Kognitywistyka Próby filozoficzne

Filip Bieńkowski: Czy obserwujemy własne stany psychiczne? Spór o introspekcję we współczesnej filozofii umysłu i kognitywistyce

Introspekcja, od łacińskiego słowa „introspectio” oznaczającego dosłownie spoglądanie wewnątrz, jest terminem nazywającym domniemaną zdolność ludzkiego umysłu do obserwacji swoich własnych stanów (tak więc może być dokonana tylko w pierwszej osobie). Jest to bardzo fascynujące zagadnienie, ponieważ jest ono bezpośrednio bliskie każdej istocie ludzkiej. Mimo to jednak większość ludzi nie poddaje go żadnej dogłębnej analizie, lecz przyjmuje ją za coś oczywistego, czemu nie warto poświęcać cennego czasu.

Tekst uka­zał się w dzia­le „Pró­by filo­zo­ficz­ne”, poświę­co­ne­go pra­com adep­tów filozofii.


W poniż­szej pra­cy posta­ram się przy­bli­żyć to zagad­nie­nie, a tak­że pod­dać je ana­li­zie oraz odpo­wied­niej kry­ty­ce. Ma to na celu usta­le­nie gra­nic naszej zdol­no­ści do obser­wa­cji wła­snych sta­nów psy­chicz­nych, stwo­rze­nie swo­iste­go jej mode­lu. W pierw­szej czę­ści przy­bli­żę dotych­cza­so­we usta­le­nia wybit­nych bada­czy intro­spek­cji, co ma na celu stwo­rze­nie swo­istej pod­sta­wy teo­re­tycz­nej dla moich prze­my­śleń, punk­tu wyj­ścia dla roz­wa­żań. Na począt­ku przed­sta­wię usta­le­nia Davi­da M Arm­stron­ga, któ­ry to w swo­jej pra­cy przed­sta­wia argu­men­ty skła­nia­ją­ce czy­tel­ni­ka ku zaak­cep­to­wa­niu poglą­du o ist­nie­niu intro­spek­cji, zdol­no­ści umy­słu do obser­wa­cji same­go siebie.

Następ­nie przy­bli­żę pra­ce zade­kla­ro­wa­nych prze­ciw­ni­ków intro­spek­cji: Gil­ber­ta Ryle‘a oraz Richard E. Nis­bet­ta i Tim DeCamp Wil­so­na. Nale­ży jed­nak zwró­cić uwa­gę, że przyj­mu­ją oni dwa róż­ne podej­ścia do jej kry­ty­ki. Ryle zarzu­ca jej błęd­ność na pozio­mie kon­cep­tu­al­nym, zaś Nis­bett i Wil­son opie­ra­ją się o wyni­ki roz­ma­itych badań uka­zu­ją­cych roz­bież­ność mię­dzy spra­woz­da­nia­mi słow­ny­mi o naszych pro­ce­sach psy­chicz­nych, a ich fak­tycz­nym przebiegiem.

W czę­ści dru­giej poku­szę się o subiek­tyw­ną ana­li­zę zagad­nie­nia intro­spek­cji, wska­żę jakie wią­żą się z nią trud­no­ści oraz prze­szko­dy, sta­ra­jąc się zara­zem wyzna­czyć  jej swo­iste gra­ni­ce, by dotrzeć w roz­dzia­le trze­cim do kon­kret­nych usta­leń umoż­li­wia­ją­cych opar­cie dotych­cza­so­wych usta­leń na solid­nych fun­da­men­tach i wyraź­ne okre­śle­nie cha­rak­te­ru obser­wa­cji introspekcyjnej.

David M. Armstrong

Defi­ni­cja intro­spek­cji według Arm­stron­ga wyglą­da bar­dzo podob­nie do tej przed­sta­wio­nej nam przez Gil­ber­ta Ryle‘a. Rów­nież uwa­ża on intro­spek­cję za swo­isty „szó­sty zmysł” sta­no­wią­cą zdol­ność umy­słu do spo­strze­ga­nia swo­ich wła­snych stanów.

Istot­ną cechą mode­lu intro­spek­cji Arm­stron­ga jest jego nie­za­leż­ność od zdol­no­ści do korzy­sta­nia z mowy. Moż­na tej nie­za­leż­no­ści domnie­my­wać na pod­sta­wie obser­wa­cji małych dzie­ci, oraz zwie­rząt. Wie­dząc, że posia­da­ją one „pra­gnie­nia, postrze­że­nia i obra­zy umy­sło­we”, sta­wia­my hipo­te­zę o ich świa­do­mo­ści posia­da­nia takowych.

Arm­strong zazna­cza tutaj, że nale­ży roz­róż­nić tutaj jeden stan umy­sło­wy (myśle­nie o jabł­ku) od dru­gie­go, intro­spek­cyj­ne­go (myśle­nie o myśle­niu o jabł­ku): „Stan umy­sło­wy nie może być świa­do­my sam sie­bie, podob­nie jak czło­wiek nie może zjeść sam sie­bie”. Moż­na rzecz jasna dys­ku­to­wać o zasad­no­ści porów­na­nia uży­te­go przez Arm­stron­ga (opie­ra­jąc się na spo­strze­że­niu zasad­ni­czej róż­ni­cy pomię­dzy pro­ce­sa­mi jedze­nia oraz myśle­nia) nadal jed­nak pozo­sta­je w mocy argu­ment opar­ty o spo­strze­że­nie nie­moż­no­ści wyko­na­nia przez umysł nie­skoń­czo­no­ści kolej­nych, coraz to bar­dziej nawar­stwio­nych, zagnież­dżo­nych w sobie ope­ra­cji intro­spek­cyj­nych ze wzglę­du na ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści nasze­go umy­słu (przy­wo­ła­ny zosta­je on rów­nież przez Ryle­’a), któ­ry skła­nia nas do uzna­nia potrze­by ist­nie­nia ope­ra­cji intro­spek­cyj­nej, któ­ra to sama nie zosta­je jej poddana.

Dal­sze porów­na­nia intro­spek­cji do spo­strze­żeń cie­le­snych opar­te są na dwóch zasad­ni­czych jej cechach. Po pierw­sze, jest to brak odpo­wied­nie­go, sto­so­wa­ne­go w przy­pad­ku intro­spek­cji, narzą­du. Po dru­gie, jest to indy­wi­du­alizm, uni­ka­to­wość, moż­ność sto­so­wa­nia jej tyl­ko przy ana­li­zie naszych wła­snych sta­nów umysłowych.

Pierw­szym podo­bień­stwem wska­za­nym przez Arm­stron­ga jest wystę­po­wa­nie „smu­gi cie­nia”. Nie postrze­ga­my abso­lut­nie wszyst­kich cech nasze­go oto­cze­nia, wie­le z nich jest przez nas igno­ro­wa­nych tudzież led­wo zauwa­żal­nych. Iden­tycz­na sytu­acja zacho­dzi w spo­strze­że­niach introspekcyjnych.

W opo­zy­cji do tra­dy­cji racjo­na­li­stycz­nej, kar­te­zjań­skiej, Arm­strong wyraź­nie zazna­cza, że spo­strze­że­nia umy­sło­we rów­nież mogą być zwod­ni­cze, to jest – mogą dopro­wa­dzić do naby­cia dez­in­for­ma­cji (błęd­ne­go prze­ko­na­nia) o przed­mio­cie naszej obserwacji.

Arm­strong zwra­ca rów­nież uwa­gę na koniecz­ność intro­spek­cji jako czyn­ni­ka umoż­li­wia­ją­ce­go dopa­so­wa­nie dzia­łań nasze­go umy­słu do obec­nej umy­sło­wej sytu­acji. Jako przy­kład takie­go dzia­ła­nia poda­ne zosta­je licze­nie w pamię­ci, wyma­ga­ją­ce od nas wie­dzy o obec­nym sta­nie obli­czeń. Moż­na też wyobra­zić sobie czło­wie­ka pro­jek­tu­ją­ce­go w swo­ich myślach posąg i potrze­bu­ją­ce­go infor­ma­cji o obec­nym „pro­jek­cie men­tal­nym”, aby móc doko­ny­wać w nim zmian.

Rzecz jasna, nie każ­dy badacz jest skłon­ny do uzna­nia intro­spek­cji za „zmysł wewnętrz­ny”. Pierw­szym zarzu­tem przy­wo­ła­nym przez Arm­stron­ga jest zarzut C. B. Mar­ti­na, któ­ry to wysnu­wa wnio­sek o nie­moż­no­ści posia­da­nia intro­spek­cyj­nych postrze­żeń bez naby­wa­nia prze­ko­nań, co wyni­ka z nie­moż­no­ści udo­stęp­nie­nia obiek­tu poda­ne­go przez nas obser­wa­cji innym obser­wa­to­rom. Przy­kła­dem spo­strze­że­nia bez naby­wa­nia prze­ko­na­nia może być sytu­acja, w któ­rej obser­wo­wa­ne linie wyda­ją nam się krzy­we, zaś my, chro­nie­ni przez swo­isty pan­cerz wie­dzy o fak­tycz­nym ich kształ­cie, nie naby­wa­my nowe­go prze­ko­na­nia doty­czą­ce­go ich kształ­tu. Arm­strong uwa­ża jed­nak tę nie­moż­ność za coś przy­pad­ko­we­go, pozba­wio­ne­go fak­tycz­ne­go wpły­wu na zasad­ność porów­na­nia intro­spek­cji do spo­strze­żeń zmy­sło­wych. „Mogę się sobie same­mu wyda­wać roz­złosz­czo­ny, ale wiem, że jestem przerażony”.

Dru­gi zarzut, sfor­mu­ło­wa­ny przez Pete­ra Geacha, opie­ra się na domnie­ma­nej nie­moż­no­ści utwo­rze­nia „intro­spek­cyj­nych obra­zów”. Arm­strong zwra­ca jed­nak uwa­gę na zja­wi­sko z życia umy­sło­we­go czło­wie­ka mogą­ce być uzna­ne za zawie­ra­ją­ce owe obra­zy. Mają to być swo­iste „kopie” uczuć, będą­ce ści­śle powią­za­ny­mi ze zdol­no­ścia­mi empa­tycz­ny­mi czło­wie­ka. Kie­dy widzi­my, że ktoś sta­je bosą nogą na porzu­co­ny przez dziec­ko klo­cek lego, mamy ocho­tę odru­cho­wo zła­pać się za nogę. Towa­rzy­szą­ce nam jed­nak w tej chwi­li uczu­cie trud­no uznać  jed­nak za mani­fe­sta­cję auten­tycz­ne­go bólu, zwłasz­cza jeże­li obser­wu­je­my wła­śnie reak­cję „ofia­ry” rze­czo­ne­go kloc­ka. Ta towa­rzy­szą­ca nam wte­dy „kopia” bólu może być, zda­niem Arm­stron­ga, uzna­na za swo­isty „obraz introspekcyjny”.

War­to wspo­mnieć rów­nież o argu­men­cie Sho­ema­ke­ra. Uwa­ża on,  że w prze­ci­wień­stwie do postrze­żeń zmy­sło­wych, nie­moż­li­wym jest postrze­ga­nie, że nie postrze­ga­my sta­nu umy­sło­we­go, ponie­waż doko­na­nie takiej obser­wa­cji wymu­sza na nas nie­ja­ko spo­strze­że­nie owe­go sta­nu. Arm­strong spryt­nie omi­ja ten zarzut rein­ter­pre­tu­jąc ową sytu­ację z per­spek­ty­wy trze­ciej osoby.

Na koniec nale­ży przy­wo­łać zarzut posta­wio­ny przez Wit­t­gen­ste­ina. Uwa­ża on, że nie jeste­śmy w sta­nie obser­wo­wać wła­snych sta­nów psy­chicz­nych, sam fakt obser­wa­cji zmie­nia bowiem nasz stan umy­sło­wy: „Jestem skłon­ny potrak­to­wać spra­wę tak, jak Hume” – odpo­wia­da Arm­strong – „to zwy­kła empi­rycz­na trud­ność dla intro­spek­cyj­nej obserwacji”.

Kolej­nym ele­men­tem istot­nym dla utrzy­ma­nia para­le­li pomię­dzy spo­strze­że­nia­mi zmy­sło­wy­mi a intro­spek­cją jest udo­wod­nie­nie, że jest ona zdol­no­ścią do pew­ne­go selek­tyw­ne­go zacho­wa­nia w sto­sun­ku do nas samych, świa­do­mo­ści róż­ni­cy pomię­dzy byciem na przy­kład smut­nym, a nie­by­ciem smut­nym. Więk­szość z nas ma róż­ne spraw­dzo­ne spo­so­by  na popra­wę humo­ru: jedze­nie cze­ko­la­dy, pale­nie tyto­niu czy też pisa­nie tek­stów filo­zo­ficz­nych. Rzecz jasna, nie musi­my być smut­ni żeby robić te rze­czy, jeże­li jed­nak robi­my je celo­wo, aby prze­stać być smut­nym, może­my na tej pod­sta­wie mówić o intro­spek­cji jako o naby­wa­niu zdol­no­ści do pew­ne­go selek­tyw­ne­go zachowania.

Intro­spek­cja daje nam dane doty­czą­ce zaj­ścia pew­nych zda­rzeń myślo­wych zdol­nych do wywo­ła­nia kon­kret­nych zda­rzeń w cie­le. Isto­ty obda­rzo­ne mową docho­dzą na tej pod­sta­wie do wnio­sku, że wszyst­kie te sta­ny są sta­na­mi jed­ne­go kon­kret­ne­go, obiek­tu, bytu, sub­stan­cji. Zda­niem Arm­stron­ga sub­stan­cja ta jest niczym innym, jak wła­śnie umy­słem. Zna­cze­nie intro­spek­cji w trak­cie kształ­to­wa­nia się samo­świa­do­mo­ści jest więc fundamentalne.

GILBERT RYLE

Gil­bert Ryle, bry­tyj­ski filo­zof umy­słu, nie pozo­sta­wia nam złu­dzeń co do swo­je­go stric­te nega­tyw­ne­go podej­ścia do zagad­nie­nia intro­spek­cji. Już prze­cież w pierw­szym zda­niu roz­dzia­łu swo­jej książ­ki „Czym jest umysł?” okre­śla ją jako sztucz­ny, tech­nicz­ny ter­min mają­cy ozna­czać pewien szcze­gól­ny rodzaj spo­strze­ga­nia, ana­lo­gicz­ny do zmy­słów węchu, sma­ku. Przed­mio­tem tego postrze­ga­nia mia­ły­by być jed­nak nie rze­czy będą­ce ele­men­ta­mi nama­cal­ne­go świa­ta mate­rial­ne­go, lecz nasze wła­sne sta­ny psy­chicz­ne. Wystę­pu­ją jed­nak pomię­dzy tymi dwo­ma rodza­ja­mi spo­strze­żeń istot­ne różnice.

Nale­ży zwró­cić tutaj uwa­gę na swo­istą „eks­klu­zyw­ność” spo­strze­żeń intro­spek­cyj­nych. Pod­czas gdy cięż­ko nam uwie­rzyć w ist­nie­nie drze­wa, któ­re było­by widocz­ne dla pew­nych osób, zaś skry­te przed wzro­kiem innych, indy­wi­du­al­ność prze­żyć umy­sło­wych jest czymś powszech­nie uznawanym.

Ponad­to, zda­niem Gil­ber­ta, intro­spek­cja mia­ła­by nie wyma­gać od nas posia­da­nia żad­nych spe­cy­ficz­nych orga­nów w bio­lo­gicz­nym rozu­mie­niu tego sło­wa. Co za tym idzie, czło­wiek ma być „zabez­pie­czo­ny” przed róż­ny­mi zabu­rze­nia­mi spo­strze­ga­nia, któ­re mogły­by wynik­nąć z ich nie­spraw­no­ści, taki­mi jak ageu­zja (nie­zdol­ność do odczu­wa­nia smaku).

Nie moż­na jed­nak mylić poję­cia intro­spek­cji z poję­ciem świa­do­mo­ści w ogó­le. Ta pierw­sza zacho­dzi mia­no­wi­cie tyl­ko w wyni­ku świa­do­me­go aktu woli, zaś brak tej dru­giej może budzić uza­sad­nio­ne oba­wy co do sta­nu nasze­go zdro­wia. Moż­na zilu­stro­wać tę róż­ni­cę na pro­stym przy­kła­dzie: za prze­jaw świa­do­mo­ści moż­na uznać myśle­nie o jabł­ku. Intro­spek­cja będzie w tym przy­pad­ku myśle­niem o myśle­niu o jabłku.

Nie­trud­no zauwa­żyć tutaj pewien pro­blem, na któ­ry zresz­tą zwra­ca nam uwa­gę  Ryle. Zacho­dzi tutaj bowiem zja­wi­sko stop­nio­we­go „spię­trza­nia” się kolej­nych warstw intro­spek­cji. Jeże­li bowiem zachodzi:

  1. myśle­nie o jabłku,
  2. myśle­nie o myśle­niu o jabł­ku, to musi zajść także,
  3. myśle­nie o myśle­niu o myśle­niu o jabł­ku, i tak dalej, ad infi­ni­tum.

Przy­wo­dzi nam to na myśl frag­ment pio­sen­ki popu­lar­ne­go kie­dyś kaba­re­tu OTTO, zaty­tu­ło­wa­nej „Stir­litz i Kloss”: „On wie, że wiem. Ja wiem, że on wie. On wie, że ja wiem, że on wie.”

Codzien­na prak­ty­ka poka­zu­je nam, jak trud­no jest nam dzie­lić uwa­gę mię­dzy dwie rze­czy naraz. Nie bez powo­du roz­ma­wia­nie przez tele­fon w trak­cie pro­wa­dze­nia samo­cho­du kara­ne jest man­da­tem. Nie­któ­rzy uwa­ża­ją nawet, że to, co okre­śla­my jako „podziel­ność uwa­gi”, jest w rze­czy­wi­sto­ści bły­ska­wicz­nym prze­rzu­ca­niem jej z przed­mio­tu (obser­wa­cji) na przed­miot. Trud­no w takim wypad­ku obro­nić tezę, jako­by czło­wiek był­by w sta­nie dzie­lić swo­ją uwa­gę pomię­dzy dosłow­nie nie­skoń­czo­ność kolej­nych stop­ni intro­spek­cji. Musi więc ist­nieć obok intro­spek­cji dru­gi, bez­po­śred­ni spo­sób dostę­pu do zaso­bów nasze­go umy­słu. Jeże­li jed­nak nasza wie­dza nie zawsze bie­rze się z intro­spek­cji, czy może­my być pew­ni, że ten pro­ces zacho­dzi w ogóle?

Przy­to­czo­ny zosta­je rów­nież argu­ment szkoc­kie­go oświe­ce­nio­we­go filo­zo­fa Davi­da Hume‘a. Ist­nie­ją bowiem skraj­ne sta­ny emo­cjo­nal­ne, któ­rym z defi­ni­cji nie moż­na się spo­koj­nie, obiek­tyw­nie przy­glą­dać. Przy­kła­dem takie­go sta­nu może być roz­pacz tudzież gro­za. Jedy­nym spo­so­bem bada­nia takich odczuć może być retrospekcja.

Jeże­li więc retro­spek­cja może być sku­tecz­nym spo­so­bem na ana­li­zę czę­ści naszych sta­nów, cze­mu nie zasto­so­wać jej do wszyst­kich? Tym wła­śnie tokiem myśle­nia podą­ża Ryle:

Retro­spek­cja potra­fi udźwi­gnąć nie­je­den z tych cię­ża­rów, do któ­rych nie­sie­nia powo­ła­no intro­spek­cję.”. Czy moż­na więc uznać ją za swo­isty jej „sub­sty­tut”?  Poważ­nym pro­ble­mem retro­spek­cji, jako odda­lo­nej w cza­sie, jest jej nie­do­kład­ność, jest ona podat­na na „wypa­ro­wa­nie i roz­pły­nię­cie się”. Mimo to jed­nak sta­no­wi ona dla nas źró­dło wie­lu cen­nych infor­ma­cji nie tyle o sta­nach psy­chicz­nych, co o oso­bie,  któ­ra ich doświadcza.

Richard E. Nisbett, Tim DeCamp Wilson

W opo­zy­cji  do obo­zu „intro­spek­cjo­ni­stów” sta­wia­ją się Richard Nis­bett oraz Tim Wil­son. W swo­im arty­ku­le pod tytu­łem Powie­dzieć wię­cej niż się wie. Spra­woz­da­nia słow­ne o pro­ce­sach psy­chicz­nych doko­nu­ją prze­glą­du mate­ria­łu dowo­do­we­go wska­zu­ją­ce­go na nie­ist­nie­nie, tudzież mar­gi­nal­ność introspekcji.

Roz­po­czy­na­ją oni swój wywód od przed­sta­wie­nia stwier­dzo­ne­go badaw­czo fak­tu, że ludzie czę­sto opie­ra­ją swo­je spra­woz­da­nia z pro­ce­sów umy­sło­wych nie na doko­ny­wa­nej ad hoc intro­spek­cji, lecz na z góry przy­ję­tych teo­riach. Wie­my, że roz­zło­ści­ło nas opóź­nie­nie pocią­gu nie dla­te­go, że doko­na­li­śmy dogłęb­nej ana­li­zy naszych zja­wisk umy­sło­wych w kon­kret­nej chwi­li, lecz dla­te­go że domy­śla­my się, że opóź­nie­nia pocią­gów mogą powo­do­wać złość.

Zwra­ca­ją oni rów­nież uwa­gę na inny fakt, mia­no­wi­cie nie­moż­ność pod­da­nia ana­li­zie intro­spek­cyj­nej pro­ce­sów per­cep­cyj­nych oraz pamię­cio­wych. Jeże­li zapy­ta­my Emmę, jak ma na imię jej mąż, odpo­wie nam ona po chwi­li, że Karol. Nie będzie ona jed­nak w sta­nie wyja­śnić, w jaki spo­sób doszła do takiej odpo­wie­dzi, po pro­stu „poja­wi­ła się” w jej umy­śle. Kwe­stia intro­spek­cyj­nej ana­li­zy wyż­szych pro­ce­sów myślo­wych pozo­sta­je jed­nak nadal otwarta.

Richard Nis­bett oraz Tim Wil­son przy­ta­cza­ją następ­nie wyni­ki roz­ma­itych badań doty­czą­cych świa­do­mo­ści bada­nych ist­nie­nia reak­cji na bodź­ce. Ich wyni­ki wska­zu­ją na brak kore­la­cji pomię­dzy stop­niem zmian w spra­woz­da­niu słow­nym, a stop­niem zmian w zacho­wa­niu. Moż­na wysnuć z tego wnio­sek, że reak­cja na bodź­ce jest nie­za­leż­na od świa­do­mych pro­ce­sów myślowych.

Następ­nie omó­wio­ne zosta­ją eks­pe­ry­men­ty spraw­dza­ją­ce świa­do­mość zmia­ny naszych poglą­dów. Oka­zu­je się, że oso­by, któ­rych opi­nie na pew­ne tema­ty zmie­ni­ły się w toku badań, nie były świa­do­me tego fak­tu. Pro­ces ten czę­sto obser­wu­je­my w życiu codzien­nym, nale­ży jed­nak zwró­cić uwa­gę na to, że nie mówi­my tu o cał­ko­wi­tych zmia­nach świa­to­po­glą­du o przy­sło­wio­we sto osiem­dzie­siąt stop­ni, lecz takich, któ­re dzie­ją się sukcesywnie.

Ana­li­zie zosta­ją pod­da­ne rów­nież spra­woz­da­nia o pro­ce­sach poznaw­czych. Oka­zu­je się, że bada­ni nie są zdol­ni do pra­wi­dło­we­go roz­po­zna­nia przy­czyn swo­ich zacho­wań odmien­nych od tych prze­ja­wia­nych przez gru­pę kon­tro­l­ną. Poda­ny zosta­je tutaj mię­dzy inny­mi przy­kład eks­pe­ry­men­tu Nis­bet­ta i Schach­te­ra z 1966 roku. Wyka­zał on, że bada­ni, któ­rym poda­wa­no piguł­kę pla­ce­bo, opi­sa­ną jako wywo­łu­ją­cą takie same obja­wy jak elek­trow­strzą­sy, byli skłon­ni przy­pi­sy­wać obja­wy wła­śnie piguł­ce, nie zaś elek­trow­strzą­som, a co za tym idzie, byli zdol­ni znieść czte­ro­krot­nie więk­sze natę­że­nie prą­du od bada­nych z gru­py kon­tro­l­nej. Pod kątem bada­nia moż­li­wo­ści intro­spek­cji szcze­gól­nie inte­re­su­je nas reak­cja bada­nych: „ Bada­ni naj­czę­ściej odpo­wia­da­li (…) że u wie­lu ludzi praw­do­po­dob­nie wystą­pi pro­ces opi­sa­ny przez eks­pe­ry­men­ta­to­ra, lecz, o ile się orien­tu­ją, u nich samych pro­ces taki nie wystą­pił”. Tak więc mimo że posia­da­li oni pew­ną wie­dzę o dzia­ła­niu ludz­kie­go umy­słu, nie byli w sta­nie zasto­so­wać jej w praktyce.

Istot­ne jest tak­że zja­wi­sko spo­strze­ga­nia pod­pro­go­we­go. Natu­ral­ną kon­se­kwen­cją nie­świa­do­mo­ści wystą­pie­nia pew­nych bodź­ców, jest nie­moż­ność zda­nia rela­cji z ich roli w naszym pro­ce­sie myślowym.

Waż­ne są też spra­woz­da­nia bada­nych doty­czą­ce pro­ce­sów roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów. Oka­zu­je się, że część z nich, po zapre­zen­to­wa­niu im wska­zów­ki „fał­szy­wej” przed wska­zów­ką któ­ra była fak­tycz­nie pomoc­na, uzna­wa­ło tę pierw­szą za wyja­śnie­nie swo­je­go roz­wią­za­nia. Zno­wu mamy więc tu przy­kład błęd­nych ana­liz naszych wła­snych pro­ce­sów myślowych.

Nis­bett i Wil­son zwra­ca­ją też uwa­gę na fakt, że ludzie oka­zu­ją się nie­świa­do­mi wpły­wu obec­no­ści innych świad­ków na swo­ją chęć pomo­cy innym oso­bom. (Po co mam udzie­lać komuś pomo­cy, jeże­li w koło jest tyle innych gapiów? Ktoś na pew­no mu/jej pomoże).

Uka­za­ne zosta­ją rów­nież przy­kła­dy sytu­acji, w któ­rych bada­ni nie zło­ży­li spra­woz­dań o wpły­wie efek­tyw­nych czyn­ni­ków zewnętrz­nych na ich zacho­wa­nia. Nastę­pu­ją odwo­ła­nia do badań wska­zu­ją­cych na igno­ro­wa­nie przez bada­nych: wpły­wu sko­ja­rzeń ze sły­sza­ny­mi wcze­śniej sło­wa­mi, miej­sca w sze­re­gu oce­nia­nych poń­czoch, udzie­lo­nych wcze­śniej infor­ma­cji o jed­nej z osób z gru­py, któ­rej zacho­wa­nie nale­ża­ło prze­wi­dzieć oraz „efek­tu aure­oli” (Przy­pi­sy­wa­nie pozy­tyw­nych cech fizycz­nych oso­bom o przy­stęp­nych oso­bo­wo­ściach, któ­re darzy­my sympatią.)

Poka­za­ne jest też odwrot­ne zja­wi­sko, to jest skła­da­nia spra­woz­dań doty­czą­cych fak­tycz­nie nie­efek­tyw­nych bodź­ców. Przy­wo­ła­ne są tu przy­kła­dy błęd­nych rela­cji doty­czą­cych wpły­wu: usu­nię­cia bądź doda­nia dra­stycz­nych frag­men­tów do czy­ta­ne­go tek­stu na jego oddzia­ły­wa­nie emo­cjo­nal­ne, zewnętrz­ne­go hała­su na odbiór oglą­da­ne­go fil­mu, uspo­ka­ja­ją­ce­go frag­men­tu instruk­cji eks­pe­ry­men­tal­nej na goto­wość do pod­da­niu się elektrowstrząsom.

Wil­son i Nis­bett twier­dzą zgod­nie, że źró­dłem spra­woz­dań słow­nych wszyst­kich bada­nych osób nie była intro­spek­cja, lecz przy­ję­te lub stwo­rzo­ne przez nas teo­rie doty­czą­ce przy­czyn zja­wisk umy­sło­wych. Więk­szość z tych teo­rii naby­wa­my z nasze­go otocz­nia, z naszej kul­tu­ry, sub­kul­tu­ry, na dro­dze empi­rycz­nych obser­wa­cji lub po pro­stu wią­za­nia nowych reak­cji z nowy­mi bodź­ca­mi (jestem strasz­nie smut­ny, od kie­dy w mojej oko­li­cy zaczę­ły jeź­dzić pocią­gi. Ergo, mój smu­tek jest powo­do­wa­ny przez pocią­gi), albo po pro­stu podo­bień­stwa bodź­ca do reak­cji. Stąd wyni­ka wie­le z wymie­nio­nych powy­żej błę­dów: „Splot, wzór i przej­rzy­stość poń­czoch nylo­no­wych wyda­ją się repre­zen­ta­tyw­ne dla powo­dów skła­nia­ją­cych do wybra­nia ich jako naj­lep­szych, pod­czas gdy ich miej­sce na sto­le nie wyda­je się repre­zen­ta­tyw­ne dla tych powodów.”.

Sta­ra­ją się oni rów­nież wyróż­nić czyn­ni­ki mogą­ce mieć wpływ na popraw­ność  naszych spra­woz­dań słow­nych. W błąd mają wpro­wa­dzać nas: brak zda­rzeń (bada­ni czę­sto wolą wyróż­nić jako czyn­nik zaj­ście zda­rze­nia nie­bę­dą­ce­go bodź­cem, niż nie­zaj­ście zda­rze­nia któ­re mogło­by być bodź­cem. Wyni­ka to w natu­ral­ny spo­sób z fak­tu, że zda­rze­nia przy­cią­ga­ją naszą uwa­gę sku­tecz­niej niż ich brak), kon­tekst, odsu­nię­cie w cza­sie, nasze (nie­rzad­ko, jak w przy­pad­ku oce­nia­nia poń­czoch na pod­sta­wie ich miej­sca w sze­re­gu) absur­dal­ne mecha­ni­zmy oce­ny, zacho­wa­nia nie­wer­bal­ne, roz­bież­ność mię­dzy wie­lo­ścią przy­czy­ny i skut­ku („jest obu­rza­ją­ce, że jeden sła­by, żało­sny czło­wiek, taki jak Lee Harvey Oswald mógł zmie­nić histo­rię świata”).

Two­rze­nie porwa­nych spra­woz­dań słow­nych jest nam z kolei uła­twia­ne przez zgod­ność mię­dzy subiek­tyw­ny­mi a rze­czy­wi­sty­mi waga­mi w cza­sie oce­nia­nia przed­mio­tów bądź sytu­acji (kie­dy na przy­kład wagi te zosta­ły wpo­jo­ne nam w pro­ce­sie edu­ka­cji) lub pro­ces ucze­nia się bez świadomości.

Richard E. Nis­bett oraz Tim DeCamp Wil­son koń­czą swo­je roz­wa­ża­nia, pró­bu­jąc usta­lić, jakie czyn­ni­ki wpły­wa­ją na nasze skłon­no­ści do wia­ry w intro­spek­cję? Pierw­szym jest zja­wi­sko myle­nia tre­ści umy­sło­wych z pro­ce­sa­mi umy­sło­wy­mi. Przy­kła­dem tego może być sytu­acja, w któ­rej pró­bu­jąc przy­po­mnieć sobie datę pew­ne­go zda­rze­nia histo­rycz­ne­go, okre­śla­my naj­pierw wiek, w któ­rym mia­ło ono miej­sce. Przy­po­mnie­nie sobie wie­ku rów­nież wyma­ga bowiem odwo­ła­nia się do zaso­bów pamię­ci, i cho­ciaż istot­nie może być pomoc­ne w pro­ce­sie przy­po­mi­na­nia, nie jest ono tym pro­ce­sem. (Mimo to jed­nak odwo­ła­nie do tych tre­ści może zwięk­szyć popraw­ność naszych usta­leń, dzię­ki wie­dzy o swo­istych reak­cjach na bodź­ce, zamia­rach i uwa­dze albo wpły­wie kon­kret­nych czyn­ni­ków na człon­ków pew­nych sub­kul­tur).  Dru­gim jest nato­miast nie­wy­star­cza­ją­ce sprzę­że­nie zwrot­ne (inter­pre­to­wa­nie ele­men­tów rze­czy­wi­sto­ści w taki spo­sób, by dopa­so­wać je do naszych tez). Trze­cim z kolei są powo­dy moty­wa­cyj­ne, cha­rak­te­ry­stycz­na dla czło­wie­ka chęć wia­ry w abso­lut­ną kon­tro­lę, wie­dzę o jego wła­snym umy­śle. Nic prze­cież nie prze­ra­ża nas tak bar­dzo jak to, cze­go nie znamy.

Posta­ram się zsyn­te­ty­zo­wać dotych­cza­so­we usta­le­nia innych auto­rów, oraz swo­je wła­sne prze­my­śle­nia w celu usta­le­nia, czy intro­spek­cja rze­czy­wi­ście zacho­dzi, a jeże­li tak, to jaki jest jej zakres? Punk­tem wyj­ścia dla naszych roz­wa­żań będzie stwo­rze­nie defi­ni­cji poję­cia intro­spek­cji. Uwzględ­nić nale­ży tutaj zarów­no potocz­ne jej rozu­mie­nie, jak i per­spek­ty­wy bar­dziej naukowe.

Intro­spek­cja musi być przede wszyst­kim zdol­no­ścią przy­na­leż­ną isto­cie samo­świa­do­mej. Może­my wyobra­zić sobie robo­ta-psy­chia­trę, bez­dusz­ną maszy­nę o dosko­na­łej zna­jo­mo­ści mean­drów ludz­kiej psy­chi­ki, wyko­rzy­stu­ją­cą nie­spre­cy­zo­wa­ne elek­trycz­ne złą­cza, aby uzy­skać zdol­ność do bez­po­śred­nie­go wglą­du w sta­ny psy­chicz­ne pacjen­ta. Taka isto­ta, mimo całej swo­jej wie­dzy, nie będzie jed­nak zdol­na do intro­spek­cji, ze wzglę­du na brak odpo­wied­nie­go przed­mio­tu obser­wa­cji. Cho­ciaż ist­nie­je JA-obser­wa­tor, bra­ku­je tutaj JA-obser­wo­wa­ne­go. (Te dwa poję­cia zosta­ły wpro­wa­dzo­ne prze­ze mnie w celu uła­twie­nia roz­wa­żań. JA-obser­wa­tor może zostać uzna­ny za stru­mień świa­do­mo­ści ukie­run­ko­wa­ny na intro­spek­cję, JA-obser­wo­wa­ny repre­zen­tu­je nato­miast sta­ny psy­chicz­ne pod­da­wa­ne obser­wa­cji). Zakła­da­nym, że nawet jeśli auto­mat może uzy­skać wgląd w dzia­ła­nie swo­ich algo­ryt­mów, nie jest w sta­nie roz­po­znać ich jako swo­ich (JA-obser­wa­to­ra) pro­ce­sów, co jest zasad­ni­czym fun­da­men­tem intro­spek­cji. Musi być pro­ce­sem doko­ny­wa­nym przez isto­tę samo­świa­do­mą. Musi dostar­czać JA-obser­wu­ją­ce­mu infor­ma­cji o JA-obser­wo­wa­nym przy zacho­wa­niu świa­do­mo­ści, że są to pro­ce­sy zacho­dzą­ce w umy­śle obser­wu­ją­ce­go, będą­ce­go tutaj rów­nież obserwowanym.

Pro­po­nu­ję więc, na uży­tek tej pra­cy przy­jąć nastę­pu­ją­cą defi­ni­cję intro­spek­cji: jest to pro­ces pole­ga­ją­cy na uzy­ska­niu przez isto­tę samo­świa­do­mą, świa­do­mo­ści doświad­cze­nia jej procesu/procesów psy­chicz­nych z zacho­wa­niem świa­do­mo­ści, że są to pro­ce­sy zacho­dzą­ce w jej umy­śle. Ujmu­jąc to w „mojej” ter­mi­no­lo­gii – pro­ces pole­ga­ją­cy na uzy­ska­niu przez JA-obser­wa­to­ra danych o JA-obserwowanym.

Podzie­le­nie JA w pro­ce­sie intro­spek­cji na JA-obser­wa­to­ra oraz JA-obser­wo­wa­ne­go może budzić poważ­ne zastrze­że­nia. Czy doko­nu­jąc takiej dycho­to­mii, nie suge­ru­je­my tutaj zaj­ścia swo­iste­go roz­sz­cze­pie­nia jaź­ni? Jak nie­do­rzecz­nie by to nie brzmia­ło, uwa­żam że doko­na­nie takie­go podzia­łu, to jedy­ny spo­sób na stwo­rze­nie praw­do­po­dob­ne­go mode­lu introspekcji.

Pro­ce­sem myślo­wym nazwie­my myśle­nie o zdję­ciu jabł­ka („to jabł­ko jest czer­wo­ne”), zaś intro­spek­cją będzie spo­strze­że­nie nasze­go pro­ce­su myślo­we­go („myślę o tym, że to jabł­ko jest czer­wo­ne”). Poja­wia się tutaj pro­blem zdol­no­ści czło­wie­ka do jed­no­cze­sne­go sku­pie­nia świa­do­mo­ści na kil­ku pro­ce­sach. Czy pro­ce­sy JA-obser­wo­wa­ne­go (myśle­nie o jabł­ku) i JA-obser­wa­to­ra (myśle­nie o myśle­niu o jabł­ku) mogą zacho­dzić w tym samym cza­sie? Naj­oczy­wist­szą odpo­wie­dzią wyda­je się odpo­wiedź prze­czą­ca: JA-obser­wa­tor może dzia­łać dopie­ro, kie­dy skoń­czy dzia­łać JA-obser­wo­wa­ny, nie moż­na prze­cież myśleć o dwóch rze­czach naraz. Na czym jed­nak pole­ga retro­spek­cja? Na odwo­ła­niu się do zaso­bów pamię­ci w celu uzy­ska­nia infor­ma­cji o pro­ce­sie psy­chicz­nym, któ­ry zaszedł w prze­szło­ści. Skąd jed­nak zna­la­zły się
w naszej pamię­ci infor­ma­cje o pro­ce­sach JA-obser­wo­wa­ne­go? Pamięć sta­no­wi archi­wum wie­dzy o naszych prze­szłych doświad­cze­niach. Nie moż­na przy­po­mnieć sobie sło­wa w języ­ku, któ­re­go nie zna­my ani nazwi­ska boha­te­ra lek­tu­ry, któ­rej nie prze­czy­ta­li­śmy. Pro­ces JA-obser­wo­wa­ne­go musiał nie tyl­ko zajść, musiał zostać rów­nież w jakiś spo­sób doświad­czo­ny, spo­strze­żo­ny. Tak więc to wła­śnie intro­spek­cja, para­dok­sal­nie, oka­zu­je się pro­ce­sem pod­świa­do­mym. Nie zna­czy to jed­nak, że nie zachodzi.

Kolej­nym pro­ble­mem dla każ­de­go zwo­len­ni­ka intro­spek­cji oka­zu­je się zacho­dze­nie swo­istej nie­skoń­czo­nej pętli, stop­nio­we­go nawar­stwia­nia się kolej­nych jej warstw, prze­kształ­ca­niu kolej­nych JA-obser­wa­to­rów w JA-obser­wo­wa­nych. Pomoc przy­cho­dzi tutaj z nie­ocze­ki­wa­nej stro­ny: to wła­śnie nasza nie­wie­dza o poło­że­niu swo­istej „intro­spek­cyj­nej gra­ni­cy” może świad­czyć o jej ist­nie­niu. „Gra­nicz­ny” pro­ces intro­spek­cyj­ny z defi­ni­cji jest pro­ce­sem, któ­ry sam nie zosta­je jej pod­da­ny. Co za tym idzie, nie zosta­je on doświad­czo­ny, ani zapi­sa­ny w pamię­ci. Może­my więc domnie­my­wać, że „gra­nicz­na” intro­spek­cja w pew­nym momen­cie zaszła, zaś brak naszej jej świa­do­mo­ści wyni­ka z tego, że ona sama nie zosta­ła jej pod­da­na. Jeże­li jed­nak mimo wszyst­ko podą­ży­my szla­kiem kolej­nych warstw intro­spek­cji, wej­dzie­my w pew­nym momen­cie na grzą­skie bagno two­rze­nia hipo­tez doty­czą­cych naszych sta­nów psy­chicz­nych, oraz kre­owa­nia kon­struk­tów czy­sto języ­ko­wych. Czy za powie­dze­niem „teraz pomy­śla­łem o myśle­niu o myśle­niu o …” rze­czy­wi­ście stoi pamięć tych wszyst­kich kolej­nych stop­ni introspekcji?

Wie­le kry­ty­ków intro­spek­cji pozwa­la sobie na sto­so­wa­nie róż­ne­go rodza­ju porów­nań  oraz ana­lo­gii: „Stan umy­sło­wy nie może być świa­do­my sam sie­bie, podob­nie jak czło­wiek nie może zjeść sam sie­bie”. Cho­ciaż mogą być one uży­tecz­ne w pro­ce­sie komu­ni­ka­cji, nie moż­na pozwo­lić, aby sta­no­wi­ły one  głów­ną oś naszej argu­men­ta­cji. W prze­ciw­nym razie igno­ru­je­my oczy­wi­sty fakt, że pro­ce­sy myśle­nia oraz jedze­nia są od sie­bie zasad­ni­czo odmien­ne. Intro­spek­cję może­my zasad­ni­czo porów­nać tyl­ko do innej intro­spek­cji. Zwa­żyw­szy no to, jak mało o niej wie­my oraz na to, że nie mamy pew­no­ści czy zachodzi
ona w ogó­le, nie jeste­śmy w sta­nie oce­nić zasad­no­ści porów­ny­wa­nia jej do cze­go­kol­wiek innego.

Za intro­spek­cją prze­ma­wia rów­nież wystę­po­wa­nie w naszym języ­ku róż­nych słów uży­wa­nych na ozna­cza­nie sta­nów psy­chicz­nych. Jeże­li w języ­ku, nie ma zna­cze­nia jakim, wystę­pu­je sło­wo „złość”, ozna­cza to, że musia­ła kie­dyś, dla jakie­goś „jaski­niow­ca”, zajść potrze­ba stwo­rze­nia sło­wa nazy­wa­ją­ce­go ten stan. Ist­nie­ją dwie moż­li­wo­ści: „wyna­laz­ca” zło­ści zauwa­żył ją u same­go sie­bie (co skła­nia nas do zaak­cep­to­wa­nia intro­spek­cji), tudzież u kogoś inne­go. Nale­ży jed­nak zauwa­żyć, że złość jest czymś zasad­ni­czo innym dla oto­cze­nia i dla oso­by jej doświad­cza­ją­cej. W naszym języ­ku (przy­naj­mniej w tym kon­kret­nym przy­pad­ku) posłu­gu­je­my się poję­ciem zło­ści jako sta­nu psy­chicz­ne­go, a nie jego obja­wów. Tak więc nawet jeże­li do stwo­rze­nia tego poję­cia zain­spi­ro­wa­ny został ktoś przez oso­bę trze­cią, musiał zajść pro­ces intro­spek­cyj­ny umoż­li­wia­ją­cy połą­cze­nie pew­nych zewnętrz­nych obja­wów z kon­kret­nym sta­nem psychicznym.

Kla­sycz­nym argu­men­tem prze­ciw­ko intro­spek­cji jest wystę­po­wa­nie dra­stycz­nych sta­nów emo­cjo­nal­nych takich jak roz­pacz, któ­rych z defi­ni­cji nie da się obser­wo­wać ze wzglę­du na ich siłę oddzia­ły­wa­nia na psy­chi­kę. Nale­ży zauwa­żyć, że mimo iż nie da się doko­nać chłod­nej ana­li­zy oraz obser­wa­cji w momen­cie ich wystą­pie­nia, nastę­pu­je ich doświad­cze­nie, któ­re może być ana­li­zo­wa­ne po upły­wie pew­ne­go czasu.

Nale­ży zwró­cić rów­nież uwa­gę na donie­sie­nia Insty­tu­tu im. Maxa Planc­ka w Lip­sku.  Za pomo­cą tomo­gra­fów rezo­nan­su magne­tycz­ne­go pozwa­la­ją­cych śle­dzić czyn­no­ści mózgu obser­wo­wa­no gru­pę osób podej­mu­ją­cych decy­zję. Oka­za­ło się, że już sie­dem sekund przed pod­ję­ciem świa­do­me­go posta­no­wie­nia moż­na było zoba­czyć na obra­zach mózgu, jak będzie ono wyglą­dać. Mimo to jed­nak, że może­my nie mieć bez­po­śred­nie­go wglą­du w dzia­ła­nie nasze­go mózgu, może­my mieć intro­spek­cyj­ną świa­do­mość jego efektów.

Ostrej kry­ty­ce pod­da­li intro­spek­cję Richard E. Nis­bett oraz Tim DeCamp Wil­son. Na dro­dze empi­rycz­nych badań dowie­dli oni, że opi­sy pro­ce­sów myślo­wych uwa­ża­ne przez samych bada­nych za intro­spek­cję, czę­sto oka­zu­ją się po pro­stu wymy­ślo­ny­mi hipo­te­za­mi. Nale­ży jed­nak zwró­cić uwa­gę na to, że poda­nie błęd­ne­go spra­woz­da­nia ust­ne­go doty­czą­ce­go pro­ce­su myślo­we­go nie musi ozna­czać, że intro­spek­cja nie zaszła. Nawet jeże­li przy­czy­ny zło­ści nie zosta­ły wska­za­ne, zaszła prze­cież świa­do­mość doświad­cze­nia tego uczu­cia, nie­zbęd­na, aby móc wysnu­wać hipo­te­zy doty­czą­ce jego przy­czyn. Ist­nie­ją rów­nież sytu­acje, w któ­rych „błąd intro­spek­cyj­ny” nie jest moż­li­wy. Trud­no zna­leźć oso­bę, któ­ra zapy­ta­na o otrzy­ma­nie sumy doda­wa­nia w wyso­ko­ści pięć, odpo­wie­dzia­ła­by „po pro­stu doda­łam dwa do dwóch”.  Moż­na więc zali­czyć tutaj wszyst­kie pro­ce­sy mają­ce na celu stwo­rze­nie Kan­tow­skich sądów syn­te­tycz­nych a prio­ri.

Pod­su­mo­wu­jąc, nale­ży odpo­wie­dzieć na pyta­nie: „czy intro­spek­cja ist­nie­je?”. Oso­bi­ście skła­niam się ku stwier­dze­niu, że tak. Jest ona jed­nak zasad­ni­czo pod­świa­do­mym, recep­tyw­nym pro­ce­sem, a jej zakres jest moc­no ogra­ni­czo­ny. Intro­spek­cja może odpo­wie­dzieć nam na pyta­nie, czy jesteśmy/byliśmy w danym momen­cie smut­ni, nie powie nam jed­nak dla­cze­go. Dużo sku­tecz­niej­sza oka­zu­je się w cza­sie ana­li­zy pro­ce­sów czy­sto myślo­wych jak wyko­ny­wa­nie „w pamię­ci” obli­czeń mate­ma­tycz­nych, udzie­la­jąc nam cho­ciaż­by, jak to zauwa­żył Arm­strong, infor­ma­cji o obec­nym sta­nie obli­czeń. Dla­cze­go jed­nak wybra­li­śmy nie­bie­ską sukien­kę, a nie czar­ną? Na to pyta­nie musi­my szu­kać odpo­wie­dzi gdzie indziej.

Fizycz­na zasa­da nie­ozna­czo­no­ści Heisen­ber­ga mówi nam, że ist­nie­ją takie pary wiel­ko­ści, któ­rych nie da się jed­no­cze­śnie zmie­rzyć z dowol­ną dokład­no­ścią. Akt pomia­ru jed­nej wiel­ko­ści wpły­wa na układ tak, że część infor­ma­cji o dru­giej wiel­ko­ści jest tra­co­na. Sam fakt doko­ny­wa­nia pomia­ru zabu­rza jego wynik. Cho­ciaż regu­łę tę sto­su­je się przede wszyst­kim w bada­niach fizycz­nych, podob­ny pro­blem zacho­dzi w cza­sie obser­wa­cji psy­cho­lo­gicz­nych, co zauwa­żył zresz­tą Wit­t­gen­ste­in. Sam fakt obser­wa­cji kon­kret­nych sta­nów psy­chicz­nych zmie­nia stan psy­chicz­ny nasze­go umysłu.

Jak w takim razie może­my dojść do jakich­kol­wiek wnio­sków doty­czą­cych intro­spek­cji? Z pomo­cą mogą przyjść nam dwie rze­czy: „mądrość tłu­mu” oraz coś na kształt Sokra­tej­skiej meto­dy majeutycznej.

Ame­ry­kań­ski dzien­ni­karz eko­no­micz­ny i publi­cy­sta James Suro­wiec­ki przy­ta­cza na począt­ku swo­jej książ­ki „The Wis­dom of Crowds” aneg­do­tę zwią­za­ną z posta­cią jed­ne­go z pre­kur­so­rów sta­ty­sty­ki, Fran­ci­sa Gal­to­na. Powia­da się, że w roku 1906 odwie­dził on wiej­ski festyn, dzię­ki cze­mu mógł być świad­kiem inte­re­su­ją­ce­go, z jego punk­tu widze­nia, kon­kur­su. W jego ramach wszy­scy chęt­ni mogli spró­bo­wać odgad­nąć wagę wołu. Jak moż­na się było tego spo­dzie­wać, żad­na oso­ba nie zga­dła popraw­nie. Fran­cis Gal­ton spi­sał jed­nak wszyst­kie zapro­po­no­wa­ne wagi, dodał je do sie­bie i wycią­gnął średnią.
Otrzy­ma­ny wynik: 1197 fun­tów. Fak­tycz­na waga wołu: 1198 funtów.

Na tym wła­śnie pole­ga zasad­ni­czo „mądrość tłu­mu”. Kie­dy zbie­ra­my dane od wie­lu róż­nych obser­wa­to­rów, ich błę­dy zno­szą się wza­jem­nie. Czy w takim razie może­my przy­jąć taką samą meto­dę przy bada­niu intro­spek­cji? Jeże­li zbie­rze­my dane od wie­lu róż­nych osób, być może będzie­my w sta­nie wyeli­mi­no­wać indy­wi­du­al­ne błę­dy i dotrzeć do praw­dy. Jakie­go typu dane może­my zbie­rać w ten sposób?

Zda­je się, że naj­lep­szym źró­dłem takich danych będzie uży­wa­ny przez nas na co dzień język. Wystę­pu­je w nim bowiem wie­le zwro­tów, kon­struk­cji, meta­for, któ­re, być może, mogą oka­zać się przy­dat­ne. Wie­le z nich opi­sa­nych zosta­ło przez G. Lakof­fa oraz Mar­ka John­so­na w książ­ce „Meta­fo­ry w naszym życiu”. Szcze­gól­nie istot­ne są tu dla nas meta­fo­ry onto­lo­gicz­ne, w któ­rych to róż­ne poję­cia abs­trak­cyj­ne takie jak honor, miłość trak­to­wa­ne są jako przed­mio­ty fizycz­ne. Ponie­waż są one powszech­nie uży­wa­ne („zna­la­złem sens życia”), moż­na domnie­my­wać, że warun­ku­ją one w pewien spo­sób myśle­nie człowieka.

Jakie moż­na wynieść z tego wnio­ski doty­czą­ce intro­spek­cji? Moż­na domnie­my­wać, że sko­ro spo­sób myśle­nia czło­wie­ka jest na róż­ne spo­so­by warun­ko­wa­ny przez czyn­ni­ki zewnętrz­ne, tak i myśle­nie o myśle­niu (intro­spek­cja), nale­żąc do tej samej kate­go­rii pro­ce­sów, róż­niąc się wyłącz­nie obiek­tem obser­wa­cji a nie meto­dą, pod­le­ga temu wpły­wo­wi. Czy w takim razie intro­spek­cji moż­na się nauczyć? Czło­wiek posia­da wie­le zdol­no­ści, któ­re wyda­ją mu się natu­ral­ne, ale musiał się ich nauczyć. Ludzie nie posia­da­ją od uro­dze­nia zdol­no­ści mowy, zdol­no­ści cho­dze­nia, posia­da­ją tyl­ko pew­ne pre­dys­po­zy­cje do ich naby­cia. Moż­na więc uznać, że cho­ciaż czło­wiek posia­da pew­ne pre­dys­po­zy­cje do obser­wa­cji sta­nów psy­chicz­nych, nie musi to ozna­czać, że zawsze ich doko­nu­je. Tak jak dziec­ko uczy się roz­po­zna­wać kształ­ty, doro­sły uczy się roz­po­zna­wać sta­ny psy­chicz­ne. Tłu­ma­czy to roz­bież­ność mię­dzy spra­woz­da­nia­mi słow­ny­mi z pro­ce­sów psy­chicz­nych, a ich sta­nem fak­tycz­nym. Moż­li­we, że pew­ne sta­ny psy­chicz­ne zosta­ły zaob­ser­wo­wa­ne, nie zosta­ły jed­nak wła­ści­wie skla­sy­fi­ko­wa­ne przez naszą świadomość.

Zmie­nia to w pewien spo­sób nasze rozu­mie­nie pro­ce­su intro­spek­cji. Posłu­gu­jąc się ana­lo­gią do zmy­słu wzro­ku: czym innym jest zauwa­że­nie trój­ką­ta a roz­po­zna­nie go. Tak więc nie moż­na uzna­wać obser­wa­cji sta­nów psy­chicz­nych i ich ana­li­zy za jed­no­rod­ny pro­ces. Ana­li­za sta­nów psy­chicz­nych jest zdol­no­ścią a nie zmy­słem, zaś ana­lo­gicz­nie ich obser­wa­cja jest zmy­słem a nie zdolnością.

Odwo­łu­jąc się do mądro­ści tłu­mu wysnu­li­śmy więc kon­kret­ny wnio­sek doty­czą­cy intro­spek­cji, któ­ry zasad­ni­czo skła­nia nas ku podzie­le­niu jej na obser­wa­cję intro­spek­cyj­ną i ana­li­zę intro­spek­cyj­ną. Ta pierw­sza może zostać w zasa­dzie zrów­na­na do świa­do­mo­ści ogól­nie, jest przy­ro­dzo­na każ­de­mu czło­wie­ko­wi, nie wyma­ga prak­ty­ki. Ana­li­za nato­miast jest już wyuczo­ną zdol­no­ścią. Może­my wyobra­zić sobie czło­wie­ka upo­śle­dzo­ne­go pod wzglę­dem zdol­no­ści do ana­li­zy intro­spek­cyj­nej, któ­ry nigdy nie spo­tkał się z żad­nym zewnętrz­nym prze­ja­wem posia­da­nia jakich­kol­wiek sta­nów emo­cjo­nal­nych, nie usły­szał na nie żad­nych nazw. Będzie on ich jed­nak z całą pew­no­ścią świa­do­my, będą one kon­tro­lo­wa­ły jego zacho­wa­nia. Nie może­my jed­nak być pew­ni, czy będzie on w sta­nie wymy­ślić na nie jakieś nazwy, czy będzie umiał wyróż­nić czyn­ni­ki zewnętrz­ne, któ­re je u nie­go wywo­łu­ją, czy będzie w sta­nie je „uchwy­cić”.

Mądrość tłu­mu dostar­cza nam rów­nież infor­ma­cji na temat umy­słu czło­wie­ka za pomo­cą tak zwa­nej „wie­dzy powszech­nej”. Są po pro­stu rze­czy, któ­re każ­dy wie. Każ­dy wie, że spóź­nia­ją­ce się pocią­gi są dener­wu­ją­ce. Wie­dza o tym przez jakie sytu­acje wywo­ły­wa­ne są kon­kret­ne sta­ny emo­cjo­nal­ne, może być swo­istą śred­nią ana­liz intro­spek­cyj­nych całej ludz­ko­ści. Tak więc nawet jeże­li intro­spek­cyj­na wie­dza poszcze­gól­nych jed­no­stek obar­czo­na jest dużym mar­gi­ne­sem błę­du, jest on niwe­lo­wa­ny przez dużą ilość osób doko­nu­ją­cych tej analizy.

Pró­bu­jąc wysnu­wać wnio­ski doty­czą­ce intro­spek­cji, moż­na odwo­łać się rów­nież do sokra­tej­skiej meto­dy majeu­tycz­nej. Jest to pro­ces wydo­by­wa­nia z czło­wie­ka pew­nej ukry­tej wie­dzy. W kon­tek­ście intro­spek­cji wie­dzą taką będzie wie­dza o pew­nym sta­nie psy­chicz­nym. Odwo­łu­jąc się do przy­kła­du eks­pe­ry­men­tu Nis­bet­ta oraz Wil­so­na doty­czą­ce­go efek­tu pla­ce­bo: cho­ciaż oso­by bada­ne same zaprze­cza­ły, że ich zwięk­szo­na odpor­ność na natę­że­nie elek­trycz­ne może być przy­czy­ną efek­tu pla­ce­bo, zgod­nie uzna­ły zaj­ście takie­go efek­tuu innych osób za praw­do­po­dob­ne. Może­my więc uznać, że posia­da­ły one na tyle boga­ty zasób wie­dzy o dzia­ła­niu umy­słu, żeby obiek­tyw­nie uwa­żać zacho­dze­nie efek­tu pla­ce­bo za praw­do­po­dob­ne. Skąd jed­nak naby­ły taką pew­ność? Dla­cze­go żad­na z nich nie uzna­ła takiej hipo­te­zy za nie­do­rzecz­ną? Naj­praw­do­po­dob­niej zdo­by­ły tę wie­dzę na dro­dze intro­spek­cji. Nie­za­sto­so­wa­nie takiej zasa­dy w momen­cie ana­li­zy swo­je­go wła­sne­go zacho­wa­nia nie wyni­ka więc z jej bra­ku, lecz praw­do­po­dob­nie z tego, że inna hipo­te­za wyda­wa­ła się w tym kon­kret­nym przy­pad­ku bar­dziej prawdopodobna.

Tak więc każ­dy czło­wiek dys­po­nu­je pew­ną wie­dzą o dzia­ła­niu swo­je­go umy­słu, cza­sa­mi nie jest jej po pro­stu świa­do­my, musi wydo­być ją na świa­tło dzien­ne. Dobrze ilu­stru­je to pamięt­na sce­na z opo­wia­da­nia Tade­usza Borow­skie­go „Pro­szę pań­stwa do gazu”. Głów­ny boha­ter, wię­zień Tade­usz, w cza­sie pra­cy przy roz­ła­dun­ku trans­por­tu kole­jo­we­go, któ­ry przy­je­chał wła­śnie do obo­zu, opo­wia­da swo­je­mu przy­ja­cie­lo­wi Hen­rie­mu o ogar­nia­ją­cej go wście­kło­ści i znie­chę­ce­niu. Co cie­ka­we, nie jest on zde­ner­wo­wa­ny na straż­ni­ków wię­zien­nych, pogo­dę, lecz na wła­śnie przy­by­łych ludzi. Obiek­tyw­nie ana­li­zu­jąc tę sytu­ację, wie­my jed­nak, że nie jest on zezłosz­czo­ny kon­kret­nie na ludzi, któ­rzy przy­je­cha­li: draż­ni go panu­ją­cy upał, znie­chę­ca­ją­ce sce­ny, któ­rych jest świad­kiem. Tak też kwi­tu­je to jego przy­ja­ciel: „Męczy cię ram­pa, bun­tu­jesz się, a złość naj­ła­twiej wyła­do­wać na słab­szym”, uka­zu­jąc tym samym fak­tycz­ną przy­czy­nę wście­kło­ści Tadeusza.

Na pod­sta­wie zebra­nej dotych­czas wie­dzy o dzia­ła­niu umy­słu może­my spró­bo­wać stwo­rzyć jakiś wia­ry­god­ny sche­mat intro­spek­cji. Mamy więc zasad­ni­czo dwa pro­ce­sy pod­pa­da­ją­ce pod poję­cie „intro­spek­cja”: obser­wa­cję intro­spek­cyj­ną pole­ga­ją­cą na zare­je­stro­wa­niu przez JA-obser­wa­to­ra pro­ce­sów JA-obser­wo­wa­ne­go, oraz ana­li­zę intro­spek­cyj­ną pole­ga­ją­cą na kate­go­ry­za­cji, kla­sy­fi­ka­cji, nazy­wa­niu, two­rze­niu hipo­tez doty­czą­cych sta­nów psy­chicz­nych. Para­dok­sal­nie, całą tę pra­cę moż­na uznać za pew­ną, wyso­ce skom­pli­ko­wa­ną for­mę takiej analizy.

Obser­wa­cja zacho­dzi cały czas, nawet jeże­li nie jeste­śmy świa­do­mi. Jest ona zmy­słem, czymś wro­dzo­nym, warun­ku­ją­cym zasad­ni­czo samą moż­li­wość ist­nie­nia świa­do­mo­ści. Wszyst­ko, co zosta­je zacho­wa­ne w pamię­ci,  może zostać póź­niej przy­wo­ła­ne w ramach pro­ce­su retro­spek­cji. Nie udzie­la nam „czy­stych” infor­ma­cji o spo­so­bie zacho­dze­nia pro­ce­sów myślo­wych, sku­pia­jąc się głów­nie na ich pro­duk­tach (Nie wie­my jak przy­po­mi­na­my sobie rze­czy, tak samo jak nie wie­my, jak zgi­na­my ręce). Może być tak kie­dy zacho­dzą one pozio­mie pod­świa­do­mym, wymy­ka­ją­cym się pró­bom wtło­cze­nia w ramy języ­ko­we. Ist­nie­ją jed­nak pew­ne ich „echa” słu­żą­ce nam do oce­ny praw­do­po­do­bień­stwa nie­któ­rych hipo­tez doty­czą­cych dzia­ła­nia umysłu.

Ana­li­za jest już jed­nak czymś zupeł­nie innym, zacho­dzi ona bowiem w wyni­ku świa­do­me­go dzia­ła­nia. Nie jest ona pro­ce­sem wro­dzo­nym, abso­lut­nie nie­za­leż­nym od czyn­ni­ków zewnętrz­nych, w wyni­ku cze­go pod­le­ga ona błę­dom. Moż­na jed­nak się jej uczyć, wraz ze wzro­stem doświad­cze­nia w zakre­sie ana­li­zy intro­spek­cyj­nej oraz ogól­nej wie­dzy o świe­cie, zwięk­sza się traf­ność naszych hipo­tez. Nale­ży zazna­czyć, że mając za swój przed­miot sta­ny psy­chicz­ne, ana­li­za nie może ist­nieć bez obser­wa­cji, tak jak nie moż­na zasad­ni­czo patrzeć na nic sie­dząc w ciem­nej piw­ni­cy bez świa­tła. Ana­li­za praw­do­po­dob­nie jed­nak nie zacho­dzi rów­no­le­gle do obser­wa­cji ze wzglę­du na ogra­ni­czo­ne zdol­no­ści ludz­kie­go umy­słu. Jeże­li jed­nak obser­wa­cja zaszła w prze­szło­ści, a jej wynik zacho­wał się w pamię­ci, ana­li­za może uzy­skać dostęp do przed­mio­tu swo­ich badań za pomo­cą pro­ce­su retro­spek­cji, czy­li przy­po­mi­na­nia sobie doko­na­nych obser­wa­cji introspekcyjnych.

Zakończenie

Zda­wa­ło­by się, że ludz­kie pro­ce­sy myślo­we jako coś sta­no­wią­ce­go pod­sta­wę nasze­go bytu, waru­nek koniecz­ny ist­nie­nia świa­do­mo­ści, powin­ny być dla nas czymś oczy­wi­stym i dosko­na­le wia­do­mym. Para­dok­sal­nie oka­zu­je się jed­nak, że wca­le tak nie jest. Prze­cież gdy­by natu­ra tych pro­ce­sów była nam dosko­na­le zna­na, cała ta pra­ca była­by bez­za­sad­na, nie­po­trzeb­na oraz pozba­wio­na sensu.

Wca­le jed­nak nie ozna­cza to, że nie­moż­li­wym jest doj­ście do jakich­kol­wiek usta­leń doty­czą­cych pro­ce­sów intro­spek­cyj­nych. Jak wyraź­nie poka­zu­je nam pierw­szy roz­dział, zagad­nie­nie to podej­mo­wa­ło już bar­dzo wie­lu wybit­nych myśli­cie­li, co wyraź­nie uka­zu­je nam sto­pień skom­pli­ko­wa­nia tego zagad­nie­nia. Nie­śmia­łe usta­le­nia na temat intro­spek­cji łatwo moż­na pod­wa­żyć. Tak więc, cho­ciaż brzmi to dosyć prze­wrot­nie, pomoc­nym narzę­dziem przy odkry­wa­niu praw­dzi­wej natu­ry naszych wła­snych pro­ce­sów psy­chicz­nych oka­zu­je się ana­li­za cudzych oraz odwo­ła­nia do wspól­nych ele­men­tów usta­leń więk­szych grup ludzi, co umoż­li­wia nam swe­go rodza­ju wyj­ście poza ogra­ni­cze­nia nasze­go indy­wi­du­al­ne­go postrze­ga­nia świa­ta i doj­ście do kon­kret­nych wniosków.

Roz­wa­ża­jąc zagad­nie­nie intro­spek­cji, trud­no jest zna­leźć jasne odpo­wie­dzi na zada­wa­ne pyta­nia. Widzi­my jed­nak, że ist­nie­je pew­na świa­do­mość naszych pro­ce­sów psy­chicz­nych. Nie musi koniecz­nie docho­dzić ona do naj­niż­szych ich pozio­mów, do sta­nów elek­trycz­nych naszych neu­ro­nów, żeby­śmy mogli mówić o świa­do­mo­ści sta­nów psy­chicz­nych. Może być tak dla­te­go, że pew­ne fun­da­men­tal­ne czyn­no­ści zacho­dzą na pozio­mie nie­wy­ra­żal­nym w języ­ku mówio­nym. Tak czy ina­czej, zaprze­cza­nie moż­li­wo­ści jakiej­kol­wiek obser­wa­cji naszych pro­ce­sów psy­chicz­nych było­by w isto­cie odma­wia­niem czło­wie­ko­wi świa­do­mo­ści myśle­nia w ogóle.

Z dru­giej stro­ny, nie moż­na baga­te­li­zo­wać argu­men­tów prze­ciw­ko intro­spek­cji. Pro­ce­sy pod­świa­do­me i błę­dy przy ana­li­zo­wa­niu naszych wła­snych moty­wa­cji oraz pro­ce­sów myślo­wych wska­zu­ją nam, że zakres bez­po­śred­niej obser­wa­cji naszych wła­snych sta­nów psy­chicz­nych nie jest abso­lut­ny oraz nie­ogra­ni­czo­ny. Nawet jeże­li jed­nak nie mamy pew­no­ści, skąd pew­ne myśli wzię­ły się w naszej gło­wie, wie­my, że te myśli się w niej zna­la­zły. Ana­li­zu­jąc zarów­no samą myśl (na dro­dze retro­spek­cji), jak i sytu­ację, kontekst,
w któ­rym się ona poja­wi­ła, może­my mimo wszyst­ko dojść do logicz­nych i spój­nych wnio­sków. Zdo­ła­li­śmy mię­dzy inny­mi wyróż­nić pro­ce­sy obser­wa­cji oraz ana­li­zy introspekcyjnej.

Nauka cały czas idzie do przo­du. Być może za kil­ka­dzie­siąt, kil­ka­set lat odpo­wie­dzi na wszyst­kie pyta­nia doty­czą­ce intro­spek­cji będą już oczy­wi­ste, a bez­dusz­ne robo­ty-psy­chia­trzy będą roz­kła­dać ludz­kie umy­sły na czyn­ni­ki pierw­sze. Przy­kład teo­rii ato­mi­stycz­nej Demo­kry­ta z Abde­ry poka­zu­je nam jed­nak, że nawet mając ogra­ni­czo­ną wie­dzę i skrom­ne środ­ki, może­my zna­leźć się bar­dzo bli­sko prawdy.

Czło­wiek jest isto­tą żąd­ną wie­dzy, czu­ją­cą w sobie nie­od­par­tą chęć obser­wo­wa­nia, ana­li­zo­wa­nia i opi­sy­wa­nia ota­cza­ją­ce­go go świa­ta. Jed­nak jed­nym z naj­bar­dziej fascy­nu­ją­cych go zagad­nień jest on sam. Tak dłu­go jak żyje­my, jeste­śmy ska­za­ni na swo­je wła­sne towa­rzy­stwo. „Utknę­li­śmy tu razem. Wyglą­da na to, że spę­dzi­my tro­chę cza­su w tej win­dzie, nim nasze dro­gi się rozej­dą. Dla­cze­go by więc nie poznać się lepiej?” – coś takie­go mógł­by powie­dzieć znie­wa­la­ją­co przy­stoj­ny głów­ny boha­ter kome­dii roman­tycz­nej do swo­jej przy­szłej żony. Bada­cze tajem­nic ludz­kiej psy­chi­ki, psy­cho­lo­go­wie, psy­chia­trzy, neu­ro­lo­dzy, filo­zo­fo­wie umy­słu, skła­da­ją bar­dzo podob­ną pro­po­zy­cję. Róż­ni­ca pole­ga na tym, że skła­da­ją ją samym sobie i sami ją przyjmują.


Filip Bień­kow­ski – absol­went XXXIII Liceum Ogól­no­kształ­cą­ce­go Dwu­ję­zycz­ne­go im. Miko­ła­ja Koper­ni­ka w War­sza­wie. Fina­li­sta XXIX i lau­re­at XXX Olim­pia­dy Filo­zo­ficz­nej. Stu­dent MISMaP na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Inte­re­su­je się tech­no­lo­gią i jej wpły­wem na życie czło­wie­ka, a w szcze­gól­no­ści zagad­nie­nia­mi roz­wo­ju sztucz­nej inte­li­gen­cji i rze­czy­wi­sto­ści wirtualnej.

 

 

Autor ilu­stra­cji: quickshooting

Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy