które mogło­by być bodźcem. Wyni­ka to w nat­u­ral­ny sposób z fak­tu, że zdarzenia przy­cią­ga­ją naszą uwagę skuteczniej niż ich brak), kon­tekst, odsunię­cie w cza­sie, nasze (nierzad­ko, jak w przy­pad­ku oce­ni­a­nia pońc­zoch na pod­staw­ie ich miejs­ca w szeregu) absurdalne mech­a­nizmy oce­ny, zachowa­nia niewer­balne, roz­bieżność między wieloś­cią przy­czyny i skutku („jest oburza­jące, że jeden sła­by, żałos­ny człowiek, taki jak Lee Har­vey Oswald mógł zmienić his­torię świa­ta”).

Tworze­nie por­wanych spra­woz­dań słownych jest nam z kolei ułatwiane przez zgod­ność między subiek­ty­wny­mi a rzeczy­wisty­mi waga­mi w cza­sie oce­ni­a­nia przed­miotów bądź sytu­acji (kiedy na przykład wagi te zostały wpo­jone nam w pro­ce­sie edukacji) lub pro­ces uczenia się bez świado­moś­ci.

Richard E. Nis­bett oraz Tim DeCamp Wil­son kończą swo­je rozważa­nia, próbu­jąc ustal­ić, jakie czyn­ni­ki wpły­wa­ją na nasze skłon­noś­ci do wiary w intro­spekcję? Pier­wszym jest zjawisko myle­nia treś­ci umysłowych z proce­sa­mi umysłowy­mi. Przykła­dem tego może być sytu­ac­ja, w której próbu­jąc przy­pom­nieć sobie datę pewnego zdarzenia his­to­rycznego, określamy najpierw wiek, w którym miało ono miejsce. Przy­pom­nie­nie sobie wieku również wyma­ga bowiem odwoła­nia się do zasobów pamię­ci, i cho­ci­aż istot­nie może być pomoc­ne w pro­ce­sie przy­pom­i­na­nia, nie jest ono tym pro­ce­sem. (Mimo to jed­nak odwołanie do tych treś­ci może zwięk­szyć poprawność naszych ustaleń, dzię­ki wiedzy o swoistych reakc­jach na bodźce, zami­arach i uwadze albo wpły­wie konkret­nych czyn­ników na członków pewnych sub­kul­tur).  Drugim jest nato­mi­ast niewystar­cza­jące sprzęże­nie zwrotne (inter­pre­towanie ele­men­tów rzeczy­wis­toś­ci w taki sposób, by dopa­sować je do naszych tez). Trzec­im z kolei są powody motywa­cyjne, charak­terysty­cz­na dla człowieka chęć wiary w abso­lut­ną kon­trolę, wiedzę o jego włas­nym umyśle. Nic prze­cież nie prz­er­aża nas tak bard­zo jak to, czego nie znamy.

Postaram się zsyn­te­ty­zować doty­chcza­sowe ustal­e­nia innych autorów, oraz swo­je własne prze­myśle­nia w celu ustal­e­nia, czy intro­spekc­ja rzeczy­wiś­cie zachodzi, a jeżeli tak, to jaki jest jej zakres? Punk­tem wyjś­cia dla naszych rozważań będzie stworze­nie definicji poję­cia intro­spekcji. Uwzględ­nić należy tutaj zarówno potoczne jej rozu­mie­nie, jak i per­spek­ty­wy bardziej naukowe.

Intro­spekc­ja musi być przede wszys­tkim zdol­noś­cią przy­należną isto­cie samoświadomej. Może­my wyobraz­ić sobie rob­o­ta-psy­chi­a­trę, bez­duszną maszynę o doskon­ałej zna­jo­moś­ci mean­drów ludzkiej psy­chi­ki, wyko­rzys­tu­jącą niespre­cy­zowane elek­tryczne złącza, aby uzyskać zdol­ność do bezpośred­niego wglą­du w stany psy­chiczne pac­jen­ta. Taka isto­ta, mimo całej swo­jej wiedzy, nie będzie jed­nak zdol­na do intro­spekcji, ze wzglę­du na brak odpowied­niego przed­mio­tu obserwacji. Cho­ci­aż ist­nieje JA-obser­wa­tor, braku­je tutaj JA-obser­wowanego. (Te dwa poję­cia zostały wprowad­zone przeze mnie w celu ułatwienia rozważań. JA-obser­wa­tor może zostać uznany za stru­mień świado­moś­ci ukierunk­owany na intro­spekcję, JA-obser­wowany reprezen­tu­je nato­mi­ast stany psy­chiczne pod­dawane obserwacji). Zakładanym, że nawet jeśli automat może uzyskać wgląd w dzi­ałanie swoich algo­ryt­mów, nie jest w stanie rozpoz­nać ich jako swoich (JA-obser­wa­to­ra) pro­cesów, co jest zasad­niczym fun­da­mentem intro­spekcji. Musi być pro­ce­sem dokony­wanym przez istotę samoświadomą. Musi dostar­czać JA-obser­wu­jące­mu infor­ma­cji o JA-obser­wowanym przy zachowa­niu świado­moś­ci, że są to pro­cesy zachodzące w umyśle obser­wu­jącego, będącego tutaj również obser­wowanym.

Pro­ponu­ję więc, na użytek tej pra­cy przyjąć następu­jącą definicję intro­spekcji: jest to pro­ces pole­ga­ją­cy na uzyska­niu przez istotę samoświadomą, świado­moś­ci doświad­czenia jej procesu/procesów psy­chicznych z zachowaniem świado­moś­ci, że są to pro­cesy zachodzące w jej umyśle. Ujmu­jąc to w „mojej” ter­mi­nologii – pro­ces pole­ga­ją­cy na uzyska­niu przez JA-obser­wa­to­ra danych o JA-obser­wowanym.

Podzie­le­nie JA w pro­ce­sie intro­spekcji na JA-obser­wa­to­ra oraz JA-obser­wowanego może budz­ić poważne zas­trzeże­nia. Czy dokonu­jąc takiej dychotomii, nie sugeru­je­my tutaj zajś­cia swois­tego rozszczepi­enia jaźni? Jak niedorzecznie by to nie brzmi­ało, uważam że doko­nanie takiego podzi­ału, to jedyny sposób na stworze­nie praw­dopodob­ne­go mod­elu intro­spekcji.

Pro­ce­sem myślowym nazwiemy myśle­nie o zdję­ciu jabł­ka („to jabłko jest czer­wone”), zaś intro­spekcją będzie spostrzeże­nie naszego pro­ce­su myślowego („myślę o tym, że to jabłko jest czer­wone”). Pojaw­ia się tutaj prob­lem zdol­noś­ci człowieka do jed­noczes­nego skupi­enia świado­moś­ci na kilku proce­sach. Czy pro­cesy JA-obser­wowanego (myśle­nie o jabłku) i JA-obser­wa­to­ra (myśle­nie o myśle­niu o jabłku) mogą zachodz­ić w tym samym cza­sie? Najoczy­wist­szą odpowiedz­ią wyda­je się odpowiedź przeczą­ca: JA-obser­wa­tor może dzi­ałać dopiero, kiedy skończy dzi­ałać JA-obser­wowany, nie moż­na prze­cież myśleć o dwóch rzeczach naraz. Na czym jed­nak pole­ga ret­ro­spekc­ja? Na odwoła­niu się do zasobów pamię­ci w celu uzyska­nia infor­ma­cji o pro­ce­sie psy­chicznym, który zaszedł w przeszłoś­ci. Skąd jed­nak znalazły się
w naszej pamię­ci infor­ma­c­je o proce­sach JA-obser­wowanego? Pamięć stanowi archi­wum wiedzy o naszych przeszłych doświad­czeni­ach. Nie moż­na przy­pom­nieć sobie słowa w języku, którego nie znamy ani nazwiska bohat­era lek­tu­ry, której nie przeczy­tal­iśmy. Pro­ces JA-obser­wowanego musi­ał nie tylko zajść, musi­ał zostać również w jak­iś sposób doświad­c­zony, spostrzeżony. Tak więc to właśnie intro­spekc­ja, paradok­sal­nie, okazu­je się pro­ce­sem podświadomym. Nie znaczy to jed­nak, że nie zachodzi.

Kole­jnym prob­le­mem dla każdego zwolen­ni­ka intro­spekcji okazu­je się zachodze­nie swois­tej nieskońc­zonej pętli, stop­niowego nawarst­wia­nia się kole­jnych jej warstw, przek­sz­tał­ca­niu kole­jnych JA-obser­wa­torów w JA-obser­wowanych. Pomoc przy­chodzi tutaj z nieoczeki­wanej strony: to właśnie nasza niewiedza o położe­niu swois­tej „intro­spekcyjnej grani­cy” może świad­czyć o jej ist­nie­niu. „Graniczny” pro­ces intro­spekcyjny z definicji jest pro­ce­sem, który sam nie zosta­je jej pod­dany. Co za tym idzie, nie zosta­je on doświad­c­zony, ani zapisany w pamię­ci. Może­my więc dom­niemy­wać, że „granicz­na” intro­spekc­ja w pewnym momen­cie zaszła, zaś brak naszej jej świado­moś­ci wyni­ka z tego, że ona sama nie została jej pod­dana. Jeżeli jed­nak mimo wszys­tko podążymy szlakiem kole­jnych warstw intro­spekcji, wejdziemy w pewnym momen­cie na grząskie bag­no tworzenia hipotez doty­czą­cych naszych stanów psy­chicznych, oraz kre­owa­nia kon­struk­tów czys­to językowych. Czy za powiedze­niem „ter­az pomyślałem o myśle­niu o myśle­niu o …” rzeczy­wiś­cie stoi pamięć tych wszys­t­kich kole­jnych stop­ni intro­spekcji?

Wiele kry­tyków intro­spekcji pozwala sobie na stosowanie różnego rodza­ju porów­nań  oraz analogii: „Stan umysłowy nie może być świadomy sam siebie, podob­nie jak człowiek nie może zjeść sam siebie”. Cho­ci­aż mogą być one użyteczne w pro­ce­sie komu­nikacji, nie moż­na poz­wolić, aby stanow­iły one  główną oś naszej argu­men­tacji. W prze­ci­wnym razie ignoru­je­my oczy­wisty fakt, że pro­cesy myśle­nia oraz jedzenia są od siebie zasad­nic­zo odmi­enne. Intro­spekcję może­my zasad­nic­zo porów­nać tylko do innej intro­spekcji. Zważy­wszy no to, jak mało o niej wiemy oraz na to, że nie mamy pewnoś­ci czy zachodzi
ona w ogóle, nie jesteśmy w stanie ocenić zasad­noś­ci porówny­wa­nia jej do czegokol­wiek innego.

Za intro­spekcją prze­maw­ia również wys­tępowanie w naszym języku różnych słów uży­wanych na oznaczanie stanów psy­chicznych. Jeżeli w języku, nie ma znaczenia jakim, wys­tępu­je słowo „złość”, oznacza to, że musi­ała kiedyś, dla jakiegoś „jask­in­iow­ca”, zajść potrze­ba stworzenia słowa nazy­wa­jącego ten stan. Ist­nieją dwie możli­woś­ci: „wynalaz­ca” złoś­ci zauważył ją u samego siebie (co skła­nia nas do zaak­cep­towa­nia intro­spekcji), tudzież u kogoś innego. Należy jed­nak zauważyć, że złość jest czymś zasad­nic­zo innym dla otoczenia i dla oso­by jej doświad­cza­jącej. W naszym języku (przy­na­jm­niej w tym konkret­nym przy­pad­ku) posługu­je­my się poję­ciem złoś­ci jako stanu psy­chicznego, a nie jego objawów. Tak więc nawet jeżeli do stworzenia tego poję­cia zain­spirowany został ktoś przez osobę trze­cią, musi­ał zajść pro­ces intro­spekcyjny umożli­wia­ją­cy połącze­nie pewnych zewnętrznych objawów z konkret­nym stanem psy­chicznym.

Klasy­cznym argu­mentem prze­ci­wko intro­spekcji jest wys­tępowanie drasty­cznych stanów emocjon­al­nych takich jak roz­pacz, których z definicji nie da się obser­wować ze wzglę­du na ich siłę odd­zi­ały­wa­nia na psy­chikę. Należy zauważyć, że mimo iż nie da się dokon­ać chłod­nej anal­izy oraz obserwacji w momen­cie ich wys­tąpi­enia, następu­je ich doświad­cze­nie, które może być anal­i­zowane po upły­wie pewnego cza­su.

Należy zwró­cić również uwagę na doniesienia Insty­tu­tu im. Maxa Planc­ka w Lip­sku.  Za pomocą tomo­grafów rezo­nan­su mag­ne­ty­cznego pozwala­ją­cych śledz­ić czyn­noś­ci mózgu obser­wowano grupę osób pode­j­mu­ją­cych decyzję. Okaza­ło się, że już sie­dem sekund przed pod­ję­ciem świadomego postanowienia moż­na było zobaczyć na obrazach mózgu, jak będzie ono wyglą­dać. Mimo to jed­nak, że może­my nie mieć bezpośred­niego wglą­du w dzi­ałanie naszego mózgu, może­my mieć intro­spekcyjną świado­mość jego efek­tów.

Ostrej kry­tyce pod­dali intro­spekcję Richard E. Nis­bett oraz Tim DeCamp Wil­son. Na drodze empirycznych badań dowiedli oni, że opisy pro­cesów myślowych uważane przez samych badanych za intro­spekcję, częs­to okazu­ją się po pros­tu wymyślony­mi hipoteza­mi. Należy jed­nak zwró­cić uwagę na to, że podanie błęd­nego spra­woz­da­nia ust­nego doty­czącego pro­ce­su myślowego nie musi oznaczać, że intro­spekc­ja nie zaszła. Nawet jeżeli przy­czyny złoś­ci nie zostały wskazane, zaszła prze­cież świado­mość doświad­czenia tego uczu­cia, niezbęd­na, aby móc wys­nuwać hipotezy doty­czące jego przy­czyn. Ist­nieją również sytu­acje, w których „błąd intro­spekcyjny” nie jest możli­wy. Trud­no znaleźć osobę, która zapy­tana o otrzy­manie sumy dodawa­nia w wysokoś­ci pięć, odpowiedzi­ała­by „po pros­tu dodałam dwa do dwóch”.  Moż­na więc zal­iczyć tutaj wszys­tkie pro­cesy mające na celu stworze­nie Kan­tows­kich sądów syn­te­ty­cznych a pri­ori.

Pod­sumowu­jąc, należy odpowiedzieć na pytanie: „czy intro­spekc­ja ist­nieje?”. Oso­biś­cie skła­ni­am się ku stwierdze­niu, że tak. Jest ona jed­nak zasad­nic­zo podświadomym, recep­ty­wnym pro­ce­sem, a jej zakres jest moc­no ogranic­zony. Intro­spekc­ja może odpowiedzieć nam na pytanie, czy jesteśmy/byliśmy w danym momen­cie smut­ni, nie powie nam jed­nak dlaczego. Dużo skuteczniejsza okazu­je się w cza­sie anal­izy pro­cesów czys­to myślowych jak wykony­wanie „w pamię­ci” obliczeń matem­aty­cznych, udziela­jąc nam cho­ci­aż­by, jak to zauważył Arm­strong, infor­ma­cji o obec­nym stanie obliczeń. Dlaczego jed­nak wybral­iśmy niebieską sukienkę, a nie czarną? Na to pytanie musimy szukać odpowiedzi gdzie indziej.

Fizy­cz­na zasa­da nieoz­nac­zonoś­ci Heisen­ber­ga mówi nam, że ist­nieją takie pary wielkoś­ci, których nie da się jed­nocześnie zmierzyć z dowol­ną dokład­noś­cią. Akt pomi­aru jed­nej wielkoś­ci wpły­wa na układ tak, że część infor­ma­cji o drugiej wielkoś­ci jest tra­cona. Sam fakt dokony­wa­nia pomi­aru zaburza jego wynik. Cho­ci­aż regułę tę sto­su­je się przede wszys­tkim w bada­ni­ach fizy­cznych, podob­ny prob­lem zachodzi w cza­sie obserwacji psy­cho­log­icznych, co zauważył zresztą Wittgen­stein. Sam fakt obserwacji konkret­nych stanów psy­chicznych zmienia stan psy­chiczny naszego umysłu.

Jak w takim razie może­my dojść do jakichkol­wiek wniosków doty­czą­cych intro­spekcji? Z pomocą mogą przyjść nam dwie rzeczy: „mądrość tłu­mu” oraz coś na ksz­tałt Sokrate­jskiej metody majeu­ty­cznej.

Amerykańs­ki dzi­en­nikarz eko­nom­iczny i pub­l­i­cys­ta James Surowiec­ki przy­tacza na początku swo­jej książ­ki „The Wis­dom of Crowds” aneg­dotę związaną z postacią jed­nego z prekur­sorów statysty­ki, Fran­cisa Gal­tona. Powia­da się, że w roku 1906 odwiedz­ił on wiejs­ki fes­tyn, dzię­ki czemu mógł być świad­kiem intere­su­jącego, z jego punk­tu widzenia, konkur­su. W jego ramach wszyscy chęt­ni mogli spróbować odgad­nąć wagę wołu. Jak moż­na się było tego spodziewać, żad­na oso­ba nie zgadła poprawnie. Fran­cis Gal­ton spisał jed­nak wszys­tkie zapro­ponowane wagi, dodał je do siebie i wyciągnął śred­nią.
Otrzy­many wynik: 1197 fun­tów. Fak­ty­cz­na waga wołu: 1198 fun­tów.

Na tym właśnie pole­ga zasad­nic­zo „mądrość tłu­mu”. Kiedy zbier­amy dane od wielu różnych obser­wa­torów, ich błędy znoszą się wza­jem­nie. Czy w takim razie może­my przyjąć taką samą metodę przy bada­niu intro­spekcji? Jeżeli zbierze­my dane od wielu różnych osób, być może będziemy w stanie wye­lim­i­nować indy­wid­u­alne błędy i dotrzeć do prawdy. Jakiego typu dane może­my zbier­ać w ten sposób?

Zda­je się, że najlep­szym źródłem takich danych będzie uży­wany przez nas na co dzień język. Wys­tępu­je w nim bowiem wiele zwrotów, kon­strukcji, metafor, które, być może, mogą okazać się przy­datne. Wiele z nich opisanych zostało przez G. Lakof­fa oraz Mar­ka John­sona w książce „Metafory w naszym życiu”. Szczegól­nie istotne są tu dla nas metafory onto­log­iczne, w których to różne poję­cia abstrak­cyjne takie jak hon­or, miłość trak­towane są jako przed­mio­ty fizy­czne. Ponieważ są one powszech­nie uży­wane („znalazłem sens życia”), moż­na dom­niemy­wać, że warunk­u­ją one w pewien sposób myśle­nie człowieka.

Jakie moż­na wynieść z tego wnios­ki doty­czące intro­spekcji? Moż­na dom­niemy­wać, że sko­ro sposób myśle­nia człowieka jest na różne sposo­by warunk­owany przez czyn­ni­ki zewnętrzne, tak i myśle­nie o myśle­niu (intro­spekc­ja), należąc do tej samej kat­e­gorii pro­cesów, różniąc się wyłącznie obiek­tem obserwacji a nie metodą, podle­ga temu wpły­wowi. Czy w takim razie intro­spekcji moż­na się nauczyć? Człowiek posi­a­da wiele zdol­noś­ci, które wyda­ją mu się nat­u­ralne, ale musi­ał się ich nauczyć. Ludzie nie posi­ada­ją od urodzenia zdol­noś­ci mowy, zdol­noś­ci chodzenia, posi­ada­ją tylko pewne predys­pozy­c­je do ich naby­cia. Moż­na więc uznać, że cho­ci­aż człowiek posi­a­da pewne predys­pozy­c­je do obserwacji stanów psy­chicznych, nie musi to oznaczać, że zawsze ich dokonu­je. Tak jak dziecko uczy się rozpoz­nawać ksz­tał­ty, dorosły uczy się rozpoz­nawać stany psy­chiczne. Tłu­maczy to roz­bieżność między spra­woz­da­ni­a­mi słowny­mi z pro­cesów psy­chicznych, a ich stanem fak­ty­cznym. Możli­we, że pewne stany psy­chiczne zostały zaob­ser­wowane, nie zostały jed­nak właś­ci­wie sklasy­fikowane przez naszą świado­mość.

Zmienia to w pewien sposób nasze rozu­mie­nie pro­ce­su intro­spekcji. Posługu­jąc się analogią do zmysłu wzroku: czym innym jest zauważe­nie trójką­ta a rozpoz­nanie go. Tak więc nie moż­na uznawać obserwacji stanów psy­chicznych i ich anal­izy za jed­norod­ny pro­ces. Anal­iza stanów psy­chicznych jest zdol­noś­cią a nie zmysłem, zaś ana­log­icznie ich obserwac­ja jest zmysłem a nie zdol­noś­cią.

Odwołu­jąc się do mądroś­ci tłu­mu wys­nuliśmy więc konkret­ny wniosek doty­czą­cy intro­spekcji, który zasad­nic­zo skła­nia nas ku podzie­le­niu jej na obserwację intro­spekcyjną i anal­izę intro­spekcyjną. Ta pier­wsza może zostać w zasadzie zrów­nana do świado­moś­ci ogól­nie, jest przy­rod­zona każde­mu człowiekowi, nie wyma­ga prak­ty­ki. Anal­iza nato­mi­ast jest już wyuc­zoną zdol­noś­cią. Może­my wyobraz­ić sobie człowieka upośled­zonego pod wzglę­dem zdol­noś­ci do anal­izy intro­spekcyjnej, który nigdy nie spotkał się z żad­nym zewnętrznym prze­jawem posi­ada­nia jakichkol­wiek stanów emocjon­al­nych, nie usłyszał na nie żad­nych nazw. Będzie on ich jed­nak z całą pewnoś­cią świadomy, będą one kon­trolowały jego zachowa­nia. Nie może­my jed­nak być pewni, czy będzie on w stanie wymyślić na nie jakieś nazwy, czy będzie umi­ał wyróżnić czyn­ni­ki zewnętrzne, które je u niego wywołu­ją, czy będzie w stanie je „uch­wycić”.

Mądrość tłu­mu dostar­cza nam również infor­ma­cji na tem­at umysłu człowieka za pomocą tak zwanej „wiedzy powszech­nej”. Są po pros­tu rzeczy, które każdy wie. Każdy wie, że spóź­ni­a­jące się pocią­gi są den­er­wu­jące. Wiedza o tym przez jakie sytu­acje wywoły­wane są konkretne stany emocjon­alne, może być swoistą śred­nią anal­iz intro­spekcyjnych całej ludzkoś­ci. Tak więc nawet jeżeli intro­spekcyj­na wiedza poszczegól­nych jed­nos­tek obar­c­zona jest dużym mar­gin­e­sem błę­du, jest on niwelowany przez dużą ilość osób dokonu­ją­cych tej anal­izy.

Próbu­jąc wys­nuwać wnios­ki doty­czące intro­spekcji, moż­na odwołać się również do sokrate­jskiej metody majeu­ty­cznej. Jest to pro­ces wydoby­wa­nia z człowieka pewnej ukry­tej wiedzy. W kon­tekś­cie intro­spekcji wiedzą taką będzie wiedza o pewnym stanie psy­chicznym. Odwołu­jąc się do przykładu ekspery­men­tu Nis­bet­ta oraz Wilsona doty­czącego efek­tu place­bo: cho­ci­aż oso­by badane same zaprzecza­ły, że ich zwięk­szona odporność na natęże­nie elek­tryczne może być przy­czyną efek­tu place­bo, zgod­nie uznały zajś­cie takiego efek­tuu innych osób za praw­dopodob­ne. Może­my więc uznać, że posi­adały one na tyle bogaty zasób wiedzy o dzi­ała­niu umysłu, żeby obiek­ty­wnie uważać zachodze­nie efek­tu place­bo za praw­dopodob­ne. Skąd jed­nak nabyły taką pewność? Dlaczego żad­na z nich nie uznała takiej hipotezy za niedorzeczną? Najpraw­dopodob­niej zdobyły tę wiedzę na drodze intro­spekcji. Nieza­s­tosowanie takiej zasady w momen­cie anal­izy swo­jego włas­nego zachowa­nia nie wyni­ka więc z jej braku, lecz praw­dopodob­nie z tego, że inna hipoteza wydawała się w tym konkret­nym przy­pad­ku bardziej praw­dopodob­na.

Tak więc każdy człowiek dys­ponu­je pewną wiedzą o dzi­ała­niu swo­jego umysłu, cza­sa­mi nie jest jej po pros­tu świadomy, musi wydobyć ją na światło dzi­enne. Dobrze ilus­tru­je to pamięt­na sce­na z opowiada­nia Tadeusza Borowskiego „Proszę państ­wa do gazu”. Główny bohater, więzień Tadeusz, w cza­sie pra­cy przy rozładunku trans­portu kole­jowego, który przy­jechał właśnie do obozu, opowia­da swo­je­mu przy­ja­cielowi Hen­riemu o oga­r­ni­a­jącej go wściekłoś­ci i zniechęce­niu. Co ciekawe, nie jest on zden­er­wowany na strażników więzi­en­nych, pogodę, lecz na właśnie przy­byłych ludzi. Obiek­ty­wnie anal­izu­jąc tę sytu­ację, wiemy jed­nak, że nie jest on zezłoszc­zony konkret­nie na ludzi, którzy przy­jechali: drażni go panu­ją­cy upał, zniechę­ca­jące sce­ny, których jest świad­kiem. Tak też kwitu­je to jego przy­ja­ciel: „Męczy cię ram­pa, bun­tu­jesz się, a złość najłatwiej wyład­ować na słab­szym”, ukazu­jąc tym samym fak­ty­czną przy­czynę wściekłoś­ci Tadeusza.

Na pod­staw­ie zebranej doty­chczas wiedzy o dzi­ała­niu umysłu może­my spróbować stworzyć jak­iś wiary­god­ny schemat intro­spekcji. Mamy więc zasad­nic­zo dwa pro­cesy pod­pada­jące pod poję­cie „intro­spekc­ja”: obserwację intro­spekcyjną pole­ga­jącą na zare­je­strowa­niu przez JA-obser­wa­to­ra pro­cesów JA-obser­wowanego, oraz anal­izę intro­spekcyjną pole­ga­jącą na kat­e­go­ryza­cji, klasy­fikacji, nazy­wa­niu, tworze­niu hipotez doty­czą­cych stanów psy­chicznych. Paradok­sal­nie, całą tę pracę moż­na uznać za pewną, wysoce skom­p­likowaną for­mę takiej anal­izy.

Obserwac­ja zachodzi cały czas, nawet jeżeli nie jesteśmy świado­mi. Jest ona zmysłem, czymś wrod­zonym, warunk­u­ją­cym zasad­nic­zo samą możli­wość ist­nienia świado­moś­ci. Wszys­tko, co zosta­je zachowane w pamię­ci,  może zostać później przy­wołane w ramach pro­ce­su ret­ro­spekcji. Nie udziela nam „czystych” infor­ma­cji o sposo­bie zachodzenia pro­cesów myślowych, sku­pi­a­jąc się głównie na ich pro­duk­tach (Nie wiemy jak przy­pom­i­namy sobie rzeczy, tak samo jak nie wiemy, jak zgi­namy ręce). Może być tak kiedy zachodzą one poziomie podświadomym, wymyka­ją­cym się próbom wtłoczenia w ramy językowe. Ist­nieją jed­nak pewne ich „echa” służące nam do oce­ny praw­dopodobieńst­wa niek­tórych hipotez doty­czą­cych dzi­ała­nia umysłu.

Anal­iza jest już jed­nak czymś zupełnie innym, zachodzi ona bowiem w wyniku świadomego dzi­ała­nia. Nie jest ona pro­ce­sem wrod­zonym, abso­lut­nie nieza­leżnym od czyn­ników zewnętrznych, w wyniku czego podle­ga ona błę­dom. Moż­na jed­nak się jej uczyć, wraz ze wzrostem doświad­czenia w zakre­sie anal­izy intro­spekcyjnej oraz ogól­nej wiedzy o świecie, zwięk­sza się trafność naszych hipotez. Należy zaz­naczyć, że mając za swój przed­miot stany psy­chiczne, anal­iza nie może ist­nieć bez obserwacji, tak jak nie moż­na zasad­nic­zo patrzeć na nic siedząc w ciem­nej piwni­cy bez światła. Anal­iza praw­dopodob­nie jed­nak nie zachodzi równole­gle do obserwacji ze wzglę­du na ogranic­zone zdol­noś­ci ludzkiego umysłu. Jeżeli jed­nak obserwac­ja zaszła w przeszłoś­ci, a jej wynik zachował się w pamię­ci, anal­iza może uzyskać dostęp do przed­mio­tu swoich badań za pomocą pro­ce­su ret­ro­spekcji, czyli przy­pom­i­na­nia sobie doko­nanych obserwacji intro­spekcyjnych.

Zakończenie

Zdawało­by się, że ludzkie pro­cesy myślowe jako coś stanow­iącego pod­stawę naszego bytu, warunek konieczny ist­nienia świado­moś­ci, powin­ny być dla nas czymś oczy­wistym i doskonale wiadomym. Paradok­sal­nie okazu­je się jed­nak, że wcale tak nie jest. Prze­cież gdy­by natu­ra tych pro­cesów była nam doskonale znana, cała ta pra­ca była­by bez­za­sad­na, niepotrzeb­na oraz pozbaw­iona sen­su.

Wcale jed­nak nie oznacza to, że niemożli­wym jest dojś­cie do jakichkol­wiek ustaleń doty­czą­cych pro­cesów intro­spekcyjnych. Jak wyraźnie pokazu­je nam pier­wszy rozdzi­ał, zagad­nie­nie to pode­j­mowało już bard­zo wielu wybit­nych myśli­cieli, co wyraźnie ukazu­je nam stopień skom­p­likowa­nia tego zagad­nienia. Nieśmi­ałe ustal­e­nia na tem­at intro­spekcji łat­wo moż­na pod­ważyć. Tak więc, cho­ci­aż brz­mi to dosyć przewrot­nie, pomoc­nym narzędziem przy odkry­wa­niu prawdzi­wej natu­ry naszych włas­nych pro­cesów psy­chicznych okazu­je się anal­iza cud­zych oraz odwoła­nia do wspól­nych ele­men­tów ustaleń więk­szych grup ludzi, co umożli­wia nam swego rodza­ju wyjś­cie poza ograniczenia naszego indy­wid­u­al­nego postrze­ga­nia świa­ta i dojś­cie do konkret­nych wniosków.

Rozważa­jąc zagad­nie­nie intro­spekcji, trud­no jest znaleźć jasne odpowiedzi na zadawane pyta­nia. Widz­imy jed­nak, że ist­nieje pew­na świado­mość naszych pro­cesów psy­chicznych. Nie musi koniecznie dochodz­ić ona do najniższych ich poziomów, do stanów elek­trycznych naszych neu­ronów, żebyśmy mogli mówić o świado­moś­ci stanów psy­chicznych. Może być tak dlat­ego, że pewne fun­da­men­talne czyn­noś­ci zachodzą na poziomie niewyrażal­nym w języku mówionym. Tak czy inaczej, zaprzeczanie możli­woś­ci jakiejkol­wiek obserwacji naszych pro­cesów psy­chicznych było­by w isto­cie odmaw­ian­iem człowiekowi świado­moś­ci myśle­nia w ogóle.

Z drugiej strony, nie moż­na bagatelizować argu­men­tów prze­ci­wko intro­spekcji. Pro­cesy podświadome i błędy przy anal­i­zowa­niu naszych włas­nych motywacji oraz pro­cesów myślowych wskazu­ją nam, że zakres bezpośred­niej obserwacji naszych włas­nych stanów psy­chicznych nie jest abso­lut­ny oraz nieogranic­zony. Nawet jeżeli jed­nak nie mamy pewnoś­ci, skąd pewne myśli wzięły się w naszej głowie, wiemy, że te myśli się w niej znalazły. Anal­izu­jąc zarówno samą myśl (na drodze ret­ro­spekcji), jak i sytu­ację, kon­tekst,
w którym się ona pojaw­iła, może­my mimo wszys­tko dojść do log­icznych i spójnych wniosków. Zdołal­iśmy między inny­mi wyróżnić pro­cesy obserwacji oraz anal­izy intro­spekcyjnej.

Nau­ka cały czas idzie do przo­du. Być może za kilka­dziesiąt, kilka­set lat odpowiedzi na wszys­tkie pyta­nia doty­czące intro­spekcji będą już oczy­wiste, a bez­duszne robo­ty-psy­chi­a­trzy będą rozkładać ludzkie umysły na czyn­ni­ki pier­wsze. Przykład teorii atom­isty­cznej Demokry­ta z Abdery pokazu­je nam jed­nak, że nawet mając ogranic­zoną wiedzę i skromne środ­ki, może­my znaleźć się bard­zo blisko prawdy.

Człowiek jest istotą żąd­ną wiedzy, czu­jącą w sobie nieod­partą chęć obser­wowa­nia, anal­i­zowa­nia i opisy­wa­nia otacza­jącego go świa­ta. Jed­nak jed­nym z najbardziej fas­cynu­ją­cych go zagad­nień jest on sam. Tak dłu­go jak żyje­my, jesteśmy skazani na swo­je własne towarzyst­wo. „Utknęliśmy tu razem. Wyglą­da na to, że spędz­imy trochę cza­su w tej windzie, nim nasze dro­gi się roze­jdą. Dlaczego by więc nie poz­nać się lep­iej?” – coś takiego mógł­by powiedzieć zniewala­ją­co przys­to­jny główny bohater komedii roman­ty­cznej do swo­jej przyszłej żony. Badacze tajem­nic ludzkiej psy­chi­ki, psy­chol­o­gowie, psy­chi­a­trzy, neu­rolodzy, filo­zo­fowie umysłu, składa­ją bard­zo podob­ną propozy­cję. Różni­ca pole­ga na tym, że składa­ją ją samym sobie i sami ją przyj­mu­ją.


Fil­ip Bieńkows­ki – absol­went XXXIII Liceum Ogól­nok­sz­tałcącego Dwu­języ­cznego im. Mikoła­ja Koperni­ka w Warsza­w­ie. Final­ista XXIX i lau­re­at XXX Olimpiady Filo­zoficznej. Stu­dent MISMaP na Uni­w­er­syte­cie Warsza­wskim. Intere­su­je się tech­nologią i jej wpły­wem na życie człowieka, a w szczegól­noś­ci zagad­nieni­a­mi roz­wo­ju sztucznej inteligencji i rzeczy­wis­toś­ci wirtu­al­nej.

 

 

Autor ilus­tracji: quick­shoot­ing

Najnowszy numer można nabyć od 3 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Sklep

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy